mefistofeles pisze:zlecili pewnej firmie - bez przetargu organizację eventów tak, że zabezpieczony byłtylko interes tej firmy. Dochodziło do tego, że stadnina musiała tej firmie płacić za wynającie miejsca wystawienniczego podczas imprezy organizowanej w tej stadninie.
A nie zastanowiło Cie to, że minister atakowany przez media tuż po odwołaniu obydwu "przestępców" nawet słowem nie wspomniał o takim łamaniu prawa?
I co? Jakiś redaktor "wrzuca" teraz taką informację, bo sam do niej dotarł, a pan minister nie potrafił, choć bardzo potrzebował...?
Za "komuny" przez wiele lat dyrektorowałem w zakładzie zatrudniającym grubo ponad pięćset ludzi na stałe, a okresowo prawie tysiąc. Najpierw to do mnie przysyłano różne anonimowe donosy na współpracowników, ale ponieważ natychmiast je kazałem wywieszać w zakładowej tablicy ogłoszeń, uciąłem ten proceder, bo z charakteru pisma pracownicy szybko ustalali, kto je pisał. Oczywiście cała tablica ogłoszeń zostawała wtedy rozbijana w drobny mak.
Zakładowe męty wymyśliły wtedy inny "sposób": zaczęto na mnie wysyłać donosy do miejscowego, potem powiatowego, wreszcie wojewódzkiego komitetu wiadomej partii. Robiono nawet pokazowe egzekutywy, na których zawsze całkowicie nieprzygotowany, musiałem się z takich oszczerstw tłumaczyć. Niby natychmiast sprawy "zawieszano do dalszych wyjaśnień", ale choć zawsze się okazywało, że donosy okazywały się kłamstwami, sprawy umarzano dopiero wtedy, gdy pojawiały się nowe "kwity"...
Taka metoda! Zamiast najpierw sprawdzić dokładnie, co jest warty jakiś "kwit", stawia się pod społecznym pręgierzem człowieka i każe się mu tłumaczyć!
Ba, wylałem kiedyś z pracy urżniętego w trupa pracownika - funkcyjnego zakładowej Solidarności, ale się wtedy okazało, że to on pisał część tych paszkwili, o czym nie miałem pojęcia i zarzucono mi wtedy, że się... mszczę na związkowcach.
I tak odium dyrektora-przestępcy/zawistnika w świadomości otoczenia było podtrzymywane, a że przez ten sam "aparat", przeciw któremu te związki występowały, to... drobiazg przecież.
Nic Ci się nie kojarzy z obecną "aferą"? Zapewniam Cię, że będą następne...
No to Ci współczuję na wypadek, gdybyś kiedyś poważniej awansował, bo i Ciebie to wtedy zacznie dotyczyć... Metody szubrawców się nie zmieniły od stuleci!
P.S.:Wiele, prawie dwadzieścia lat temu napisałem opowiadanie, jak to u mnie... relację - jest w pierwszym tomie moich opowiadań "Lama...", ale można poczytać i -
tu!
Krytycyzm i samodzielne myślenie, to właśnie dewastuje od wczesnego średniowieczu kościół katolicki, a skrzętnie wykorzystywali i nadal skutecznie tępją kolejni nasi "wodzowie narodu"...
Czytaj Kitowicza, Jasienicę, Zbyszewskiego i im podobnych!