Pierwotnie to piątek miał być dniem mojego wyjścia w góry. Planowałem wyjazd do Morskiego Oka. Wyjście na Szpiglasowy Wierch potem jakiś nocleg w pięciu stawach i powrót przez najprawdopodobniej Zawrat. Ale jak to bywa okazało się, że jestem bezcenny w pracy i cały plan poszedł się paść. Ale nie ma tego złego. Czyli przełożyłem wyjście na sobotę rano. Wstaję o 6 rano a o 7 wychodzę w góry. Idę na Zawrat potem na Gładką Przełęcz i nocuję w dolinie Hlińskiej. Następnego dnia wcześnie rano wstaję i udaję się na zdjęcia na Koprowy Wierch. Do tego momentu jest fajny plan i cieszę się na takie wyjście. Martwi mnie tylko dalsza część tego planu. Muszę zejść do Szczyrbskiego Plesa i wlec się różnymi środkami lokomocji do Polski. Albo inna wersja bardziej przerażająca czyli wyjście na Rysy i zejście do Morskiego Oka. Nie uśmiecha mi się to wcale. Nie mniej póki co idę na Zawrat. Samo podejście pod przełęcz jest niezmiernie hmm łatwe raczej jest mocne oblodzenie. Wiadomo przecież to jest zima i kwiatków nie będzie. Ale czym wyżej przełęczy tym staje się coraz bardziej niebezpiecznie. Jakoś nie robi to na mnie wrażenia to, że moje kijki tępe kijki nie wbijają się w podłoże lodowe. Co chwile zsuwają się przez co cały czas muszę kontrolować abym nie pizgnął na lód. Termos aby mieć szybki dostęp do niego wykładam na zewnątrz plecaka do kieszonki. Czekan mam przytroczony do plecaka. Noż bez jaj obciach iść z czekanem w ręce na Zawrat. Nie dokańczając tej myśli widzę swoje nogi ubrane w raki na tle nieba. Kurde ale fajnie takie raczki i buciki tak wysoko ale zaraz a gdzie głowa i bark? Bark właśnie porządnie jebną o lód i głowa chyba też. W tym momencie nabieram fajnej prędkości oczywiście nie takiej jak termos który niczym rakieta kosmiczna zapierdala w dół. Widzę jak najpierw kubek odłącza się od korpusu następnie plastikowa zakrętka a na samym końcu gorąca malinowo miodowa herbata rozlewa się na całej powierzchni śniegu. Oczywiście sceny te rozgrywają się na samym dole obok Zmarzłego Stawu. Ale to wszystko ładne. W tym momencie dochodzi do mnie, że jak się nie wezmę w garść to moje członki choć ten jeden ma się dobrze też tak się odłączą od korpusu. Mocno chwytam kijek tak jakby to był czekan i wbijam go w śnieg przez co bolid manfred zatrzymuje się w miejscu. No i zacwaniakowałeś. Gramole się do góry i jestem na Zawracie. O tym co się stało przed chwilą zapomniałem. Dla pewności sprawdziłem tylko czy nie mam kupy w majtach. Jest sucho.
Nie mam wody i napiję się dopiero ok 16 jak sobie śnieg natopię. Oczywiście mam gaz palnik i menażkę. A termosu mi nie szkoda bo był chiński. Kurde jednak mi go trochę szkoda. Z Zawratu do Piątki nie prowadzą żadne ślady ale zraz będą bo do góry podchodzą już pierwsi turyści. Nie zabawiam dużo na przełęczy i schodzę w dół. W pewnym momencie odbijam w prawo i kieruję się w stronę Gładkiej Przełęczy. Podejście na przełęcz jest twardsze niż przysłowiowy beton. Prawa ręka ubrana w czekan lewa… nie ma nic. Podchodzi mi się znakomicie. To co widzę na przełęczy to istna skorupa lodowa. Wszystko jest oblane lodem wygląda to niesamowicie. Tu pękam i rezygnuję z pójścia do Hlińskiej. Nocleg planuję poniżej przełęczy na wspaniałym wypłaszczeniu. Zero śladów zero ludzi słońce i brak wiatru napaja mnie niesamowicie. Wychodzę na Gładki Wierch na zachód słońca. Teraz już wiatr się wzmaga. Ale nie przeszkadza mi to fotografować wte i wewte. Widzę śmigło na Kozim. Później dowiem się, że facet nie mógł zejść i trzeba było go zwieść na dół. Godzina 16 kładę się spać no bo co mam robić. Tu uzmysławiam sobie ,że jednak wole spacerować latem. Zawsze można sobie posiedzieć niekoniecznie iść spać. W nocy wpadam na genialny pomysł jak przygotowywać sobie posiłki w górach. Że też wcześniej nie pomyślałem o tym. Po przetestowaniu podzielę się tym wynalazkiem. Niebo gwiaździste nie ma podmuchów wiatru. To chyba pierwsza w moim życiu taka spokojna nocka. cdn
manfred pisze:W tym momencie dochodzi do mnie, że jak się nie wezmę w garść to moje członki choć ten jeden ma się dobrze też tak się odłączą od korpusu.
No i sprawdziło się co mi mówiła moja babka, że faceci w każdej sytuacji myślą tylko o tym jednym.
Ostatnio zmieniony pn 07 gru, 2015 przez uszba, łącznie zmieniany 1 raz.
Wszystko pięknie, kolejny świetny tekst, do zdjęć nawet nie mam się co porównywać ...
Ale czemu ty tak rzadko tu piszesz? Chciałoby się częściej czytać te twoje wypociny
ps - w czerwcu 2006 pojechałem w podobny sposób spod Świnickiej Przełęczy, z tym że nie straciłem termosika I też wyhamowałem kijkami stylem a'la czekan.
ps2 - namiocik z daleka wygląda jak buda dla jamnika.
manfred pisze:W tym momencie dochodzi do mnie, że jak się nie wezmę w garść to moje członki choć ten jeden ma się dobrze też tak się odłączą od korpusu.
No i sprawdziło się co mi mówiła moja babka, że faceci w każdej sytuacji myślą tylko o tym jednym.
No no niezle
Czekam na cd
Ale ktora to sobota? bo jakos mi sie widzi ze to jakby z nie ostatniach dni,choc moge sie mylic,bo sniegu sporo nawet szczeg. w 5 ??
ale relacja przednia i podziwiam zimowych namiociarzy- ja bym zamarzła, jednak wolę biwaki letnie A i ujęcia niczego sobie można się rozpłynąć i również czekam na Ciąg dalszy
Angie84 pisze:
podziwiam zimowych namiociarzy- ja bym zamarzła, jednak wolę biwaki letnie
E tam, teraz jest taki sprzęt że człowiek jeśli tylko chce to ma sucho i cieplutko.
Podobnie np. ciuchy żeglarskie - we wczesnych latach 80-tych pływałem po Bałtyku w gumowym sztormiaku, który albo ciekł, albo pocił się od środka - i w wiecznie wilgotnym od słonej wody bawełnianym dresiku, z kawałkiem pianki pcv pod siedzeniem, żeby mi tyłek z zimna nie odpadł. A dziś? Niebo a ziemia. I jeszcze niektórzy narzekają