KOZIARZ POZNANY I POKOCHANY.

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

KOZIARZ POZNANY I POKOCHANY.

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Bardzo żal mi było opuszczać w taką ładną pogodę Krościenko i naszych kochanych gospodarzy … ale cóż.... drugi raz przesuwać wizytę u lekarza … to nie wchodziło w rachubę.
W dodatku na Wszystkich Świętych zapowiedzieli się goście – nie ma rady, trzeba poczekać do poniedziałku z nadzieją, że ta piękna pogoda utrzyma się jeszcze kilka dni.
Ku mojej wielkiej uciesze po listopadowych Świętach prognozy były w dalszym ciągu wspaniałe, więc na drugi dzień – w poniedziałek rano - z powrotem bety do samochodu, rowery na bagażnik i jazda w znanym i lubianym kierunku z głową pełną planów.
A rodzinka bliższa i dalsza nie mogła się nadziwić po co my w listopadzie wleczemy w góry rowery :))
Ja tam wiem po co :D .

Tak się złożyło, że tym razem mieszkaliśmy w Szczawnicy – w pensjonacie “Pokusa” , który należy do naszej młodszej gaździnki z Zakopanego – Ewy.
Z tego tytułu gościliśmy tam na trochę innych warunkach :D :P .
“Pokusa” mieści się w samym centrum obok kościoła, przy głównym deptaku prowadzącym na Plac Dietla . Byliśmy pod wrażeniem jej wnętrza i przemiłej obsługi. Obok – gdzie kiedyś był grill – Ewa urządziła śliczną klimatyczną kawiarenkę z pyszną kawą, ciastkami i deserami. Szczególnie uroczo wyglądała wieczorem, pięknie oświetlona .


Obrazek


W dzień przyjazdu krótka przejażdżka rowerowa, a w następnym wybraliśmy się na Turbacz.
Nie byliśmy tam już dawno i warto było przypomnieć sobie tą wycieczkę jesienią.
Planowaliśmy zacząć z Przełęczy Knurowskiej, ale tam dojechać busem to jakaś masakra. Po złych doświadczeniach sprzed kilku lat postanowiliśmy pojechać swoim autkiem. Z tego powodu trzeba było wracać tą samą drogą. Mnie to wcale nie przeszkadza, a małżonek tym razem dał się jakoś przekonać moimi argumentami.
Pogoda marzenie, gorąco jak latem, musiałam się rozebrać do koszulki bez rękawów.
Ostatnio gdy tu byliśmy nad górami stały chmury, niewiele można było zobaczyć - a teraz pokazały się panoramy ... Cymesik.


Obrazek


Obrazek

Idąc po pachnących i szeleszczących złotych dywanach – poczuliśmy się jak w bajkowym świecie.
Spod nóg - jak duszek górski - wyleciał nam cietrzew.


Obrazek


Obrazek

Pusto na szlaku, może trzy osoby spotkaliśmy pod górę , a wracając - jedną .
To jest cały urok i wielki plus listopadowych wypraw … jeśli pogoda dopisze, to są cudowne wprost.
Wszechobecna cisza, kolory gór i zapach jesiennego lasu …. tego nie przebije żadna inna pora roku.
Mimo że dni są teraz krótkie, to jednak wolę te wycieczki, niż letnie.

Powoli doszliśmy do miejsca, gdzie postawiono krzyż upamiętniający księdza Wątrobę, który dwa lata temu wracając z Turbacza w śnieżnej zawiei, zgubił się i zamarzł. Nie był nowicjuszem w górach , ale niestety przecenił swoje możliwości ...


Obrazek


Widok z Hali Długiej wbił mnie wprost w ławkę i długo, długo nie mogłam się stamtąd ruszyć.
Efektem tego był godzinny powrót przy czołówkach w czarnym jak smoła lesie.


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Tu widać wieżę na Gorcu, na który też miałam chęć pójść.
Oświetlone promieniami zachodzącego słońca góry wyglądały zupełnie inaczej … uroczo wprost.


Obrazek


Obrazek

Martwiłam się tylko, żeby za widoku zejść na równiejszy szlak,mocno w dół prowadzącym żlebikiem, zasypanym grubo liśćmi, pod którymi kryły się niespodzianki w postaci mało widocznych ruchomych kamieni i korzeni.
Na szczęście się udało, mimo że trudno było przyspieszyć z takim widokiem na horyzoncie. Tatry w zachodzącym słońcu też wyglądały bajecznie.... no jak tu nie popatrzeć, choć mrok się zbliżał w szybkim tempie....
Wszystkie warstwy ubrania zostały wcześniej założone, czołówki przygotowane pod ręką – a raczej na ręce - żeby potem już nie tracić czasu na takie czynności.


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Od miejsca, gdzie stoi wspomniany krzyż droga już lekko w dół , wygodna i bez problemów, mimo że jeszcze spory kawałek – przeszło godzinę - trzeba było iść do autka czekającego na Przełęczy.
Piękna wycieczka, ale długa i wróciliśmy dość późno, więc w kolejnym dniu coś lżejszego na rowerach.
:think: …...jeśli wyjazd na Tokarnię można nazwać lżejszym :?

Tokarnia … podejście trzecie .
Poprzednim razem nie wyszło i tym też niewiele brakowało żeby nic z tego nie było.
Muszę przyznać, że zjazd z Przełęczy zawsze przyprawia mnie o lekki stres. Mocno tam w dół, kręto i niezbyt szeroko.
Rano – wyszykowani – mieliśmy już wychodzić z pokoju, ale ponieważ miałam w nocy sen z gatunku “brzydkich” kazałam małżonkowi sprawdzić hamulce w moim rowerze.
Sprawdził i przyszedł z miną niewyraźną - tylni był niesprawny... No ładnie … o jednym hamulcu - w dodatku przednim - to można stamtąd dojechać co najwyżej na Tamten Świat . Ponieważ tam się nikomu za bardzo nie śpieszy wycieczkę trzeba było skreślić z planów . Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Naprawa za długo potrwa, zresztą nie ma w co ręce wsadzić - no i dzień na straty. Humor mi się popsuł okropnie.
Mąż poszedł wypytać miejscowych o jakiś sklep z częściami rowerowymi i miła dziewczyna z obsługi doradziła mu, żeby zapytał w wypożyczalni rowerów pod Palenicą czy ich serwisant nie naprawi mi tego hamulca.
Jaka była nasza radość, gdy okazało się, że naprawi . W dodatku jedna pani miejscowa, która też była po pomoc przed nami , przepuściła nas i po 20 minutach miałam rower sprawny i sprawdzony - za jedyne 20 zł.
Zrobiło się trochę późno, ale żal nam było stracić taki piękny dzień i zdecydowaliśmy ruszyć … najwyżej końcówka powrotu będzie po ciemku.
Trudno – jakoś dojedziemy...szkoda pogody . Pojechaliśmy od strony Leśnicy.
Wycieczka cudna widokowo, choć trzeba się trochę namęczyć, bo szosa cały czas pod górę.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Na Przełęczy wytargaliśmy jeszcze rowery na górkę, z której była panorama 360 stopni i tam urządziliśmy sobie dość długi odpoczynek w warunkach komfortowych. Cichutko, piękne widoki, ciepło i pusto.... czego chcieć więcej do szczęścia ? .
Mój Anioł Stróż Górski znów spisał się na medal tym sennym ostrzeżeniem. Dzięki Aniołku :) .


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Za każdym razem kiedy zjeżdżam z Tokarni do Lipnika przeważnie mam tylko jedną myśl – co by trzeba było zrobić, gdyby mi hamulce wysiadły …
Tym razem owa myśl już mnie tak bardzo nie prześladowała i jechałam sobie dość spokojnie po fachowym przeglądzie roweru.
Na zdjęciu widać ślady na szosie jak ktoś nie wyrobił zakrętu i przysadził w słupki :)) . Tam nawet dość ciężkie samochody można spotkać.


Obrazek

Przy tej tablicy zawsze oddycham głęboko i z ulgą :)) .


Obrazek

Dalsza jazda, to już sama przyjemność... cały czas fajnie z góry - przez klimatyczne miasteczko , a potem obok Haligowskich Skał aż do Czerwonego Klasztoru.
Pięknie tam , więc trochę bałamuciliśmy przy zdjęciach.


Obrazek


Obrazek


Powrót cudownie kolorową Drogą Pienińską , co na rowerach zawsze sprawia mi wielką przyjemność.
Choćby tylko po to, żeby się tą drogą przejechać – warto je brać ze sobą.


Obrazek


Obrazek

Dobrze nawet, że zdecydowałam się zrobić tą wycieczkę z tej strony... co by nie powiedzieć jest krótsza czasowo - bo w dół szybciej - i tym samym dużo łatwiejsza :)) .
Tak jak sobie obliczyłam , ściemniło się gdy jechaliśmy bulwarem nad Grajcarkiem - ale to już prawie w domu.

W następnym dniu zaplanowałam nową trasę , gdzie jeszcze nie byliśmy – na Koziarza. Postawiono tam jedną z wież widokowych i czytałam w internecie, że to bardzo ładna wycieczka.
Podjechaliśmy swoim autem do Tylmanowej żeby rozeznać sytuację, bo niezbyt było nam wiadomo, jak się do niej zabrać.

Po przejechaniu wąziutkiej kładki na drugą stronę Dunajca i kilku takich samych uliczek, postawiliśmy samochód na końcu jednej z nich i zapytali młodego człowieka czy dobrze się kierujemy. Odpowiedział że dobrze i z pewnością nie pobłądzimy, bo do samej wieży prowadzi “walcowana droga” :)) .
Faktycznie – takie aleje spacerowe są chyba do każdej z tych wież.
Początkowo mocno do góry, potem też kilka podobnych odcinków, ale dobrze się idzie taką “walcowaną” :)) .
Po ich pokonaniu wychodzi się na przepiękne polany z niesamowitymi widokami.
Szkoda tylko że powietrze nie było zbyt przejrzyste i dalsze plany przysłaniała mgiełka, pod którą również ledwo majaczyły Tatry.
Nic to, przyjdziemy tu na pewno w przyszłym roku ..... mam nadzieję :) .
Następnym razem – na dłuższym dniu – można będzie dojechać busem i wrócić szlakiem przez Dzwonkówkę do Szczawnicy. Bez pośpiechu, bo tego nie lubię.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Jeszcze takie cudeńka można wypatrzeć na poboczach .


Obrazek

Podeszliśmy też szlakiem krótkim, ale ostrym na Błyszcz, gdzie stoi kapliczka i pomnik poświęcony Papieżowi Janowi Pawłowi II ufundowany przez mieszkańców Tylmanowej.


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Ze szczytu Błyszcza pięknie widać wieżę i okolicę ...


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Z wieży też widoki wspaniałe - choć dziś niezbyt wyraźne .
Ponieważ byliśmy sami – zrobiliśmy sobie odpoczynek na platformie widokowej. Teraz było ciepło, bo na wieży w Lubaniu solidnie zmarzliśmy... ale za to widoczność była super.
Coś za coś.....jednak wolałabym popatrzeć i zmarznąć.... tym bardziej, że tylko na wieży było zimno. Na dole już miłe ciepełko.


Obrazek


Obrazek

Wracaliśmy na skróty jakąś drogą miejscową przez przepiękne brzozowe polanki . Bajka.


Obrazek


Obrazek

Na tej wycieczce nie spotkaliśmy nikogo. W obie strony szliśmy sami.

Wspaniała wyprawa – koniecznie do powtórzenia :D.

W kolejnym dniu miałam chęć zobaczyć okolicę z następnej wieży – na Gorcu. Widoczność jednak była taka sama jak tu i postanowiliśmy odłożyć ją na “zaś” , a teraz przespacerować się takim kółkiem : z parkingu przed Areną Jaworki w Jaworkach do Białej Wody, następnie przez Rozdziele, Wierchliczkę , Rówienki i Bukowinkę - z powrotem na parking, gdzie zostawiliśmy Puntusia.


Obrazek

Obrazek

Tu też kolorowo, pięknie i pusto.


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Popołudniowe mgiełki zaczęły swój taniec nad okolicą.


Obrazek


Obrazek

W cieniu - zimowy ogród , który zachwycał śniegowymi kwiatami, lodowymi ozdobami i malunkami na szkle …
No.... trochę się zapędziłam …. na kałużach :) .


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek

A tam, gdzie słońca nie brakowało, resztki Babiego Lata czarowały swoimi kwiatami i ciepłymi kolorami ... jakże innymi od tamtych zimowych.


Obrazek


Obrazek

Posiedzieliśmy dość chwilę na punkcie widokowym Bukowinki – choć już powoli robiło się późno i zimno, a wyciąg nie chodził w tym dniu. Trzeba było zejść na piechotkę, ale poszło nam to sprawnie i niespodziewanie szybko.


Obrazek

I znów prawie po ciemku wróciliśmy do urokliwej Pokusy.
Wieczory już mocno chłodne i nawet nie chciało nam się ruszać z cieplutkiego pokoju aby iść na spacer po Szczawnicy, która oświetlona prezentuje się wyjątkowo ładnie.
Jutro koniec słonecznej pogody i postanowiliśmy wracać do domu. Jak zwykle było mi szkoda, bo do południa miało być jeszcze ładnie – więc wymyśliłam żeby wstąpić “po drodze” :? na baseny do Vrbova.
Ze Szczawnicy jedzie się tam godzinę przez Spisz i Przełęcz Spiską przecudną okolicą, skąd wspaniale widać Tatry.
Kilka razy zatrzymywałam autko żeby zrobić fotki i popatrzeć ….


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek

Tym razem tylko trzy godziny przyjemności wodnych bo miałam nadzieję zajechać do domu za widoku.
Niestety po południu pogoda się popsuła i od razu na zakopiance cztery wypadki , a przy każdym wiadomo – korek. Musiałam wytrzeszczać oczy od Olkusza, a przez jurajskie lasy od Klucz dodatkowo we mgle.
Takiej jazdy nie lubię, ale mimo wszystko - warto było :).

Nawet nie przypuszczałam w najśmielszych snach, że w tej - momentami okropnie brzydkiej jesieni uda mi się zrobić takie cudne wycieczki.
Ja jednak nawet w najgorsze prognozy żyję nadzieją że nadejdą kiedyś piękne dni ….

I nadeszły :D .


Ala :) .

Panoramki

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Ostatnio zmieniony śr 20 sty, 2016 przez Zakochani w Tatrach, łącznie zmieniany 2 razy.
Zakochani w Tatrach
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Chcesz mnie mieć na sumieniu? W mojej sytuacji można się zabić jak się takie krajobrazy widzi, zwłaszcza to ostatnie przed panoramkami.
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

uszba pisze:Chcesz mnie mieć na sumieniu?
:O Jezusiczku i Mateńko ... a ja myślałam, że Ci ulży :)) .
Zakochani w Tatrach
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Zakochani w Tatrach pisze:a ja myślałam, że Ci ulży :)) .

no jasne, ulży. A ulży spragnionemu jak zobaczy że ktoś mu wypija jego butelkę wody? :))


:D
Awatar użytkownika
Angie84

-#5
Posty: 632
Rejestracja: śr 07 mar, 2012
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Angie84 »

Bajka dla spragnionej duszyczki. Wspaniale o Was dba aniołek.
Eh jak fanie jest się móc wstrzelić a takie okienka ;) Dziękuję Ala!

Uszba nie rób sobie krzywdy, przecież Twoje relacje wprawiają czasem o zawrót głowy spragnionych górskich doznań, nawet jak nie jest się fanem marznięcia ;)
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Niższe górki to rzeczywiście jest fajna opcja na krótkie póżnojesienne dni. Ale mnie jednak zawsze ciągnie w Tatry jeśli już jestem na południu.

Ale co sobie pooglądam w relacjach tak pięknych jak ta, to moje :)

A ty Uszba nie marudź, i tak nawet zdrowa byś teraz w jakieś Gorce czy inne Pieniny nie pojechała ;) więc ciesz się widokami.
Każdemu jego Everest...
sponsor

-#4
Posty: 254
Rejestracja: ndz 22 cze, 2008
Lokalizacja: Koło

Post autor: sponsor »

Ja jednak wolę odwrotny kierunek, czyli podjazd od Lipnika i zjazd do Leśnicy na żarełko - wtedy podjazd jest stromy i krótki, za to zjazd wielokilometrowy :)

Na niektórych zdjęciach widać jedną z rzeczy, które zawsze kojarzą mi się ze Słowacja, a które u nas spotkałem jedynie na Spiszu (bo gdzie indziej) i w Beskidzie Niskim. Chodzi o tarasy rolne. Świetnie to wygląda latem.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

sponsor pisze:
Na niektórych zdjęciach widać jedną z rzeczy, które zawsze kojarzą mi się ze Słowacja, a które u nas spotkałem jedynie na Spiszu (bo gdzie indziej) i w Beskidzie Niskim. Chodzi o tarasy rolne. Świetnie to wygląda latem.
Na Słowacji to raczej dominują ogromne "po-PGR-owskie" pola, bo tam rolnictwo prawie w 100 % było skolektywizowane. Zresztą "Jednoty" nadal działają.
Natomiast sposób zabudowy wsi na Spiszu, zarówno polskim jak i słowackim jest podobny, tu i tu dominowało w swoim czasie osadnictwo niemieckie i wsie lokowano na prawie niemieckim.
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
sponsor

-#4
Posty: 254
Rejestracja: ndz 22 cze, 2008
Lokalizacja: Koło

Post autor: sponsor »

Basia Z. pisze: Natomiast sposób zabudowy wsi na Spiszu, zarówno polskim jak i słowackim jest podobny, tu i tu dominowało w swoim czasie osadnictwo niemieckie i wsie lokowano na prawie niemieckim.
Szkoda, że u nas te wsie coraz chaotyczniej się rozlewają. Moim zdaniem najpiękniejszą wsią w Polsce (z tych które znam) jest właśnie spiski Dursztyn. Jeszcze. Szkoda, że Spisz jako wyjątkowa kraina nie jest w żaden sposób chroniony, a wjeżdżając na Słowację zawsze nabawiam się urbanistycznych kompleksów :/

Ale wiele wsi na Słowacji ma podobny układ, nie tylko te spiskie.
Awatar użytkownika
Barek

-#5
Posty: 688
Rejestracja: ndz 29 sty, 2006
Lokalizacja: Łódź

Re: KOZIARZ POZNANY I POKOCHANY.

Post autor: Barek »

Piekna sobie zafundowaliscie listopadowa wyrype... :) :) :) :)
Nam niestety nie wyszlo,ani w listopadzie ani wczesniej w pazdzierniku...po raz pierwszy chyba do 6lat nie bylem w pazdzierniku nigdzie w gorach...wrrrr....ale odbijemy sobie to na wyjazdy narciarskie :D
O Koziarzu w sumie uslyszalem w pazdzierniku z jednej z relacji na turystyce-gorskiej.pl i zaczalem szukac i znalazlem fajne kamerki umieszczone wlasnie na owych wiezach:

http://www.ochotnica.pl/pl/92410/0/Kamery_online.html

i pomyslalem sobie ze przy dobrej widocznosci,to grzech tam nie pojsc...a bardziej pojechac rowerem,bo jak popatrzylem na mapy to mysle ze spokojnie sie tam rowerem by wjechalo,podobnie chyba na Luban :) Jak to wyglada z perspektywy piechura Ala???,pewno sa momenty ze pchac bedzie trzeba ale pozniej ile czasu sie zaoszczedzi na zejsciu :))
No i tak sobie sledzilem,pogode na poczatku listopada...i jak zobaczylem 3go te widoki z kamer to normlanie mnie skrecalo w srodku :x 8) 8) 8) 8) 8) ,az zrobilem zdj aparatem :D :D
Szczegolnie te na poludnie z Koziarza !!!!:
Obrazek
Na wschod z Koziarza:
Obrazek
I z Lubania na Tatry:
Obrazek

Czyli wtedy byliscie na Turbaczu :) i wszystko sie zgadza bo w kolejnych dniach bylo pogodnie,ale juz takiej zylety nie bylo...
Mielismy jeszcze szanse na 12-14 listopada,ale kurde dalismy ciala i jak juz nie szlo wczesniej tak i tym razem nie wyszlo...a pogoda byla :)
Dobra...to tyle z mojej strony i nie bedziesz miala Ala chyba nic przeciwko ze tu wrzucilem te widoki z kamer ;)
Ogolnie tej jesieni patrzac na rozne portale mozna bylo niezle foty porobic,wstrzelajac sie w odpowiednie miejsce i czas :-))
Pozdrowki:)
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Barek pisze:Piekna sobie zafundowaliscie listopadowa wyrype...
Listopadowa wyrypa była rzeczywiście piękna, ale żebyś widział obecne przyśnieżone Tatry …. Panie Boże.... cuda nie do opisania słowami.

Obrazek

Barek pisze:Jak to wyglada z perspektywy piechura Ala???
Rowerem na Koziarz....hm... może takie harpagany jak Wy dacie radę – ja sobie nie bardzo wyobrażam. Szlak jest mocno do góry – nie cały , ale kilka odcinków. Jesteście młodzi – dacie radę. Ja bym nawet nie podprowadziła roweru - na początku szlaku zwłaszcza :)) .

Barek pisze:nie bedziesz miala Ala chyba nic przeciwko ze tu wrzucilem te widoki z kamer
Nie będę – my takich widoków niestety nie mieliśmy, bo dalsze plany były zamglone, a Tatry ledwo majaczyły na horyzoncie. Nic to – jeszcze tam pójdziemy, może będzie lepsza widoczność i zobaczymy na własne oczy to co pokazują kamerki :) .
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Barek

-#5
Posty: 688
Rejestracja: ndz 29 sty, 2006
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Barek »

Zakochani w Tatrach pisze: ale żebyś widział obecne przyśnieżone Tatry …. Panie Boże.... cuda nie do opisania słowami.
Oczywiscie ze wiem jak to wyglada...zima zawsze jest w gorach elegancka i na kamerkach co nieco widac ;)
Barek pisze:Jak to wyglada z perspektywy piechura Ala???
Zakochani w Tatrach pisze:Rowerem na Koziarz....hm... może takie harpagany jak Wy dacie radę – ja sobie nie bardzo wyobrażam. Szlak jest mocno do góry – nie cały , ale kilka odcinków. Jesteście młodzi – dacie radę. Ja bym nawet nie podprowadziła roweru - na początku szlaku zwłaszcza :))
Spokojnie :) Jesli rowerem to raczej od Obidzy czy bardziej z polnocy,bo domyslam sie sie ze wy podchodziliscie od zachodu z Tylmanowej, dosc stromym podejsciem tzn zwyklym szlakiem,a od wschodu czy pn widac wiecej drog :)
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Bardzo lubię ten rejon.

Też się wetnę ze swoimi zdjęciami z października 2013.
Pewnie na wiosnę wybiorę się tam ponownie.



Koziarz jeszcze bez wieży


Obrazek



Widok pod słońce w kierunku Dzwonkówki


Obrazek



Kolorowe lasy i zagajniki


Obrazek



Obrazek



Obrazek



Kolorowe Windows ;)


Obrazek



Las


Obrazek



Obrazek



Obrazek



Dzika róża


Obrazek
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Cudowne zdjęcia! :) Małe Pieniny wspominam jako jeden z urokliwszych zakątków z mojej jesiennej rowerowej trasy, choć miałem okazję przejechać się tylko szlakami granicznymi: od Eliaszówki przez Rozdzielę do Szczawnicy (z wizytą na noc w Jaworkach). Chętnie bym tam z rowerem wrócił, żeby podrążyć szczegółowo - zarówno w stronę pasma Radziejowej, jak i po słowackiej stronie (właśnie Tokarnia i podobne klimaty). :)
ODPOWIEDZ