Narodowościami już mam poukładane. Jedna półeczka niemieckich, parę sztuk po angielsku i rosyjsku, reszta polskie. To nie było trudneuszba pisze: Półki muszą być z dobrego drzewa, inaczej wyginają się pod ciężarem.
Co do noszenia różnych rzeczy o kulach. Ja sobie rozstawiałem na trasie np. kuchnia-sypialnia kilka krzeseł/taboretów i metodą przestawiania np. tacy czy talerzy można przenieść choćby i trzydaniowy obiad jednym kursem i do tego bezpiecznie
Poznać z mety specjalistę. Oczywiście sporo myślałam o Tobie wczoraj w szpitalu.
My poukładaliśmy narodowościami.Ja nawet kiedyś miałem plan by je skatalogować.
Za dużo o mnie nie myśl, chyba że masz tolerancyjnego męża
Półki z dobrego drewna - no właśnie. Moje się wyginają, choć zleceniobiorca zapewniał że będzie ok. Zabawne w tej całej sytuacji jest to że ja trochę pracuję z drewnem więc w sumie mógłbym sam je zrobić, ale chciałem zaoszczędzić
Co do szpitala - wesoła była akcja gdy trzy naraz ponętne panie rehabilitantki uczyły mnie chodzić o kulach po schodach, szkoda że nikt tego nie kręcił
Ja co prawda już parę lat temu o kulach chodziłem ale po artroskopii kolana jest o wiele łatwiej bo można na tej operowanej nodze stawać, a teraz miałem absolutny zakaz obciążania nogi z blachą, i to przez co najmniej 6 tygodni.
Zwykłe schody w bloku to jednak inna bajka, do góry jeszcze jako tako przy barierce dało się wciągnąć te moje 90 kilo ale w dół na początku radziłem sobie tak jak niektórzy w Tatrach, czyli zsuwając się po prostu na tyłku, do tego z chorą nogą uniesioną, co wzbudzało niekłamaną wesołość widzów. Moją zresztą też
Pod koniec spacerów z kulami śmigałem już góra-dół po schodach bez większych problemów. Mam jednak nadzieję że ta nowa umiejętność nie będzie mi już w dalszym życiu potrzebna.




