Nie dostałem się na studia. Stwierdziłem że nie będę unikał wojska, więcej, pójdę na ochotnika. Zgłosiłem się do WKU (Wojskowa Komenda Uzupełnień) w Wejherowie pod którą podlegałem. Dostałem skierowanie na badania na Polanki. Siedziałem tam dwa dni. Na koniec lekarz pytał mnie czy ma mi złamać karierę bo wyszło że mam wadę serca i mógłby na tej podstawie nie dopuścić mnie do służby. Poprosiłem żeby tego nie robił. Dostałem pieczątkę – zdolny do zawodowej służby wojskowej. Wróciłem do WKU. Tam stwierdzili żebym poszedł do służby zasadniczej i po takim doświadczeniu miał zdecydować czy pójdę na kontraktowego. Zostało mi czekać na powołanie.
Bilet dostałem w dniu urodzin. Miałem się stawić 5 października do Lęborka. Rodzaj wojsk – rozpoznawcze.
Stawiłem się na początku października by zacząć dwunastomiesięczną przygodę z wojskiem. Trafiłem do pierwszej kompanii szkolnej. Zostałem elewem by po czterech miesiącach szkółki awansować na kaprala.
Dostałem mundur, buty, przybornik i bgs-y czyli bojowe gacie sportowe. Z bgsami to było tak że oficer dyżurny ustalał strój poranny na zaprawę. Brzmiało to mniej więcej tak: - góra skóra, dół bgsy. Często w środku zimy biegaliśmy na samych gaciach.
Przełożeni motywowali nas wyszukanymi zwrotami w stylu:
te same ruchy tylko dwa razy szybciej
czas operacyjny trzy minuty, czas leci na skróty zostało pół minuty
nie łam się, przełam się
Na nieopatrzne pytanie „skąd coś wziąć?” padała symetryczna odpowiedź – z kątowni, kurwa!
Szkolenie było intensywne. W kółko rozkładanie i składanie AK-47. Strzelanie w dzień i w nocy. Marszobiegi.
Po pierwszym marszu pół kompanii wylądowało na Izbie Chorych z powodu obtarć i pęcherzy. Buty to nie był jedyny problem podczas marszu. Do pasa zakładało się szelki do których przypięty był plecak tzw. kwadrat. W trakcie marszobiegu pas się poluzowywał a ciężar oporządzenia podnosił go do góry. Kończyło się tym że pas miało się pod pachami a plecak na dupie. Nie byłem sam. Na pocieszenie powtarzano nam – chujowo ale jednakowo. Od razu robiło się raźniej.
Ku chwale Ojczyzny
Ku chwale Ojczyzny
Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
Ścieliłem łóżko dzieciom i przypomniało mi się wojsko. Ścielenie wozu (tak w armii nazywano łóżko) było ważnym elementem szkolenia.
Prześcieradło musiało być tak naciągnięte że kiedy kapral rzucał na nie monetą ta musiała się odbić w powietrze na wymaganą wysokość. Jeżeli tak się nie działo kapral rozwalał wóz i trzeba było ścielić od nowa. Oczywiście było ograniczenie czasowe. Nie wyrobiłeś się w czasie to pionowano wóz. Wyrobiłeś się ale moneta się nie odbiła, zaczynałeś od nowa.
Na początku rozwalano wóz tylko delikwenta który źle ścielił. Później, jeżeli jeden zrobił źle na środku sali lądowały wszystkie wozy. Pluton był tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo. To była dobra szkoła.
Prześcieradło musiało być tak naciągnięte że kiedy kapral rzucał na nie monetą ta musiała się odbić w powietrze na wymaganą wysokość. Jeżeli tak się nie działo kapral rozwalał wóz i trzeba było ścielić od nowa. Oczywiście było ograniczenie czasowe. Nie wyrobiłeś się w czasie to pionowano wóz. Wyrobiłeś się ale moneta się nie odbiła, zaczynałeś od nowa.
Na początku rozwalano wóz tylko delikwenta który źle ścielił. Później, jeżeli jeden zrobił źle na środku sali lądowały wszystkie wozy. Pluton był tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo. To była dobra szkoła.
Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
Dzięki! Nawet nie wiesz jaką mi radość sprawiłeś!
Mój najlepszy kumpel, mieszkaniec Bańskiej Wyżnej na pytanie dzieci np. a gdzie są łyżki? odpowiada: w łyżkowni. Klocki aą w klockowni a szczotki w szczotkowni
lukka pisze:Na nieopatrzne pytanie „skąd coś wziąć?” padała symetryczna odpowiedź – z kątowni, kurwa!
Mój najlepszy kumpel, mieszkaniec Bańskiej Wyżnej na pytanie dzieci np. a gdzie są łyżki? odpowiada: w łyżkowni. Klocki aą w klockowni a szczotki w szczotkowni
Ostatnio zmieniony sob 21 lis, 2015 przez uszba, łącznie zmieniany 1 raz.
To samo (tyle że bez monety) przechodziłem na obozach żeglarskich w szkole podstawowej.lukka pisze: Na początku rozwalano wóz tylko delikwenta który źle ścielił. Później, jeżeli jeden zrobił źle na środku sali lądowały wszystkie wozy. Pluton był tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo. To była dobra szkoła.
Pewnie dlatego że 10-osobowe namioty w których mieszkaliśmy były z wojskowego demobilu
Każdemu jego Everest...




