Zawiodłem się na Tobie, Mefisto! Ostatnie zdanie Twojego postu jest niczym nie usprawiedliwione bo ja nic takiego nie napisałem co by to usprawiedliwiało. Natomiast co do tej porcji adrenalinki? Tak, ale innej, wynikającej tak mówiąc nieprecyzyjnie - skały. Zadam pytanie - a gdyby tak przed Murowańcem biegła autostrada a niej ciągły potok pojazdów i żadnego przejścia podziemnego lub wiaduktu. Czy przemykanie między tymi pojazdami i "pasowanie" się w jakąś króciutką lukę też traktowałbyś jako porcję górskiej adrenaliny? Chyba nie. Trochę podobna sytuacja jest w żlebie Karczmarza na Gerlachu. Rano przekroczenie jest bezpieczne bo śnieg po nocy zmrożony. Potem zaczyna pluć kamieniami - mniej więcej co 30 sekund i musisz się w tym czasie zmieścić. To jest adrenalina, którą mogę zaakceptować. Natomiast tej niedźwiedziej nie bo w tym przypadku jestem absolutnie bezbronny i cała moja wiedza, umiejętności wspinaczkowe, doświadczenie itd nie są warte funta kłaków.mefistofeles pisze:to jest prowokacja ale zakladajac, ze jest inaczej powiedzialbym tak:
Janku, a czy nie po to jezdzimy w gory by zaznac tej odrobiny adrenalinki? Idac Twoim tokiem myslenia trzeba by wszystkie szlaki albo zabetonowac i zrobic porecze albo zamknac - bo komus sie moze cos stac
Znasz zapewne prawo Murphe'go - jak coś może źle iść to idzie. No i pójdzie i dojdzie konsumcji człowieka przez misia. I wtedy rozpęta się piekło.
Natomiast dziwi mnie post Jacka - traktuje zasady ochroniarzy jak kodeks drogowy i wypisuje o jakichś przepisach. Takich przepisów wogóle nie ma a jeśli są to dotyczą np odległości studni od szamba. Myśleć, Jacek, myśleć! Leśnicy np do dziś nie są zgodni co robić z wiatrołomami (temat aktualny w Słowacji) - co pan profesor to inna szkoła - a ew. skutki pomyłki za jakieś 100 lat.
Tak, to jest prowokacja - ale do myślenia i umiejętności przewidywania skutków. Już pan Mikołaj Rej pisał - "w kożdej rzeczy końca patrzaj".
A tak nawiasem - w moim przypadku to już tak zwana "ganc pomada" - ja nie doczekam i np. teraz z całkowitym spokojem wtrajam wołowine, bo ta choroba się ujawnia po dwudziestu latach - tablica na grobie (jeśli mi ją zafundują spadkobiercy) chyba nie pęknie, ale Wy macie niewiele ponad 20 lat i Was to dotyczy. Chodzę po Tatrach przeszło 50 lat i mimo okresowych trendów wznoszących w kierunku poprawy to per saldo jest regres - coraz gorzej. Od roku jesteśmy z Słowacją w jednym związku i pakcie obronnym i co - nadal z Roztoki musisz do Białej Wody zapieprzać przez Łysą Polanę a przed wojną przez rzeczkę - nawet był mostek. Czyli jest źle i będzie gorzej bo lepiej już było - najlepiej za c.k. monarchii a potem w dwudziestoleciu choć już gorzej.

