Kogo to nie można spotkać tego lata nad morzem …..
a to Mikołaja w Gąskach........a to Pingwiny z Madagaskaru w Sarbinowie..…
Wczoraj wybraliśmy się do Mielna nad Jamno , z zamiarem przepłynięcia wraz z rowerami stateczkiem Koszałek trasą Unieście Przystań - Jamno Przystań.
Bilety dla emerytów po 6 zł , rowery bezpłatnie.
Pan Kapitan zapraszał gdy byliśmy tam kilkanaście dni temu no i narobił nam ochoty.
Z powrotem zamierzaliśmy wrócić do Gąsek przez Łazy – bardzo fajnymi w tych okolicach ścieżkami rowerowymi.
To niezbyt daleko – około 27 km.
Niestety wiał dość mocny, choć ciepły wiatr i jezioro było rozkołysane.
W tych warunkach czekałaby mnie niechybnie 40 minutowa podróż w ubikacji i niestety – mimo niezadowolenia małżonka – zrezygnowałam z tej wątpliwej “przyjemności”.
Ale nie ma tego złego …. pojechaliśmy ścieżką wzdłuż jeziora, piękną, wśród szuwarów
uroczymi laskami
- aż do Oczyszczalni Ścieków na obrzeżu Unieścia, zahaczając o teren budowy Kanału Jamnickiego i - na to wygląda - mariny.
Dalej gładką jak stół, asfaltową ścieżką rowerową do Łaz.
Przy ścieżce rowerowej mnóstwo jeżynowych krzewów z pysznymi, ogromnymi owocami i kolorowych głogu.
Na tarasie widokowym w Łazach odpoczynek i coś zimnego dla ochłody, bo dzień ciepły i przyjemny wielce, mimo zmiany planów.
Wczasowiczów jeszcze sporo, kilku desperatów kąpało się w wodzie o temperaturze kilku stopni...brr...
A wśród morskich ptaków żebractwo kwitnie tak samo jak wśród górskich

.
Łazy trochę przypominają Łebę, położone wśród lasów - ale plaża nieciekawa.
Niezbyt szeroka, oszpecona okropnymi schodami, jakimś barem i innymi budami. Przy tarasie tragicznie obskurny domek ratowników i dwa “tojtoje” zamknięte na dziesięć spustów.
W Gąskach o wiele przyjemniej. Plaża szeroka pozbawiona - póki co i oby zawsze - takich “ozdób” , a "tojtoj" otwarty

.
Wracaliśmy tą samą drogą nad jeziorem - klimatyczna, cichutka, pusta.
Młode łabędziątka wybrały się na samodzielną wycieczkę po jeziorze,
a mama dyskretnie z daleka czuwała nad swoją gromadką.
Kaczki w spokoju oddawały się błogiemu lenistwu.
Sielanka.
Pod wieczór wiatr trochę ucichł i woda też lekko się uspokoiła.
Koszałek robił jeszcze kurs o godzinie 19, ale to za późno żeby wrócić do Gąsek za widoku.
Dni już dużo krótsze niż w były w lipcu.
Koniec sezonu... deptaki, promenady i plaże – jak co roku o tej porze - zapełniły się emerytami.
Nam też już czas wracać do domu.
Tatry czekają

.
Ala

.