Widok Staszelówki całej w kwiatach podniósł mi poziom endorfin pod same chmury. Bardzo lubię tu przyjeżdżać – to “mój dom”. Choć pozostałe nasze stałe kwatery w Krościenku i Novej Lesnej, oraz ich gospodarzy kocham również bezgranicznie – tu jednak przebywam najczęściej.
Pogoda nie zapowiadała się zbyt rewelacyjnie. Całą pulę wspaniałej wykorzystaliśmy w Pieninach.
Przed nami jednak przeszło dwa miesiące na płaszczyznach, więc nie ma czasu czekać na odpowiednie warunki - wybór żaden.
Do dyspozycji tylko cztery dni wycieczkowe, więc - teraz albo wcale.... no i decyzja nie trudna do przewidzenia.
Trudno … jak będzie, tak będzie....
Ten niedzielny wieczór poświęciliśmy w całości naszej gaździnie, która za dwa dni znów musi zgłosić się do szpitala w Krakowie i gazdowanie przejmie na ten czas najstarsza wnuczka od syna – Kasia.
Śliczna dziewczyna, do tego sympatyczna, mądra i uzdolniona plastycznie.
1.

W poniedziałek małżonek nie czuł się w formie, pogoda taka sobie... ciepło ale niebo zaciągnięte dość niskimi chmurami, więc poszłam na spacer do Kościeliskiej sama.
Tam też chmur nie brakowało, ale w okolicy Polany Pisanej weszłam w świat słoneczny z błękitnym niebem …
To nieprawdopodobne …już drugi raz taka sytuacja - tu jest chyba jakaś stała oaza ładnej pogody
W Zakopanem słońce nie pokazało się nawet na chwilę.
I znów musiałam - jak ostatnio - pokazywać zdjęcia na dowód, że to nie wytwór mojej wyobraźni, spowodowany wielkim pragnieniem zobaczenia gór przed wyjazdem.
2.

3.

Kolorowo i pięknie.
4.

Bardzo chciałam odwiedzić Dolinę Pięciu Stawów, którą ogromnie ostatnio polubiłam. Prognozy były nie najgorsze, ale niestety, dzień nie zapowiadał się ładnie. Niskie chmury... nie wiadomo co się z tego rozwinie.
Na Palenicy mżawka.
Niewielka, ale w dłuższym czasie była szansa, że przemoczy nas równo i dokładnie. Za to dość ciepło. Założyliśmy peleryny i dajemy do góry ….
Turyści wracający stamtąd “pocieszali” nas, że tam nic nie widać – jedna mgła.
Hm... Jezusiniu ...po co my tam leziemy ? …..
Nadzieja – ponoć matka głupich – podpowiadała, żeby się jednak nie załamywać …. zanim dojdziemy chmury się rozejdą... może coś zobaczymy.
No ale morze jest szerokie i głębokie
Szczerze mówiąc ja w taką pogodę w żadnym razie nie wybrałabym się na tatrzański szlak, ale szła się z nami moja przemiła koleżanka Hania i tylko dzięki jej zachętom do dalszej wędrówki, nie zawróciłam z połowy drogi
Mój małżonek – zupełnie nie wiem czemu cały zadowolony w takich przypadkach – stwierdził, że nareszcie mamy taką pogodę jak wszyscy, a nie jak zawsze ... słoneczko i błękicik
5.

Faktycznie trochę wyżej przestało mżyć, i z poza chmur zaczęły się pokazywać góry.
Tym razem nie sprawdziło się powiedzenie, że kto rano wstaje temu.....
W takiej pogodzie też coś ciekawego można zobaczyć.
Ozdobione kropelkami rosy drzewa ...
6.

Zbocza Wołoszyna wyglądały jakby dym z palącego poszycia wydostawał się spomiędzy drzew. Piękny widok.
7.

8.

9.

Tylko góry jakieś niskie się zrobiły.....
10.

Fajna wycieczka, zakończona jak zwykle sutym obiadem u Haneczki.
Wszystkie nasze wspólne wycieczki kończą się w tym gościnnym góralskim domu
Ponieważ Hania miała trochę wolnego, postanowiłam spełnić daną obietnicę i zabrać ją w kolejnym dniu na Rohackie Stawy. Trochę pochmurny ranek, ale chmury tym razem jasne i wysokie - nic nie zasłaniały.
Potem się wypogodziło i można było przyjrzeć się wspaniałemu otoczeniu Doliny Rohackiej.
Nad Tatliakowym Stawkiem grasował mały łakomczuch, czekający na jakiś dobry kąsek.
11.

Lustereczko – powiedz nam przecie, kto najpiękniejszy jest na tym świecie ? …
12.

Hania była zachwycona tą wycieczką.
Pokazałam jej Rohacki Wodospad, ogromny, huczący, z prysznicem bryzy – wspaniały.
13.

Nie ma możliwości ująć go w całości obiektywem z miejsca widokowego..
Tu dolna część wodospadu.
14.

15.

“Kvetnicovy” zakątek żegnał schodzących turystów przy ostatnim stawie....
16.

...a malutka wysepka – jakby chciała powiedzieć - niczym kasjerka w Biedronce - “zapraszamy ponownie”
Przyjdziemy na pewno
17.

Nad tym maleńkim stawkiem zawsze mamy obowiązkowy przystanek . Jest cudny – taki zielony koraliczek wśród gór.
18.

19.

Potężny Rohacz Ostry oświetlony słońcem góruje nad tą częścią Doliny – w przeciwieństwie do Wołowca, który od tej strony wygląda niepozornie - jak trochę większy pagórek..
20.

Powrotna droga z Zuberca nie pozwala swoimi widokami skupić się nad kierownicą.
21.

22.

Nie ma takiej opcji, żebym tu co najmniej ze dwa razy nie przystanęła i nie zrobiła zdjęć.
23.

24.

25.

26.

Ostatnia wycieczka, którą też obiecałam Hani to przepiękne Tatry Bielskie a konkretnie - Przełęcz pod Kopą Bielską.
Tym razem słonecznie i bardzo ciepło do południa, ale potem trochę jasnych chmur zebrało się nad Tatrami.
Zadnie Koperszady w czerwcu są zachwycające. Nie wiem czy oprócz Kvetnicowych Ogrodów w Dolinie Wielickiej jest jeszcze tak ukwiecone miejsce w Tatrach.
27.

28.

Niesamowicie kolorowe zbocza pachnące ziołami i wilgotną trawą, otoczone pięknym krajobrazem, dają wrażenie pobytu w jakimś rajskim zakątku na tym łez padole.
W takim miejscu człowiek czuje się oderwany od rzeczywistości, wszystko inne staje się nieistotne .
To co w górach kochamy najbardziej to właśnie to poczucie lekkości bytu, jakiegoś zawieszenia w innym wymiarze.
Jest to uczucie niezwykłe i uzależniające. Nic dziwnego, iż tęsknimy za nim i pragniemy go na drugi dzień po powrocie do domu, a często nawet już w drodze powrotnej.
29.

Z Wyżniej Przełęczy pod Kopą Bielską widać było akcję ratunkową przy pomocy helikoptera ZSH – jakiś czeski pechowiec złamał paskudnie nogę przy zejściu z Przełęczy pod Świstówką do Kieżmarskiego Stawu . Tam jest dość ostro w dół a szlak na sporej części pozarywany . Trzeba bardzo uważać w niektórych miejscach.
30.

31.

32.

33.

Takiego skupiska urdzików karpackich nie spotkałam nigdy dotąd. Rosło ich tam mnóstwo.
34.

Widziałam orła cień …... na nawet dwóch
35.

Na Przełęczy kręciła się samotna kozica. Podchodziła bardzo blisko, ale była czujna. Coś wyjątkowo smakowało jej przy szlakowskazie, bo uparcie tam wracała i zajadała z wielkim apetytem.
36.

Turystów niewiele, więc się zbytnio nie bała. Wszyscy po kolei robili sobie z nią fotki.
37.

Niespiesznie wracaliśmy z powrotem przez Dolinę Zadnich Koperszadów, - bajeczną, całą w kwiatach i specyficznym ich zapachu.
Było pięknie.... marzyła mi się ta wycieczka i udało mi się to marzenie spełnić.
Z planu niestety wypadł nam Wołowiec, czego bardzo żałowałam....
Ale nic to – jutro też jest dzień.
Będzie w pierwszej kolejności następnego pobytu - mam nadzieję
Ala




