Wybraliśmy się rowerami na Przełęcz Tokarnia od strony Lipnika Wielkiego - z powrotem przez Leśnicę. Po drodze zwyczajowy odpoczynek nad Dunajcem w Czerwonym Klasztorze. Dwa razy robiliśmy tą trasę od Leśnicy, więc teraz zadecydowałam , że zrobimy ją w odwrotnym kierunku.
Siedzimy sobie w cieniu przy wodzie i nagle słyszymy słowa sympatycznego Słowaka w kapelutku: “gdzież on się stracił, znów mi ta k... uciekła, nie widzieliście takiego małego aligatora ? “
“No – taki mały, metrowy. Oswojony - nie ugryzie. Przed chwilą tu był, pewnie znów ta k.... poszła sobie popływać w Dunajcu. Ale to nic – popływa i wróci. To k... nieposłuszna...
Poczekam tu na niego.”
To mówiąc zdjął buty i pokazując pół paznokcia u jednego palca stopy powiedział, że kiedyś przypadkowo kłapnął zębami.....
Dość zszokowani - pogadaliśmy trochę o tym aligatorze i zapytał gdzie się wybieramy. Odradził nam zdecydowanie tą wyprawę z powodu narastającego gorąca i faktu, że nie posiadamy kasków – za co grozi “pokuta” w wysokości 50 euro od osoby.
No ładnie …..
Nastawiłam się mocno na tą wycieczkę, ale rozsądek podpowiedział, żeby posłuchać jego rad.
Na przełęcz musimy podprowadzić rower przez jakiś dłuższy odcinek po rozgrzanym asfalcie, mocno pod górę, bez krzty cienia – w dodatku w samo południe.
A o obowiązku jazdy w kasku osób dorosłych poza obszarem zabudowanym nikt nie pomyślał. Zawsze jeździliśmy bez
Podjechaliśmy kawałek po szosie - co tylko potwierdziło słuszność jego rad - i z żalem postanowiliśmy odłożyć tą turę na jesień.
1.

Posiedzieliśmy trochę w cieniu obok bacówki w Sromowcach. Wokół kwitnące i pachnące nagrzane słońcem łąki...
Nawet do Bramy Szopczańskiej nie chciało nam się leźć w tym ukropie.
2.

Nad Dunajcem w Cz. Klasztorze znów spotkaliśmy pana w kapelutku szukającego nieustannie swojego aligatora, który ponoć wylazł z Dunajca ale zaś się gdzieś zapodział.
Teraz już się zorientowaliśmy, że robi sobie żarciki z turystów, którzy wierzyli w jego całkiem wiarygodnie przedstawione opowieści.
Mój małżonek miał nawet chęć poczekać aż ten aligator wyjdzie z wody
Wielkim komfortem w tym gorącu był powrót cienistą Drogą Pienińską.
3.

Tradycyjna wycieczka na Trzy Korony - zawsze piękna i inna.
Wcześnie rano, więc ludzi zero.
Widoki tylko dla nas .
Oglądane przy zimnym piwku w ciszy i spokoju.
To tygryski lubią najbardziej
4.

5.

Po około godzinie przyszli turyści z dwoma pieskami chihuahua. Malutkie i słodkie. Oba zmieściły się na słupku granicznym.
W następnym dniu spotkaliśmy ich w Wąwozie Homole i właścicielka nam opowiedziała, że w powrotnej drodze strażnik parkowy – chyba trochę nadgorliwy – wlepił im 50 zł kary za te malutkie zwierzaczki.
Niesione były wprawdzie na rękach , ale na terenie PPN .
6.
A tu już wycieczka Granią Małych Pienin na Wysoką, niesamowicie okwitniętymi połoninami.
7.

8.

9.

10.

Czasem na Wysokim Wierchu są duże ilości tych ciekawych motyli , ale tym razem tylko kilka szalało nad łąkami.
11.

Na Wysokiej też udało się popatrzeć na rozległą panoramę - prawie w samotności. Przed nami zeszła duża wycieczka dzieciaków.
12.

13.

Na górskiej stołówce....
14.

Nad Tatrami burza.... grzmoty było słychać dość głośno. Bałam się, żeby do nas to nie przywędrowało, ale na szczęście tu było bardzo pogodnie.
15.

16.

Zajrzeliśmy na Górę Wdżar i do ciekawego kamieniołomu. Wszędzie mnóstwo kwiatów i motyli, za to turystów jak na lekarstwo.
I o to chodzi.

17.

18.

19.

20.

Na wycieczce stateczkiem po Zalewie Czorsztyńskim uśmiechnęło się do nas szczęście. Płynęliśmy z grupą dzieci niedowidzących, która miała wykupiony rejs. W ten sposób zamiast 15 min do Czorsztyna mieliśmy pełną godzinę tych przyjemności, bo kapitan postanowił nie wysadzać kilku osób płynących z tą wycieczką
21.

Z tych okolic zamek w Czorsztynie trochę inaczej wygląda.
22.

23.

24.

Przypomnieliśmy sobie też wycieczkę czerwonym szlakiem z Leśnicy do Cz. Klasztoru
25.

26.

27.

28.

29.

A tak wyglądał nasz skrócik do szlaku na Sokolicę i Trzy Korony.
Trzeba było chaszczować w pokrytych rosą trawach mocno do góry, ale drogi się tu zaoszczędza spory kawał.
30.

31.

Na Czerteziku przystanek barowy - każdy pije to co lubi .
My swoje piwko ...
32.

...a motylek swoje
33.

Na Dunajcu ruch jak w porcie, mnóstwo wycieczek, bo pogoda jak marzenie.
34.

Na Sokolicy spodziewaliśmy się tłumów , a tam – o dziwo – tylko kilka osób.
35.

36.

Kolejnego dnia upał dawał tylko taki wybór : siedzieć na ogrodzie i w basenie, lub jechać rowerem zacienioną Drogą Pienińską, znaleźć jakieś spokojne ustronne miejsce nad Dunajcem – co raczej będzie graniczyło z cudem, bo z pewnością więcej takich mądrych na ten pomysł wpadło.
Cud się zdarzył
Przypięliśmy rowery do drzewa i w cieniu na wygodnych kamieniach z widokiem na Trzy Korony spędziliśmy sporo czasu nad samą wodą . Czas urozmaicały pogawędki z wycieczkowiczami na tratwach, którzy zazdrościli nam zimnego piwka i pytali, czy nie mamy więcej...na sprzedaż
Trzeba było pomyśleć wcześniej .
Po powrocie do domku - ogródek i basen.
Lajcik zupełny i całkowity.
37.

38.

Czarny bociek zrobił nam przedstawienie gratis –
- pokazał jak się łowi ryby....
39.

...i nauczył jak zażywać kąpieli i dokładnie czyścić pióra.
40.

No i nadszedł dzień, w którym mieliśmy się przenieść do Zakopanego.
Z jednej strony radość – bo w Tatry, ale u naszej Małgosi było nam tak dobrze, a Pieniny takie piękne, że bardzo żal było opuszczać gościnne progi tych Dobrych Ludzi .
Ponieważ dzień przenosin – to dzień dla Tatr stracony, więc wybraliśmy się jeszcze rano na rowerach odwiedzić Szczawnicę ścieżką rowerową nad Grajcarkiem.
Upał nie odpuszczał, ale wśród drzew był znośniejszy.
41.

42.

43.

Po powrocie relaks w basenie - do którego mnie przed wyjazdem namówiła Małgosia - pakowanie samochodu i od jutra moje ukochane tatrzańskie szlaki.
Spotkania z ludźmi do których jestem mocno przywiązana – moją kochaną Panią Zosiunią i kolejnym Dobrym Człowiekiem - Góralką Hanką.
Ala
Panoramki












