Z Władka wyruszliśmy chwile po 6 rano. Wyjście nr 1 było zagrodzone płotem więc musielismy zadowolić się startem z wyjscia nr 2.
Szybko też okazało się, że kurtki są zbędne - mimo wczesnej pory grzało jak cholera.
W Chałupach nudystow jeszcze rzecz jasna nie było, tak samo w Kuźnicy, gdzie dotarliśmy punkt 9:00, plaża była praktycznie pusta
Nastepny odcinek był nam już dobrze znany - drogi z Kuźnicy do Jastarni niezmiennie od 1939 roku strzegą pancerne bunkry
Kroki postój w Jastarni i ruszamy dalej
Ostatni przejaw cywilizacji - Jurata:
Teraz najdłuższy, najtrudniejszy odcinek. Z juraty na Hel rzekomo jest 11 kilometrów, tak mowią wszystkie rozpiski. To nieprawda, plaża jest pozakręcana i w rzeczywistości jest dużo dalej. Od Juraty do wyjścia na helskim cyplu GPS pokazał 16 kilometrów. Chyba się nie mylił bo do Juraty wskazania pokrywały się z rozpiską.
Ale trzeba przyznać, że jest to też najpiękniejszy odcinek. Ostatnich ludzi widzimy jakieś 3 kilometry za Juratą, przez kilka nastepnych nie spotykamy nikogo.
Mijamy nieczynna latarnię na Gorze Szwedow:
Spotykamy też dwoje ludzi co poelcają nam ukrainską knajpe przy wyjściu nr 66 - potwierdzamy, warto zajść.
W koncu po wielu godzinach marszu docieramy do końca Polski
Dystans - równy maraton. Następnego dnia ledwo mogliśmy chodzić
GPS track


