Tofik też był z nami, bo żal mi go było zostawić na pół dnia samego w domu.
Na tamtejszym zamku od kilku lat były przeprowadzane prace konserwatorsko-remontowe i ponoć miał być już dostępny do zwiedzania.
Byliśmy tam dość dawno na rowerach, ale wtedy była ruina zupełna. Teraz przypomina zamek i jest ruiną sztuczną.
Nie wiem czy będą jakieś dalsze prace prowadzone ... ale porządkowe na dziedzińcu na pewno.
Długi weekend to niezbyt szczęśliwy czas na takie wycieczki – ludzi sporo w plener się wybrało, ale nie było w sumie tragicznie.
Na zamku w Ogrodzieńcu musiało być z pewnością o wiele, wiele gorzej.
1.

Wstęp na zamek jest płatny, ale nie są to jakieś wielkie kwoty. My wszyscy załapaliśmy się na bilety zniżkowe, więc za cztery osoby wyszło nam 8 zł. Pies gratis
2.

3.

4.

5.

6.

Trzeba przyznać, że dużo się zmieniło również w okolicy zamku. Zrobiono ścieżki wokół, ustawiono ławki, jest miejsce na grilla – no i najważniejsze – pomyślano o tojtojkach , których jest aż dwie.
To bardzo ważne, bo z tymi sprawami jest zawsze problem w takich gęsto odwiedzanych miejscach.
7.

8.

9.

10.

Zamek – jak wszystkie inne – położony jest na wzgórzu, które obeszliśmy dookoła.
Z dołu trochę inaczej widać.
11.

12.

13.

14.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o skraj Pustyni Błędowskiej od strony Klucz.
Zawsze zwiedzaliśmy ją z przeciwnej, więc tego widoku nie znałam.
Małżonek – owszem - ale on ("dzięki" przebytemu zawałowi) wcześniej zaczął przygodę z Jurą na rowerze, a poza tym lubi zajrzeć w każdą dziurę , więc go trochę ponosiło po wszystkich zakątkach.
Dlatego na Jurajskich szlakach jest przewodnikiem
15.

16.

17.

Kiedy jedziemy do Zakopanego zamek jest doskonale widoczny z trasy na Olkusz.
Widać było także, że jest odbudowany, toteż mieliśmy ochotę zobaczyć jak teraz wygląda.
Teraz okazja się nadarzyła, którą skrupulatnie trzeba było wykorzystać i połączyć przyjemne z pożytecznym
Ala




