Mało brakowało ...

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Mało brakowało ...

Post autor: andy67 »

Na ciekawą relację trafiłem ostatnio. Też mi się czasem zdarzy wpakować gdzieś bez sensu, ale aż tak jak bohater poniższej relacji to jeszcze nie. Choć w czerwcu 2014 na dokładnie tej samej trasie, (nieco mniej co prawda zaśnieżonej ;) ) również miałem dość "pochyło". Obeszło się jednak wtedy bez jakichś bardzo dramatycznych przeżyć, ot parę razy przemknęło mi przez głowę że jak się porządnie nie zepnę to może być moja ostatnia wycieczka :D
No i ja jednak w przeciwieństwie do autora polecanej relacji zawsze mam ze sobą jedzenie i picie w dużej ilości. Może po prostu za mało doświadczony jestem ;)

Polecam, tekst robi wrażenie:

http://www.klubpodroznikow.com/relacje/ ... -odpowiada

Na zachętę:

"Do przełęczy już tak całkiem niedaleko... Złudne to jednak, skoro następna godzina mija na podejściu. Czy nie powinienem zawrócić ?... przemyka taka myśl.
Przełęcz już tak blisko. W porywach coraz zimniejszego wiatru docieram do skał odgradzających mnie od przełęczy. Na chwilę zdejmuję plecak i siadam na nim.
Pragnienie i zmęczenie są już na tyle odczuwalne że sączę resztki płynu z pomiędzy bryłek lodu w butelce. Ruszam dalej, wbijając czekan pomagam sobie w walce z wiatrem
by doczołgać się do krawędzi przełęczy.
Podnoszę głowę i ... jest źle, bardzo źle...."
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

A mnie osobiście takie relacje mocno wkurzają.
( a ostatnio pojawiło się ich parę)
Stanowią swego rodzaju zachętę do czynów nierozsądnych.
Chwali się ktoś jakim był bohaterem a tymczasem zachował się w sposób mocno nierozsądny.

Zdarzały się już niestety sytuacje (i nie raz) że ludzi znaleziono po kilku miesiącach zamarzniętych w odległości dosłownie kilkudziesięciu metrów od schroniska w Pięciu Stawach.
"Bohater" tej opowieści miał spore szanse aby z nim stało się to samo.

Jak już dostał w tyłek - to po co się chwali tym na publicznym forum.
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

A ja napiszę „zdanie odrębne” .

Moim zdaniem bardzo dobrze, że opisał i opublikował tą nieszczęsną wyprawę zakończoną mądrym ostrzeżeniem ku przestrodze.
Myślę, że po jej przeczytaniu – w niejednym obudzi się wyobraźnia, o którą czasem trudno, gdy się chodzi po tatrzańskich szlakach zimą, ale w niezłych warunkach.
Jak może wyglądać ten sam szlak w trudnych lub wręcz ekstremalnych dobrze jest wiedzieć, nauczyć się i wyciągnąć wnioski z cudzych błędów.

A głupi zawsze będzie miał za nic wszelkie przestrogi, bez względu na to czy o nich przeczyta, czy nie. Na głupotę lekarstwa nie ma.
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Basia Z. pisze:Stanowią swego rodzaju zachętę do czynów nierozsądnych.
Chwali się ktoś jakim był bohaterem a tymczasem zachował się w sposób mocno nierozsądny.
Basiu - wręcz przeciwnie, nie zachęca a przestrzega przed robieniem takich głupot.
O tym, że zachował się w sposób nierozsądny napisał w ostrzeżeniu na końcu relacji.
Zakochani w Tatrach
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

A ja napiszę „zdanie odrębne” .

No to jest nas już dwoje.

Nie zauważyłam w relacji aby gość się czymkolwiek chwalił lub pozował na bohatera. Uważam że bardzo dobrze zrobił opisując swoje przeżycia, tym bardziej że opisuje bardzo plastycznie. Odbieram tę relację jakio przestrogę.
Awatar użytkownika
Angie84

-#5
Posty: 632
Rejestracja: śr 07 mar, 2012
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Angie84 »

Przeczytałam tą relację i osobiście odebrałam ją jako przestrogę, a nie zachętę do ryzykowania.
Autor wyraźnie podkreślił swoją winę, gdy nie wycofał się kiedy była do tego właściwa pora. W zasadzie historia przypomina, że nawet znając góry "jak własną kieszeń', można się mocno i boleśnie na tym "przejechać"....

Jednocześnie muszę zauważyć, że mogą się przytrafić osoby, które uznają opisaną historię za wartą powtórzenia (bo kozacka,ryzykowna) i z narażeniem swojego i być może innych zdrowia i życia wybiorą się w najmniej odpowiednie warunki w górę.

Ale takie historie są potrzebne by wciąż przypominać, że góry zimą czy latem to nigdy nie jest Kaszka z mleczkiem...
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Basia Z. pisze:A mnie osobiście takie relacje mocno wkurzają.
( a ostatnio pojawiło się ich parę)
Stanowią swego rodzaju zachętę do czynów nierozsądnych.
Chwali się ktoś jakim był bohaterem a tymczasem zachował się w sposób mocno nierozsądny.

Zdarzały się już niestety sytuacje (i nie raz) że ludzi znaleziono po kilku miesiącach zamarzniętych w odległości dosłownie kilkudziesięciu metrów od schroniska w Pięciu Stawach.
"Bohater" tej opowieści miał spore szanse aby z nim stało się to samo.

Jak już dostał w tyłek - to po co się chwali tym na publicznym forum.
Sorki, ale kompletnie cię nie rozumiem. Gdzie niby gość "się chwali jakby był bohaterem" ???
Chyba że w ogóle samo zamieszczenie takiej relacji odbierasz jako "chwalenie się".
Dla mnie to jest typowa relacja "ku przestrodze" i uważam że bardzo dobrze iż trafiła do sieci, może dzięki temu ktoś np. wycofa się w porę, a jeszcze inny zrozumie że telefon (nawet z GPS) nie zawsze daje radę. Albo chociaż sprawdzi trzy razy czy termos z herbatą zabrał.

Do tego jeszcze na koniec autor zamieścił coś w rodzaju ostrzeżenia, dla tych mniej wprawnych w czytaniu ze zrozumieniem. ;)

Reasumując - same plusy.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

gb pisze:To ja jeszcze raz.
Przeczytałem ponownie.
Wkurzyłem się ponownie i w dodatku bardziej.

I to - pełne hipokryzji zakończenie:

"Jak by tego nie tłumacząc, to moja wina że nie zrobiłem wycofu jeszcze na podejściu na Zawrat.
To nie wyjście po pizze na Krupówki ale wyjście w zimowe GÓRY !
Nie szarżujcie i nie próbujcie naśladować."

Równie dobrze można napisać: "pamiętajcie, nie należy kłamać i ustępować starszym w komunikacji miejskiej"
Angie84 pisze:Ale takie historie są potrzebne by wciąż przypominać, że góry zimą czy latem to nigdy nie jest Kaszka z mleczkiem...
Takie historie wyłącznie generują kolejnych chętnych, na zmierzenie się "przyrodą".

Tej relacji nie powinno w ogóle być - albo powinna opisywać, jak jej Bohater - stwierdziwszy, że ważniejszym jest bezpieczne dotarcie na aukcję (którą ma prowadzić!) do schroniska w D5SP - wycofuje się z pomysłu "wycieczki" przez Zawrat, i jak odpowiedzialny człowiek wyrusza - via Łysa - Roztoka do "Piątki".

Nigdy nie spotkaliście się z reakcją dzieci, na zakazy, które - w dobrej wierze - rodzice "na wszelki wypadek" im serwują?

To jakaś moda - według mnie po prostu chora - podejmujemy działanie nieprzemyślane, i gdy - po fakcie - uda nam się przeżyć - przedstawiamy je "ku przestrodze"...

I potem pojawiają się takie "kwiatki" jak ta wypowiedź o "profilaktycznym" wezwaniu GOPR-u z ratrakami, by przetarł szlak.

Podjęcie decyzji o zmianie trasy, o wycofaniu się - to jedna z najważniejszych umiejętności - przydatnych nie tylko w górach.

I jeszcze takie uwagi:
Nie wiemy, czy Bohater był umówiony na konkretną godzinę w schronisku. Nie wiemy czy podał czas alarmowy. Nie wiemy, czy ktokolwiek wiedział jaką trasę wybrał.
A na koniec "zarzut", że telefon alarmowy "się nie odezwał". Skoro sam pisze, że po wybraniu numeru pojawiała się informacja: "połączenia tylko alarmowe" - to prawdopodobnie były kłopoty z zasięgiem, zasilaniem. Tak mi się nasunęło pytanie - którego raczej nie zadam - czy gdyby nie telefon (oczywiście i GPS) - to w ogóle podejmowałby takie ryzyko?
Normalnie marudzisz jak "stary dziadek". ;)
W sumie to co napisałem do Basi Z. można zaadresować również do ciebie :)

A już ten fragment całkiem mnie położył:
To jakaś moda - według mnie po prostu chora - podejmujemy działanie nieprzemyślane, i gdy - po fakcie - uda nam się przeżyć - przedstawiamy je "ku przestrodze"...

Czy to coś złego ? Może właśnie dzięki temu ktoś inny uratuje tyłek i przy okazji nie przysporzy roboty chłopakom z TOPR.

Taka relacja dużo bardziej przemawia do ludzi niż standardowe ostrzeżenia.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Z każdego opowiadania, opisanej historii, a nawet słowa można wyciągnąć skrajnie różne wnioski.
Zależy jak kto popatrzy i co tam zobaczy.

Tu przypomina mi się skecz kabaretu Czesuaf pt. „Mowa Nienawiści”.
Jeden z zaproszonych do rozmowy w studio TV gości ze słowa „dzień dobry”, którym przywitał go jego rozmówca – wyciągnął i udowodnił w sposób mało elegancki tezę, iż ten przy pomocy tego słowa stosuje wobec niego mowę nienawiści.
Zrobił wielką awanturę i z hukiem opuścił studio, pozostawiając w ogromnym osłupieniu swojego kulturalnego rozmówcę, któremu dziennikarz jeszcze od siebie na koniec dołożył :)).
andy67 pisze:A już ten fragment całkiem mnie położył:
a mnie ten
gb pisze:Takie historie wyłącznie generują kolejnych chętnych, na zmierzenie się "przyrodą".
Mimo tego tak stanowczego stwierdzenia jak cytowane wyżej - moim zdaniem relacja jest bardzo pouczająca .

Nie należy wszystkich wrzucać do jednego worka „nierozsądnych i głupoli”, bo są i tacy, którzy po prostu nie mają wyobraźni co może ich spotkać zimą w górach i lezą.
Po przeczytaniu takiej relacji niejeden zastanowi się dziesięć razy zanim wyruszy na tatrzański szlak w byle jaką pogodę.

A że znajdzie się kilku „śmiałków” ?? … no cóż – przed głupotą własną nikt nikogo i w żaden sposób nie uchroni.

Czytając komentarz gb wyciągnęłam swój wniosek, że Grzegorz ma swoje tzw „skrzywienie zawodowe” - i to akurat całkowicie rozumiem, bo ja też mam swoje, choć w całkiem innej dziedzinie ;) :)).
Zakochani w Tatrach
lukka

-#3
Posty: 179
Rejestracja: wt 02 paź, 2012

Post autor: lukka »

gb pisze:"dupy strony"
Najlepsze na sam koniec. Ważne że na dupie miał bieliznę która dała radę (bo on nie) i kurtkę z koziej pały.
Taka nachodzi mnie refleksja po jego ostatnim słowie.


Pozdrawiam
Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Grzegorzu – mało kto rozbiera pisane teksty na naukowe czynniki pierwsze. Większości naprawdę jest obojętne, czy ostrzeżenie umieszczono na początku czy na końcu relacji. Tylko od własnego rozumu i rozsądku zależy czy ktoś wybierze przykład : "patrzcie jak się tego nie powinno robić" czy : "zawsze możecie liczyć, że się wam uda".
Mądry wybierze to pierwsze , durny – to drugie.

W społeczeństwie funkcjonują jedni i drudzy i nic na to nie poradzisz.
gb pisze:I prośba na koniec - potraktujcie tę relację w kategorii fikcji. Czy takie opowiadanie, taka przypowieść, z tak "nachalnie" wstawionym na końcu morałem by Wam odpowiadała?


Dla mnie ten końcowy morał nie jest nachalny – odbieram go jako szczery.
Może to naiwne odczucie prostego człowieka, z mało rozbudowanym ego, bez zacięcia dydaktycznego , ale wierzę w mądrość większości turystów.
Mniejszej jego części - durnoty nie żałuję, bo jej nie toleruję - zresztą i tak na to nic nie poradzę.

Żal mi tylko tych, którzy kończą tragicznie z nieświadomości, bo sama kiedyś zaczynałam przygodę z Tatrami z mglistym pojęciem o ich potędze.
Jak przypomnę sobie naszą pierwszą wyprawę w góry - to jeszcze dziś mi się włos na głowie jeży .... dobrze, że szczęście na początek nam dopisało.

MIĘDZY INNYMI - DZIĘKI TAKIM RELACJOM I OSTRZEŻENIOM INNYCH NABRAŁAM POKORY I DOŚWIADCZENIA.

A jak się okazuje – nawet ludzie wykształceni i z założenia inteligentni też potrafią się górach głupio zachować :? ...

Cytat z ostatniego komunikatu TOPR:

„W trakcie tych działań o godz. 18.32 do TOPR-u zadzwonił dyżurny z zakopiańskiej policji podając, że otrzymali informację, że poszukiwani są dwaj księża, który dzisiaj rano wyszli z Wierchu Porońca z zamiarem dotarcia przez Krzyżne do Stawów. Ich samochód stoi na parkingu na Wierchu Porońcu. Nie ma z nimi kontaktu telefonicznego, gdyż nie zabrali ze sobą telefonów. O godz. 20 z Centrali w rejon Rusinowej Polany wyjeżdża ekipa ratowników zadaniem sprawdzenia rejonu Gęsiej Szyi, Polany Waksmundzkiej, Polany pod Wołoszynem. Z Murowańca dwóch ratowników wyrusza, by sprawdzić szlak z Hali na Polanę Waksmundzką i dalej na Psią Trawkę. O godz. 21.40 w okolicy Żółtego Potoku ratownicy napotykają poszukiwanych turystów i sprowadzają ich do Murowańca. Tego dnia wiał z dużą siłą wiatr, była zamieć i opad śniegu. To nie były warunki do wysokogórskich wędrówek.”

I co tu wymagać od „zwykłych” zjadaczy chleba ? :)).
gb pisze:Faktycznie mam "skrzywienie zawodowe" - choć - daliBóg - wcale nie chciałem się go nabawić.


Ja też, ale to jest niezależne od nas :)).
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Co tu dużo gadać, po przeczytaniu tej relacji i Waszych komentarzy do niej mam uczucia takie same jak Grzegorz.
Może to też wynika ze "zboczenia zawodowego", w tym wypadku przewodnickiego i czasem zbyt dużej wyobraźni ?

Jednocześnie jestem w pełni świadoma, że każdy popełnia błędy, ja ich też pełno popełniłam, na szczęście zawsze skończyło się szczęśliwie.

Jednak relacja napisane jest w tonie "popatrzcie jakim jestem bohaterem" i nie zmienia tego sztucznie dołożone zakończenie i to mi się nie podoba.
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Basia Z. pisze:Jednak relacja napisane jest w tonie "popatrzcie jakim jestem bohaterem"
Janusz Minkiewicz kiedyś napisał:
"Od prawieków nasi ojce,
raźno szli w samobojce,
ten tylko wart był coś,
kto był denat."

Oczywiście Minkiewicz miał trochę inne rzeczy na myśli, a tak mi się wydaje. że pokojowych czasach, gdy nie ma powstań i nie wysadza się mosty lub transporty kolejowe, to niektórym potrzebna jest jakaś namiastka. No i głupol pisze, ciekawe tylko czy przypadkiem nie zmyśla.

PS.
A w dodatku bardzo kiepska literatura.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

gb pisze:Piszesz/piszecie, że "żal" Wam tych, którzy "kończą tragicznie".
Piszę – cały czas sama :) .

Trochę zmieniłeś sens mojej wypowiedzi nie cytując jej w całości, bo napisałam „tych, którzy kończą tragicznie z nieświadomości”.

Masz rację, każdego życia żal, ale nie każdego jednakowo – inaczej żałuję np. matki, która umiera i zostawia małe dzieci, a inaczej – lub nawet wcale – kibola, który dobrowolnie idzie na ustawkę i tam uciupią mu maczetą ogoloną głupią pałę.

Niestety wszystkie opinie budujemy w oparciu o naszą indywidualną wiarę i na jej podstawie przyjmujemy założenie, że inni postąpią tak samo. Dlaczego uważać innych za głupszych .. i to wszystkich ???
gb pisze: I choć same w sobie były irytujące, to lektura wpisów komentujących - była wręcz porażająca.
.

Jeśli opierasz swoje przemyślenia na opiniach internetowych hejterów i gówniarzy z rozumem i kulturą na poziomie pantofelka, którzy na temat gór wiedzą tyle co się - powiedzmy umownie - „nauczyli” na lekcjach geografii w podstawówce, to faktycznie możesz mieć takie założenia co do rozumu i postępowania innych.

Poczytaj co piszą pod takimi wiadomościami jak choroba, śmierć, czy tragiczny wypadek...brak słów.

Z pewnością jednak, oni tymi debilnymi wpisami nie reprezentują głosów i opinii całego społeczeństwa, tak jak ci co piszą komentarze pod tego typu relacjami – wszystkich "zwykłych" turystów.

Głupców nie brakuje i nie mam żadnych złudzeń, że jak nie przeczytają, to nie polezą.
Polezą , albo popiszą się przed takimi samymi bezmózgowcami w inny sposób np. skacząc z mostu do wody na pusty łeb, lub organizując zawody przebiegania po torach w ostatniej chwili przed pędzącym pociągiem, co się oczywiście musiało źle skończyć (autentyczne).
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Tak biorąc sprawę absolutnie "na zimno" to każde, powtarzam każde, wyjście w góry nie jest bezpieczne, utytłać się na śmierć można nawet w Beskidzie Niskim, szczególnie w zimie. Oczywiście szansa na to "utytłanie" na ekstremalnej drodze wspinaczkowej lub w Himalajach jest wielokrotnie wyższa.

Również biorąc rzecz "na zimno" każde wyjście w góry jest bez sensu bo nic na tym materialnego i mierzalnego, np. pieniędzy na tym nie zyskujemy, raczej tracimy (drobna poprawka - dzisiaj z gór można żyć i wcale nie mam tu na myśli przewodników górskich).

Podobnie jest zresztą w przypadku samotnych wypraw niewielką łódką przez Atlantyk, innymi rodzajami żeglarstwa, szybownictwem, pływaniem długodystansowym (ale i krótkim też) oraz z dziesiątkiem innych sportów mniej lub więcej ekstremalnych.

Ale jednak ludzie się tym parają, choć wypada powiedzieć, że przeważający procent populacji tym się nie bawi i jakoś żyje (oczywiście ktoś może tu powiedzieć, że przeważający procent populacji prowadzi/jeździ samochodem i tam też można zginąć, chyba łatwiej" w sensie ilościowym niż w górach)

Wszelkie techniczne zabezpieczenia oraz tzw. margines zdrowego rozsądku mogą niebezpieczeństwo nie tyle wyeliminować, bo to niemożliwe, co wydatnie zmniejszyć.

Kwestia tego marginesu jest najtrudniejsza do ustalenia a w dodatku indywidualna dla każdego w zależności od jego kwalifikacji i predyspozycji zarówno fizycznych jak psychicznych.

Wracając do "naszychbaranów" czyli tej relacji pana Albina. Załóżmy, że nie jest ona zmyślona, chyba tak jest, lecz szkoda bo to byle wiele wyjaśniało. A więc jak ją ocenić? Literacko, już napisałem wyżej - do bani, taki górski Harlekin. Poznawczo? Też niewiele, perypetie pana Albina zostały wielokrotnie opisane i to znacznie lepiej. Ostrzegawczo? Też kiepsko bo cały czas wyczuwam podtekst - Tak, k****, było trudno a jednak dałem radę, kozak ze mnie!

Nie ciągnę tego dalej bo mi się zrobiło żal pana Albina. 30 lat w górach, czyli ma facet koło 50-ki a nadal....

PS.
Sam nie wiem dlaczego ale mi się ta relacja jakoś kojarzy z filmikiem niejakiego Froga. Tylko, że Frog sporo młodszy.
Jestem gorszego sortu...
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

gb pisze:Po prostu - moment decyzji o wzywaniu pomocy przesunąłbym nieco "w przód", by po braku łączności i uświadomieniu sobie, że jestem zdany na siebie - opisać w równie barwny sposób zejście do Murowańca. Potem odpoczynek, potem powrót do Zakopanego i wreszcie dotarcie do "Piątki" przez Roztokę.
Przy dobrym "tajmingu" opowieści - dotarłbym podobnie jak w oryginale do schroniska w okolicach 19-20.
A poza tym - i tak nikt z czytających nie miałby nawet szansy na podważenie tej opowieści...
Czyli krótko mówiąc, napisałbyś wymyśloną opowiastkę, mającą niewiele wspólnego z faktycznymi traumatycznymi przeżyciami i solidną lekcją pokory jaką dostał od gór - żeby dać dobry przykład „ jaki to ja jestem mądry w górach, bohater godny naśladowania, tak trzeba, czytajcie i zapamiętajcie, sami na to nie wpadniecie bo nie jesteście dostatecznie mądrzy.”

To by uwłaczało mojej godności osobistej :)) .

Wolę być traktowana jak człowiek dojrzały i rozsądny , niż jak głupiutkie dziecko, któremu trzeba dawać dobre przykłady żeby pojęło co jest dobre a co złe.

Chłop po prostu napisał prawdę i nie potrafię kompletnie doszukać się w tej relacji żadnej hipokryzji, chwalenia swojego postępowania ani złej woli.

Potraktował czytających poważnie jak mądrych i rozumnych ludzi, którym nie potrzeba opowiadać zmyślonych bajek bo bez tego też zrozumieją przestrogę i nie będą powtarzać takiego zachowania, które omal nie skończyło się tragicznie.

Przecież to relacja nie dla przedszkolaków, tylko dorosłych ludzi, którym czasem dobrze jest pomóc uruchomić wyobraźnię.


Ech... widzę, że do consensusu w tej sprawie nie dojdziemy :? ...
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Teraz mnie wypadałoby zadać Ci kilka pytań np. :
- Czy myślisz, że opowiastka opisująca wiernie sytuację znaczy to samo, co tylko oparta na autentycznych wydarzeniach ?
- Dlaczego uważasz, że dorośli ludzie nie mogą poznać historii całkiem prawdziwej, tylko trzeba im odpowiednio ją preparować ?
- Skąd u Ciebie wniosek o moim założeniu, że w opowiadaniu częściowo prawdziwym nie dopatrzyłabym się walorów dydaktycznych ?
- Dlaczego sądzisz, że ten tekst nie był do mnie skierowany, skoro był opublikowany i dostępny w internecie dla wszystkich ?
Jestem:
a) za głupia,
b) za stara,
c) za ostrożna,
d) za mądra ?
- Kto właściwie według Ciebie jest jego adresatem ? Czy inni też mogą czytać i rozmawiać na ten temat ?
- Dla kogo jest ta relacja jeśli nie dla dorosłych ludzi ?
- Czy sądzisz, że wszyscy dorośli są doświadczonymi mądralami i nigdy nie popełniają żadnych błędów ani nie robią głupot ?
- Czy jeżeli jemu wyobraźnia uruchomiła się dopiero po serii głupstw, które popełnił na tej wyprawie, przyznał to i zrozumiał – to źle, że chce ostrzec innych przed ich powtarzaniem ?
- Znasz takie powiedzenie „lepiej późno, niż wcale” ?

No i tak można jeszcze długo, tylko wgłębiając się w takie rozważania ta rozmowa pędzi w kierunku absurdu :)) .


Pozdrawiam również :).
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

No to i ja napiszę Ci krótkie zakończenie z mojej strony :) .
gb pisze:. A zastanawiałaś się - choćby na własnym przykładzie - w ilu przypadkach, tak naprawdę - się ono sprawdziło? Bo przypomina ono inne - bardziej związane z nami: "mądry Polak po szkodzie". No i z jeszcze jednym: "historia uczy tego, że jeszcze nigdy, nikogo - niczego nie nauczyła". A to ostatnie sprawdza się bardzo często
a propos powiedzenia - w moim przypadku jeśli nawet to "późno" dochodzi do skutku, to jest na tyle "późno", że korzyści są porównywalne do "wcale". A dodatkowo - "późno" - przypomina, że nie zdarzyło się wtedy, kiedy chciałem/liczyłem/oczekiwałem - co powoduje często wyłącznie żal z tego, iż się zdarzyło w ogóle.
Gdybym w ten sposób podchodziła do życia i tak się na każdym kroku nad wszystkim zastanawiała – to bałabym się rano wstać z łóżka :)).


Pozdrawiam również :) .
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

A Ty znowu wytłumaczyłeś moje słowa po swojemu :)) :)) :)) .

Nie boję się i to właśnie dlatego, że nie kupuję bezmyślnie i dosłownie wszelkich przysłów i powiedzeń . W związku z tym nic mnie nie paraliżuje, działam i nie gnuśnieję :P .
Jako osobie dość ostrożnej daleko mi do przekonania, że ode mnie wszystko zależy – i zapewniam Cię, że z ciężkim plecakiem w trudnych warunkach nigdy się w góry nie wybiorę .... nawet na Nosal :)) .

ZWŁASZCZA PO PRZECZYTANIU TEJ RELACJI :)) .
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Zakochani w Tatrach pisze:i zapewniam Cię, że z ciężkim plecakiem w trudnych warunkach nigdy się w góry nie wybiorę .... nawet na Nosal .
I to jest właśnie bliskie dla mnie podejście do zagadnienia. I wcale nie ograniczam go do trudnych warunków. Zawsze, przez całe życie hołdowałem czemuś co z braku definicji nazwę "turystyką ekonomiczną". Na czym ona polega? Ano na tym aby na wszystkich trasach dojściowych do miejsc bazowych robić to możliwie minimalnym wysiłkiem. A więc jeśli bazą jest Murowaniec to kolejką na Kaprowy, jeśli Pięć Stawów - to autobusem do Wodogrzmotów itd Człowiek nie jest zwierzęciem jucznym, noszenie ciężaru to ostateczność i zminimalizowana do maximum. A jeśli nie ma takich możliwości, to trudno - wór na plecy ale bez dorabiania ideologii, że to kwintesencja turystyki górskiej, że to uszlachetnia i podobne głupoty.

Podstawowy zarzut, który postawiłbym temu facetowi od relacji, to, że będąc doświadczonym turystą (ponoć 30 lat w górach - no chyba, ża zalicza sobie czas od nosidełka tatusia) polazł jak ten głupi przez Zawrat w trudnych warunkach SAMOTNIE. Gdyby miał towarzysza, to może byłby on rozsądniejszy od niego, a jeśli nawet nie, to te wszystkie "dramatyczne przygody" (mam wątpliwości co do rzeczywisitego a nie wydumanego przy klawiaturze dramatyzmu) też byłyby wyglądały inaczej.

Przeczytałem ten gniot jeszcze raz i mam kolejne wątpliwości. Bo np. czy facet będący rzeczywiście w opresji będzie rozmyślał przy tym jakby tu się dopieprzyć do pewnych górskich organizacji? Nie, to się narodziło przy komputerze.
Mam też coraz większą pewność, że jest to dość typowy w erze internetu facet szukający ujścia dla swych niewyżytych literackich ambicji i w tym geneza tego tekstu. Podobnie z fotografiami - czy normalny facet wali wielkim literami na każde zdjęcie swoje imię i nazwisko? Rozumiem gdy robi to zawodowiec, chodzi o prawa autorskie i ew. zarobki, ale, powiedzmy szczerze, ich jakość nie wskazuje na zawodowca, nawet z poprawką na trudne warunki. A w dodatku część z nich można było zrobić w Zakopcu na polu za kwaterą, byleby tylko było sporo śniegu.

Może ten tekst kogoś czegoś nauczy, ale można go było napisać znacznie krócej - Nie leź głupolu sam w trudnych warunkach w góry, w dodatku niewyspany i bez termosu z herbatą a nie słodką Mirindą, po której sie jeszcze bardziej chce pić, bo utytłasz się jak świnia i możesz sobie zrobić kuku a w dodatku narazić chłopaków z TOPR-u na szukanie i ratowanie głuptaka, oni mają dostatecznie dużo zajęć! I tyle lub nawet aż tyle.
Jestem gorszego sortu...
ODPOWIEDZ