W tym roku te dwa listopadowe dni postanowiłam spędzić w Tatrach, ponieważ zapowiadała się piękna pogoda - co w tym roku w górach nie było zjawiskiem częstym.
Ze względów rodzinnych – niezbyt fortunnie..... ale nic to....
Porządki na cmentarzu zrobione, groby wyszorowane, kwiaty i znicze postawione dwa dni wcześniej.
Z tego co zdążyłam się zorientować - nie ja jedna na to wpadłam. Po przyjeździe zajrzę ponownie. Rodzina się podąsa i przejdzie im.
Uspokoiłam własne sumienie, dałam sobie rozgrzeszenie, spakowałam manatki i 30 października pojechaliśmy do Zakopanego............ przez Vrbov
Tym razem pogoda pozwoliła delektować się krajobrazem za którym tęsknię nieustannie.
Tatry z drogi do Velkiej Łomnicy wyglądały przepięknie, mimo że ostrość widzenia zakłócały trochę ostre promienie słoneczne. Musiałam się zatrzymać, pogapić i zrobić fotki.
1.

Trzy godziny przyjemności wodnych, godzina za kierownicą - i właściwie już o zmroku dotarliśmy do chałupy.
Tam czekała na nas cała zadowolona gaździna ze świeżo upieczoną pyszną szarlotką, której zapach roznosił się po całym domu.
Jak nam potem powiedziała – nie lubi być w chałupie sama. Choć z bardzo nielicznymi gośćmi ma tak dobre kontakty jak z nami - w tych dniach szczególnie ciężko znosi pusty dom, toteż jej radość z naszego przyjazdu była ogromna. Byliśmy jedynymi gośćmi , więc miała towarzystwo na tydzień zapewnione.
Ja też lubię te nasze wieczorne pogawędki. Dużo ciekawych rzeczy można się dowiedzieć o góralskich rodach, dawnych czasach i zwyczajach.
O bieżących sprawach rodzinnych i sąsiedzkich też plotkujemy
Trzeba było tak poukładać plany wycieczek, aby zajrzeć na cmentarz, ale i nie stracić ładnego dnia.
Ostatniego października poszliśmy na spacer nad Morskie Oko.
Tłumów nie było, ale jak na listopad to i tak sporo osób dreptało po asfalcie..
Zwróciłam uwagę na konie, które po awanturze z obrońcami zwierząt na postoju w Palenicy i Włosienicy - były okryte pledami. Wszystkie .
Ranek był zimny.
Promienie słoneczne i błękit. W okolicy Polany Włosienica, a potem blisko schroniska w Morskim Oku, przy samej drodze pasły się łanie z młodymi , zupełnie nie zwracając uwagi na fotografujących je turystów. Czasem tylko jelonek podniósł łepetynę i postawił uszy na odbiór.
Sielankowo.
2.

Nad stawem słońce o tej porze roku nie świeci zbyt długo, a w cieniu zimno, dlatego na posiłek weszliśmy do schroniska - co nam się niezbyt często zdarza. W słońcu - nawet zimą - wolę zjeść nad stawem na kamieniu, lub obok schroniska na ławach..
Teraz – przy okazji, wykorzystuję takie chwile aby przyjrzeć się ciekawym starym fotografiom, którymi ozdobione są ściany wnętrz i opisom dawnych dziejów tego miejsca.
3.

Pierwszego listopada chciałam koniecznie odwiedzić Pęksowy Brzyzek. To cmentarz wyjątkowy w swoim rodzaju.
Pamiętam, jak w czasach w których Zakopane i Tatry były mi znane tylko z pocztówek i czasopism, marzyłam sobie, że jak kiedyś tam pojadę – to w pierwszej kolejności pójdę właśnie w to miejsce.
Przemyślałam sprawę i wyszło mi, że najbardziej sensownie będzie zrobić kółeczko przez Dolinę Białego Potoku, Sarnią Skałę, Strążyską - i Kasprusiami do celu.
Dni teraz krótkie, więc za bardzo nie ma się co rozpędzać.
W Dolinie Białego pustki. Nie spieszyliśmy się, bo przecież to niezbyt długa - jak na Tatry - wycieczka.
Chciałam nacieszyć się niczym nie zmąconą ciszą, szumem potoku, delikatnym tańcem gałęzi mijanych drzew, zapachem wilgotnych jesiennych liści.
4.

5.

Na szczycie Sarniej grupka osób, która tu dotarła wcześniej – zbierała się do zejścia i zostaliśmy prawie sami. Towarzyszyła nam sójka, która chętnie pozowała do zdjęć.
6.

Małżonek – choć nie taki uroczy jak sójeczka
7.

Przekładaniec chmur i śnieżna kołderka okrywająca góry podkreślały zgodnie w przejrzystym powietrzu, urodę krajobrazu Tatr Zachodnich...
8.

…. Bielskich i Wysokich.
9.

10.

Patrzyłam zachwycona, a przecież byłam tu nie raz...... wydawało mi się, że dopiero teraz odkrywam to niezbyt wybitne – choć piękne miejsce.
Ot – magia Tatr.
Na Pęksowym Brzyzku są mogiły ludzi zasłużonych dla naszej kultury i groby symboliczne tych, których przytuliły na zawsze - z daleka od Ojczyzny - ukochane góry..
Przy każdym z nich chwila zadumy i refleksji...
Ale są i takie takie, gdzie jest mi bardzo trudno opanować wzruszenie.
To groby ratowników, którzy zginęli w górach niosąc pomoc innym. Tu zawsze kieruję moje pierwsze kroki.. Szczególnie żal mi tych dwóch chłopaków....
Młodzi, nie zdążyli posmakować życia, ani zrealizować swoich górskich planów......
Czytając informację o tym wypadku pod Szpiglasową Przełęczą i opis akcji ratunkowej w sylwestrową noc - gnębi mnie myśl …. może nie musieli zginąć
11.

Szybko – jak zwykle o tej porze – zapadł zmrok , w którym w świetle kolorowych lampek jeszcze bardziej czuć było powiew starych dziejów dawnego Zakopanego.
Moje klimaty....
Na Dzień Zadusznych zaplanowałam odwiedziny innego oryginalnego miejsca upamiętnienia ludzi gór.
To Symboliczny Cmentarz pod Osterwą – miejsce magiczne.
Kto tam jeszcze nie zajrzał – bardzo polecam.
Słoneczny poranek w okolicach Ździaru .... Kiedy przejeżdżaliśmy tędy jadąc do Vrbova, przy okazji pobytu w Pieninach - gęsta mgła zasłaniała wszystko. Teraz mogłam stanąć i popatrzeć tęsknie w stronę Szerokiej Przełęczy Bielskiej, na odwiedzenie której mam wielką chęć.
Choć od strony Doliny Monkowej szlak prowadzi cały czas mocno do góry i daje mocno popalić – zwłaszcza w upale – warto.
12.

Parking w Popradzkim Plesie - o dziwo zapełniony w połowie i cały czas samochody dojeżdżały.
Listopad …. a tu taki ruch...
Niektórzy – w tym Polacy – zaparkowali za linią ciągłą na zakręcie drogi bocznej ze Szczyrbskiego Plesa. Chcieli za darmo – a wyszło za drogo. Policja wezwana prawdopodobnie przez obsługę parkingu wypisywała ochoczo powitalne zaproszenia do zapłaty mandatu.
Tak to czasem można przekombinować
Wiedziałam, że szlak na cmentarz – tak jak inne szlaki na Słowacji – zamykany jest na okres od 1 listopada do 15 czerwca, ale małżonek upierał się, że ten trochę później. Choć jego rozumowanie wydawało się logiczne, niestety to ja miałam rację.
Jak zwykle w takich przypadkach chęci biły się z rozsądkiem, który podpowiadał możliwość powtórzenia sytuacji z parkingu.
Co za mądra głowa wymyśliła, żeby przed takimi świętami zamykać cmentarz - choćby symboliczny …. przecież można zrobić wyjątek dla tego szlaku i przesunąć datę zakazu wstępu na 3 listopada ….
Zanim rozstrzygnęła się moja walka wewnętrzna, nadeszła spora grupa Słowaków i nie przejmując się zakazem poszli śmiało na cintorin.
Pomyślałam sobie, że chyba wiedzą co robią, a w razie czego w większej grupie zdołamy przekonać strażnika parku, o kompletnym braku logiki tego przepisu - i poszliśmy za nimi.
Nie można sobie wyobrazić bardziej właściwego miejsca, do pielęgnowania pamięci o tych, którzy za swą miłość do gór zapłacili cenę najwyższą.
Każda miłość jest piękna i trudna, bywa zaborcza i ślepa, a ta jest dodatkowo - niebezpieczna....
To jedyny cmentarz, który nie jest smutny. Kolorowe przepiękne krzyże wprowadzają jakąś nutkę optymizmu...
Tak cudna okolica w której wspomina się tych, dla których góry były całym życiem daje poczucie, że ich dusze mają tu swoje miejsce, do którego wracają z wędrówek po niebiańskich graniach.
13.

Choć nie chciałam przeciągać i kusić losu tym nielegalnym pobytem - dłuższą chwilę zatrzymaliśmy się przy skale z polskimi tablicami. W ostatnich czasach przybyło ich kilka.
14.

Zastanawiało nas tylko, dlaczego tablica Macieja Berbeki i Tomka Kowalskiego jest w języku angielskim
15.

Popradzki Staw i przeglądające się w nim schronisko, to widok przyciągający wzrok każdego turysty.
16.

Przy budynku ładnie wyrzeźbiona w drewnie figura nosicza, nad drugą – na razie nie wiadomo kogo – biedził się dłutem starszy rzeźbiarz .
17.

Poszliśmy jeszcze tam, gdzie wolno – czyli do rozejścia dróg pod Zabimi Plesami.
18.

19.

W powrotnej drodze na pożegnanie dostaliśmy wspaniale oświetloną, cudną Dolinę Złomisk....
20.

….. i Tępą w całej okazałości.
21.

Patria się do nas słonecznie uśmiechnęła ...
22.

… a księżyc przypomniał, żeby się za bardzo nie rozczulać, nie ubolewać że to już koniec wycieczki, tylko przyspieszyć - bo pewno inne ciekawe rzeczy i widoki jeszcze po drodze będą, a potem trzeba wracać serpentynami polskimi i słowackimi po ciemku – co już do moich przyjemności nie należy.
23.

...i miał rację.
Tu trzeba było popatrzeć na pracę anonimowego artysty.... .
24.

...a tu na cudne dzieła Matki Natury.
25.

26.

Kolejny bezchmurny dzień przeznaczyliśmy na Dolinę Chochołowską i Grzesia. Małżonek nie widział szkód wyrządzonych przez sławetny grudniowy halny, ale ponieważ już były uprzątnięte – nie zrobiły na nim większego wrażenia.
On nie ma w sobie tyle romantyzmu i miłości do Tatr co ja, więc jest mu lżej w tych sprawach.
27.

Powietrze jak kryształ, więc szanse na wspaniałe widoki z Grzesia ogromne.
28.

29.

30.

31.

Takie właśnie były, ale już dały się odczuć podmuchy zbliżającego się halnego.
Wzmagający się wiatr sprawił, że tylko pół godziny spędziliśmy na szczycie Grzesia.
Patrząc na zdjęcia wydawałoby się, że sucho i fajnie.
No nie do końca.....
Podejście na przełęcz między wierzchołkami Grzesia mocno zalodzone .
Ja tam swoje wiedziałam , zabrałam raczki – za co zostałam obśmiana – ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni
Zeszłam sobie spokojnie i bez gimnastyki, a mężowi jakoś mniej do śmiechu było – chociaż sobie jakoś poradził .
W dół zawsze gorzej.
32.

W następnym dniu - słonecznym i ciepłym wiało tak, że o wyjściu w góry nawet nie myślałam.
Czasem po większe zakupy lub do bankomatu na Jagiellońską lubimy iść przez Anatałówkę – teraz też mnie podkusiło.
Mało nie wyfrunęliśmy w powietrze, choć do chuderlaków nie należymy
W porywach wiatru przewracały się z wielkim hukiem reklamy i toczyły metalowe kosze na śmieci
Wstąpiliśmy do Muzeum Tatrzańskiego przy Rondzie Kuźnickim. gdzie też z niepokojem patrzyłam na sklepienie budynku, które skrzypiało, trzeszczało i wydawało z siebie dziwne dźwięki.
Żywioł ….
Dwa piękne dni zabrał nam halny – nie wykorzystaliśmy ich tak, jak można było - gdzieś wyżej
Z braku innego pomysłu na spędzenie czasu - wymyśliłam ponownie baseny we Vrbowie, ale też bałam się jechać ...
Jak się okazało - słusznie, bo wiatr powywalał drzewa na drodze Baltzera i przez jakiś czas w okolicy Łysej Polany była nieprzejezdna, a sama podróż tamtędy w takich warunkach do bezpiecznych raczej nie należy.
W tych dniach wybierałam się na króciutko w Tatry i znów jakaś nieszczęsna “Ola” pokrzyżowała mi plany
Ech.....
Panoramki:




Ala



