krzymul pisze:PS. W tamtych czasach większość spraw załatwiało się nie tyle na ulicy co w kościołach. Pamiętasz ? ... bo ja tak.
Owszem, pamiętam. Studiowałam we Wrocławiu. Czasami zaczynało się w kościołach ( gardło zdarłam wydzierając się na końcu mszy "Ojczyznę woooolną racz nam wrócić Paaanie") ale kończyło na ulicy. Grabiszyńska i plac Pereca to chyba do historii przeszły. Odzdziały Zomo nie nie napieprzały się z białymi myszkami, oj nie.
krzymul pisze: W głowie mi się nie mieści jak można porównać walkę o wyzwolenie w latach 80-tych do onanizowania się chęcią publicznego pokazania, że jest się gejem.
Nie porównuję. Ustosunkowuję się do zdania
krzymul pisze:że ulica to nie jest miejsce do rozwiązywania problemów
Uważam że jest jak najbardziej. Demonstracje gejów odbieram w inny sposób niż Ty tu sugerujesz. Nie jako
krzymul pisze: onanizowania się chęcią publicznego pokazania, że jest się gejem.
a raczej jako sposób zwrócenia uwagi na nietolerancję przeciwko temu środowisku.
Dlatego uważam że o ile demonstranci nie szczują przeciwko innym mniejszościom, obojętne, narodowym, seksulanym czy jeszcze jakimś innym, nie niszczą mienia państwowego i prywatnego to ulica jest jak najbardziej odpowienim miejscem do zwrócenia uwagi na swoje problemy.