Wiosenne powodzie i szkody na szlakach nie dały szans na spacery po zielonych połoninach Grani Małych Pienin i innych.
Nie wiadomo, czy przez te ulewy nie ucierpiały siedliska pięknych motyli spotykane na niektórych łąkach
Żal mi było, ale jeszcze bardziej byłoby mi żal gdybym nie mogła zobaczyć jesiennych Pienin.
Niestety wyjazd ograniczała pogoda i ustalone terminy szczepionek.
W pewnym okresie wyklarowały się cztery dni w miarę ładnej pogody .... bez szału, ale dobre i to – rowery na bagażnik i jedziemy.
Nie byłam tu równy rok... jak ten czas niewiarygodnie szybko leci....
Serdeczne przywitanie z naszymi kochanymi gospodarzami i - jak zwykle „na dzień dobry” - zaproszenie na powitalny obiad .
Ponieważ wszystkie pokoje w domu zajęła grupa harcerzy – dostaliśmy do dyspozycji cały domek pracowicie wykonany przez Ryszarda ….
Nowiutki, pachnący świeżością, przestronny i wygodny
Nooo ... podziw i gratulacje.
1.

Dzień przyjazdu trochę pochmurny, z przejaśnieniami. Zrobiło się dość późno, więc żeby choć trochę się rozruszać, zajrzeliśmy do Szczawnicy i na Bryjarkę.
Na drugi dzień miało być pięknie, w związku z tym Grań Małych Pienin – moja ulubiona wycieczka.
Rano zamiast słońca mgła....i nic nie widać. No ładnie
Otworzyłam laptopka na kamerki i zobaczyłam to o co mi chodziło – słonecznie, błękitnie ponad niskimi chmurami.. Wspaniała sprawa ten internet.
W te pędy na wyciąg na Palenicę – a tam niespodzianka...niemiła niestety.
Coś się zepsuło, naprawiają, ale wyciąg na razie nie chodzi – do odwołania.
Ktoś pocieszył, że to potrwa pół godziny ….dla mnie wieczność, bo czas ucieka i nie wiadomo co robić, żeby takiego pięknego dnia nie stracić.
Na szczęście dość szybko mechanicy uporali się z usterką i kolejka ruszyła.
Jak można się domyśleć, nie miałam komfortu jazdy i odetchnęłam z ulgą, gdy nasze krzesełko doturlało się do budynku górnej stacji
Cudne widoki i wspaniale przejrzyste powietrze zrekompensowały mi zupełnie kolejkowe stresy i obawy, że znów się coś zepsuje i zawiśniemy uwięzieni w powietrzu.
2.

3.

4.

Przypuszczałam, że na szlaku będą odcinki błotniste, bo znam ten szlak dobrze i wiem kiedy, gdzie i czego się można spodziewać – tym bardziej, że było świeżo po kilkudniowych opadach deszczu.
Rzeczywistość przerosła jednak moją wiedzę i wyobraźnię.....
Tak to wyglądało do samej połoniny przed Wysokim Wierchem, na której też było mokro, ale już bez błota. Kijki się bardzo przydały - bez nich co niektórzy zaliczyli błotną kąpiel
5.

6..

7.

Potem już było dobrze, w miarę sucho i przepięknie – tylko Tatry pod słońce
8.

9.

10.

Schodziliśmy z pod Durbaszki do Jaworek, bo po tym fajnym i suchym odcinku , nie chciało nam się już taplać od nowa w błocie na szlaku na Wysoką.
11.

Wycieczka, która zawsze spełnia moje oczekiwania widokowe
Na następny dzień wymyśliłam zachłannie taki plan : raniutko na Trzy Korony, potem przesiadka na rowery i Drogą Pienińską do Czerwonego Klasztoru, a może i do Sromowców....
Ranek mglisty, ale po wyskrobaniu się na szczyt chmury się przerzedziły i promienie słoneczne rozjaśniły widoki wokół.
Niestety - dość mocno wiał halny od Tatr i tylko pół godziny spędziliśmy na platformie. Zresztą chcąc wykonać mój zachłanny plan i tak nie było czasu na dłuższe bałamucenie.
Tu szlak miejscami też dość błotnisty, ale za to puściutki i cichutki.
Dopiero w drodze powrotnej spotkaliśmy kilka osób.
Czerwony Klasztor wynurza się spod kołderki chmur....
12.

Klasyka ….
13.

14.

15.

16.

17.

18.

19.

Zejście poszło nam zgodnie z planem. Po krótkim i szybkim posiłku ruszyliśmy na rowerkach do Szczawnicy i dalej na Drogę Pienińską, która sprawia mi zawsze dużo radości ...... raz że piękna, drugi raz że na rowerze - co bardzo lubię.
Tyle razy tu jeździmy, a dopiero teraz zauważyliśmy, że jedna ze skał Trzech Koron ma „twarz i minę” duszka przedstawianego na rysunkach o tej tematyce
20.

Poza tym jesień...jesień...jesień....choć już późna i nie taka kolorowa, ale swój urok ma.
21.

A jak jesień – to i grzybki …..
22.

Schronisko na Orlicy najlepiej widać ze ścieżki rowerowej nad Dunajcem – przyzoomowane oczywiście .
23.

Tam, gdzie rzeki nurt się kiwa
polowała czapla siwa.
24.

Kiedyś – już nie pamiętam gdzie – wyczytałam o pięknym zakątku Pienin - Zaskale, rzadko odwiedzanym przez turystów... „ a szkoda ” …
W Jaworkach mignęła mi nieraz tabliczka z tą nazwą.
W wyobraźni widziałam kamienistą ścieżkę za płotem jakiejś chałupy, prowadzącą niezbyt daleko do urokliwych skał.
Postanowiłam, że pójdziemy zobaczyć to wspaniałe miejsce w kolejnym dniu, w którym musieliśmy niestety wracać do domu przez tą nieszczęsną szczepionkę
Samo Zaskale to jednak za mało, więc jeszcze podjedziemy do Białej Wody.
Wieczorem spakowałam rzeczy i rano pochmurnym - jak co dzień - porankiem wyruszyliśmy do Jaworek.
Tu okazało się bardzo szybko, jak rzeczywistość mija się szerokim łukiem z moją wyobraźnią
Postawiłam autko koło sklepu i poszliśmy szukać tablicy z nazwą Zaskale.
Niedaleko w stronę Białej Wody....jest !!! … ale droga zamiast kamieniście za płotem prowadzi wygodną szosą, którą można było spokojnie podjechać samochodem aż do wyciągu narciarskiego, na darmowy parking.
Błąd pierwszy... no trudno, na drugi raz będziemy wiedzieć.
Do Rezerwatu jeszcze kawałek drogą szutrową.
25.

26.

Początki dość obiecujące, ale na tym koniec. Szlak prowadzi wąwozem, środkiem potoku, w dodatku - prawdopodobnie po tych ulewach – dość zrujnowanym, pozawalanym kamieniami i gałęziami. Poszliśmy jeszcze kawałek z nadzieją, że wkrótce dotrzemy do tych pięknych skał widzianych w wyobraźni i chyba gdzieś na zdjęciach.
Nic z tego – potok i wąwóz wydają się nie mieć końca, a skał jak nie ma tak nie ma.
Mój małżonek jak się gdzieś wybierze – to musi, a ja niekoniecznie.
W pewnym momencie moja cierpliwość się skończyła - po krótkich przepychankach słownych on poszedł dalej, a ja zrobiłam w tył zwrot i ostrym marszem wodą, brzegiem potoku – bo tam było w miarę równe podłoże i można było iść szybko – ruszyłam z powrotem.
Wprawdzie zimniutka woda z „potocku” wlewała mi się do butów na wszystkie możliwe sposoby, zwłaszcza górą, w butach aż piszczało i chlupało, ale za to w tempie iście ekspresowym dotarłam do wyjścia.
Tu zrobiłam sobie chwilkę oddechu przy tablicach i dopiero teraz przeczytałam, że szlak jest zamknięty dla turystów i wchodzić tam nie wolno
No nic dziwnego....teraz wiem dlaczego....
Można było narazić się na nieprzyjemności, gdyby jakaś Straż Parkowa tam się pojawiła.... ech
Humor poprawiła mi pogoda, która zrobiła się bardzo ładna.... okolice rezerwatu - również.
27.

28.

29.

Prędasem poszłam po samochód, bo mimo tragicznie przemoczonych butów, które ważyły pewnie po dwa kilo - nie chciałam rezygnować z wycieczki do Białej Wody ….
Z mojej zachłanności na góry wszelakie - szkoda mi było , bo jeszcze trochę czasu i taka pogoda.....
Nie pomyślałam nawet o skutkach tej zimnej terapii, przed którymi ostrzegała pani doktor
Na szczęście - nawet kataru nie dostałam
Podjechałam prawie pod samo wejście autkiem, w tym czasie małżonek wylazł z tego nieszczęsnego wąwozu.
Nigdy więcej Zaskala .
Biała Woda piękna i klimatyczna – jak zawsze. Wprawdzie trwały tam jakieś prace przy wywózce drzew na polanie, gdzie zaczyna się wspinaczka na Rozdziele, ale poza tym cichutko i poza nami ani jednej żywej duszy.
30.

31.

32.

33.

34.

35.

36.

Gdzieś od zachodu zaczęły się zbierać ciemniejsze chmury, ale nad nami cały czas błękitne niebo, ciepło i fajne światło do fotek
37.

38.

Wielka szkoda, że musieliśmy wracać, chcieliśmy jeszcze wjechać tym wyciągiem narciarskim na Bukowinkę, ale już zabrakło czasu.
Zakiełkował mi jednak ten pomysł głęboko i dopięłam swego...
Następnym razem i wkrótce
Ala
Panoramki




