Prosty sposób na polską służbę zdrowia..

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
ODPOWIEDZ
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Basia Z. pisze:A to trudno przewidzieć, że teraz jest taki okres, kiedy jest lód na chodnikach, ludzie się przewracają i łamią ręce nogi ?
Widzę że jednak wołam na puszczy. Czy my żyjemy w kraju oczywistych przewidywań, dopracowanych procedur?

Ten prosty fakt o którym piszesz łatwo przewidzieć.
Ale od przewidzenia tego faktu nie biorą się automatycznie rezerwy w terminach przyjęć lekarzy. Ktoś musi stworzyć narzędzia do takiej rezerwy.
Nie ma żadnego proceduralnego "motywu" do blokowania np. 2 terminów dziennie u ortopedy zimą wobec przewidywanej większej zgłaszalności.
Co więcej, kierownik przychodni który wprowadziłby takie blokady mógłby się zdecydowanie spodziewać problemów, kontroli, podejrzeń wobec dziwnych działań, oskarżeń że "przecież jest kolejka czekających a tu blokuje się terminy" itd.

Nie ma procedury "pilnej konsultacji". Owszem jest takie pojęcie i wymóg pilnego przyjęcia pacjenta ze strony NFZ ale jak zwykle tkwi to w proceduralnej próżni.
To tak jak wymóg NFZ dla POZ że ma przyjąć KAŻDEGO pacjenta zgłaszającego się w danym dniu. Przeciętny POZ ma pod opieką 8-10 tysięcy pacjentów.
Papier przyjmie wszystko.
Ale gdzieś w tym jeszcze musi być sens.
Oczywiście- POWINNA być możliwość przyjęcia pilnego tu czy tam.
Ale z samej "oczywistości przypuszczenia" to się nie zrobi.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

komorfil pisze:
Basia Z. pisze:A to trudno przewidzieć, że teraz jest taki okres, kiedy jest lód na chodnikach, ludzie się przewracają i łamią ręce nogi ?
Widzę że jednak wołam na puszczy. Czy my żyjemy w kraju oczywistych przewidywań, dopracowanych procedur?

Ten prosty fakt o którym piszesz łatwo przewidzieć.
Ale od przewidzenia tego faktu nie biorą się automatycznie rezerwy w terminach przyjęć lekarzy. Ktoś musi stworzyć narzędzia do takiej rezerwy.
Nie ma żadnego proceduralnego "motywu" do blokowania np. 2 terminów dziennie u ortopedy zimą wobec przewidywanej większej zgłaszalności.
Co więcej, kierownik przychodni który wprowadziłby takie blokady mógłby się zdecydowanie spodziewać problemów, kontroli, podejrzeń wobec dziwnych działań, oskarżeń że "przecież jest kolejka czekających a tu blokuje się terminy" itd.

Nie ma procedury "pilnej konsultacji". Owszem jest takie pojęcie i wymóg pilnego przyjęcia pacjenta ze strony NFZ ale jak zwykle tkwi to w proceduralnej próżni.
To tak jak wymóg NFZ dla POZ że ma przyjąć KAŻDEGO pacjenta zgłaszającego się w danym dniu. Przeciętny POZ ma pod opieką 8-10 tysięcy pacjentów.
Papier przyjmie wszystko.
Ale gdzieś w tym jeszcze musi być sens.
Oczywiście- POWINNA być możliwość przyjęcia pilnego tu czy tam.
Ale z samej "oczywistości przypuszczenia" to się nie zrobi.
Kiedyś dawno temu, takie sprawy załatwiało po prostu Pogotowie Ratunkowe - przynajmniej tak się na tą jednostkę mówiło potocznie. Dwie złamane ręce ( w tym raz poważnie, z otwartym złamaniem) właśnie tam mi badali, diagnozowali, składali i gipsowali. Wszystko było na miejscu. A dalsze leczenie już w przychodni. Teraz jest inaczej ? Trochę dziwne.
Każdemu jego Everest...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

andy67 pisze:Kiedyś dawno temu, takie sprawy załatwiało po prostu Pogotowie Ratunkowe - przynajmniej tak się na tą jednostkę mówiło potocznie. Dwie złamane ręce ( w tym raz poważnie, z otwartym złamaniem) właśnie tam mi badali, diagnozowali, składali i gipsowali. Wszystko było na miejscu. A dalsze leczenie już w przychodni. Teraz jest inaczej ? Trochę dziwne.
Jest zupełnie inaczej. I dziwne, i nie.

W Krakowie istniało znakomite właśnie jak to nazywasz "pogotowie" urazowe.
Siedziała tam banda chirurgów i ortopedów praktyków, mieli ambulatoria, sale operacyjne, całkiem spory oddział. Załatwiali na luzie 100, a jak było trzeba 200 i więcej pacjentów NA DOBĘ.

ALE, ale, ale.....

Chory który trafia gdzieś bo ma coś "chirurgicznego" (bolący brzuch albo ranę do szycia albo złamaną rękę) może mieć coś jeszcze. Może to być kobieta w ciąży. Może to być 90 latka po 4 zawałach i z cukrzycą. Może mieć współistniejące choroby zakaźne. Itd...
Dlatego wymyślono Szpitalne Oddziały Ratunkowe które istnieją tylko przy pełnoprofilowych szpitalach. Musi tam być możliwość operacji, odebrania porodu, działania anestezjologa, konsultacji neurologa, wykonania szerokiego panelu badań.
I to ma sens. Ale działa jak działa.
W Krakowie jest 5 SORów, do niedawna było 6, nie licząc kolejnego - pediatrycznego.
W 5 razy większym Toronto są 2 ogromne SORy z centrum wielourazowym.
Tym właśnie my różnimy się od zachodu: importujemy dobre pomysły i rozmieniamy je na nasze drobne: na drobne polskiej prowizorki i fasadowości.
Przecież mamy SORy, znaczy się, te "łemerdżensy junity", jak na, kurna, Zachodzie.
Tyle że w kanadyjskim SORze samych urazowców gotowych rzucić się na pacjenta jak to widać w serialu "Ostry dyżur" jest 4 albo więcej.
U nas- jeden na SOR i przy okazji, ten sam- na szpital.......
Na naszym SORze nie ma diagnostyki zatruć, bo niezależnie od tego że są SORy, jest jedna Klinika Toksykologii, która owszem jest bardzo pomocna, ale badania trzeba tam dowieźć (a jakie - to też najpierw trzeba zapytać tamtejszego dyżurnego), potem odebrać wyniki, potem ewentualnie przesłać pacjenta.......
Rozmycie, rozwodnienie......
Ale idea jest słuszna.
Nietrudno sobie jak mówię wyobrazić pacjenta bardziej skomplikowanego niż po prostu "ze złamaną ręką". Wtedy taki chirurg w odizolowanym "pogotowiu urazowym" ma problem.
Jak widać, moje mękolenie o procedurach ma uzasadnienie.
Zatem, Andy, nie ma prostej odpowiedzi na pytanie czy to dobrze, że zlikwidowano takie pogotowia urazowe.
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Lekarze nie należą do grupy szczególnie inteligentnych.
Na przełomie 2011/2012 toczyła się na tym forum (wtedy jeszcze aktywnym) wielka dyskusja na kanwie wchodzącej właśnie ustawy o refundacji.

Wśród dziesiątek wypowiedzi, padła też i moja w której podałem analogię sytuacji w refundacji leków poprzez zmyśloną historyjkę o "refundacji mostów" - ukłon w stronę Janka, inżyniera. Wtedy Janek odpisał był:
Janek pisze:Szkoda tylko, że Komorfil pisał o tym tak zawile tworząc w dodatku niedorzeczne przykłady z dziedziny budownictwa mostowego.
Od tego czasu - minęły prawie 3 lata - co jakiś czas przypominałem sobie tą wypowiedź i wiedziałem, że jakoś potrafię na to odpowiedzieć, tylko nie umiem ubrać w słowa.
Tak jak mówię - lekarze do inteligentnych nie należą, w MENSIE raczej nas nie szukajcie.

Dopiero wczoraj zwerbalizowało mi się to o czym myślałem

Janku masz rację - ale ta racja jest równocześnie wyjaśnieniem.
Mój przykład z mostami był ANALOGICZNY do sytuacji refundacji.
I zdecydowanie był niedorzeczny, biorąc "zwykłą" miarę ocen.
Ale czego to dowodzi?
Ano - per analogiam - niedorzeczności całego systemu refundacji!!!!!
Może to niezbyt odkrywcze, ale np. mi sformułowanie tego wniosku zajęło 3 lata.
Myślę, że jest to też istotny argument za omijaniem lekarzy, tak generalnie (co zresztą wiadomo nie od dziś).

A piszę o tym też dlatego, że szykuje się powtórka z rozrywki.
Uproszczenie systemu, odejście od umów dla lekarzy praktykujących prywatnie, wpisanie obowiązku refundacji do Ustawy o zawodzie lekarza, podpięcie pod nią na sztywno kar, nadal brak spójności kryteriów, nadal uznaniowość, nadal pokręcona i trudna (o ile w ogóle istniejąca) ścieżka odwoławcza.
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

Winston Churchill powiedział kiedyś, że prowadzenie wojny jest zbyt poważną sprawą aby powierzać ją generałom.

Ta zasada ma charakter uniwersalny i odnosi się również do lecznictwa.
Jestem gorszego sortu...
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

Niech i ktoś wytłumaczy logikę naszej służby zdrowia.

Moja koleżanka ma bardzo mocne podejrzenie toksoplazmozy w ciązy i ma stawić się do centrum leczenia chorób zakaźnych. Na razie na umówienie wizyty. osoba w ciąży ma przyjść tam gdzie przychodzą chorzy na różyczkę i różne inne kvrestwa, a sama i tak nie jest w stanie nikogo zarazić, więc po jaką cholerę ma się dodatkowo narażać? Czy ktoś w ogóle myśli w tym kraju?
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Żabi Koń pisze: Moja koleżanka ma bardzo mocne podejrzenie toksoplazmozy w ciązy i ma stawić się do centrum leczenia chorób zakaźnych. Na razie na umówienie wizyty. osoba w ciąży ma przyjść tam gdzie przychodzą chorzy na różyczkę i różne inne kvrestwa, a sama i tak nie jest w stanie nikogo zarazić, więc po jaką cholerę ma się dodatkowo narażać? Czy ktoś w ogóle myśli w tym kraju?
Ostatnie pytanie, o silnie ogólnym i ontologicznym charakterze, pozostawię bez odpowiedzi, bowiem definiowanie pojęcia "myślenia" w tak szerokim kontekście (w odniesieniu do "kogoś w ogóle w tym kraju" - czyli kogokolwiek z grona 40 milionów ludzi) sądzę, że zajęło by nam wiele czasu.
Odpowiem tylko: sądzę, że ktokolwiek w tym kraju jednak "myśli" - ale nie za bardzo rozumiem związek i pytania i ewentualnej odpowiedzi na nie - z resztą Twojego wywodu.

Co do konkretnego przypadku o którym piszesz - no cóż.
Oczywiście zapewne lepiej byłoby nie narażać ciężarnej na kontakt z szerokim spektrum chorych zakaźnych we wzmiankowanym centrum.
Zależy jak się postawi pytanie, zależy czego się chce od życia, od świata, od systemu, od siebie.

Ci którzy wierzą w postęp, logikę, "sens" - zadadzą pytania takie jakie Ty zadajesz. Jeśli odpowiadać na nie będą ludzie z podobnej grupy - no to wzniosą oczy do nieba, powiedzą że to bez sensu itd.

Ci którzy wierzą w procedury oraz wyznają paradygmat medycyny defensywnej (a jakiż teraz inny paradygmat medycyny można wyznawać?) odpowiedzą że przecież chodzi o skonsultowanie niewątpliwie zakaźnej choroby w niewątpliwie referencyjnej placówce, a skoro mowa o ciężarnej, to tym bardziej niewątpliwie referencyjna placówka jej się należy.
A koszty jakieś muszą być. Może gdzieś na świecie są centra chorób zakaźnych dla ciężarnych, albo gdzieś nie jest problemem, żeby to zakaźnik przybył np, do ginekologa i tam pacjentkę skonsultował. U nas - zapewne jest to nie do przeskoczenia, zatem miłośnik podejścia proceduralnego powie: zrobiono tak jak należało i jak się da u nas, pewne ryzyko pacjentka ponosi, ale nie ma działań bez ryzyka i bez kosztów.

Szerokie rzesze komentujących, media oraz sądy - zajęłyby stanowisko w zależności od potrzeb. To znaczy - jeśli (nie daj Boże) - w centrum zakaźnym pacjentka złapie inną chorobę, to rozszarpią lekarza który skierował.
Ale gdyby nie skierował a toksoplazmoza się wikłała, to rozszarpią tego samego lekarza, że nie skierował.

Tak to z grubsza wygląda.

Pozdrawiam.
lukka

-#3
Posty: 179
Rejestracja: wt 02 paź, 2012

Post autor: lukka »

komorfil pisze:o silnie ogólnym i ontologicznym charakterze
komorfil pisze:Tak to z grubsza wygląda.
Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
Zaiste, Hyde Park.
lukka

-#3
Posty: 179
Rejestracja: wt 02 paź, 2012

Post autor: lukka »

komorfil pisze:Zaiste, Hyde Park.
Na rogu przy stacji Hyde Park Corner jest ogród. Jak tam pachniało właśnie w listopadzie i grudniu. Dzięki za powrót do Hyde Park ;)

Pozdrawiam
Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
ODPOWIEDZ