Dlaczego akurat w Sudety ? No właśnie....
Nie dość, że skutecznie zachęcili nas do tego zdjęciami ze swojego pobytu nasi młodzi forumowi przyjaciele Camzik i Ermen, czyli Beatka z Romkiem – to jeszcze bardzo pomogli w całej logistyce wyjazdu w zupełnie nieznane nam tereny.
Jak ich tu nie kochać …..
Z nadzieją na rychłą i spełnioną realizację tego chytrego planu, wybraliśmy się w okolice Kudowy Zdroju.
Na pierwszą wycieczkę zdecydowaliśmy się jechać do Teplickiego Skalnego Miasta i od razu nasza sympatia do tych gór sięgnęła ich wysokości.
Żeby zobaczyć taki widok trzeba było pokonać 300 schodów prowadzących na wysokie skały, na których kiedyś stał drewniany zameczek Strmen.
1.

2.

Po jakimś czasie ukazało się przed naszymi oczami cudo – zwane Skalnym Miastem.
Wielkie wrażenie robi szlak prowadzony pośród ogromu skalnych ścian.
Powiem tak – żadne zdjęcie nie odda ich potęgi i urody.
Poniżej amatorska namiastka .
3.

4.

5.

6.

7.

Zacienione labirynty przejść.... szumiąca gdzieś pod stopami woda.... zielone mchy i porośla na skałach..... wydaje się jakby się szło w podziemiach tych kolosów.
Nasza wycieczka na ten dzień przewidywała jeszcze zwiedzanie Adrspaskiego Skalnego Miasta, ale to - zrobiło na nas tak duże wrażenie, że postanowiliśmy zostać i przejść tą dwukilometrową trasę jeszcze raz , żeby podelektować się przytomniej i spokojniej tymi wspaniałościami przyrody.
Po co się spieszyć i tu i tam.....lepiej rozłożyć to na dwa dni i napatrzeć się do syta – bo jest na co.
8.

9.

10.

Na deser w powrotnej drodze - ciekawa huba ...niebieska.... nigdy takiej nie widziałam.
11.

Wspaniała wycieczka, choć dojazd samochodem trochę skomplikowany.
Mimo GPSa – który mi więcej mącił, niż pomagał - błądziłam co nieco w obie strony.
Nie ma to jak mapa, drogowskazy i niezły pilot obok
W kolejnym dniu – Szczeliniec, miejsce, które musi zobaczyć każdy turysta, wczasowicz i kuracjusz, przebywający w tych stronach.
I słusznie, bo jest tego warte.
Z parkingu, na którym zostawiliśmy nasze autko prezentuje się pięknie, wraz ze swoim mniejszym bratem - Małym Szczelińcem.
12.

13.

14.

15.

Takich ułatwień dla turystów nigdzie nie spotkałam...... wygodne do chodzenia drewniane pomosty , mnóstwo poręczy..... tylko czerwonego dywanu mi brakowało
16.

Na jednym z punktów widokowych - w tle Głowa Małpoluda.
17.

Ogromne bramy...
18.

...długie szczeliny....
19.

...prowadzące prosto do Piekła.
Nie jest najgorsze
20.

….ale wyjście z niego nie takie łatwe.....
21.

…..zwłaszcza dla małżonka, który ma gabaryty ...hm powiedzmy.... słuszne
22.

Ostatnie spojrzenie na te ogromne skały i trzeba schodzić w dół, bo w planie na dziś – tak jeszcze po drodze - Błędne Skały .
23.

24.

Droga na drugi parking bliżej wejścia do rezerwatu - z powodu remontu niestety jest zamknięta i trzeba było gnać godzinkę szlakiem pod górkę......nie ma zmiłuj.
Błędne Skały....
25.

…..powinny się nazywać Obłędne
Całe szczęście, że po tym labiryncie skał i szczelin prowadzi wygodna dróżka, bo gdyby się tam ktoś zaplątał poza szlakiem.... nie wiem, czy by dał radę stamtąd się sam wydostać
26.

Tu też nie brakowało odcinków długich i wąskich, niskich i wąskich....
Co i rusz słyszałam słowa mojego małżonka - zupełnie nie nadające się do publicznego cytowania - wyrażające dezaprobatę do męki przeciskania się przez te cieśniny
27.

28.

29.

30.

Bardzo wesoła wycieczka, dawno się tak nie uśmiałam na szlaku, zwłaszcza przy kombinowaniu sposobu przejścia tych najwęższych odcinków
Dużo radości sprawiła nam też pogoda – miały być burze i deszcz po południu, a było pięknie, słonecznie i suchutko.
W następnym dniu też pogodowa niespodzianka.
Po wysłuchaniu wieczornej prognozy, trochę mi się humor popsuł.
Ranek był mglisty, więc - zaopatrzeni w peleryny – wybraliśmy się tam, gdzie chmury tak bardzo nie przeszkadzały w odbiorze wrażeń - za Karłów, pooglądać sobie skalne grzyby i inne ciekawe formy.
Koło południa jednak wyszło słońce, zrobiło się błękitnie i bardzo ciepło ….
Tu też mieliśmy lekkiego pecha, bo na drugim parkingu przy wejściu na szlak rozpanoszyła się jakaś ekipa filmowa i nie wpuszczano tam żadnych samochodów.
Znów trzeba było zostawić auto na wcześniejszym i dyndać dwa kilometry do szlaku.
Nic to – podyndaliśmy
31.

32.

33.

34.

35.

36.

37.

Zagapiliśmy się trochę na te skałki i poszliśmy nie tym szlakiem, którym planowaliśmy. Nie ma jednak tego złego...... tam, gdzie się znaleźliśmy było na co popatrzeć
Ostatnie promienie zachodzącego słońca przebijały się przez gałęzie drzew, kiedy z mozołem wspinaliśmy się ostro pod górkę do właściwego szlaku.... a już myślałam, że nie wyleziemy z tego lasu
38.

Obserwując prognozy pogody w TV i w internecie – można się załamać …. nie tak miało być
Ale.... rzeczywistość nie wyglądała tak źle.
W sobotę też miało lać, grzmieć według tych zapowiedzi.
Nic z tych rzeczy się nie wydarzyło, więc pojechaliśmy sobie na rowerach zwiedzić Kudowę Zdrój.
Mieszkaliśmy w Dańczowie, w ślicznym domku prowadzącym agroturystykę u bardzo sympatycznych gospodarzy, 3 kilometry przed Kudową.
Oczywiście w pierwszej kolejności zwiedziliśmy piękny Park Zdrojowy, jego część – Muzyczny, pojechaliśmy do Czermnej, gdzie znajduje się Kapliczka Czaszek.
Na końcu wytargaliśmy nasze rowery - przez różne wertepy i schody - na Górę Parkową do widocznej na 41 zdjęciu Altanki Miłości, położonej pod samym szczytem.
Z powrotem zjechaliśmy dość karkołomną - ale za to omijającą schody - drogą w dół.
39.

40.

41.

42.

43.

44.

Bardzo lekka burza i trochę deszczu popadało przez chwilę dopiero o osiemnastej , gdy już byliśmy w domku.
Na razie tyle. Pozdrawiamy
Ala


