A tu wieści forumowe, gminne i inne głosiły, że już powoli dywany krokusowe zaczynają się zwijać i nie ma co zwlekać jak się chce je zobaczyć w jakim-takim stanie ;...
Termin jak każdy inny, tylko kwestia pogody....
Wiadomo, że krokusy najpiękniej wyglądają oświetlone promieniami ciepłego, wiosennego słońca, a tu w prognozach pogodowy chaos
Jak zwykle ; zaklinałam rzeczywistość i prosiłam nad wszystko mojego Anioła Stróża Górskiego o te cztery dni w miarę przyzwoitej pogody, bo o bezchmurne niebo nawet nie śmiałam - w świetle byle jakich prognoz na ten okres.
Wyprosiłam i dostałam
Postanowiłam poświęcić ten krótki pobyt właśnie tatrzańskim polanom, zaróżowionym od milionów malutkich, cudnych kwiatków, więc zaraz po przyjeździe zostawiłam nierozpakowane bagaże i poszłam na Kalatówki.
Pogoda była ...hm... taka sobie, bez słoneczka, ale jak zwykle miałam nadzieję, że zanim tam dotrę to się wypogodzi....
I dokładnie tak się stało
Pustki, słoneczko i fioletowe morze .... lubisz mnie chyba troszkę mój Aniele Stróżu Górski
1.

2.

Tu więcej o krokusach:
viewtopic.php?p=236598#236598
Na drugi dzień wybrałyśmy się z moją wspaniałą zakopiańską koleżanką Hanią na Polanę Chochołowską z zamiarem odwiedzenia Grześka - jeśli pogoda się utrzyma.
Wędrówka doliną po tym nieszczęsnym halnym do przyjemności nie należy.
Ruch ciężkich samochodów, spychary, warkot traktorów, hałas.....i widoki jak z horroru..
Biedna Chochołowska
3.

Za to na Polanie – może siedem osób razem z nami, cichutko, pięknie, kwitnąco i pachnąco.
Choć taka nagroda za przebrnięcie tej nieciekawej ostatnio drogi.
4.

5.

6.

Ponieważ pogoda jeszcze się poprawiła, resztki chmur się rozeszły, więc po odpoczynku i sesji fotograficznej - w te pędy na Grześka.
Szlak do zakrętu przy rozejściu dróg na Przełęcz Bobrowiecką suchutki, ale dalej już zima, śliskie odcinki - raczki się bardzo przydały, zwłaszcza przy zejściu.
Wyskrobałyśmy się nawet dość szybko na szczyt - goły i wywiany do czysta..
7.

6.

A tam widoki....... cudo.....
9.

10.

11.

12.

13

Posiedziałyśmy sobie dość długo pod kosodrzewiną w słoneczku..... popijając piweczko i wcinając w zachwycie kanapki, które w takich okolicznościach przyrody smakowały niesamowicie.......
Hania była tu ostatnio w podstawówce
Chciałoby się zaśpiewać za Edytą Geppert “ ech życie, kocham cię, kocham cię nad życie” ….
Niewielu Górali chodzi po górach - przypomniało mi się, jak mój dawny gospodarz Jasiek, który miał z podwórka widok na Giewont zwykł był mawiać “ po co tam sie męcyć...niek się mencom cepry , jo popatrze stąd... moze który spadnie …. bedzie atrakcyjo
Potem szybkie i sprawne nawet zejście po zaśnieżonym szlaku, trochę bałamucenia na polanie przy krokusach i od leśniczówki ekspresowo na rowerach do samochodu na Siwą Polanę.
Ciuchcia jeszcze nie jeździ (przynajmniej w tygodniu), ale te wspaniałe wehikuły już są dla turystów dostępne.
14.

Dzień zakończony pysznym obiadem w gościnnym domku Hani
Wieczorem bardzo pilnie i dokładnie przejrzałam wszystkie portale pogodowe na Słowację, bo chciałam Hani pokazać Dolinę Małej Zimnej Wody.
Wszystkie niestety byle jakie, tylko jeden pokazywał piękne do południe, a dopiero od 14 godziny zachmurzenie.
Uznałam, że tamte się nie znają, a ten będzie dobry, i z wielką nadzieją na słuszny wybór, pojechałyśmy wcześnie rano do Starego Smokowca.
I faktycznie - ranek cudny, bezchmurny, ciepły....
Zostawiłam autko w uliczce pod wyciągiem za darmo, bo parkingowego nie było.... samochodów - poza moim - zresztą też nie
Takie historie zawsze wprawiają mnie dodatkowo w doskonały humor - 5,60 euro zaoszczędzone
Na Hrebieniok wytargałyśmy oczywiście pieszo... ludzi zero.
Potem dojechali lanovką słowaccy turyści w ilości sześciu chłopa, którzy wybierali się do Terycho Chaty.
Pogadaliśmy trochę, i jeden z nich zauważył moją oznakę przypiętą do szelki plecaka przedstawiającą skrzyżowane flagi - Polski i Słowacji.
Uczciliśmy ten symbol przyjaźni sporym łykiem śliwowicy z piersiówki, którą każdy szanujący się Słowak w górach posiada
15.

Jakiś kawałek chodnika nowo ułożony ...
16.

…..ale dalsza droga mocno przygnębiająca.... ten las usechł dosłownie na moich oczach, sprawia okropne wrażenie i wręcz szpeci okolicę....
Jeszcze kilka lat temu te drzewa były zielone......żal
17.

Nie zatrzymywałyśmy się ani przy Rainerowej Utulni, ani przy Zamkowskiego Chacie, bo chciałam zobaczyć Dolinę skąpaną w słońcu.
Znam ten widok... śnieg, słoneczko, błękit na niebie ….. taką pragnęłam Hani pokazać .... i udało się !!!
Posiedziałyśmy w ciepłych promieniach słońca na nagrzanych kamulcach i po solidnym odpoczynku wróciłyśmy na Hrebieniok, a potem z bucika do Smokowca.
Teryho Chatę zostawiłam na lato. Na razie tyle musiało wystarczyć.
Tam jeszcze zima, a my bez ubezpieczenia, bez raków, bez czekanów ....
Około południa zaczęły się tworzyć i rozmywać takie “ufiaste” chmurki.... przepowiadające wiatr górach.... i dokładnie przed godz. 14 powoli zasnuły niebo. Na szczęście niezbyt szczelnie i sporo słońca zdołało jeszcze umilić nam powrót do Starego Smokowca.
Dobrą prognozę wybrałam
18.

19.

20.

21.

22.

23.

24.

W drodze powrotnej już można było bałamucić przy Zamkowskim, Wodospadzie Obrovskiego i Rainerowej Utulni, a potem jeszcze poszłyśmy nad Wodospady Studennego Potoka.
25.

26.

27.

28.

29.

Po drodze wypatrzyłam takiego ślicznego różowego lepiężnika (chyba ??? ).
Ciekawe jak wygląda dorosły osobnik tego gatunku, czy też ma różowe kwiaty ? ...
30.

Piękna wycieczka zakończyła się ....hm ... wiadomo - pysznym obiadem ( i nie tylko
W czwartek musiałam wracać, ale teraz dni długie, więc wcześnie rano, po spakowaniu bagaży, wybrałam się jeszcze raz na Kalatówki.
Blisko, pięknie, pięć osób na horyzoncie... i w końcu przyjechałam “na krokusy”, więc im chciałam poświęcić ostatnie godziny tego krótkiego pobytu.
31.

32.

No, ale jak zwykle podkusiło mnie, żeby zajrzeć na Halę Kondratową..
33.

34.

Wczorajsze “ufiaste”chmurki przyniosły wiatr.
Nisko - fajny, niezbyt mocny, ale turysta, który wybrał się z Kasprowego na Kopę Kondracką mówił, że na grani wiało jak sto diabłów.
Ledwo dotarł i zszedł z Przełęczy pod Kopą Kondracką do schroniska. Odpuścił sobie Kopę, gdyż stwierdził, że jest zbyt niebezpiecznie na dalszą wędrówkę.
Na tarasie schroniska pusto....
35.

Lubię tam posiedzieć w słoneczku, ciszy i spokoju
36.

37.

Radość tego wypoczynku trochę mąciła mi myśl - jak z powrotem uda mi się zejść bez raczków po lodowisku, które utworzyło się na tym dość ostrym podejściu do prostego odcinka szlaku łączącego się z nartostradą.
Niby nie daleko.... niby nie wysoko.... ale przy odrobinie pecha można sobie nogi połamać i resztki zębów wybić, a w najlepszym przypadku solidnie obić tyłek
Ponieważ wybierałam się tylko i wyłącznie na Kalatówki, wyrzuciłam nieopatrznie z plecaka, wszystkie zbędne rzeczy, pelerynę, stuptuty i niestety raczki tez
Z wielką biedą weszłam......to i zejść jakoś muszę.
Nakombinowałam się dość mocno lasem naokoło i dałam radę, a nawet dostałam gratulacje od dwóch pań, które podeszły do tego lodowiska i zawróciły
Niektóre odcinki szlaków w lesie jeszcze zimowe, ze śniegiem i lodem w programie.
Na Kalatówkach znów zbałamuciłam za długo, bo tak było pięknie, że. nie miałam siły stamtąd odejść ...
Wiosnę już czuć w powietrzu - mimo śniegu na leśnych szlakach ptaki śpiewają na cały regulator i trawy jakoś pachną inaczej .......
Aż się chęci do życia nabiera w tak pięknym miejscu
38.

39.

40.

Za karę musiałam się potem spieszyć, a wracałam pieszo z Kuźnic.
Busy stały puste i przy tym niewielkim ruchu turystycznym doszłam do wniosku, że szybciej zajdę niż zajadę.
Po drodze telefon od mojej kochanej Góralki Hanki ….... i chyba nie trudno zgadnąć gdzie się zakończyła moja wycieczka …...
Ech... ta góralska gościnność …. nie pozwoliła mi zrzucić z wagi ani grama - z zaplanowanego co najmniej kilograma
Za krótko, za szybko, ale za to pięknie, sympatycznie i we wspaniałym towarzystwie Hani - udało mi się spędzić te cztery dni w Tatrach.
Dziękuję Ci Haneczko za wszystko
Mój Anioł Stróż Górski nie zawiódł i tym razem... tak trzymać Aniołku
Pozdrawiam wszystkich nieuśpionych
Ala

panoramki







