Przecież w życiu różnie bywa. Może niekoniecznie chodzi o zniechęcenie się do forum?
Może Iwona (Asik również) znalazła sobie mężczyznę z marzeń i snów... wzięła ślub, urodziła dziecko. Po macierzyńskim i wychowawczym zmieniła pracę, w której pracodawca zabronił wchodzić na strony internetowe, które nie są związane z pracą.
A może postanowiła spełnić swoje marzenie i przeprowadziła się do Tadżykistanu, gdzie ma przepiękne góry i brak ochoty na ten brzydki Internet?
Agaar pisze:Może Iwona (Asik również) znalazła sobie mężczyznę z marzeń i snów... wzięła ślub, urodziła dziecko. Po macierzyńskim i wychowawczym zmieniła pracę,
Może tak jest, a wtedy należy się cieszyć i życzyć im wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia – jaka by ona nie była.
WAŻNE, ŻEBY BYŁY SZCZĘŚLIWE.
Ale ….....
…. czy nie byłoby ładnie, gdyby – bądź co bądź grono znajomych, choćby tylko internetowych - o tym powiadomić.... podzielić się swoim szczęściem, zapowiedzieć dłuższą lub krótszą przerwę w pisaniu ?
Przecież i Szarotka i Asik często przebywały na Forum, były lubiane, a o brak klasy - mimo wszystko – ani jednej ani drugiej nie posądzam.
Ich tajemnicze zniknięcie z Forum bez słowa “ żegnajcie” powoduje u forumowiczów domysły :
- pewnie się obraziła … na kogo i o co
- może zachorowała
- nie daj Boże … stało się coś niedobrego …..
Ech........może jestem trochę “niedzisiejsza”, ale mnie w czasach tej przebrzydłej komuny inaczej nauczono …........
Jedna osoba bardziej przywiąże się do forum i do ludzi, którzy tam piszą, a druga traktuje obecność na forum jako pewien etap, który przemija. Większość tutejszych znajomości to relacje typowo internetowe, a jak doszło do zaprzyjaźnienia się - zawsze można utrzymywać kontakt bliższy.
A ja się przyznaję, czasem odczuwam pewne zniechęcenie do forów (nie tego konkretnie, bo to akurat jest jednym z moich ulubionych), ale do forów w ogóle.
Poznałam na forach mnóstwo fajnych ludzi, ale znajomości wolę podtrzymywać poza nimi.
A kiedy mam mało czasu (bo praca, rodzina itd. itd. każdy z nas to ma), to w pierwszej kolejności rezygnuję ze znajomości "wirtualnych" a podtrzymuję, te najstarsze - z koleżankami jeszcze ze studiów, z którymi do tej pory najlepiej mi się chodzi po górach.
Mam tez konto na facebooku, ale FB w ogóle nie sprzyja podtrzymywaniu znajomości. Mam tam ponad 500 "znajomych" ale zdecydowana większość to znajomości tego typu, że prowadziłam wycieczkę, uczestnik zaprosił mnie do zostania jego znajomych, no to się zgodziłam, bo osobę kojarzę i nie chcę być wobec niej niegrzeczna.
Z tych ponad 500 może 100 to są znajomości rzeczywiste i jednocześnie nie "biznesowe", takie jakie chcę dłużej podtrzymywać (stare i nowe). I z tymi najlepszymi przyjaciółmi wcale nie muszę korespondować na bieżąco, wolimy pogadać "w realu" jak się raz na jakiś czas spotkamy.
Facebook jest tez bardzo pożyteczny do rozpowszechniania informacji - np. otrzymuję regularnie powiadomienia o zmianie zajęć o zastępstwach w moim klubie fitness i mogę od razu zareagować i wypisać się z zajęć lub zapisać na inne.
Traktuję Facebooka, jako rodzaj "tablicy ogłoszeń", gdzie czytam ogłoszenia i usiłuje się mniej lub bardziej udolnie (ale bez specjalnego wysiłku) promować jako przewodnik, bo to jest moja druga praca.
Czasem wrzucę jakieś zdjęcia z gór, zdjęcie z telefonu czy napiszę swoją opinię na jakiś temat, ale w długie dyskusje raczej nie wchodzę.
Poświęcam na to mniej więcej 10-15 minut dziennie.
Nie czuję się w żaden sposób związana z jakimś wirtualnym miejscem.
Miejsca i grupy z którymi czuję się związana są zawsze jak najbardziej realne - np. SKPG "Harnasie" (od 35 lat), poza tym przykładowo mój klub fitness, klub Nordic Walking itd. W tej chwili wszystkie one mają również swoje "wirtualne odbicie" jak również stronę na Facebooku ale to jest tylko "wirtualne odbicie" a nie jedyna reprezentacja.
Na Facebooku czytam komunikaty co się w tych klubach dzieje, jakie są aktualne zajęcia, obejrzę co jakiś czas zdjęcia i raz w tygodniu dam "lajka", to jest cała moja aktywność. Natomiast w "świecie realnym" uczestniczę przynajmniej raz w tygodniu w zajęciach, gadam z ludźmi, spotykam się, w SKPG udzielam się aktywnie w szkoleniu na kursie, co wymaga sporo przygotowań.
Również co do forów na które kiedyś pisałam znacznie bardziej aktywnie - poznałam za ich pośrednictwem super fajnych i ciekawych ludzi, ale zawsze, jeżeli tylko jest okazja dążę do spotkania się w tzw. "realu", wspólnych wyjazdów i dyskusji w miejscu i czasie rzeczywistym, którą to dyskusję mogę potem kontynuować na forum.
Ciekawe jest to, ze na trzech forach na których niegdyś (to jest 3-4 lata temu) bardzo aktywnie pisałam to jest na tym, na turystyka-gorska i na forum bieszczady.info nie tylko ja mam wyraźny spadek aktywności. Widzę jakieś takie ogólnie zniechęcenie do forów.
Ale gdybym definitywnie chciała stąd odejść - to bym o tym poinformowała. Na razie niczego takiego nie planuję. Niemniej z braku czasu udzielam się rzadziej.
Witajcie Kochani po długim czasie.
Nie obraziłam się na forum. W moim życiu duże zmiany-dodam, że na lepsze. Rok temu zmieniłam pracodawcę i wreszcie nie zazdroszczę tym, którzy mają pracę, która sprawia im dużo radości Żałuję jedynie, że nie zdobyłam się na ten krok 10 lat wcześniej. Od marca postanowiłam dalej się dokształcać więc czasu wolnego mam jak na lekarstwo ale nie zapominam o naszych kochanych Tatrach i staram się w nich bywać możliwie jak najczęściej.
Pozdrawiam Wszystkich serdecznie
------------------------------------------
"Bedzie wcioł to mnie ku sobie zabiere..."
Szarotka pisze:Rok temu zmieniłam pracodawcę i wreszcie nie zazdroszczę tym, którzy mają pracę, która sprawia im dużo radości Żałuję jedynie, że nie zdobyłam się na ten krok 10 lat wcześniej.
To gratuluję. I wiem, że to trudne. Znam kilka osób co strasznie narzekają i... nie robią nić. Bardzo często ze strachu, że to coś nowego, że może nie da się rady a tu na starych śmieciach wszystko jasne, proste itd a, że gówniane, no to cóż, wola boska. A potem frustracje, depresje i inne "cje" i "sje" narastają. Jest takie stare przysłowie - "kto nie ryzykuje, w kozie nie siedzi". Czyli trzeba a "koza" wcale nie taka straszna.
PS.
Po latach czytam na nowo książkę pt. "Recepta Petera" wydaną przez partyjne wydawnictwo "Książka i Wiedza" w roku pańskim 1975 w nakładzie - słuchajcie, słuchajcie - 30 000 egzemplarzy. Czytam i się nadziwić nie mogę, że partyjne wydawnictwo wydało tak antyreżimową książkę i to w aż takim nakładzie! Czyżby świadomie podcinali gałąź na której siedzieli?
Ja bardzo, ale to bardzo nie lubiłam i nie lubię zmian w moim poukładanym jako tako życiu.
Nieraz trzeba - i dobrze się na tym wychodzi - ale każda zmiana, w każdej sprawie jest dla mnie bolesna wysoce.
Przez 37 lat pracowałam w dwóch zakładach i to tylko dlatego, że pierwszy – Powiatową Radę Narodową – rozwiązano....
Gdyby nie ten fakt – na pewno doczekałabym tam emerytury .
Do dziś pamiętam jak to przeżywałam i jak długo nie mogłam się przyzwyczaić …..
… ale jestem spod znaku Panny, a one ponoć tak mają …...