1

2

3

4

Podejście Boczaniem idealne choć miejscami lód daje się mocno we znaki. Muszę w końcu zaopatrzyć się w te miernoty raczki, które pewnie teraz uratowały by moją dupę przed bliskim spotkaniem z podłożem lodowym.
5

6

Spoglądam na zygzaki w oddali i tak sobie myślę że trzeba by było sprawdzić co to za śmiałek tam pomykał na nartach. Po krótkiej chwili melduję się w Murowańcu. Ludzi jak na lekarstwo co bardzo mnie cieszy. Wcinam bułki z krakowską popijając fusiastą kawą i po 30 minutach uciekam w dalszą drogę. Tu powoli odsłania się mój cel.
7

8

Przyglądam się bardziej i widzę cztery małe postacie spindrające się wierzchołek. No dziś nie będę niestety pierwszym człowiekiem na świecie który wdrapie się na szczyt. Podejście zimowym szlakiem sprawia mi wielką przyjemność. Beton w czystej postaci.
9

10

Cyk i jestem na przełęczy ale słońce, które mnie dorwało w podejściu pokazało, że potrafi wyrwać trochę sił z człowieka.
11

12

Łyk ciepłej herbaty i pnę się do góry. Podejście idealne mam wrażenie że jest dużo łatwiej niż w lecie. Raki pewnie trzymają się zlodzonego śniegu. Czekan w plecaku w rękach koje które bardziej się przydają. Po kilkunastu minutach osiągam sam wierzchołek jestem zdziwiony szybkością wejścia.
13

14

15

16

17

18

19

20

Ostatnie zdjęcia łyk herbaty i w drogę powrotną. Spoglądam na zegarek jest godzina 10 trochę tak głupio wracać do domu. Wpadam na idiotyczny pomysł aby nie wracać tą samą drogą wejścia tylko wyjechać krzesełkiem na Kasprowy Wierch. Ale natychmiast rezygnuje z krzesła wiedząc że zostałbym zaszczuty przez prawdziwych wyjadaczy górskich za to skromne A0. Plan jest następujący schodzę i wychodzę jakimś tam żlebem dostając się w okolice Beskidu. Jeszcze nie mam pojęcia jak słońce i bryja śniegowa da mi niezły wycisk. Oczywiście będę klął i zarzekał się że już zawsze będę zabierał rakiety ze sobą.
21

Na przełęczy spoglądam na pociąg w stronę przełęczy i trochę im zazdroszczę że pewnie podzielą los kolesia któremu zrobiłem zdjęcie na Świnicy.
22

Schodzę z Kościelca przechodzę przez środek Zielonego Stawu i podchodzę pod Beskid. Nie ma co za wiele pisać bo wyszły by same słowa na „ka” i na „h” i w ogóle na sibie za ten głupi pomysł. A w domu już obiad pewnie kotlety schabowe z kapustą.
23

24

Świetne z tego miejsca prezentuje się niedawny bohater mojego wejścia. A i Świnica wygląda również paradnie.
25

26

27

Jestem na grani i tu następny głupi pomysł aby jednak iść w stronę Kopy Kondrackiej i w zakończeniu wycieczki zaglądać do schroniska na Kondratowej.
28

29

30

31

W sumie to nie jest tak daleko ot parę kroków. Smaruję kufisko kremem bo czuje że na twarzy robi mi się czerwona skórka.
32

33

Pozostają ostatnie metry. Czuję się już nieźle zblazowany wcześniej myślałem o przejściu całych Czerwonych Wierchów ale w ostatniej chwili przypomniałem sobie że nie wyprasowałem pościeli a żona jak wróci z pracy to za bardzo nie będzie zadowolona. Ja tam się jej wcale nie boje i robię co chce ale niech jej będzie.
34

Teraz spoglądam na swoją linię przejścia i utwierdzam się w przekonaniu że dość jak na takiego starego ramola.
35

36

Na Kopie Kondrackiej ostatni wpis na fejsbuka co to się porobiło. Dawniej musiałem wykończyć całą kliszę slajdów. Następnie wywołać, zeskanować i dopiero świat się dowiedział o harcach manfreda w Tatrach. Schodząc spoglądam na śmiałków dla których dzień się jeszcze nie skończył.
37

Na tym koniec mam nadzieje że nie zanudziłem i wytrwaliście do końca. Ej no proszę nie ziewać.
PS Relację dedykuję mojej żonie która wspiera mnie w osiągnięciu mojego nierealnego celu.
Z górskim pozdrowieniem Manfred
38






