Rysy-Rakoń
Hej, tyle piw do zobycia, że aż mnie korci, żeby samemu to przejść
A trasa jest ustalona przez Świnicę, czyż nie?
@Janek - znajomości Tatr tym (i pewno wielu innym) osobom nikt nie odmawia, ale fizjologia jest nieubłagana i wiadomo że dwudziestolatek będzie szedł szybciej (o ile dopiero nie zaczyna przygody z górami). I jeszcze pytanie - jak mierzysz odległości w górach?
A trasa jest ustalona przez Świnicę, czyż nie?
@Janek - znajomości Tatr tym (i pewno wielu innym) osobom nikt nie odmawia, ale fizjologia jest nieubłagana i wiadomo że dwudziestolatek będzie szedł szybciej (o ile dopiero nie zaczyna przygody z górami). I jeszcze pytanie - jak mierzysz odległości w górach?
No i tu sprawa jest trochę złożona. Zdarzało mi się widzieć a i doświadczyć też czegoś podobnego do "pojedynku" sprintera z długodystansowcem - na krótkim odcinku oczywiście ten drugi przegrywa z kretesem ale później, gdy sprinter też jest zmuszony do przebiegnięcia tych 10 km na przykład to długodystansowiec sprawia sprinterowi baty aż miło. Kiedyś, mając "tylko" 50 lat szedłem z przypadkowo poznaną grupą osiemnosto-, dwudziesto-latków z Chochołowskiej na Ornak przez Iwaniacką. Na początku mi przyłożyli jak trzeba, spotkałem ich dopiero na przełęczy jak tam odpoczywali i poszedłem dalej. W schronisku na Ornaku zjadłem jajecznicę z kiełbasą (była spora kolejka do okienka) i zabierałem się właśnie do kawki jak "moje gieroje" się zwlekły. Ale może to były jakieś d****** gieroje.MiG pisze:ale fizjologia jest nieubłagana i wiadomo że dwudziestolatek będzie szedł szybciej
A tak zupełnie nawiasem - oczywiście trzeba umieć pójść szybko by zdążyć uciec przed burzą albo wrócić przed zmierzchem gdy się z jakichś tam powodów coś zabałaganiło. Ale wyznaczanie sobie wyryp, które wymagają zasuwania z wyciągniętym jęzorem jest czystym idiotyzmem. Czy my w te góry za karę jeżdzimy?
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
co do wyryp to lubie czasem wyznaczac sobie trasy na 11-12 godzin i zmęczenie po takiej tasie odczuwam jako znak, ze nie zmarnowałem dnia. W Tatrach jeszcze się w to nie bawiłem, jak dotąd mogę pochwalić sie najwyżej przejściem całych Gorców w jeden dzień (ok 40 km). Podobnie Karkonoszy (kilometrów mniej, ale za to w sniegu). Tuchodzi o pokonywanie własnych słabości, o satysfakcję głównie dla siebie. Oczywiście każdy ma inne spojrzenie na sprawę i nie mozna nic nikomu narzucać ani tym bardziej wyśmiewać (to jest uwaga głównie do Janka
)
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Ok. ok - chyba około 90% wszystkich chodzących po górach trafiło tam w ramach pokonywania własnych słabości, podleczania jakiś kompleksów (ja np. byłem w szkole kiepski na takich "zabawkach" co się nazywają konie, skrzynie i inne równoważnie) ale dawanie sobie ostro w tyłek jako metoda nie jest chyba zbyt godne do polecenia, bo tak naprawdę to niczego nie załatwia a może spowodować kłopoty dla siebie lub innych (toprowcy mogliby tu dużo opowiedzieć). Czytałeś moją relację z tej trasy Murowaniec - Rysy - Murowaniec to wiesz, że w gruncie rzeczy nie wiadomo dlaczego ten fakt zaistniał. Ale był spontaniczny, czyli szczery. Natomiast wielomiesięczne planowanie jak w sposób całkowicie bezsensowny dać sobie w tyłek wydaje mi się być... nie bedę określał. Bo Tatry to jednak nie boisko na którym jeden sędzia mierzy czas a drugi lata z taśmą. Ale może to jednak trzeba przeżyć, choćby dlatego aby się dowiedzieć, że to bez sensu.mefistofeles pisze:Tuchodzi o pokonywanie własnych słabości, o satysfakcję głównie dla siebie.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
w planowanie przestałem sie bawić 3 lata temu. teraz co najwyżej miewam zamiary. Oczywiście czaem zabawa wynika z podpuszczenia kolegów (ostatnie Karkonosze), a czasem z okazji jaka sie nadarzyła (tak było w Gorcach - nie chciałem spać na Turbaczu, więc musiałem iść do Krościenka ze Starych Wierchów). Wyczyn dla samego wyczynu mnie nie bawi - zawze muszę przy okazji coś nowego zobaczyć.
Co do uroków gór - fotografuję, więc (idąc samemu) udaje mi się pogodzić podziwianie piękna z nutką sportu. W grupie są z tym niejako problemy, gdyż moja dotychczaowa ekipa ma odmienne poczucie estetyki
Co do uroków gór - fotografuję, więc (idąc samemu) udaje mi się pogodzić podziwianie piękna z nutką sportu. W grupie są z tym niejako problemy, gdyż moja dotychczaowa ekipa ma odmienne poczucie estetyki
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Janeczku, Janeczku masz Ty braki w edukacji? Zgrubienie, którego użyłem nie jest nacechowane negatywnie.
I skończ już z tymi przypuszczeniami, że ten by mnie wyśmigał tamten by mnie wyśmigał. Mój dawny nauczyciel z liceum tez tak każdego miał wyśmigiwać mimo, że przekroczył czterdziechę. Ile to razy opowiadał, ze pogubił po drodze dwudziestolatków... No i zweryfikowałem to jego tempo przy podejściu na Śnieżkę i drodze powrotnej. Powiem tak: pogubił reszte wycieczki ale zeby mnie wyśmigać to musiałby miec motocykl chyba
:D:D:D
O moje przygotowanie kondycyjne dbam chyba nalezycie wiec o to się raczej nie martwię. Najgorszy będzie poranek bo wtedy z natury gorzej mi się chodzi. Po paru godzinach marszu idzie mi się już dobrze.
I skończ już z tymi przypuszczeniami, że ten by mnie wyśmigał tamten by mnie wyśmigał. Mój dawny nauczyciel z liceum tez tak każdego miał wyśmigiwać mimo, że przekroczył czterdziechę. Ile to razy opowiadał, ze pogubił po drodze dwudziestolatków... No i zweryfikowałem to jego tempo przy podejściu na Śnieżkę i drodze powrotnej. Powiem tak: pogubił reszte wycieczki ale zeby mnie wyśmigać to musiałby miec motocykl chyba
O moje przygotowanie kondycyjne dbam chyba nalezycie wiec o to się raczej nie martwię. Najgorszy będzie poranek bo wtedy z natury gorzej mi się chodzi. Po paru godzinach marszu idzie mi się już dobrze.
-
Kazimierz Jan Zboczek VII
-

- Posty: 34
- Rejestracja: śr 13 kwie, 2005
O0o!
Tuś mi, drogo z Rysów na Rohacz (wraz z całym podnieceniem rozmówców)
No, dobrze
Nie pytam czy trzeba, bo wiem... ale można (jak kto chce
)
Nie pytam po co, bo i po co...
Nie pytam czy się da, bo da się na wiele sposobów
ale jak już pchnąłbym się w taki wygłup, to z fasonem
...i nie po to, żeby jęzor... płuca... zakwasy...
Rysy - Koprowa prz. - Ciemne Smreczyny - Zawory - Liliowe (szlak nie odnawiany) - dalej główną granią (na odcinku Ciemniak - Pyszniańska prz. szlak "biało-czerwony" - literowe oznaczenie PL-SK) - oto, co bym zaproponował głowom otwartym na modyfikacje trasy
- sprawdźcie deniwelacje, czasy (wynikające jednak z kilometrów i różnicy poziomów)
Tuś mi, drogo z Rysów na Rohacz (wraz z całym podnieceniem rozmówców)
No, dobrze
Nie pytam czy trzeba, bo wiem... ale można (jak kto chce
Nie pytam po co, bo i po co...
Nie pytam czy się da, bo da się na wiele sposobów
ale jak już pchnąłbym się w taki wygłup, to z fasonem
...i nie po to, żeby jęzor... płuca... zakwasy...
Rysy - Koprowa prz. - Ciemne Smreczyny - Zawory - Liliowe (szlak nie odnawiany) - dalej główną granią (na odcinku Ciemniak - Pyszniańska prz. szlak "biało-czerwony" - literowe oznaczenie PL-SK) - oto, co bym zaproponował głowom otwartym na modyfikacje trasy
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Tego typu pomysły to tzw turystyka idiotyczna. Podstawowe wymagania, by trase można było uznać za idiotyczną to:
- conajmniej 50 pkt od GOT (mój rekord to 49 - nie ąpie się)
- odpoczynki max godzina
- długość odpoczynku krótsza od marszu bezpośrednio przed
Rekordziści robią 'na raz' trasy po 150, nawet 190 GOT (np Śnieżka -Śnieżnik, albo Krynica-Komańcza)
http://www.tramp.waw.pl/poradnik/idiotyka/
PS Stronkę znam od MiGa
- conajmniej 50 pkt od GOT (mój rekord to 49 - nie ąpie się)
- odpoczynki max godzina
- długość odpoczynku krótsza od marszu bezpośrednio przed
Rekordziści robią 'na raz' trasy po 150, nawet 190 GOT (np Śnieżka -Śnieżnik, albo Krynica-Komańcza)
http://www.tramp.waw.pl/poradnik/idiotyka/
PS Stronkę znam od MiGa
Re: Rysy-Rakoń
Podziwiam pomysłMiG pisze:Rozpoczynamy nowy wątek:Mnie tylko frapuje ten Rakoń (nocleg na grani/granicy?) Czy może z zejściem do Chochołowskiej?tomtom pisze:Wilu, podziel sie swoja koncepcja na jedniodniowke Rysy - Rakon. Po pobieznym przestudiowaniu mapy stwierdzam, ze to sie moze czysto teoretycznie udac i to na trzy sposob, acz do realizacji samodzielnie sie nie pale
Osoby, które chciałyby napisać: "po kiego wała się pchać w taką trasę?" proszę o darowanie sobie takiego komentarza![]()
Która narodziła się we Wrocławiu, a "klasycznymi" trasami są boki trójkąta Śnieżka-Śnieżnik-Ślęża.mefistofeles pisze:Tego typu pomysły to tzw turystyka idiotyczna.
Trwają poszukiwania karpackiego odpowiednika tego trójkąta. Na jednym z górskich forów wymyśleliśmy taki: Gerlach (SVK) - Moldoveanu (ROM) -Howerla (UKR)
Wilu nic nie potwierdził, więc pewnie z tego nic nie wyszło.
Powiem szczerze, że byłem ciekaw tej wyprawy i liczyłem, że to mu się uda. Mimo, że sam nie jestem zwolennikiem takiego chodzenia sam chętnie bym spróbował /ale gdybym miał kilka lat mniej/. Teraz chyba już za późno. Jak napisałem nie jestem zwolennikiem takich wyczynów, ale niekiedy robiłem podobne rzeczy.
Szkoda, że nie napisał, czy chociaż spróbował. Przecież przegrać nie obiecane przeze mnie piwo - to wcale nie wstyd. Chyba, że ujął się ambicją.
Tak naprawdę myślę, że to jest do zrobienia.
Tylko jeszce raz zapytam. Po co?
Jeśli tylko dla sportu i dla samego siebie, to może ma jakiś sens.
A jeśli dla samego siebie to może to zrobił? Tyle, że sam o tym wspominał. Więc nie tylko dla siebie.
Tak więc wnioskując, sądzę, że się poddał. I to chyba przed startem.
Szkoda.
Powiem szczerze, że byłem ciekaw tej wyprawy i liczyłem, że to mu się uda. Mimo, że sam nie jestem zwolennikiem takiego chodzenia sam chętnie bym spróbował /ale gdybym miał kilka lat mniej/. Teraz chyba już za późno. Jak napisałem nie jestem zwolennikiem takich wyczynów, ale niekiedy robiłem podobne rzeczy.
Szkoda, że nie napisał, czy chociaż spróbował. Przecież przegrać nie obiecane przeze mnie piwo - to wcale nie wstyd. Chyba, że ujął się ambicją.
Tak naprawdę myślę, że to jest do zrobienia.
Tylko jeszce raz zapytam. Po co?
Jeśli tylko dla sportu i dla samego siebie, to może ma jakiś sens.
A jeśli dla samego siebie to może to zrobił? Tyle, że sam o tym wspominał. Więc nie tylko dla siebie.
Tak więc wnioskując, sądzę, że się poddał. I to chyba przed startem.
Szkoda.






