WYJAZDOWE NIESPODZIANKI.....

Wspomnienia z pobytu w górach, relacje, plany wyjazdów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

WYJAZDOWE NIESPODZIANKI.....

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Ponieważ kolano męża dalej nie dawało szans na połażenie po górskich szlakach, a pogoda zapowiadała się nie najgorzej - wybrałam się sama na krótki 4 - 5 dniowy wyjazd w Tatry na Słowację.
Ostatni raz byliśmy tam w październiku ubiegłego roku cudną jesienią w babie lato - więc nic dziwnego że bardzo, ale to bardzo chciało mi się odwiedzić te strony, które darzę wielkim uczuciem.
Tak samo zresztą jak Violę – dobrego i kochanego człowieka - u której zawsze stacjonujemy.
Lekki niepokój czy jest w domu, bo często i na dość długo wyjeżdża do najbliższych zagranicę.
Na szczęście była, choć tradycyjnie wybierała się “na chatu”.
Ponieważ powiedziałam jej że przyjadę sama – postanowiła ze mną zostać mimo sprzyjającej aury do przygotowań “chatu” na zimę,
W dodatku miała tam dojechać jej przyjaciółka z małżonkiem żeby pomóc w tych pracach
Potem mi powiedziała że wszystkim innym by odmówiła ale mnie nie miała serca ..... przesunęła o kilka dni terminy, odwołała koleżankę i czekała na mnie w domu.
No i jak jej tu nie kochać ….
Jak tylko warunki pozwolą lubię wyjeżdżać w sobotę lub niedzielę raniutko. Tiry odpoczywają od całotygodniowych trudów więc na drogach spokojniej , jedzie się bardzo dobrze bo nie wszystkim się chce wcześnie wstawać w dniach wolnych od pracy..
Mimo wszystko dzień przyjazdu – to dzień dla gór stracony.... za późno żeby się gdzieś wybrać bo dni coraz krótsze, a samej się plątać po wieczorach – odpada.
Poza tym – po tak długim niewidzeniu trzeba się było trochę nacieszyć, pogadać, zjeść wspólnie pyszny gulasz na który moja przemiła gospodyni mnie zaprosiła, napić się dobrego wina ... no i zeszło...do popołudnia.
Czasu starczyło tylko na spacer po dotąd nie poznanych zakątkach Nowej Leśnej, obejrzeć piękne nowe pensjonaty z ogromną ilością kwiatów na balkonach i popatrzeć na lekko przysłonięte chmurami Tatry.

Obrazek

W tym dniu po raz pierwszy odbywało się święto pod nazwą Novolesnianskie Halali – czyli po naszemu święto myśliwych - coś w rodzaju Hubertusa.
Na przeciw oczka wodnego namioty z ławami, piwko, ciasto, kawa, gulasz i steki z jelenia, wódeczka ….. a mnie Viola tak szczerze i obficie nakarmiła, że nie byłam w stanie już nic w siebie wcisnąć do wieczora.

Obrazek

Góralska muzyka grała, wszyscy wesoło się bawili, śpiewali - ponoć do godziny 24 ….

Z okazji tego święta u Violi zebrało się spore towarzystwo, które późniejszym wieczorem zabrała “vonku” (czyli na dwór) - tylko po to to żebym się wyspała i spokojnie wypoczęła przed jutrzejszą wędrówką.
Tam zabawa trwała na całego mimo chłodu do godziny pierwszej w nocy.
Jak potem słyszałam wszystkim się to święto bardzo podobało i już się cieszyli na powtórkę w przyszłym roku.
Trzeba przyznać że Słowacy lubią i umieją się wspólnie sympatycznie zabawić .

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Późniejszym popołudniem kiedy wracałam do domu pokazało się słońce, co było dobrym zwiastunem na kolejny dzień.

Obrazek

W następnym dniu wybrałam się na Hrebieniok, potem przez Zamkowskiego Chatę na Skalnate Pleso.
Ranek jeszcze trochę pochmurny, ale potem było słonecznie i ciepło. Można - a nawet trzeba było - rozebrać się do krótkiego rękawka.
Przekwitnięta już wierzbówka dodawała uroku popularnej spacerowej trasie na Hrebieniok.
Niedziela, więc na szlakach sporo ludzi – w większości Słowaków.

Obrazek

Szlaki jesienne, kolorowe....jarzębinowe...pachnące przyschniętymi liśćmi....

Obrazek

Obrazek

Przy Zamkowskiego Chacie chwila dla wygrzania kości w ciepłych promieniach październikowego słońca.
Drewniana sowa z ciekawością zaglądała mi w obiektyw ;) .

Obrazek

Zajrzałam sobie z wysoka do Staroleśnej

Obrazek

…. i z bliska – obiektywem - w okolice Terinki ….

Obrazek

Cała zadowolona lazłam niespiesznie magistralą dopóki nie znalazłam się w okolicach nowo budowanej nartostrady.
To, co tam zobaczyłam podniosło mi ciśnienie i definitywnie popsuło humor do końca dnia...
Szłam w wyrąbanym na żywca w kosodrzewinie nowym odcinku szlaku, ze sterczącymi smutno korzeniami i ściętymi gałęziami, obok powywracane kamienie, ciężki sprzęt , ogromne słupy nowego wyciągu.....totalna ruina i masakra …..

Co mnie podkusiło, żeby tu przyjść :?

Obrazek

Może po zakończeniu tej inwestycji i doprowadzeniu (mam nadzieję) przyrody do jakiegoś stanu przyzwoitości będzie to inaczej wyglądało, ale na razie można wpaść w depresję na widok takich prac w tym zakątku Tatr.

Obrazek

Całości tego nieszczęsnego krajobrazu dopełniała chmura która zalazła na Łomnicę i stała sobie nie niepokojona wiatrem - ponieważ go nie było
Fajnie tylko wyglądały liny oraz wagonik znikający i wyłaniający się z jakiegoś tajemniczego niebytu.
Pod chmurą zrobiło się zimno i trzeba było założyć polar.
Nie zabawiłam tam zbyt długo - chwila odpoczynku przy piwku, kanapki , a ponieważ nie lubię kolejek górskich wszelakich - wróciłam pieszo tą samą drogą do Smokowca na elektriczkę.

Obrazek

W poniedziałek wybierałam się do Popradzkiego Plesa i na Przełęcz pod Osterwą. Gdy powiedziałam to Violi, stwierdziła że bardzo chciałaby iść ze mną i odwiedzić Symbolicky Cintorin, ponieważ sporo jej znajomych ma tam swoje tablice - a dawno, dawno nie była …
Co mogłam zrobić w tej sytuacji.... zrezygnowałam ( nie bez cichego żalu) z przełęczy i zabrałam ją na ten cintorin, gdzie spędziłyśmy ze dwie godziny.
Obeszłyśmy chyba wszystkie zakątki, wysłuchałam ciekawych opowieści o znajomych jej osobach mających tu symboliczne groby …..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem oczywiście Popradzkie Pleso, piwko na nowo wyremontowanym tarasie.
Viola zauważyła że tęsknym okiem patrzyłam w stronę Przełęczy pod Osterwą i zaproponowała żebyśmy tam poszły. Wiedziałam jednak że boli ją stopa, a poza tym umówiła się z koleżanką z sąsiedztwa na baseny termalne do Vrbova o 16 godz.
Jeden rzut oka na zegarek … no niestety , nie da rady.... za późno.

Obrazek

Znów wypadałoby zaśpiewać piosenkę o jarzębinie, która pięknie ubarwiała krajobrazy swoimi koralami i jeszcze nie zważonymi mrozem kolorowymi liśćmi ….

Obrazek

Obrazek

Popradzki Staw.....niczym z obrazka......

Obrazek

Obrazek

W zamian zaproponowałam jej wycieczkę do Razczastia pod Żabimi Plesami w Dolinie Mięguszowieckiej - tam się może z biedą wyrobimy w czasie. Poszłyśmy jeszcze kawałek szlakiem na Rysy.
Tych miejsca nie znała i była nimi zachwycona.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

102
Obrazek

Obrazek

Ta wycieczka sprawiła jej dużo radości.
Żeby i mnie też trochę przyjemności zrobić, zaprosiła mnie również na baseny.
Na szczęście miałam ze sobą kostium kąpielowy, więc się długo nie namyślałam..... co będę sama w domu siedzieć.
Wprawdzie zamiast o 16 pojechałyśmy o 17.30 , ale było tak fajnie że postanowiłam, iż nigdy w czasie naszego pobytu nie odpuszczę tej przyjemności – co również wszystkim polecam.
Baseny są na otwartym powietrzu, z masażami wodnymi, o różnej temperaturze wody - w dodatku blisko, bo tylko 16 km w jedną stronę, no i nie drogo 5 euro za 3 bite godziny moczenia tyłka.
Super sprawa po steraniu w górach.
Wróciłyśmy o 21.30 i jeszcze urządziłyśmy sobie babski comber....ale było wesoło :D :P .

Obrazek

Nowo poznana koleżanka – Jana – okazała się świetną kumpelą i razem z Violą opiekowały się bardzo troskliwie moją skromną osobą, która się wody boi bo kompletnie nie potrafi pływać i ma wielkie szanse utopić się w wodzie sięgającej do pasa ….
Tam była prawie do szyi co te szanse zwielokrotniało :)) .

Na wtorek planowałam Młynicką, a Viola bardzo chętnie się ze mną wybrała, ponieważ zupełnie nie znała tej doliny.. Niestety rano w tamtej stronie stały chmury, natomiast nad Wielicką było błękitnie i pięknie.
Chwila namysłu, czy ryzykować pochmurną Młynicką, czy wybrać się do pewniejszej Wielickiej :think: ….
Ja ryzyka nie lubię w żadnej sprawie, a ona zdała się na moją decyzję – więc skończyło się na Wielickiej z Tatranskiej Polianki.
Mimo, że chmury nad Młynicką rozeszły się szybko nie było czego żałować, bo i ta wycieczka była piękna.

Obrazek

Obrazek

Hm.... wiadomo.....

Obrazek

Trzeba przyznać, że tak samo jak z zewnątrz ten Śląski Dom nie pasuje do tego miejsca, tak i w środku nie ma nic z z górskiej atmosfery.....tego klimatu, którego można doświadczyć w małych schroniskach typu Plesnivec czy Zbójnicka Chata.
Ot... elegancka, ale zimna i bez wyrazu sala w której nawet piwo mi niezbyt smakowało.
Gdybym była sama – to z pewnością bym wyszła na ławkę przed hotelem, ale nie chciałam psuć nastroju Violi.
Oczywiście namówiłam ją do pójścia wyżej - na Kvetnicove Ogrody, gdzie zrobiłyśmy sobie dłuższy odpoczynek no i sesję zdjęciową :) .

Obrazek

Obrazek

Ta fotka dokładnie wyraża mój stan ducha... pełen odlot :D .

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wróciłyśmy pod wieczór do domu, a biedną Violę okropnie bolała stopa przy schodzeniu... strasznie mi jej było żal ale dała radę dzielnie.
Potem przyznała, że jak żyje tyle lat nigdy nie była w górach dzień po dniu – pierwszy raz ze mną no i dało jej popalić :? …..
Nie mogła się nadziwić jak nam się ta sztuka udaje przez 7, 10 i więcej dni pod rząd :)).
Mimo wszystko była zachwycona i zadowolona, ponieważ stwierdziła że sama by nigdy się tam nie wybrała....tylko trapił ją lekki niepokój czy jutro będzie się nadawała do pracy w ogródku i na chatu , której jest mnóstwo. .
Na szczęście po wypoczynku nocnym – rano była jak nowa, co mnie też bardzo ucieszyło bo miałam lekki wyrzut że ją sterałam po swojemu :)) .

Na trzeci dzień z rzędu już się nie zdecydowała iść w góry, więc poszłam sama do Młynickiej.
Rano dużo słońca i ciepło.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Około południa od naszej strony zaczęły nachodzić jakieś zimne chmury :?

Obrazek

Planowałam pochodzić trochę po Szczyrbskim Plesie, naokoło stawu, ale zrobił się taki ziąb, że sobie przeciwległy brzeg stawu darowałam .

Obrazek

Obrazek

Dobrze że wybrałam się wcześniejszym rankiem, bo skorzystałam z pięknej pogody.

Wieczory spędzałyśmy przesympatycznie z Violą przy winku i wspólnej obiadokolacji.

Muszę powiedzieć że mam trochę szczęścia do spotykania Dobrych Ludzi na swojej drodze, co mnie bardzo cieszy :) .

Po powrocie z Młynickiej siedziałyśmy sobie wieczorem jak zwykle, i Viola wpadała na pomysł żebym pojechała z nią na chatu.
Hm... :think: dlaczego nie....tyle o tej “chatu” słyszałam i już kiedyś obiecywała że nas tam zabierze i jakoś nie było okazji, bo zawsze nam żal było nie iść w Tatry w piękną pogodę ….
Spakowałam manatki, Viola zadzwoniła do koleżanki że może przyjeżdżać i na drugi dzień około południa pojechałyśmy na tą słynną “chatu”.
Po drodze jeszcze “nakup” w Tesco i wizyta na cmentarzu u jej rodziców.

Na chatu był już znajomy pomocnik Kamil, który rozpalił w kominku żeby nam było ciepło, potem dojechała Weronika z mężem. Ugotowały wspaniały krem z cukinii z ziemniakami i grubym plastrem szynki na ciepło. …
Po obiedzie zabrali mnie na spacer pokazać okolicę która jest naprawdę piękna.
Teraz się nie dziwię Violi że ją tak na tą “chatu” ciągnie....
Sam domek też klimatyczny, drewniany - w środku lasu, gdzie kręci się zwierzyna leśna..
Gdy podjeżdżałyśmy koło chaty chodził sobie dorodny jeleń, ale nie zdążyłam wyciągnąć aparatu. Spłoszył go warkot dwóch samochodów.

Obrazek

Obrazek

Wojnianska Hora

Obrazek

…... a na polanach kwitnące ziemowity

Obrazek

I Niebo się otworzyło.....

Obrazek

Obrazek

sprawiając dużo radości naszej kompanii...

Obrazek

Ach.... co za widoki....podświetlone zachodzącym słońcem ….

Obrazek

Obrazek

Po spacerze – wieczorem - chciało im się jeszcze ugotować “polievku”, (rosół), bo według nich dzień bez zupy to dzień stracony.
No i placki ziemniaczane z cukinią … moje ulubione, pyszne

Następny dzień przywitał nas pięknym, ale bardzo mroźnym porankiem. W nocy temperatura sięgnęła – 7 stopni i niestety zmroziła wszystkie kwiaty na klombach koło chatki i szyby naszych samochodów :? .
Na szczęście – szybko poszybowała w górę i nie musiałam ich skrobać przed wyjazdem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po wspólnej “raniajce” i serdecznym pożegnaniu zebrałam się w powrotną podróż do domu.
Jechałam drogą na Niedzicę przez Magurę Spiską, która w jesiennych kolorach przedstawiała się tak cudnie, że zamiast do domu skręciłam do Krościenka z zamiarem spędzenia tam chociaż dwóch dni.

Wyszło z tego siedem.....ale o tym innym razem :D .

Obrazek

Niespodziewanie piękny wyjazd....
Niespodziewanie sympatyczne towarzystwo...
Niespodziewane przyjemności innego rodzaju niż latanie po górskich szlakach ….
Niespodziewane dwa tygodnie w Tatrach i w Pieninach – zamiast pięciu dni …

Takie niespodzianki mogłabym mieć za każdym wyjazdem :)) .

Pozdrawiam tradycyjnie nieuśpionych ;) .


Ala :) .


I jak zwykle - panoramki


Obrazek

Obrazek
Ostatnio zmieniony sob 13 lut, 2016 przez Zakochani w Tatrach, łącznie zmieniany 1 raz.
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Miałam wielką ochotę zaliczyć jesienne Czerwone Wierchy i ponownie Zachodnie - cudnie kolorowy Trzydniowiański.....
Niestety, chyba nic z tego nie będzie :?
Jeśli się jednak trafi kilka ładnych dni w listopadzie, to mimo całego zamieszania remontowego – może zajrzę choć na kilka dni w przyprószone pięknie śniegiem Tatry......

W ubiegłym roku listopad był bardzo przyjazny takim wędrówkom... w tym... :think: ….pierwsza połowa byle jaka, a druga - póki co - wielka niewiadoma :? ....
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

"(...)zamiast do domu – całkiem nieplanowo skręciłam do Krościenka z zamiarem spędzenia tam chociaż dwóch dni.....

Wyszło z tego siedem.....ale o tym innym razem :D ."


Uroki życia na emeryturze :-)


Pogodę trafiłaś jak zwykle śliczną, pozazdrościć (kolejny raz zresztą) :)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

andy67 pisze:Pogodę trafiłaś jak zwykle śliczną,


Z tą pogodą – to tak nie do końca było ślicznie....

Nad Spiszem wisiał sobie kilka dni front ciemnych chmurzysk, który się kończył w okolicach Novej Lesnej - tam było buro i ponuro.
Tylko nad samymi Tatrami utrzymywało się błękitne, prawie bezchmurne oko.

Obrazek

:think: .... No i w sumie o to chodziło :D ….

Jeszcze do południa w dniu wyjazdu “na chatu” Tatry cudnie odcinały się od tych chmur na tle czystego nieba, ale potem to oko zostało powoli przez nie pożarte .

Obrazek

:D Tym razem też odczułam dobrą robotę mojego Anioła Stróża Górskiego, który czuwał na swoim posterunku. :P ;)
Ostatnio zmieniony sob 13 lut, 2016 przez Zakochani w Tatrach, łącznie zmieniany 1 raz.
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

I właśnie o tym piszę, nad Tatrami miałaś pięknie a że gdzieś tam wisiał sobie jakiś wał czy inny front ... ;)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Andy, widzę, że na tym górskim Forum tylko Ciebie jeszcze interesują górskie tematy :) .....

Pisałeś coś o wyjeździe w listopadzie …. dasz radę ?

Ma być kilka pogodnych dni od soboty, ale nie wszystkie portale pogodowe są zgodne co do tego.
:? Mnie kompletnie nie pasuje wyjazd w obecnym czasie, jednak jak się ta ładna potwierdzi.... to :think: .... kto wie.....
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Zakochani w Tatrach pisze:Andy, widzę, że na tym górskim Forum tylko Ciebie jeszcze interesują górskie tematy :) .....

Pisałeś coś o wyjeździe w listopadzie …. dasz radę ?
Wychodzi na to że nie dam rady, bo to co chciałem zrobić przed wyjazdem przeciąga się niemożebnie.

Ale kiedyś w końcu nadejdzie ten dzień. :-)
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Angie84

-#5
Posty: 632
Rejestracja: śr 07 mar, 2012
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Angie84 »

No no takie harce :D Mąż w domu to niewiasty szaleją na szlakach i na imprezie regionalnej. Ciekawa jestem reakcji po przyjeździe na to co Go ominęło ;-) I widzę Jagermeister ;-) i piękną jarzębinę czerwoną .
Zakochani w Tatrach pisze:Andy, widzę, że na tym górskim Forum tylko Ciebie jeszcze interesują górskie tematy :) .....
Hmm może wszyscy zapadli już w sen zimowy? Ja staram się zaglądać ale jakoś nigdy nie mogłam spokojnie relacji poczytać i móc zostawić ślad :) No to nadrabiam :P

Widzę że jak potrzeba to i niezła kompania się znajdzie na wspólne wycieczki :-)
Fajnie że udało Ci się wyrwać Alu na chwilkę. Pozdrawiam i dziękuję za te piękne zdjęcia miło było powędrować z Tobą i Violą. :-)
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
Awatar użytkownika
Mariusz

-#8
Posty: 5763
Rejestracja: pn 15 wrz, 2003
Lokalizacja: Marki

Post autor: Mariusz »

Bardzo sympatyczna relacja Alu. Poczytałem, popatrzyłem, a i powspominałem przy okazji swoje samotne pobyty na Słowacji. Niestety przy okazji odpala się tęsknota za Tatrami, dlatego rzadko tu zaglądam, by "nie drażnić głoda". ;)
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

A ja wręcz odwrotnie, kiedy mnie ssie – tak jak obecnie - to oglądam zdjęcia i relacje z gór, a teraz katuję się dodatkowo i okrutnie bajkowo pięknymi Tatrami z galerii TP . http://www.tygodnikpodhalanski.pl/?mod=galeria&id=1471 ….

.
Widzę, że relacje ze słowackiej strony Tatr mocniej na Ciebie działają ;) .

Mariusz pisze:Bardzo sympatyczna relacja Alu.
Przyjemnie czytać takie słowa. Dziękuję :D.
Zakochani w Tatrach
ODPOWIEDZ