Smierć na mecie biegu na 10 km.
Kiedyś, jak jeszcze nie było tylu radarów zrobiłem taki eksperyment - pojechałem z Koszalina do Poznania możliwie jak najszybciej. Z powrotem wracałem całkowicie zgodnie z przepisami, obciążenie ruchem było podobne, jechałem dłużej raptem 20 minut. Czyli nie warto żyłować.
To tak nawiązując do postu Dagomara
To tak nawiązując do postu Dagomara
Jestem gorszego sortu...
Jak mi się zdaje to ten nieszczęśliwy przypadek może przynieść pozytywne skutki:
- biegacze a przynajmniej ich część zaczną się badać,
- organizatorzy biegów zaczną się pilnować i bardziej dbać o zabezpieczenie swoich klientów (bo biegacze są klientami - to jest byznes!)
-owczy pęd ludzi nieprzygotowanych do zawodniczego biegania wyhamuje
- biegacze a przynajmniej ich część zaczną się badać,
- organizatorzy biegów zaczną się pilnować i bardziej dbać o zabezpieczenie swoich klientów (bo biegacze są klientami - to jest byznes!)
-owczy pęd ludzi nieprzygotowanych do zawodniczego biegania wyhamuje
Jestem gorszego sortu...
myślę, że po prostu Twoje "najszybciej" nie jest aż takie najszybszeJanek pisze:Z powrotem wracałem całkowicie zgodnie z przepisami, obciążenie ruchem było podobne, jechałem dłużej raptem 20 minut.
W starych czasach, gdy jeszcze nie było fotoradarów, ale i dróg ekspresowych i autostrad również, a dysponowałem fiatem 125p, potrafiłem przyjechać 30% szybciej przy porównywalnym ruchu, jak obecnie. Bo tak naprawdę nie chodzi aż tak o szybkość maksymalną, ale o umiejętność jazdy slalomem z możliwie najmniejszą zmianą prędkości. Kiedyś starą trasą bez jakichkolwiek obwodnic potrafiłem do Szczecina 630 km zmieścić się poniżej 5 godzin. A po drodze byla Łódź, Poznań, Konin, Gorzów, zatłoczona jednopasmowa Dwójka i Trójka... .No ale jadąc ze mną kiedyś autostopowicz rzygał
Tak czy owak nie uważam, by kretyńskie gdzieniegdzie ograniczenia, linie ciągłe i inne duperele były bez znaczenia dla czasu i płynności jazdy.
luknij na moje panoramy i galerie
To niespełna o 30 km/h szybciej od średnich prędkości Dakaru, i to fiacikiem. A co by było gdyby po drodze nie znajdowały się Łódź, Poznań, Konin, Gorzów... Szacundagomar pisze:Kiedyś starą trasą bez jakichkolwiek obwodnic potrafiłem do Szczecina 630 km zmieścić się poniżej 5 godzin. A po drodze byla Łódź, Poznań, Konin, Gorzów, zatłoczona jednopasmowa Dwójka i Trójka...
"Małżeństwo jest szkołą średnią przyjemności i uniwersytetem rezygnacji" - Tennessee Williams
Janku, żyj wiecznie- jeden z niewielu forumowych głosów rozsądku!Janek pisze:Akurat znam kilku takich fanów biegania dla zdrowia. Jak to wygląda - facet tyra w robocie łącznie z dojazdem do niej jakieś 11 do 12 godzin. Jak wraca to już jest spruty. wypadałoby odpocząć. Ale nie, "zdrowie" przede wszystkim. Szybki obiad lub jakieś gotowe "g" z fastfoodu, w auto i na miejsce biegania. Co prawda do lasu byłoby czasem bliżej ale nie, to musi być miejsce, na którym "biegacze" odprawiają swoje "czarne msze" (jak to miło utruć bliźniego, nowymi gaciami, koszulką, butami, wszystko oczywiście markowe a przynajmniej marki lepszej niż ma bliźni, który ma mniej kasy. No i kilka godzin biegamy dla zdrowia, wracamy do chaty późno, sterani, czasu na regeneracje sił brak bo to dzieciaki czegoś chcą, żona, głupie babsko co nie rozumie prawdziwego sportowca też czegoś chce. W sumie śpimy niewiele, kiepsko i rano ruszając do roboty już jesteśmy zmęczeni. Ale wszystko dla zdrowia.
"Czarne msze biegaczy" by utruć bliźniego nowymi gaciami - TEKST ROKU!
Co do meritum, to mam podobne zdanie.
Moda jak każda inna, przeminie.
Tylko teraz strach się bać co będzie w przychodniach, akurat pracuję w takiej jednej abonamentowej, gdzie większość pacjentów to pracownicy korporacji, młodsi ode mnie.
Będą się teraz masowo badać przed bieganiem (oczywiście przez 2-3 miesiące, potem temat ucichnie), a ja nie mam nic przeciwko badaniu, tylko że oni będą chcieli papier.
A stan prawny jest taki, że nie ma papieru poza daną specjalnością: to znaczy jest lekarz medycyny sportowej, i on orzeka: dla zawodników obowiązkowo, dla amatorów- jak chcą albo potrzebują.
Nikt inny nie orzeka. Jeśli biegacz amator przychodzi np. do internisty czy nawet kardiologa, to jeśli ktoś temu pacjentowi zalecił wziąć kwit o "dopuszczeniu" do zawodów od "jakiegoś" lekarza (nie specjalisty medycyny sportowej) to prawnie oznacza że.... NIC MU NIE ZALECIŁ, bo TAKI KWIT NIE ISTNIEJE. Oczywiście tak bywa, bo organizatorzy zawodów idą po linii najmniejszego oporu ("jakiegoś" lekarza każdy ma - w POZ, w firmie abonamentowej, z produktów pseudoparaubezpieczeń prywatnych zwanych ubezpieczeniami prywatnymi, czy zgoła ma wujka lub szwagra lekarza), a lekarz sportowy na NFZ to jest za 6 miesięcy, za prywatnie za 100 zł i też wcale nie na dzisiaj.
Ja mogę pacjentowi ocenić stan ogólny zdrowia i jeśli pacjent chce, mogę mu napisać, że w zakresie mojej specjalności na dzień taki i taki stan ogólny jest taki i taki.
Ale słowa nie będzie o "dopuszczeniu" do uprawiania, uczestnictwa, startu....
Oj, będzie się działo.
A potem zapomną o kwitach. A za dwa lata bieganie przestanie być modne.
Rozumiem, że ratownicy obecni na miejscu, nie z karetki. Jeśli tak to:
Ps: Dlaczego nie było choć jednego AED ( co prawda nie wiem w jakim mechaniźmie doszło do zatrzymania krążenia )
A samo bieganie... hmm taka moda , na bieganie ,góry ,podróże , sporty extremalne,ekologie,zdrowe jedzenie ... bo przeca trzeba być trendy i zajebistym
Raz w życiu przebiegłem maraton górski nie trenując do niego,od przyszedłem zapisałem się pobiegłem i... ten raz mi na całe życie wystarczy
teraz sobie chodzę i obstawiam takie imprezy więc też się naoglądam, choć w biegach górskich raczej przypadkowych biegaczy nie ma , naturalna selekcja.
Dokładnie, święta racjaUstawa, drodzy Państwo, Ustawa.
Masz czego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.
Mamy państwo prawa, mamy (no dobra - próbujemy mieć) - proceduralizację.
No to właśnie: ratownik poza systemem ratownictwa medycznego (czyli poza karetką, miejscem wezwania karetki i do progu SOR) NIE MOŻE NIC poza podstawowymi zabiegami resuscytacyjnymi, czyli tym co każdy może wykonać, tylko ratownik na ogół bieglej i pewniej.
Jeśli tam byli ratownicy, a nie byli jako członkowie zespołu wyjazdowego ratowniczego, to nie wolno było im użyć adrenaliny.
Ustawa! Prawo! Państwo prawa!
Ps: Dlaczego nie było choć jednego AED ( co prawda nie wiem w jakim mechaniźmie doszło do zatrzymania krążenia )
A samo bieganie... hmm taka moda , na bieganie ,góry ,podróże , sporty extremalne,ekologie,zdrowe jedzenie ... bo przeca trzeba być trendy i zajebistym
Raz w życiu przebiegłem maraton górski nie trenując do niego,od przyszedłem zapisałem się pobiegłem i... ten raz mi na całe życie wystarczy
"Góry są środkiem, celem jest człowiek.
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Nie chodzi o to aby wejść na szczyt, robi się to,
aby stać się kimś lepszym."
Jakieś dwa lata temu zaczęłam chodzić na marsze nordic walking. Dla mnie to rozrywka i rekreacja, mogę sobie idąc pogadać z paniami w swoim wieku, idąc po parku trochę się pooddycha (chociaż chodzenie tymi samymi trasami mnie nudzi). Chodziłam raz w tygodniu. Razem z dojściem na miejsce startu w Parku Śląski to jest około 8-10 km marszu raz w tygodniu. Poza tym chodzę 2-3 razy w tygodniu na fitness.
Potem zaczęłam mieć problemy z kolanem (o dziwo w chodzeniu po górach przeszkadza mniej, zapewne dlatego, że nie skaczę i nie zbiegam szybko) i zrobiłam sobie przerwę.
A tymczasem koleżanki z klubu nordic-walking zdobyły mistrzostwo świata, w kategoriach wiekowych 60+ i 70+.
http://www.tvs.pl/46762,chodzimy_najlep ... wideo.html
Serdecznie im gratuluję, ale tak myślę, że wyczyn to nie dla mnie. Mnie wręcz odstręcza od wszelkiego wyczynu i rywalizacji, nie cierpię tego.
Marsze nordic-walking uprawiane z umiarem są jak każdy ruch pewnie zdrowe dla serca, ale już rywalizacja - niekoniecznie. A poza tym niestety mają też nie najlepszy wpływ na stawy, o czym się sama przekonałam. To samo potwierdziło mi kilka innych pań 50+, z którymi o tym rozmawiałam. Kilka musiało całkiem zrezygnować z tej formy aktywności. A może uprawiały ją niewłaściwie ?
Jednak jak ucichnie ta wrzawa wokół zawodów i przygotowań do nich - to pewnie znowu przyjdę do klubu sobie pomaszerować.
Potem zaczęłam mieć problemy z kolanem (o dziwo w chodzeniu po górach przeszkadza mniej, zapewne dlatego, że nie skaczę i nie zbiegam szybko) i zrobiłam sobie przerwę.
A tymczasem koleżanki z klubu nordic-walking zdobyły mistrzostwo świata, w kategoriach wiekowych 60+ i 70+.
http://www.tvs.pl/46762,chodzimy_najlep ... wideo.html
Serdecznie im gratuluję, ale tak myślę, że wyczyn to nie dla mnie. Mnie wręcz odstręcza od wszelkiego wyczynu i rywalizacji, nie cierpię tego.
Marsze nordic-walking uprawiane z umiarem są jak każdy ruch pewnie zdrowe dla serca, ale już rywalizacja - niekoniecznie. A poza tym niestety mają też nie najlepszy wpływ na stawy, o czym się sama przekonałam. To samo potwierdziło mi kilka innych pań 50+, z którymi o tym rozmawiałam. Kilka musiało całkiem zrezygnować z tej formy aktywności. A może uprawiały ją niewłaściwie ?
Jednak jak ucichnie ta wrzawa wokół zawodów i przygotowań do nich - to pewnie znowu przyjdę do klubu sobie pomaszerować.
http://m.wiadomosci.radiozet.pl/Polska/ ... -maratonem
Ta rzeczywistość jest tak komiczna, tak rozczulająca, tak rozpaczliwie przewidywalna....
Dobrze, że chcą się badać.
Zabawne, że dopiero teraz. Jeszcze zabawniejsze: że wkrótce im przejdzie.
Do następnego pomysłu na rzeczywistość, dostarczonego przez "łamiącą wiadomość" oprawioną w oczojebne czerwone ramki na portalach internetowych.
Poza tym: nie mogę, naprawdę już nie mogę znieść kontaktu z nazwami typu "Poznań Maraton".
Ludzie, po polsku jest "Maraton poznański". Może być "Maraton w Poznaniu". Ale "Poznań Maraton" to nie jest po polsku!!!
Ta rzeczywistość jest tak komiczna, tak rozczulająca, tak rozpaczliwie przewidywalna....
Dobrze, że chcą się badać.
Zabawne, że dopiero teraz. Jeszcze zabawniejsze: że wkrótce im przejdzie.
Do następnego pomysłu na rzeczywistość, dostarczonego przez "łamiącą wiadomość" oprawioną w oczojebne czerwone ramki na portalach internetowych.
Poza tym: nie mogę, naprawdę już nie mogę znieść kontaktu z nazwami typu "Poznań Maraton".
Ludzie, po polsku jest "Maraton poznański". Może być "Maraton w Poznaniu". Ale "Poznań Maraton" to nie jest po polsku!!!




