Na ostatni długi weekend, plany były nieco inne. Miał być Beskid Sądecki i Niski, a wyszło Podhale, Spisz i Tatry. Więc w sumie całkiem przyjemna zamiana
30.06.13 Na południu czarne chmury
5 rano. Jestem w Kielcach. Zbieram z podłogi storczyka wraz z doniczką, ziemią i korą, która czarny kot moich rodziców postanowił strącić z parapetu, chyba na mój widok. Czekam aż Marek dojedzie z Warszawy i zgarnie mnie w dalszą drogę.
Po 6 wyruszamy z Kielc. Pogoda jest całkiem przyjemna, świeci słonko i jest ciepło. Jednak im bardziej na południe, tym pogoda staje się mniej sympatyczna. Ciemne, ołowiane chmury wyglądają tak, jakby miały spaść nam na głowy. I w sumie w okolicach Krakowa spadają, pod postacią ulewnego deszczu. W strugach wody dojeżdżamy do Nowego Targu, gdzie zaczyna się przejaśniać. Marek proponuje odwiedzenie Kluszkowców, gdzie tydzień wcześniej był na zawodach SonyVaio Joy RideFest. Będąc tam wypatrzył fajną miejscówkę spacerową, którą postanowiliśmy wypróbować. Do tego liczyliśmy na ciekawe widoki.
Pod wyciągiem zostawiamy Kiankę i ruszamy ścieżką dydaktyczną przez Wąwóz Papieski. Jest on wyjątkowo malowniczy. Do tego spotykamy tam piękną Salamandrę Plamistą.
W połowie drogi zaczyna przyświecać nam słonko, a po "zdobyciu" szczytu mamy piękny widok na dwa zamki, zalew i okoliczne pagórki. Niestety Tatr nie widać, gdyż przykryte są gęstą warstwą chmur. Schodzimy fragmentem trasy dh i slopestyle, ślizgając się na błotku.
Ruszamy w dalszą drogę do Jurgowa, gdzie mamy naszą przyjemną i tanią bazę noclegową. Po drodze zaczynają nas znów atakować ciemne chmury, a po dojechaniu na kwaterę zaczyna lać. Kilka godzin mamy wyciętych z życiorysu i w ulewnym deszczu kręcimy się objazdowo po okolicy. Koło 16 przestaje padać i spod kwatery ruszamy na spacer w stronę stoku narciarskiego w Jurgowie. Trasa na spacer jest naprawdę super, widoki praktycznie na każdą stronę. Po dotarciu na górę siadamy na wyciągu krzesełkowym rozważając, co tu robić dnia następnego jeśli będzie taka pogoda w kratkę. W tym czasie ciemne chmury zaczynają się podnosić, a słońce przebijać się ku ziemi. Po chwili rozgrywa się widowiskowy spektakl, a ja w ekstazie biegam jak głupia z aparatem. W tym czasie Marek, ze stoickim spokojem popija piwo i przyglądając się moim poczynaniom stwierdza: „Nie wiem, po co robisz tyle zdjęć. Przecież i tak ich wszystkich nie obrobisz.” Może i nie, ale za to nie będę mogła sobie zarzucić, że coś przeoczyłam. W każdym razie tego dnia powstało sporo materiału artystycznego
Kiedy już wyżyłam się artystycznie, odwiedzamy pagórek po słowackiej stronie by jeszcze bardziej nacieszyć się widokami. Schodzimy w stronę Jurgowa fragmentem starej trasy dh. Podobno parę lat temu, odbywały się tu zawody downhillowe, jednak nie znaleźli się chętni by temat pociągnąć, więc wszystko zarosło lub się rozpadło. Udajemy się następnie nad Białkę i zielonym szlakiem wracamy w stronę Jurgowa. Słońce rozkręca się na całego i wieczór robi się naprawdę urokliwy, sprawiając, że zapominamy o wcześniejszej ulewie.
Wąwóz Papieski w Kluszkowcach

Wąwozowa wędrówka

Widok spod rowerowej kładki

Mroczne spotkanie z Tatrami

Po deszczu...

Wieczorne prawdziwe powitanie z Tatrami

W dolinie..

Iluminacja

Iluminacja 2

Na zielonej łące...

...pasły się łowce
31.06.13 Słowacja jakaś taka polska…
Poranek budzi nas słońcem, jednak nad Tatrami nadal kłębią się chmury. Decydujemy się odwiedzić Słowację i spróbować tam przyatakować jakąś fajną traskę. Po drodze zatrzymujemy się na wyjątkowo widokowej Strednicy, gdzie znów wyżywam się fotograficznie. Zajeżdżamy też do Bachledovej Doliny, by sprawdzić czy na wyciągu można płacić kartą. Następnego dnia Marek ma w planach pojeździć w tamtejszym bike parku.
Docieramy do Tatranskiej Łomnicy, gdzie zostawiamy Kiankę na bezpłatnym parkingu pod wyciągiem. Postanawiamy zielonym szlakiem ruszyć do Skalnatego Plesa. Wyciągamy mapę i…hmm okazuje się, że jakoś na mapie szlak jest, ale nigdzie go nie ma w terenie, choć powinien biec pod wyciągiem. Wraz z usłużnym Słowakiem analizujemy nasze położenie i w końcu niebieskim szlakiem oraz kawałkiem stoku narciarskiego idziemy na azymut do Startu. Później na azymut również idziemy do Skalnatego Plesa, choć mniej więcej w połowie drogi udaje nam się odnaleźć szlak. Nic z tego nie rozumiejąc docieramy do celu. Łomnica co jakiś czas wyłania się zza chmur. Nawet podejmujemy decyzję, żeby wjechać na jej szczyt. Niestety zbyt mocno tego dnia wieje i kolejka nie jeździła. Spacerujemy wokół jeziora, wychodzimy kawałek czerwonym szlakiem by obfotografować widoczki. Zbieramy się w drogę powrotną niebieskim szlakiem. Za Sedlem pod Malou Svistovkou Odbijamy na zielony szlak, później na żółty i niebieski. Doliną Kieżmarskiej Bielej Vody schodzimy w stronę Tatranskich Matliarów. Nie schodzimy do samej drogi, lecz wcześniej odbijamy na kolejny żółty szlak, dzięki czemu odkrywamy, czemu podczas rozpoczynania naszej wędrówki nic nam się nie zgadzało z drogami. Otóż moja wspaniała, słowacka mapa z 2002 roku nadal miała zaznaczoną starą, zamkniętą w 1999 roku kolejkę do Skalnatego Plesa. Teraz kolejka jest ruiną, mocno fotogeniczną. Ostatni raz jechała na górę w 2005 roku, na potrzeby filmu „Pribeh jednej Lanovky” (na video można obejrzeć 24minuty tego filmu, niestety nie znalazłam drugiej części). Dziwne jest jednak to, że budynek kolejki wraz z samym wagonikiem stoi sobie ot tak. Nawet w planach było zrobienie w budynku dolnej stacji muzeum Lanovek, ale gdzieś ta idea upadła i budynek stoi i niszczeje. A szkoda…
Sielanka po słowacku

Łomnica jaka jest każdy widzi

Kalamita w pełnej okazałości

W drodze..

Skalnate Pleso

Skalnate Pleso raz jeszcze

Łomnica na linach

Ruda na zakręcie

Nieczynna lanovka

Takim byłem pięknym wagonikiem

Spojrzenie w dal

1.06.13 Jednia rowerują inni taplają się w błocie
W sobotę spędzamy większość dnia w Bachledovej Dolinie, gdzie Marek wyżywa się zjeżdżając po traskach dh w tutejszym bike parku. Ja spaceruję po okolicznych pagórkach taplając się po łokcie w błocie. Pogoda średnia, co chwilę pada, chmury nisko, szaro i lekko ponuro.
Wieczorem jedziemy do Gliczarowa, skąd udaje nam się ustrzelić kilka miłych widoczków, mimo że Tatr praktycznie nie było widać.
Po powrocie na kwaterę testujemy 72% Tatrateę
Panoramka z wieży widokowej w Bachledowej

Patrzałki

Dolina

Gubałówka z Gliczarowa

Po prostu pięknie

Boisko z zacnym widokiem

2.06.13r. Droga powrotna
Żegnamy się z Tatrami, których oczywiście nie widać zza grubej warstwy szarych chmur. Przez Słowację udajemy się do Starej Lubovnej, gdzie robimy większe alkoholowo-żwyieniowe zakupy. Z racji braku euro w gotówce nie odwiedzamy zamku, mimo że widoczki zrobiły się całkiem ciekawe. Za to prosto z granicy udajemy się do Wierchomli, w której mieliśmy spędzać cały długi weekend. Jednak z powodu odwołania zawodów dh Pucharu Polski (brak porozumienia między organizatorami a nadleśnictwem), postanowiliśmy udać się jednak na Podhale. W Wierchomli cisza, spokój, nie wielu turystów. Pod bacówką jak zwykle sielanka i choć Tatr nie było widać, to i tak widoki były cudowne. Uwielbiam to miejsce, uwielbiam tam wracać
I tak oto minęły nam 4 dni z górami w tle. Jak zwykle można stwierdzić jedno: ten czas za szybko biegnie!

Z górskim pozdrowieniem,
ruda & Marek




