Czy szkołaa to przeżytek?
Czy szkołaa to przeżytek?
http://wyborcza.pl/magazyn/1,132517,138 ... klasa.html
Bardzo ciekawy i kontrowersyjny artykuł. Warto przeczytać.
Bardzo ciekawy i kontrowersyjny artykuł. Warto przeczytać.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Nie wiem kto to jest Hartman (może coś tracę ?).
Tekst przeczytałam na papierze i jak zwykle z częścią się zgadzam, z częścią - nie.
Na pewno jest bardzo mocno przejaskrawiony.
Ale z drugiej strony sama to widziałam i było mi smutno jak naturalna ciekawość świata u dzieci jest przez szkołę tłumiona, jaka w szkole jest "urawniłowka", jakie równanie do dołu, tak aby nic "nie wystawało".
Oczywiście, że nie w każdej szkole i nie u każdego nauczyciela, ale system jaki jest taki jest.
A szkoły "społeczne" w większości też należą do tego systemu, więc problemów nie rozwiązują.
Dzieci się rozwijają w bardzo różnym tempie, właściwie aby z każdego wyciągnąć to co najlepsze należałoby do każdego podejść indywidualnie, a to jest z wielu względów (choćby finansowych) niemożliwe.
Szkoła ideałem nie jest ale Andy ma 100 % racji - jak dotąd nie wymyślono nic lepszego.
Tekst przeczytałam na papierze i jak zwykle z częścią się zgadzam, z częścią - nie.
Na pewno jest bardzo mocno przejaskrawiony.
Ale z drugiej strony sama to widziałam i było mi smutno jak naturalna ciekawość świata u dzieci jest przez szkołę tłumiona, jaka w szkole jest "urawniłowka", jakie równanie do dołu, tak aby nic "nie wystawało".
Oczywiście, że nie w każdej szkole i nie u każdego nauczyciela, ale system jaki jest taki jest.
A szkoły "społeczne" w większości też należą do tego systemu, więc problemów nie rozwiązują.
Dzieci się rozwijają w bardzo różnym tempie, właściwie aby z każdego wyciągnąć to co najlepsze należałoby do każdego podejść indywidualnie, a to jest z wielu względów (choćby finansowych) niemożliwe.
Szkoła ideałem nie jest ale Andy ma 100 % racji - jak dotąd nie wymyślono nic lepszego.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Niewiele, jeden z apostołów postępu, facet co uważa, że musimy pogodzić się np z ograniczeniem wolności prokreacji a polityka jednego dziecka z Chin stanie się światowym standardem.Basia Z. pisze:Nie wiem kto to jest Hartman (może coś tracę ?).
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Pewnie wybiórcze ale i tak mrok:
https://www.youtube.com/watch?v=wNBc8xIht-U
Po prawdzie nie wiedziałem ile to kopa, ale niektóre odpowiedzi na pytania miażdżą.
https://www.youtube.com/watch?v=wNBc8xIht-U
Po prawdzie nie wiedziałem ile to kopa, ale niektóre odpowiedzi na pytania miażdżą.
To są jakieś reżyserowane jaja, tak ????..... bo jak, nie, to mnie załamałeś.Żabi Koń pisze:https://www.youtube.com/watch?v=wNBc8xIht-U
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
niektóre miażdżą, to fakt.Żabi Koń pisze:Po prawdzie nie wiedziałem ile to kopa, ale niektóre odpowiedzi na pytania miażdżą.
Zastanawiam się jednak nad niektórymi pytaniami.
Po pierwsze- gotowanie jajek. Myślę że tu większości bez problemu robi się automatem wodę z mózgu i ludzie odruchowo mnożą. Myślę że wielu magistrów by też poległo, może i magistrów ścisłowców też -zwłaszcza przed kamerą.
Po drugie - fizyk ze mnie żaden, pytanie do tutejszej transzy inżyniersko-ścisłej: czy aby nie jest tak (dzieląc włos na czworo), że jeśli jedno jajko gotuje się 3 minuty, to dwa jajka w tej samej objętości wody (wydaje mi się że tak jakoś milcząco to właśnie się zakłada), nie gotują się aby ciutkę dłużej? Oczywiście nie 6 minut, ale parę sekund ponad 3 minuty? Nie wiem, pytam tutejszych znawców- oczywiście tak nieco przy okazji, bo wiem że nie to było intencją w linkowanym materiale.
Po drugie, to jest oczywiście też dzielenie włosa na czworo, mam zawsze pewną wątpliwość gdy ktoś szafuje pojęciem "cięższe" - tak naprawdę, w moim skromnym mniemaniu, gościowi bardzie chodziło o to co ma większą masę niż o to co jest cięższe (a nie jest to samo). I znowu, na poziomie o którym chodziło w tych pytaniach, wiadomo jaka jest odpowiedź, a ja się z kolei zastanawiam, czy w porównywaniu "ciężaru" (rozumianego wektorowo) nie mają aby znaczenia że realne wymiary kilograma kamieni versus kilograma pierza (to chyba dość duża paczka: kilogram pierza) - i teraz czy "ciężar" w sensie wektora dotyczy jakiegoś konkretnego punktu tej "paczki pierza" (środka ciężkości?) czy nie? W drugim przypadku, jakaś mikroskopijnie minimalna różnica ciężaru (w przeciwieństwie do masy) między małą "paczką kamieni" a dużą "paczką pierza" by była, prawda? Nie wiem, fizykę miałem dawno, definicje a zwłaszcza takie szczegóły jak to gdzie "przyczepia" się wektor ciężaru, umknęły mi. Skoro to wektor, to zapewne do punktu. Jeśli do punktu, to tak mi do głowy przyszło, że to będzie środek ciężkości. No to jeśli środek ciężkości, to jeśli mamy dane kilo kamieni i kilo pierza, no to jeśli oba spoczywają na np, ławie, to środek ciężkości kila pierza będzie trochę wyżej jednak - więc chyba jednak mikroskopijnie inny ciężar pierza będzie, bo g będzie mikroskopijnie, maciupeńko, tyciko - inne.
Profesor etyki, nowy feletonista POLITYKI. Mefi oczyywiście, że "naziol" (patrz wywody o "nowomowie" i języku made in Salon24). Facet jest kontrowersyjny, ale ma cenny zwyczaj nazywania pewnych rzeczy po imieniu, szczególnie tych w odniesieniu do których większość publiczności stwierdza tak - "co prawda rzecz jest do dupy, ale ta dupa jest znana i lepiej jej nie ruszać".Basia Z. pisze:Nie wiem kto to jest Hartman (może coś tracę ?).
Ja uważam, że facet ma dużo racji, bo:
- kto po studiach humanistycznych i podobnych choć raz w życiu wyliczał dwumian do kwadratu (a to jest stosunkowo najprostsze);
- kto z kolei panów po Politechnika, Szkołach Rolniczych itp. pamięta jeszcze cokolwiek o wojanach punickich? No chyba. ze pojechał grzać tyłek na plaży w Tunezji i wydał parę euro na wycieczkę fakultatywną do ruin Kartaginy. Jeśli telewizja nie wyświetli o czymś filmu fabularnego to nikt nic nie i dupa zimna.
Czy jest takie ważne wiedzieć, że bitttwa pod Grunwaldem była akurat w 1410 roku? Nieważne. Natomiast warto wiedzieć, że świat się zmieniał i co jeszcze ważniejsze, dlaczego się zmieniał. Rewolucja październikowa narobiła strasznego gnoju ale dlaczego do niej doszło? O tym w szkole się nie uczy a jeśli nawet to ogólnikowo, po łebkacj o skrótami myślowymi.
Taka jest prawda.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Trzeba by kucharza spytać....komorfil pisze:Po drugie - fizyk ze mnie żaden, pytanie do tutejszej transzy inżyniersko-ścisłej: czy aby nie jest tak (dzieląc włos na czworo), że jeśli jedno jajko gotuje się 3 minuty, to dwa jajka w tej samej objętości wody (wydaje mi się że tak jakoś milcząco to właśnie się zakłada), nie gotują się aby ciutkę dłużej? Oczywiście nie 6 minut, ale parę sekund ponad 3 minuty? Nie wiem, pytam tutejszych znawców- oczywiście tak nieco przy okazji, bo wiem że nie to było intencją w linkowanym materiale.
...a tak serio, to jak włożysz je do zimnej wody, to od zagotowania licząc nie jest ważne, czy to będzie jedno jajko, czy sto - czas będzie ten sam. Dłuższe tylko będzie dojście do zagotowania, przy większej ilości jajek, bo i wody w garnku będzie więcej
Na jednakowej szerokości geograficznej i na jednakowej odległości od środka ziemi przy jednakowych warunkach atmosferycznych nie ma znaczenia, można operować słowem ciężar - będzie poprawnie.komorfil pisze:chodziło o to co ma większą masę niż o to co jest cięższe (a nie jest to samo)
w stosunku do kilograma różnica mieszcząca się w granicach błędu pomiarowego - pomijalna...., a w ogóle to już filozofia.komorfil pisze: no to jeśli oba spoczywają na np, ławie, to środek ciężkości kila pierza będzie trochę wyżej jednak
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Ostatnio jestem łagodny jak baranek, ale to może być stan przejściowy, a jak przejdzie, to, kuźwa, bywam niemiły. No i przypominam bajeczkę o lwie i zajączku.krzymul pisze:....no i Ci nie wyszło, do tego trzeba mistrza....
Albo to - zajączek szedł przez las i wyśpiewywał - "poluję na misie" a wtedy miś wyszedł z zarośli a wtedy zajączek - "popieprzyło mi się".
Aha - wg ostatnich badań biblistów nastąpiła pomyłka w tłumaczeniu na grecki jednego przykazania - zamiast "nie cudzołóż" ma bać "nie krzymul". Kurde, dlaczego dopiero teraz to odkryli a nie 50 lat temu.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
kurde, tu nie chodzi o to by po 30 latach pamiętać wszytkie fakty ze szkoły bo to niemożliwe. Wiedza z głowy ulatuje, ale żeby mogła ulecieć częsciowo musi w tej głowie być. Jesli ktoś będzie te wojny punickie wałkował to po 30 latach nie bedzie znał szczegółó, ale będzie wiedział chodzić kto z kim i mniej wiecej kiedy.
Po drugie - wątpię by 15latek dokłądnie wiedział coc che robić w życiu, ja nie wiedziałem na przykład a do klasy mat-fiz poszedłem dlatego, że z tego byłem dobry i mnie to w miarę rajcowało. Ale już na studia informatyczne poszedłem wyłącznie z wyrachowania, jakiejś wielkiej pasji w tym nie miałem - gdybym miał pójśc za głosem serca to poszedłbym na geografię lub dziennikarstwo.
I tyle. Wiedza by została musi być przyswajana - po to chociażby uczy się z pozoru niesitonych szczegółów by ogół który je spaja się lepiej utrwalił.
Po drugie - wątpię by 15latek dokłądnie wiedział coc che robić w życiu, ja nie wiedziałem na przykład a do klasy mat-fiz poszedłem dlatego, że z tego byłem dobry i mnie to w miarę rajcowało. Ale już na studia informatyczne poszedłem wyłącznie z wyrachowania, jakiejś wielkiej pasji w tym nie miałem - gdybym miał pójśc za głosem serca to poszedłbym na geografię lub dziennikarstwo.
I tyle. Wiedza by została musi być przyswajana - po to chociażby uczy się z pozoru niesitonych szczegółów by ogół który je spaja się lepiej utrwalił.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Poczytaj Hartmana. Facet doskonale wie, że przejaskrawia i niełatwo cokolwiek zmienić. Ale nasza szkoła to nadal model ukształtowany w zaborze pruskim i rosyjskim. Choćby z powodu upływu czasu się przeżył. A rzecz głównie w tym nie "co wykładać" ale "jak wykładać". Jak gówniarz wyrecytuje, że bitwa pod Grunwaldem była w 1410 to jest git i dostaje piątkę. Ale jak go zapytać o schyłek średniowiecza, w tym również w sferze mitarnej i jakie tego były skutki to nie wie nic bo "pan nie powidział". A pan nie powiedział bo albo jest tępy albo leniwy. No i mamy Cwierćinteligenta z piątką
Jestem gorszego sortu...
Chyba, że naczynie będzie na tyle małe, że jajka będą się ze sobą stykać, wtedy czas potrzebny na ugotowanie tych jajek będzie ociupinkę dłuższykrzymul pisze:...a tak serio, to jak włożysz je do zimnej wody, to od zagotowania licząc nie jest ważne, czy to będzie jedno jajko, czy sto - czas będzie ten sam.
Szkoła to beznadzieja...
Ostatnio rozmawiałem o tym z kumplem. On twierdzi, ze powinniśmy mieć całkiem specjalizowaną naukę od samego początku. Ja tak nie uważam.
Jest wiele aspektów moim zdaniem parę z nich:
1. Nauczyciele są kiepscy. Żeby mieć pomysł i charyzmę do uczenia ludzi trzeba być wybitną osobistością, a w rzeczywistości jest raczej odwrotnie. Na matmie specjalność nauczycielską wybierały te osoby co to ledwo doczołgały się do środka studiów.
Szablonowe myślenie, brak otwartości niszczą umysły młodych ludzi i zrażają do szkoły i nauki.
2. Jakoś tak dziwnie wyszło, ze znalazłem się w technikum i to niestety miało pewne reperkusje. Jako, ze poziom był mizerny nie uczyłem się nic i przez to odkryłem na studiach, ze zatraciłem umiejętność uczenia się na pamięć. Nigdy wcześniej nie miałem z tym problemów. Łatwo wszystko zapamiętywałem, ale na studiach... Jeśli materiał do egzaminu nie był bardzo obszerny, to było ok, ale jeśli była to kobyła, to był dramat. Nawet na matmie trzeba czasami coś zapamiętać. Trzeba wiedzieć od czego zacząć, albo jakie przekształcenie zrobić. Jeżeli materiału było dużo, to miałem przechlapane. Tylko metoda skojarzeń pomagała.
Uczenie w szkole "rozbija umysł". Te miliony zapamietanych niepotrzebnych rzeczy sprawiają, że jesteśmy w stanie następnym razem wtłoczyć kolejne niepotrzebne rzeczy.
3. Z tysiąca tych rzeczy człowiek zapamięta dziesięć, ze stu, może jedną.
4. Brakuje mi w szkole badania predyspozycji. Gdybym wiedział to co wiem teraz nie poszedłbym na matmę. Człowiek takich wyborów dokonuje jednak w "głupim" wieku. Ja zwyczajnie nie jestem matematykiem w takim ścisłym sensie. Ja mam zdolności techniczne i tylko dzięki umiejętności dostrzegania analogii z tej matmy jestem dobry. Zatem moje zdolnosci techniczne nie zostaną już prawdopodobnie wykorzystane w takim stopniu jak powinny, a szkoda.
5. Widzę, ze brakuje w szkole zajęć rozwijających zdolności fizyczno-technicznych. Ludzie nie radzą sobie z najprostszymi problemami w życiu. Dramat pojawia się gdy coś się w domu zepsuje i trzeba to naprawić. To są bardzo praktyczne umiejętności.
6. Z drugiej strony nie wiem czy nie powinno się zwyczajnie w prost powiedzieć: oni po prostu i tak z tego nic nie zrozumieją, to po co się męczyć. Pewne osoby mają możliwość zaczajenia pewnych faktów, a inni nie. Uczenie na siłę kogoś całek jest kretyństwem i prowadzi do równania w dół.
Ostatnio rozmawiałem o tym z kumplem. On twierdzi, ze powinniśmy mieć całkiem specjalizowaną naukę od samego początku. Ja tak nie uważam.
Jest wiele aspektów moim zdaniem parę z nich:
1. Nauczyciele są kiepscy. Żeby mieć pomysł i charyzmę do uczenia ludzi trzeba być wybitną osobistością, a w rzeczywistości jest raczej odwrotnie. Na matmie specjalność nauczycielską wybierały te osoby co to ledwo doczołgały się do środka studiów.
Szablonowe myślenie, brak otwartości niszczą umysły młodych ludzi i zrażają do szkoły i nauki.
2. Jakoś tak dziwnie wyszło, ze znalazłem się w technikum i to niestety miało pewne reperkusje. Jako, ze poziom był mizerny nie uczyłem się nic i przez to odkryłem na studiach, ze zatraciłem umiejętność uczenia się na pamięć. Nigdy wcześniej nie miałem z tym problemów. Łatwo wszystko zapamiętywałem, ale na studiach... Jeśli materiał do egzaminu nie był bardzo obszerny, to było ok, ale jeśli była to kobyła, to był dramat. Nawet na matmie trzeba czasami coś zapamiętać. Trzeba wiedzieć od czego zacząć, albo jakie przekształcenie zrobić. Jeżeli materiału było dużo, to miałem przechlapane. Tylko metoda skojarzeń pomagała.
Uczenie w szkole "rozbija umysł". Te miliony zapamietanych niepotrzebnych rzeczy sprawiają, że jesteśmy w stanie następnym razem wtłoczyć kolejne niepotrzebne rzeczy.
3. Z tysiąca tych rzeczy człowiek zapamięta dziesięć, ze stu, może jedną.
4. Brakuje mi w szkole badania predyspozycji. Gdybym wiedział to co wiem teraz nie poszedłbym na matmę. Człowiek takich wyborów dokonuje jednak w "głupim" wieku. Ja zwyczajnie nie jestem matematykiem w takim ścisłym sensie. Ja mam zdolności techniczne i tylko dzięki umiejętności dostrzegania analogii z tej matmy jestem dobry. Zatem moje zdolnosci techniczne nie zostaną już prawdopodobnie wykorzystane w takim stopniu jak powinny, a szkoda.
5. Widzę, ze brakuje w szkole zajęć rozwijających zdolności fizyczno-technicznych. Ludzie nie radzą sobie z najprostszymi problemami w życiu. Dramat pojawia się gdy coś się w domu zepsuje i trzeba to naprawić. To są bardzo praktyczne umiejętności.
6. Z drugiej strony nie wiem czy nie powinno się zwyczajnie w prost powiedzieć: oni po prostu i tak z tego nic nie zrozumieją, to po co się męczyć. Pewne osoby mają możliwość zaczajenia pewnych faktów, a inni nie. Uczenie na siłę kogoś całek jest kretyństwem i prowadzi do równania w dół.
Sam chodziłem do szkoły i moje dzieci chodziły do szkoły, więc nie mam trudności ze stwierdzeniem, że poziom nauczania się bardzo obniżył.
Nauczyciel, aby uczyć czegoś, wystarczy, że skończy kurs dokształcający. czyli magister biologii po kursie uczy fizyki, a w klasach młodszych, gdzie wszystkie te zagadnienia obejmuje przedmiot zwany "przyrodą" - nawet bez kursu.
Programy są skrajnie chaotyczne, nic nie wynika z niczego, a głównie chodzi o to, by dziecko kupiło mnóstwo zmienianych co roku drogich podręczników, ćwiczeń i zbiorów wiedzy wszelakiej, by księgarz mógł odpalić koryfeuszom wiedzy działkę oraz o to, by zbijać kabzę na drogich i wolnych od podatku korepetycjach.
Przykład - moje dziecko na 3 pierwszych, kolejnych lekcjach "przyrody" w szkole podstawowej miało podstawy genetyki, budowę amperomierza i wycieczkę, by oglądać ptaszki.
Istnieje przedmiot "język polski" , na którym wałkuje się na okrągło Mickiewicza i grafomankę-Konopnicką, a nikt nie ma pojęcia o literaturze światowej. Istnieje kuriozalny przedmiot "prace ręczne" na którym nic nie potrafiąca pani przekazuje uczniom swoją indolencję. Istnieje matematyka służąca głównie obliczaniu procentów od lokat tak, jakby ktoś po skończeniu polskiej szkoły miał coś zarabiać. Istnieje informatyka, służąca wyśmiewaniu przez uczniów gaf i pomyłek pana katechety lub chemicy, którzy po kursie uczą tego przedmiotu.
Nauczyciele zamiast uczyć - realizują programy, zamiast przygotować się do lekcji - piszą konspekty. Uczniowie zamiast rozumienia zagadnień uczą się rozumienia kluczy, zamiast swobody wypowiedzi rozwiązują łamigłówki, by w 347 słowach, 12 zdaniach prostych, 7 złozonych podrzędnie i 5 współrzędnie odgadnąć, co myślął autor pytania, że myślał autor tekstu.
Przepraszam nauczycieli z powołania, mądrych i zaangażowanych, ale muszę Was zmartwić - przy tej selekcji negatywnej w polskich szkołach pod patronatem ZNP i kolejnych ministrów - głupków i tak niczego nie osiągniecie.
Ps
Janku, ja skończyłem dobre liceum i nie najgorsze studia techniczne. I dlatego pracowałem z powodzeniem na wielu stanowiskach, wiem również bardzo wiele o wojnach punickich tak, jak o mnóstwie innych, do zarabiania obecnie pieniędzy niepotrzebnych - rzeczy. Ale gdybym musiał n.p. uczyć historii, to bym sobie doskonale poradził, zarówno jeśli chodzi o materię przedmiotu, jak i o postępowanie z trudną młodzieżą. Właśnie dlatego potrzebne jest wykształcenie ogólne, bo, jak napisała Basia, wszystko wynika ze wszystkiego, poza tym nigdy nie wiesz, gdzie rzuci cię los
Nauczyciel, aby uczyć czegoś, wystarczy, że skończy kurs dokształcający. czyli magister biologii po kursie uczy fizyki, a w klasach młodszych, gdzie wszystkie te zagadnienia obejmuje przedmiot zwany "przyrodą" - nawet bez kursu.
Programy są skrajnie chaotyczne, nic nie wynika z niczego, a głównie chodzi o to, by dziecko kupiło mnóstwo zmienianych co roku drogich podręczników, ćwiczeń i zbiorów wiedzy wszelakiej, by księgarz mógł odpalić koryfeuszom wiedzy działkę oraz o to, by zbijać kabzę na drogich i wolnych od podatku korepetycjach.
Przykład - moje dziecko na 3 pierwszych, kolejnych lekcjach "przyrody" w szkole podstawowej miało podstawy genetyki, budowę amperomierza i wycieczkę, by oglądać ptaszki.
Istnieje przedmiot "język polski" , na którym wałkuje się na okrągło Mickiewicza i grafomankę-Konopnicką, a nikt nie ma pojęcia o literaturze światowej. Istnieje kuriozalny przedmiot "prace ręczne" na którym nic nie potrafiąca pani przekazuje uczniom swoją indolencję. Istnieje matematyka służąca głównie obliczaniu procentów od lokat tak, jakby ktoś po skończeniu polskiej szkoły miał coś zarabiać. Istnieje informatyka, służąca wyśmiewaniu przez uczniów gaf i pomyłek pana katechety lub chemicy, którzy po kursie uczą tego przedmiotu.
Nauczyciele zamiast uczyć - realizują programy, zamiast przygotować się do lekcji - piszą konspekty. Uczniowie zamiast rozumienia zagadnień uczą się rozumienia kluczy, zamiast swobody wypowiedzi rozwiązują łamigłówki, by w 347 słowach, 12 zdaniach prostych, 7 złozonych podrzędnie i 5 współrzędnie odgadnąć, co myślął autor pytania, że myślał autor tekstu.
Przepraszam nauczycieli z powołania, mądrych i zaangażowanych, ale muszę Was zmartwić - przy tej selekcji negatywnej w polskich szkołach pod patronatem ZNP i kolejnych ministrów - głupków i tak niczego nie osiągniecie.
Ps
Janku, ja skończyłem dobre liceum i nie najgorsze studia techniczne. I dlatego pracowałem z powodzeniem na wielu stanowiskach, wiem również bardzo wiele o wojnach punickich tak, jak o mnóstwie innych, do zarabiania obecnie pieniędzy niepotrzebnych - rzeczy. Ale gdybym musiał n.p. uczyć historii, to bym sobie doskonale poradził, zarówno jeśli chodzi o materię przedmiotu, jak i o postępowanie z trudną młodzieżą. Właśnie dlatego potrzebne jest wykształcenie ogólne, bo, jak napisała Basia, wszystko wynika ze wszystkiego, poza tym nigdy nie wiesz, gdzie rzuci cię los
Ostatnio zmieniony wt 14 maja, 2013 przez dagomar, łącznie zmieniany 2 razy.
luknij na moje panoramy i galerie
JaJanek pisze: - kto z kolei panów po Politechnika, Szkołach Rolniczych itp. pamięta jeszcze cokolwiek o wojanach punickich?
Ale ale ja nie jestem panem
Ale tak w czasie wycieczek które prowadzę dość często zaskakuję ludzi swoją wiedzą humanistyczną (ogólną), a tym bardziej się dziwią kiedy się dowiadują, że skończyłam matematykę
Ale to po pierwsze kwestia wychowania - u mnie w domu książki stały na wszystkich możliwych półkach i się je czytało. Zresztą moje dzieci też cały czas bardzo dużo czytają, a Michał nawet dla własnej przyjemności postudiował rok filozofię.
Natomiast faktem jest, że ludzie w czasie studiów lub po studiach, wszyscy po maturze, którzy zapisują się na kurs przewodnicki na którym już z założenia wymagana jest wiedza historyczna na poziomie matury tej wiedzy praktycznie wcale nie posiadają.
I potem jest problem bo my im opowiadamy o bardziej szczegółowej historii Śląska, Beskidów, a oni np. nie wiedzą kto to byli Husyci.
edit: - po przeczytaniu tego co napisał Dagomar.
Szkoła uczy faktów i to tak jakby w rozbiciu na kawałki. osobno historia, osobno literatura.
A przecież historia to jest proces w którym coś z czegoś nieustannie wynika. A właściwie nie jeden proces a węzeł powiązanych ze sobą procesów.
W szkole średniej historii nie cierpiałam, chociaż miałam nawet niezłą nauczycielkę (która wbiła mi coś do głowy), bo dla mnie historia nie była nauką "logiczną". Dopiero mając już dwadzieścia parę lat na kursie przewodnickim (i jednocześnie studiując matematykę) odkryłam, że te fakty, które zapamiętałam da się ze sobą logicznie powiązać !
I to było dla mnie odkrycie !
To że w Polsce w takim konkretnym okresie była taka a nie inna moda literacka, w dużej mierze wynikało z wydarzeń historycznych, np. klęsk kolejnych powstań.
Dlaczego tego nie uczy się w szkole ?




