No i dylemat ...co robić ? ….
Za wyjazdem przemawia właśnie ta ładna pogoda oraz okres przed baaardzo długim weekendem kiedy z pewnością pół miliona ludzi popędzi do Zakopanego i żegnaj uciecho oglądania nie rozdeptanych krokusów w ciszy i spokoju.
Wielki plus hm....tylko ta niepewność – czy będzie co oglądać
Ponieważ była piękna pogoda zaraz po przyjeździe pojechaliśmy do Kościeliskiej z zamiarem odwiedzenia Smreczyńskiego Stawu.....a tam - niespodzianka...
Cały szlak w rozmiękłym śniegu podlanym obficie wodą....makabra. W dodatku przy bacówce śniegowe pola zamiast krokusowych.....no ładnie....aleśmy się wybrali
1.

Doszliśmy do Polany Pisanej i tam małżonek stwierdził że może zajrzymy pod Jaskinię Mylną...na pewno będzie wytopiony śnieg a widoki stamtąd przednie.
Początek szlaku w śniegu ale miałam nadzieję że dalej będzie sucho.
Niestety – do samej Mylnej grubo i biało - w niektórych miejscach zalodzone. Szczerze mówiąc miałam nerwy że tak lezę bezmyślnie za moim panem, który wyrwał do góry nie oglądając się na moją biedną osobę ….
Obiecałam sobie, że jak go dogonię, to dostanie za swoje, ale kiedy już wturlałam się pod tą Mylną i zobaczyłam panoramę – wszystkie trudności poszły w niepamięć i mu się z tego tytułu upiekło
Pod Mylną same dziury a w nich lodowe stalagmity.
2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.

Dopiero do Raptawickiej szlak był suchy.
Posiedzieliśmy tam samiusieńcy dłużej i stwierdziliśmy, że dalej nie pójdziemy po tej rozciapanej śniegowej bryi.
Widokowego bóla tu zaspokoiłam całkowicie.
9.

10.

Na drugi dzień poszliśmy na Kalatówki zobaczyć jak się tam sprawy krokusowe mają.
Nieciekawie.... cała polana w śniegu - tylko kilka „krokusowych placków”.
Od strony Suchego Żlebu większe okwitnięte poletko.
11.

12.

Oczywiście poniosło nas jeszcze na Kondratową gdzie pełnia zimy, ale bardzo ciepło - co niektórzy wykorzystywali do wygrzania i opalania swoich zmarzniętych, bladych po zimie ciał.
13.

14.

15.

Kolejny dzień – sobota - był pochmurny ale bez deszczu, więc zrobiliśmy sobie spacer po Zakopanem i Drogą na Wierch obejrzeć panoramę na Tatry. Choć szczyty były schowane w chmurach – widoki tam przy ładnej pogodzie z pewnością piękne.
Niestety zapomniałam zabrać aparatu....mała strata
A w niedzielę znów piękne słoneczko więc pojechaliśmy na Rusinową Polanę .
Przy tych rozmiękłych szlakach dość ciężko się chodzi, dlatego odpuściliśmy jakieś dalsze wycieczki.
A tu też można posiedzieć i odpocząć w pięknej scenerii.
No i jak było do przewidzenia – na samej Rusince się nie skończyło.
16.

17.

18.

W poniedziałek miało być równie słonecznie , zaplanowałam wycieczkę na Polanę Chochołowską – na krokusy oczywiście.
Kilka samochodów na parkingu ale szlak zupełnie zimowy.
Dziewczyna obsługująca parking mówiła że wczoraj była MASAKRA.
Od Polany Huciska założyłam raczki.
Tam pełnia zimy, krokusów ani śladu.
19.

Na polanie pustki i miłe zaskoczenie - całe kwitnące krokusowe pola, śniegu niewiele.......sielanka
20.

21.

Posiedzieliśmy dość długo i poniosło nas na Grzesia.
22.

23.

24.

25.

Powrót był jeszcze gorszy niż rano. Na szlak wyjechały jakieś spychary, które rozrzuciły śnieg z poboczy na środek drog, czyniąc ją iście hardkorową do przebycia
Buty – mimo membrany – przemokły mi dokumentnie i tylko dzięki kijkom przedarłam się jakoś przez te zwały mokrego śniegu.
Widocznie przygotowywali drogę pod tłumy na długi weekend żeby mogła kolejka Rakoń jeździć, bo w tych warunkach nie było o tym mowy ...
A dziś te kilka wracających osób jakoś sobie poradzi
Nie było wyjścia - musiały.
W następnym dniu Nosal - bo blisko i nisko, widoki bardzo ładne, droga sucha, bez rozciapanego śniegu.
W dodatku gorąco jak w lato. Można było posiedzieć na szczycie – pustym oczywiście....pełny relaks w ciszy i spokoju.
Ponieważ dojrzeliśmy przez lornetkę że na Kalatówkach dużo więcej „krokusowych placków”, więc poszliśmy tam zajrzeć.
Faktycznie, sporo więcej śniegu stopniało i zakwitły świeże dorodne krokusy.
26.

Ponieważ małżonek miał w czwartek wyznaczoną pilną wizytę u lekarza musieliśmy w środę wracać, ale żeby nie stracić pięknego dnia – dopiero późnym południem.
Rano poszłam sama oczywiście na Kalatówki, gdzie w tym cudnym, cichutkim otoczeniu siedziałam bite cztery godziny......
No w końcu przyjechałam NA KROKUSY.
Musiałam się nacieszyć do syta ich widokiem, bo z początku nie było to takie pewne i nawet myślałam o ponownym przyjeździe kilka dni później.
Na szczęście udało się zaspokoić tego głoda i cała zadowolona mogłam wracać do domu.
Na szlaku spotkałam małżeństwo i jak zwykle kilka słów z nimi zamieniłam na temat pięknej pogody i widoków z Kalatówek. Szliśmy razem aż do polany i cały czas byłam ewangelizowana przez pana który każdy poruszony wątek sprowadzał do wykładu o Królestwie Niebieskim na Ziemi które wkrótce nastąpi
Jak się okazało Ci państwo byli wyznawcami Świadków Jehowy , a ja – ponieważ jestem starej daty i dobrze wychowana więc jakoś to cierpliwie zniosłam
Po dojściu na polanę powiedziałam że widoki będę kontemplować w samotności, dostałam na odchodne broszurkę - oczywiście o Królestwie Niebieskim - i z wielką ulgą poszłam w swoją stronę
27.

28.

29.

30.

31.

32.

33.

34.

35.

Pisałam, że wyżebram od mojego Anioła Stróża kilka słonecznych dni przed długim weekendem )).
Wysłuchał moich próśb i pięknie się sprawił.
Więcej krokusów tu :
viewtopic.php?p=231687#231687
Ala
Jeszcze kilka panoramek.
Spod Jaskimi Raptawickiej

Z Polany Kalatówki

Z Rusinowej Polany

Z Przełęczy Bobrowieckiej

Z Nosala






