tak zwany długi weekend

Rozmowy na dowolny temat, niekoniecznie górski... :)
świster

-#6
Posty: 1981
Rejestracja: śr 05 mar, 2008

Post autor: świster »

Janek pisze:Hmm, równie dobrze mogłoby być tak:
Tylko, że branie nadgodziń jest jednoznaczne z ogranieczenie czasu spędzanego z dziećmi, a w góry to z tymi dziećmi można jednak jechać ;)
komorfil pisze:nie ma reguł.
Czyli różnie bywa, może przespać w nocy na dyżurze 8h "czekając na dzwonek" lub być na nogach 24h/dobę.
Jednak nie chciałbym być pacjentem Twojego znajomego lekarza 5 maja.
komorfil pisze:Więc dziecko nie mogło "kupić" godziny jej pracy, bo w puli rodziny nie przybyłoby 10 złotych- to było 10 zł już uprzednio przez nią zarobione.
Mogło dostać od dziadka 7zł na lody i zamiast je kupować odłożyć :think:
Ale mniejsza z tym, chodzi o przesłanie. Może dziecko zamiast samotnie jeździć na nowym rowerze, woli na starym ale z tatą?
Czy bez nadgodzin najważniejsze potrzeby finansowe są zaspokojone?
komorfil pisze:Tak, zasadniczo nie można równocześnie iść do pracy i mieć czasu wolnego.
A zbyt duża liczba nagdodzin (zwłaszcza przy katorżniczej pracy) może zamienić lekarza w pacjenta na rencie.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Jak się licytujemy to ja też.
Też pracuję w długi weekend, prowadzę wycieczkę, a nawet dwie wycieczki - jutro "jednodniówkę" do Chochołowskiej, a od wtorku do soboty 4-dniowy wyjazd w Bieszczady i do Lwowa.
Niestety z normalnej "urzędniczej" pensji też mi nie wystarcza na utrzymanie rodziny, spłatę kredytu za mieszkanie itd. Muszę dorabiać.
Teraz jest sezon, więc trzeba to wykorzystać.
Poświęcam na to zwój normalny "taryfowy" urlop.
Jedno szczęście, że uwielbiam robić to co robię.

Kiedy miałam małe dzieci to nie prowadziłam tyle wycieczek, a jeżeli już coś prowadziłam (np. wyjazdy kursowe, za które nie dostaję wynagrodzenia) - to zabierałam ich ze sobą.
Teraz bardzo miło wspominają te wyjazdy.
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Żabi Koń pisze:A może to już czas na psychoterapeutę?
nad sobą się zastanawiasz?
nie znam Cię, ale intuicyjnie- sądzę, że jeszcze nie wymagasz.

Za to na próbę refleksji nad swoim sposobem odbioru świata- na pewno czas (piszę na podstawie lektury licznych postów).

Pozdrawiam.
gb pisze:Mimo wszystko - przy fatalnym stanie - zwłaszcza organizacyjnym - polskiej służby zdrowia,
miałem ostatnio wgląd w aktualne raporty oceniające systemy może nie tyle służby (gdzie masz napisane, że to służba?) co ochrony zdrowia w różnych krajach Europy.
Żaden z nich nie był robiony przez Polaków.
Wypadamy raczej w środku stawki (pod względem m.in. dostępności - tak!).
Finansowanie - zdecydowanie dół tabeli.
Wnioski- nikt nie twierdzi że jest rewelacyjnie, ale biorąc wagę finansowania, jest przyzwoicie.
Najlepiej notowana Holandia (nie nowina) właśnie wprowadzała pewne rozwiązania które u nas są i działają od 12 lat. Przykłady można mnożyć. Oczywiście globalnie do Holandii nam daleko, nie mam złudzeń.
Ale jeśli w Polsce jest "fatalnie", to "bardzo dobrze" nie ma nigdzie!!!
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Post autor: Janek »

komorfil pisze:to "bardzo dobrze" nie ma nigdzie!!!
Problem w tym, że postęp naukowy, który na innych obszarach naogół obniża koszty w przypadku ochrony zdrowia je podwyższa przez rozszerzanie zakresu możliwości. Czasy triady - aspiryna, jodyna, rycyna - oraz pana doktora z małym skórzanym kuferkiem, w którym miał prawie wszystko co trzeba do leczenia minęły bezpowrotnie

Ja tą triadę nie tyle pamiętam co znam z opowiadania, młodzi nie i w związku z tym tak trudno im zrozumieć.

Aby "ugórzyć" ten wątek napiszę, że Stanisławski i towarzysze chadzali w góry z konopną liną, stalowymi hakami, młotkiem i mało wyrafinowanymi konstrukcyjnie karabinkami. W zimie dochodził czekan, raki (koń by się z nich uśmiał) rakiety i foki, wszysko nader proste. Specjalnych ciuchów praktycznie nie było, poza tzw. anorakiem, w zimie to samo tylko cieplejsze. Kosztowało to niewiele. A teraz niejeden górołaz zgromadził dobra, w sumie warte co niejeden niezły używany samochód. A wyniki ma... proszę zarzeć do WHP w porównaniu z Stanisławskim i innymi - no spuścmy zasłonę milczenia. Proporcji do medycyny to raczej nie ma.

Tak mi czasami takie różne myśli przychodzą do głowy. Pewnie starcza demencja.
Jestem gorszego sortu...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Janek pisze:A teraz niejeden górołaz zgromadził dobra, w sumie warte co niejeden niezły używany samochód. A wyniki ma... proszę zarzeć do WHP w porównaniu z Stanisławskim i innymi - no spuścmy zasłonę milczenia
niejeden górołaz współczesny ma słabe wyniki, ale nie opowiadaj że poziom odniesienia obecnie nadal wyznaczają górołazi wzmiankowani w WHP.
Ja wiem że obecne rekordy, te prawie w dobie mieszczące się wyjścia na ośmiotysięczniki (z zejściem), te uklasycznione drogi na których wydawałoby się człowiek nie ma czego szukać (wydawałoby się - kilometr pionu litej skały) itd - są zdobywane także dzięki rozwojowi sprzętu i dzięki rozwojowi know-how, ale to jednak nie jest ten poziom co wtedy.
Nie żebym się znał, ale jednak - przy całym moim nastawieniu paranoidalnym do świata - wierzę że jednak jest tak, że absolutne ekstrema skali z WHP to teraz jest pewnie dolny środek obecnych skal, a ekstrema obecnych skal też są zdobywane przez ludzi.
Inaczej - żeby nawiązać do paranoi, prędzej wierzę że współcześni wspinacze pokonują drogi 2-3 razy trudniejsze niż dawniej (cokolwiek by nie znaczyło 2 czy 3 razy), niż w to że człowiek stanął na Księżycu. Przy czym nie jest tak, że w to ostatnie nie wierzę.
Bardziej wątpię w człowieka na Księżycu, niż w dobowe wyjście i zejście solo z ośmiotysięcznika (wiem że jest taki rekord, nie pamiętam której góry konkretnie dotyczy). Oba wyczyny są dla mnie niesprawdzalne, ale w drugi wierzę bardziej.
Czemu tak? Nie wiem.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Re: tak zwany długi weekend

Post autor: andy67 »

komorfil pisze:Kilka miesięcy temu:
Andy pisze:
komorfil napisał/a: katorżnicza praca lekarzy

To się nazywa "pojechać po bandzie" :D :D :D
Oto realny, nie zmyślony, grafik pewnego lekarza na najbliższe dni.
Mój - wygląda tylko trochę lepiej:

27.04 dyżur całodobowy w szpitalu
28.04 dyżur 12 godzinny w ambulatorium
29.04 dyżur całodobowy w szpitalu
30.04 praca 8 godzin w przychodni
01.05 dyżur całodobowy w ambulatorium
02.05 dyżur 16 godzinny w szpitalu
03.05 dyżur 12 godzinny w ambulatorium
04.05 dyżur całodobowy w ambulatorium
05.05 dyżur 12 godzinny w ambulatorium

Zapewniam, że nie żadne ekstremum, cytuję, bo jest to rzetelne, tzw. samo życie, bez snucia fantasmagorii.

Rozumiem, że nie wyczerpuje to dosłownego, literalnego znaczenia słowa "katorżniczy", to prawda. Czy nie wyczerpuje znaczenia przenośnego, dostosowanego do kontekstu naszego miejsca i naszych czasów? Dyskusyjne.

Najspokojniejszego długiego weekendu Państwu życzę.
Jak przedstawisz "grafik" z całego roku panie katorżnik to pogadamy.
Każdemu jego Everest...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

andy67 pisze:Jak przedstawisz "grafik" z całego roku panie katorżnik to pogadamy.
Jak już to stwierdziłem kiedyś, w piętkę waćpan gonisz.

1. całego grafiku nie przedstawię bo to nie mój grafik, także - nie mam tyle czasu by go przedstawiać.
2. nie tytułuj mnie "katorżnik" bo określenie to przypisuję nie sobie, a "wielu lekarzom".
3. a gdyby okazało się, że roczny grafik jest zbliżony do powyższego fragmentu, to co, panie piękny? w stronę "katorżnictwa" czy dalej nie?
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

Janek ma rację, brak w tym ścisłości.

O co Ci chodzi?

Lekarz, to dziadować za parę tysiaków nie może to musi brać tysiące godzin żeby sąsiedzi nie śmiali się, ze jeździ pięcioletnim passatem?

Żeby nie było taki nauczyciel w Polsce zarabia jakieś 12 razy mniej niż w Luksemburgu pracując o 1/5 mniej czasu.

A jeśli chodzi o dzieci, to zgadam się ze Świsterem. Pieniądze pieniędzmi, ale bez przesady, dziecko musi znać rodziców. Moja żona teraz jest na bezrobociu, bo nie wyobrażamy sobie oddania dziecka do żłobka w wieku 6 miesięcy. Moja pensja starcza nam, ale gdy moja żona pracuje to zwyczajnie jest to ogromna finansowo różnica.

Znajomi przejedli 90% oszczędności gdy byli na naszym miejscu, ale nie żałują w ogóle.
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

Żabi Koń pisze:Janek ma rację, brak w tym ścisłości.
Janek często zarzucał brak ścisłości, lub zgoła takie nadinterpretowanie faktów, przepisów itp, że mógł praktycznie oskarżyć o wymyślanie- a potem nie raz się wycofywał.

O co Ci chodzi?
czy przeciętny wymiar pracy lekarza: czasowy, ale także związany z obciążeniem decyzyjnym, w określonych warunkach (tzn. wykładniczo rosnące wymagania przy niezwiększających się i co ważniejsze wyraźnie niskich zasobach osobowych, sprzętowych itp), w powiązaniu z jakością wynagrodzenia za powyższe, nie może być uznany za formę współczesnego "katorżnictwa" biorąc pod uwagę kontekst, punkt odniesienia (zatem jednak nie Ghanę, a np. Niemcy), i traktując to wyrażenie nieco, ale tylko nieco - metaforycznie.

Lekarz, to dziadować za parę tysiaków nie może to musi brać tysiące godzin żeby sąsiedzi nie śmiali się, ze jeździ pięcioletnim passatem?
kilkuletnim passatem to jeżdżą w miarę dobrze ustawieni lekarze.
przeceniasz nas pod względem materialnym - nie nowina.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

komorfil pisze:
andy67 pisze:Jak przedstawisz "grafik" z całego roku panie katorżnik to pogadamy.
Jak już to stwierdziłem kiedyś, w piętkę waćpan gonisz.

1. całego grafiku nie przedstawię bo to nie mój grafik, także - nie mam tyle czasu by go przedstawiać.
2. nie tytułuj mnie "katorżnik" bo określenie to przypisuję nie sobie, a "wielu lekarzom".
3. a gdyby okazało się, że roczny grafik jest zbliżony do powyższego fragmentu, to co, panie piękny? w stronę "katorżnictwa" czy dalej nie?
Mistrzu, skoro twój grafik jak twierdzisz, wygląda niewiele lepiej, to gdzie ja w takim razie "w piętkę gonię" ? Jasno z twojego marudzenia wynika, że jesteś jednym z tych "wielu lekarzy".

A "gdyby się okazało" to bym skomentował i tyle.

Ale że znów kręcisz to komentować nie bardzo jest co.
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

komorfil pisze:
kilkuletnim passatem to jeżdżą w miarę dobrze ustawieni lekarze.
przeceniasz nas pod względem materialnym - nie nowina.
A to co widzę pod przychodniami i szpitalami to własność mężów pielęgniarek zapewne ;-)
Każdemu jego Everest...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

andy67 pisze:A to co widzę pod przychodniami i szpitalami to własność mężów pielęgniarek zapewne ;-)
Andusiu, tam pacjenci też stają samochodami.
A tak w ogóle, to co tam widzisz? Co drugie Lamborghini?
Nie wierzę. Za dużo parkingów przychodni i szpitali widziałem.
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

komorfil pisze:
andy67 pisze:A to co widzę pod przychodniami i szpitalami to własność mężów pielęgniarek zapewne ;-)
Andusiu, tam pacjenci też stają samochodami.
A tak w ogóle, to co tam widzisz? Co drugie Lamborghini?
Nie wierzę. Za dużo parkingów przychodni i szpitali widziałem.
Mistrzu ciętej riposty - między Lambo a pięcioletnim Passatem jest całe mnóstwo całkiem porządnych aut, w sam raz dla katorżników.

Co do parkingów - zastawione są od samego rana, pewnie pacjentki-babcie emerytki/rencistki blokują złośliwie.
Każdemu jego Everest...
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

andy67 pisze:Co do parkingów - zastawione są od samego rana, pewnie pacjentki-babcie emerytki/rencistki blokują złośliwie.
Jeśli wg Ciebie jest to tzw. konstruktywny sposób prowadzenia dyskusji, to obawiam się że możemy się na nim nie spotkać. Za wysokie progi dla mnie.

Dobra:
1. mam II stopień specjalizacji i jestem w trakcie podspecjalizacji: mam 3 letnią KIA w kombi (auto rodzinne warte teraz może 45 000), na codzień jeżdżę wysłużonym acz niezawodnym Getzem wartym 10 000 zł. Nie mamy innych aut, żona jest też lekarzem z II stopniem specjalizacji

2. gastrolog, kierownik pracowni, wieloletni specjalista znany w całym mieście: KIA.

3. zastępca ordynatora oddziału ch. zakaźnych: 6 letni malutki Peugeot

4. specjalista II stopnia, ultrasonografista o uznanej renomie, nocnych dyżurów już bierze mało ale poza tym mało co z roboty wychodzi - 12 letni Citroen.

5. endokrynolog, pracuje w 5 miejscach, owszem bez nocy: 6 letnia corolla.


Dobra. Kojarzę 2 właścicieli Lexusów w Krakowie będących lekarzami.
Zapewne znajdzie się i 5 właścicieli paasatów, niech będzie że nowych.

Zechcesz wyprowadzić z tego jakąś syntezę, wniosek, abo co?
Awatar użytkownika
mefistofeles

-#10
Posty: 17204
Rejestracja: pt 25 cze, 2004
Lokalizacja: Inowrocław
Kontakt:

Post autor: mefistofeles »

mój długi weekend

1.05 - praca od 15 do 23 + dyżur pod telefonem do 7 rano
2.05 - j.w
3.05 - j.w
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
komorfil

-#5
Posty: 797
Rejestracja: sob 11 cze, 2005
Lokalizacja: Kraków

Post autor: komorfil »

mefistofeles pisze:mój długi weekend

1.05 - praca od 15 do 23 + dyżur pod telefonem do 7 rano
2.05 - j.w
3.05 - j.w

nadaje się towarzyszowi tytuł "podkatorżnik", do rozważenia "młodszy katorżnik kandydat".
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

No dobrze, żal mi Was... (tzn. lekarzy)
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

Żabi Koń pisze:No dobrze, żal mi Was... (tzn. lekarzy)
A mi ani trochę.

Narzekają odkąd pamiętam (czyli ponad 30 lat już będzie), a jednocześnie wciąż kolejne roczniki pchają się tłumnie na medycynę, i do tego często są to dzieci i wnuki lekarzy.

Albo więc narzekanie to ściema i zasłona dymna, albo na medycynę idą jacyś niespełna rozumu.

Sam nie wiem co lepsze :think: :D
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Jak zazwyczaj jestem zadowolona z wycieczek jakie prowadzę tak tym razem kicha. Program przeładowany, trudny do realizacji, niektórzy uczestnicy wyjątkowo wymagający, aby nie powiedzieć upierdliwi. Ogólnie dałam radę, przejechałam autokarem 2200 km, ale wróciłam bardzo zmęczona i całą niedzielę pozwoliłam sobie na leniuchowanie. A dziś z powrotem do pracy.
Najlepszy na świecie kurs przewodnicki :)
http://www.skpg.gliwice.pl/kurs/
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

andy67, to było moje dobre serce.
Ktoś prosi mnie żeby mu pomóc wejść do windy z ciężkim bagażem, to pomagam, jak ktoś przewraca się na chodniku, to pomagam, a jak ktoś chce zebym zapłakał nad jego losem, to płaczę... Tak mam... Dobre serce... Taka przypadłość... ;)
ODPOWIEDZ