Anna Czerwińska o Broad Peak
Anna Czerwińska o Broad Peak
Gzie jest braterstwo liny? - rozmowa z Anną Czerwińską (GW 06/07/kwietnia 2013)
.
- Partnera nie zostawia się, nawet jeśli jest bryłą lodu, mówiło się za moich czasów. Przydałoby się, by z młodymi ktoś porozmawiał o etyce. I o pokorze. Rozmowa z jedną z najwybitniejszych polskich himalaistek Anną Czerwińską
Pani Ania tłumaczy mi, jak trafić do jej domu. Nie chce słuchać, że mam w komórce GPS. Powtarza, bym uważał na oblodzonych schodach. Siadamy w pokoju całym w drewnie, dostaję herbatę. W rogu wiszą stare raki i czekan.
Pokój to górska skarbnica. Setki książek, gospodyni jest autorką kilkunastu z nich. Na ścianach czarno-białe fotografie. Na kanapie śpiwór. Pani Ania niedługo rusza do Nepalu i się pakuje.
13 lat temu jako druga Polka, po Wandzie Rutkiewicz, weszła na Mount Everest. Tym samym jako druga w Polsce, po Leszku Cichym, skompletowała Koronę Ziemi (czyli weszła na najwyższe szczyty wszystkich kontynentów). Zdobyła też siedem ośmiotysięczników. Wspinała się z Wandą Rutkiewicz, ale jej główną partnerką była Krystyna Palmowska. To z nimi i Ireną Kęsą w 1978 r. dokonała pierwszego zimowego przejścia trudnej, północnej ściany Matterhornu, alpejskiego szczytu, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie. 30 lat temu wraz z Palmowską szturmowała Broad Peak. Zatrzymała się na przedwierzchołku przekonana - podobnie jak Maciej Berbeka w 1988 r. - że wyżej nie ma nic.
Dominik Szczepański: Powiedziała pani: "Góry muszą wyrazić zgodę na to, co my w nich chcemy robić".
Anna Czerwińska: Bo to jest tak - przychodzimy pod górę, patrzymy na nią i próbujemy z nią współpracować. Nie jesteśmy żołnierzami, którzy przyjeżdżają podeptać szczyt, wyrwać zwycięstwo. Staram się odgadnąć, jak góra nas traktuje. Jeśli źle, jeśli są wypadki, to znaczy, że nas nie chce. Było parę takich gór w moim życiu. Robiły wszystko, żeby nikt na nie nie wszedł. A jeśli się udawało, to za straszną cenę. Przeważnie płaciło się życiem.
W 1983 r. była pani na Broad Peaku, szczyt wpuścił panią, ale też nabrał.
- Mnie się wydawało, że nie ma już nic wyżej niż Rocky Summit. Jak się patrzy stamtąd, to człowiek myśli, że jest na szczycie. Bo ten główny wierzchołek nie jest taki wybitny. To tylko 12 metrów wyżej, w odległości kilkuset metrów. Ja tam widziałam papierki, rolki filmów, ślady moczu. Berbece pięć lat później też się wydawało, że Rocky Summit jest najwyżej.
Które góry jeszcze pani nie chciały?
- K2 i Manaslu. Nie znaczy to, że nie mogę raz jeszcze spróbować, ale wtedy te góry pokazywały, że mnie nie chcą. Na Nangę Parbat pojechałyśmy w cztery kobitki: Wanda Rutkiewicz, Krystyna Palmowska, Dobrosława Miodowicz-Wolf i ja. Od początku góra wszystko nam utrudniała. Kuluarem sypały się kamienie, padał śnieg, zbocza były lawiniaste. Atak szczytowy też nie poszedł zgodnie z planem. Za drugim razem się udało, ale nie powinnyśmy były ryzykować. Góra nas nie chciała.
Czy w górach jest się skazanym tylko na siebie?
- Jestem indywidualistką, ale to nie znaczy, że nie widzę partnerów. Powinniśmy mieć świadomość, że na partnera trzeba patrzeć, by zapobiec nieszczęściu. Słyszałam, że ludzie wspinają się teraz samotnie, by nie brać odpowiedzialności za słabszych.
Wawrzyniec Żuławski powiedział, że nie opuszcza się partnera nawet wtedy, gdy jest już tylko bryłą lodu. Może aż tak się z tym nie identyfikuję, ale naprawdę partner może nam pomóc. A my jemu
Braterstwo liny?
- Moim zdaniem tego zabrakło na Broad Peaku. Nie chciałabym działać na wyprawach, podczas których ludzie nie dbają o siebie. Część uroku gór polega na tym, że robi się coś razem. Są słabości, niedociągnięcia, wszystko dociera się na bieżąco. Nikt nie zakłada, że osłabnie na 8 tys. m, ale... Czasem wystarczy słowo, poklepanie po ramieniu, wpięcie w poręczówki i słabnący odnajduje siłę, by iść. Często ratujemy tak życie. Pal sześć góry, życie mamy jedno.
Z Broad Peaku wspinacze powinni schodzić razem?
- Nie o to chodzi. Nie można iść tak wolno, żeby we dwójkę umrzeć. Ale jeśli jeden nie ma już siły, to trzeba spróbować mu pomóc. Czynnie. Ciągnąć za uprząż, kopać po tyłku. Zmusić go, by szedł. Powinni dbać o siebie.
Cały tekst przeczytasz w "Magazynie Świątecznym".
.
- Partnera nie zostawia się, nawet jeśli jest bryłą lodu, mówiło się za moich czasów. Przydałoby się, by z młodymi ktoś porozmawiał o etyce. I o pokorze. Rozmowa z jedną z najwybitniejszych polskich himalaistek Anną Czerwińską
Pani Ania tłumaczy mi, jak trafić do jej domu. Nie chce słuchać, że mam w komórce GPS. Powtarza, bym uważał na oblodzonych schodach. Siadamy w pokoju całym w drewnie, dostaję herbatę. W rogu wiszą stare raki i czekan.
Pokój to górska skarbnica. Setki książek, gospodyni jest autorką kilkunastu z nich. Na ścianach czarno-białe fotografie. Na kanapie śpiwór. Pani Ania niedługo rusza do Nepalu i się pakuje.
13 lat temu jako druga Polka, po Wandzie Rutkiewicz, weszła na Mount Everest. Tym samym jako druga w Polsce, po Leszku Cichym, skompletowała Koronę Ziemi (czyli weszła na najwyższe szczyty wszystkich kontynentów). Zdobyła też siedem ośmiotysięczników. Wspinała się z Wandą Rutkiewicz, ale jej główną partnerką była Krystyna Palmowska. To z nimi i Ireną Kęsą w 1978 r. dokonała pierwszego zimowego przejścia trudnej, północnej ściany Matterhornu, alpejskiego szczytu, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie. 30 lat temu wraz z Palmowską szturmowała Broad Peak. Zatrzymała się na przedwierzchołku przekonana - podobnie jak Maciej Berbeka w 1988 r. - że wyżej nie ma nic.
Dominik Szczepański: Powiedziała pani: "Góry muszą wyrazić zgodę na to, co my w nich chcemy robić".
Anna Czerwińska: Bo to jest tak - przychodzimy pod górę, patrzymy na nią i próbujemy z nią współpracować. Nie jesteśmy żołnierzami, którzy przyjeżdżają podeptać szczyt, wyrwać zwycięstwo. Staram się odgadnąć, jak góra nas traktuje. Jeśli źle, jeśli są wypadki, to znaczy, że nas nie chce. Było parę takich gór w moim życiu. Robiły wszystko, żeby nikt na nie nie wszedł. A jeśli się udawało, to za straszną cenę. Przeważnie płaciło się życiem.
W 1983 r. była pani na Broad Peaku, szczyt wpuścił panią, ale też nabrał.
- Mnie się wydawało, że nie ma już nic wyżej niż Rocky Summit. Jak się patrzy stamtąd, to człowiek myśli, że jest na szczycie. Bo ten główny wierzchołek nie jest taki wybitny. To tylko 12 metrów wyżej, w odległości kilkuset metrów. Ja tam widziałam papierki, rolki filmów, ślady moczu. Berbece pięć lat później też się wydawało, że Rocky Summit jest najwyżej.
Które góry jeszcze pani nie chciały?
- K2 i Manaslu. Nie znaczy to, że nie mogę raz jeszcze spróbować, ale wtedy te góry pokazywały, że mnie nie chcą. Na Nangę Parbat pojechałyśmy w cztery kobitki: Wanda Rutkiewicz, Krystyna Palmowska, Dobrosława Miodowicz-Wolf i ja. Od początku góra wszystko nam utrudniała. Kuluarem sypały się kamienie, padał śnieg, zbocza były lawiniaste. Atak szczytowy też nie poszedł zgodnie z planem. Za drugim razem się udało, ale nie powinnyśmy były ryzykować. Góra nas nie chciała.
Czy w górach jest się skazanym tylko na siebie?
- Jestem indywidualistką, ale to nie znaczy, że nie widzę partnerów. Powinniśmy mieć świadomość, że na partnera trzeba patrzeć, by zapobiec nieszczęściu. Słyszałam, że ludzie wspinają się teraz samotnie, by nie brać odpowiedzialności za słabszych.
Wawrzyniec Żuławski powiedział, że nie opuszcza się partnera nawet wtedy, gdy jest już tylko bryłą lodu. Może aż tak się z tym nie identyfikuję, ale naprawdę partner może nam pomóc. A my jemu
Braterstwo liny?
- Moim zdaniem tego zabrakło na Broad Peaku. Nie chciałabym działać na wyprawach, podczas których ludzie nie dbają o siebie. Część uroku gór polega na tym, że robi się coś razem. Są słabości, niedociągnięcia, wszystko dociera się na bieżąco. Nikt nie zakłada, że osłabnie na 8 tys. m, ale... Czasem wystarczy słowo, poklepanie po ramieniu, wpięcie w poręczówki i słabnący odnajduje siłę, by iść. Często ratujemy tak życie. Pal sześć góry, życie mamy jedno.
Z Broad Peaku wspinacze powinni schodzić razem?
- Nie o to chodzi. Nie można iść tak wolno, żeby we dwójkę umrzeć. Ale jeśli jeden nie ma już siły, to trzeba spróbować mu pomóc. Czynnie. Ciągnąć za uprząż, kopać po tyłku. Zmusić go, by szedł. Powinni dbać o siebie.
Cały tekst przeczytasz w "Magazynie Świątecznym".
Jestem gorszego sortu...
Moim zdaniem pani Czerwińska nie powinna jako członek komisji wypowiadać się na ten temat zanim nie zostanie zakończona praca komisji.
Nie przesadzaj. Czytam czasami na Wspinaniu.pl tę dyskusję i często pojawia się argument - a na ilu 8000 tys. byłeś? A jak nie byłeś to nie zabieraj głosu. Pani Anna wprawdzie była ale jednak nie wtedy i nie tam. Więc jak? wypowiadać mogą się tylko ci co byli tam i wtedy? to po co komisja? Bez przesady. Nie powinna jedynie tego mówić przedwcześnie jako członek komisji.
Zeby na to pytanie odpowiedzieć to jednak trzeba by być tam i wtedy. Pamiętam jakie oburzenie wywołał Kurt Diemberger kiedy nie pomógł "Mrówce" na K2. Nikt nie zastanawiał się nad tym czy mógł pomóc czy nie. Nie zostało mu to wybaczone do dziś, nawet w zeszłym roku, przy okazji wizyty Diembergera w Polsce, był to poruszany temat. Opinie w tej sprawie wypowiadali ludzie którzy nie tylko nie byli na 8000 ale także tym bardziej wtedy na K2. Do Kurta D. przylgnęła opinia skurwysyna.
Komisja została powołany chyba nie w celu wydania osądu wobec dwóch uczestników wyprawy, którzy przeżyli a raczej do wykrycia błędów logistycznych kierownictwa, które być może były przyczyną tragedii. skoro przy wyjątkowo pięknej i długo jak na zimę trwającej dobrej pogodzie ginie dwoje ludzi to coś było nie tak.
Alan pisze:To jakby kolejny głos z pozycji wygodnego fotela.
Nie przesadzaj. Czytam czasami na Wspinaniu.pl tę dyskusję i często pojawia się argument - a na ilu 8000 tys. byłeś? A jak nie byłeś to nie zabieraj głosu. Pani Anna wprawdzie była ale jednak nie wtedy i nie tam. Więc jak? wypowiadać mogą się tylko ci co byli tam i wtedy? to po co komisja? Bez przesady. Nie powinna jedynie tego mówić przedwcześnie jako członek komisji.
gb pisze:gdzie jest granica, kiedy jest ten moment - w którym należy rozpocząć "próbowanie pomagania" - gdzie jest granica, kiedy jest ten moment, - w którym można zrezygnować?
Zeby na to pytanie odpowiedzieć to jednak trzeba by być tam i wtedy. Pamiętam jakie oburzenie wywołał Kurt Diemberger kiedy nie pomógł "Mrówce" na K2. Nikt nie zastanawiał się nad tym czy mógł pomóc czy nie. Nie zostało mu to wybaczone do dziś, nawet w zeszłym roku, przy okazji wizyty Diembergera w Polsce, był to poruszany temat. Opinie w tej sprawie wypowiadali ludzie którzy nie tylko nie byli na 8000 ale także tym bardziej wtedy na K2. Do Kurta D. przylgnęła opinia skurwysyna.
Komisja została powołany chyba nie w celu wydania osądu wobec dwóch uczestników wyprawy, którzy przeżyli a raczej do wykrycia błędów logistycznych kierownictwa, które być może były przyczyną tragedii. skoro przy wyjątkowo pięknej i długo jak na zimę trwającej dobrej pogodzie ginie dwoje ludzi to coś było nie tak.
Dlatego napisałem "jakby" - żeby przesadzić trochę mniejuszba pisze:Nie przesadzaj
Tak czy siak ta wypowiedź moim zdaniem wpisuje się w taki właśnie nurt.
Ale też tak bardzo się nie dziwię, znając nieco więcej wypowiedzi z literatury i nie tylko - wiem, że Pani Ania nie raz i nie dwa razy odważnie się wypowiadała na temat innych.
Jak rozumiem, to wszyscy dyskutanci zapoznali się z pełnym tekstem enuncjacji a nie tylko z fragmentem, który GW udostępniła w sieci.
PS.
Tak przy okazji - obok rozmowy z panią Czerwińską jest zamieszczony ciekawy artykuł pana Wojciecha Fuska pt. "wspinacze rozmawiajcie!" a w nim zacytowana jest obszerna wypowiedź pani Kingi Baranowskiej. Warto przeczytać.
PS.
Tak przy okazji - obok rozmowy z panią Czerwińską jest zamieszczony ciekawy artykuł pana Wojciecha Fuska pt. "wspinacze rozmawiajcie!" a w nim zacytowana jest obszerna wypowiedź pani Kingi Baranowskiej. Warto przeczytać.
Jestem gorszego sortu...
gb pisze:Iwono!!!
NA LITOŚĆ!!!
Wszystko już było, ergo: nie denerwuj się.
Z pomysłem powołania komisji wystąpili, 19 marca, podczas konferencji prasowej Krzysztof Wielicki (kierownik wyprawy) oraz Artur Hajzer (koordynator krajowy wyprawy).
Nie wiem jakie błędy i czy w ogóle zostały jakieś popełnione. Możliwe że kierownictwo zaproponowało powstanie komisji aby uchronić się przed nagonką ale tym bardziej dziwne że tak doświadczeni himalaiści jak Pustelnik czy Czerwińska zgodzili się wziąć udział w owej komisji, bo oni chyba powinni wiedzieć czy taka komisja ma moralne prawo do jakichkolwiek ustaleń czy nie.
- Zygmunt Skibicki
-

- Posty: 4030
- Rejestracja: ndz 31 gru, 2006
- Lokalizacja: Łódź
- Kontakt:
Jeśli jest potrzeba społeczna, czy choćby tylko samego Wielickiego i innych uczestników wyprawy, by wyjaśnić wszystkie, albo tylko niektóre, zasadnicze kwestie związane z tą tragedią, to trzeba to komuś zaproponować i ktoś musi się tego podjąć - choćby ze zwykłego szacunku dla samych zainteresowanych. Wybór jest w gronie stosunkowo niewielu osób możliwie najbardziej kompetentnych...uszba pisze:... tym bardziej dziwne że tak doświadczeni himalaiści jak Pustelnik czy Czerwińska zgodzili się wziąć udział w owej komisji, bo oni chyba powinni wiedzieć czy taka komisja ma moralne prawo do jakichkolwiek ustaleń czy nie.
Dokąd będzie sięgało wzmiankowane "moralne prawo", oni także będą wiedzieli z nas najlepiej.
Alternatywa: nic się nie stało - gramy dalej, jest chyba zdecydowanie gorszym pomysłem.
Wszystko, co tu piszę ma domyślną klauzulę "moim zdaniem" i nikogo to do niczego nie obliguje, ale i nie... upoważnia.
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Mundek
www.turystyka.skibicki.pl
Komunizm wiecznie żywy! A w komuniźmie, jak dobrze widadomo, gdy coś nie grało lub władzy się wydawało, że lud jest niezadowolony, to powoływano komisję. Komisja obradowała, ogłaszała kompletnie niezrozumiałe sprawozdania a na koniec nikt już nie wiedział o co właściwie chodzi. I o to właśnie chodziło. 
Jestem gorszego sortu...
Wypadki śmiertelne w trakcie wypraw himalajskich, szczególnie zimowych to nic nowego. W przypadku polskich, poczynając od pierwszej na Nanda Devi East. Liczba ofiar jest dwucyfrowa. Nie przypominam sobie jednak aby kiedykolwiek był aż tak wielki szum medialny jak w przypadku Broad Peak. Szum wykreowany przez media, kto tego nie dostrzega niech się uda do okulisty. Z przykrością stwierdzam, że się z tego robi taka himalajska "sprawa Madzi" lub zgoła dyskusja "zamach czy katastrofa?"
Jestem gorszego sortu...
Kiedyś, w czasach gdy nasi regularnie atakowali ośmiotysięczniki nie było tylu tzw. mediów, że o internecie nie wspomnę. Pogoń za sensacją w tej sytuacji w ogóle mnie nie dziwi.
Ciekawe swoją drogą co chce "wyjaśniać" jakaś najmądrzejsza choćby komisja, w sytuacji gdy rzecz działa się wysoko i bez świadków.
Ciekawe swoją drogą co chce "wyjaśniać" jakaś najmądrzejsza choćby komisja, w sytuacji gdy rzecz działa się wysoko i bez świadków.
Każdemu jego Everest...
Wywiad z kolejnym członkiem komisji, Piotrem Pustelnikiem:
http://m.onet.pl/wiedza-swiat/podroze/ciekawe,978sd
http://m.onet.pl/wiedza-swiat/podroze/ciekawe,978sd
"Mam generalnie pogodny charakter. Zauważyłem, że szybko nabieram dystansu do wydarzeń, a łatwiej zapamiętuję wyprawy dzięki anegdotom, wesołym sytuacjom i różnym incydentom. I tak zapamiętałem te swoje kilkadziesiąt lat życia.Alan pisze:Wywiad z kolejnym członkiem komisji, Piotrem Pustelnikiem:
http://m.onet.pl/wiedza-swiat/podroze/ciekawe,978sd
Oczywiście o sprawach poważnych też pamiętam, ale nie wszystko jest na sprzedaż. Nie o wszystkim można ludziom opowiadać. Były wydarzenia tak dramatyczne, tak trwale zapisujące się w psychice, że po prostu do nich nie wracam. Stworzyłem sobie narrację, która te traumy omija.
Góry nie są jednak tylko patetyczno-dramatyczne. Góry chcą, żeby ludzie się w nich i z nich śmiali. I dlatego moje partnerstwo z Piotrkiem Morawskim i Peterem Hamorem było fantastyczne, bo obaj mieli niezwykłe, ironiczne poczucie humoru."
Święte słowa
Każdemu jego Everest...
Mam tą przyjemność znać Piotra P. osobiście, niejedną flaszkę razem wypiliśmy i jest to kapitalny człowiek. Bardzo inteligentny, z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie samego.andy67 pisze:"Mam generalnie pogodny charakter. Zauważyłem, że szybko nabieram dystansu do wydarzeń, a łatwiej zapamiętuję wyprawy dzięki anegdotom, wesołym sytuacjom i różnym incydentom. I tak zapamiętałem te swoje kilkadziesiąt lat życia.Alan pisze:Wywiad z kolejnym członkiem komisji, Piotrem Pustelnikiem:
http://m.onet.pl/wiedza-swiat/podroze/ciekawe,978sd
Oczywiście o sprawach poważnych też pamiętam, ale nie wszystko jest na sprzedaż. Nie o wszystkim można ludziom opowiadać. Były wydarzenia tak dramatyczne, tak trwale zapisujące się w psychice, że po prostu do nich nie wracam. Stworzyłem sobie narrację, która te traumy omija.
Góry nie są jednak tylko patetyczno-dramatyczne. Góry chcą, żeby ludzie się w nich i z nich śmiali. I dlatego moje partnerstwo z Piotrkiem Morawskim i Peterem Hamorem było fantastyczne, bo obaj mieli niezwykłe, ironiczne poczucie humoru."
Święte słowa
A co pani Czerwińskiej, tak mi się zdaje że powyższe zdania są zaczerpnięte z wywiadu udzielonego kilka lat temu, a teraz dziennikarze to "wyciągnęli".



