myszoz pisze:Temat zdaje się dotyczy wchodzenia bez odpowiedniego zezwolenia na teren ochrony ścisłej.
Nie wchodzenia, a opisywania ... np. swoich snów, albo opowiadań sci-fi.
...czy wiesz, że Karol May nigdy nie był na dzikim zachodzie, a Henryk Sienkiewicz nie znał Kmicica.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
krzymul pisze:
Nie wchodzenia, a opisywania ... np. swoich snów, albo opowiadań sci-fi.
...czy wiesz, że Karol May nigdy nie był na dzikim zachodzie, a Henryk Sienkiewicz nie znał Kmicica.
Nie wiem Krzymul na co liczysz, przekraczając pewien poziom absurdu.
Na to, że ktoś jest naiwny czy, że ktoś uzna, że to dowcipne, czy może świadomie jak zwykle tak sobie piekrzymulisz
myszoz pisze:Temat zdaje się dotyczy wchodzenia bez odpowiedniego zezwolenia na teren ochrony ścisłej.
Dotyczy opisu terenu wielokrotnie opisywanego w rozmaitych przewodnikach i relacjach.
Autor opisy, przewodnik tatrzański, niw traktuje go jako element reklamowy, nie proponuje poprowadzenia wycieczki itd.
Ja rozumiem, że TPN może sobie z uwagi na szczególne znaczenie tego regionu sobie nie życzyć aby ten opis był łatwo dostępny, jednakowoż pewna kultura przy dochodzeniu do pożądanego celu obowiązuję, zwłaszcza gdy ma się do czynienia z portalem poważanego klubu wysokogórskiego, znanego mi.in. z również inicjatyw w ochronie środowiska a pan komendant, chyba trochę samozwańczo krzyczy i grozi.
Dlaczego samozwańczo? Bo wątpię aby dyrektor TPN akceptował tekst rojący się od błędów gramatycznych.
Alan pisze:Nie wiem Krzymul na co liczysz, przekraczając pewien poziom absurdu.
Na to, że ktoś jest naiwny czy, że ktoś uzna, że to dowcipne, czy może świadomie jak zwykle tak sobie piekrzymulisz
Pozwoliłem sobie zwrócić uwagę, że sprawa nie dotyczy wchodzenia, jak napisał kolega myszoz...
myszoz pisze:Temat zdaje się dotyczy wchodzenia
a opisu....
chief pisze:Główną intencją wariantów, które opisywałem....
...co zresztą było opisywane...
Janek pisze:w rozmaitych przewodnikach i relacjach.
piekrzymulisz =pierdolisz ?.......dobre.
Nie unoś się i nie wkurwiaj, święta idą bądź grzeczny.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Licencję na przewozy wozami konnymi ma 60 wozaków, przyczym "dyżur" w danym dniu może mieć maksimum 20, chodzi o to aby nie było zbyt wielkiego tłoku na trasie. W dodatku istnieje limit ilości osób jednorazoowo na wozie.
Czy ktoś może widział straż TPN kontrolującą jak wygląda przestrzeganie tych wymagań TPN, ściśle określonych w licencji?
Przyznaję się bez bicia, że nie mam osobistych doświadczeń, bo od lat unikam polskiej strony jak zarazy - za daleko mieszkam aby się po takim wysiłku denerwować. Ale znajomi mi opowiadali, że tych wozów sporo więcej bywa niż powinno a zapchane ludziskami tak, że koniska ledwo ciągną.
Janek pisze:Czy ktoś może widział straż TPN kontrolującą jak wygląda przestrzeganie tych wymagań TPN, ściśle określonych w licencji?
ja widziałem...
A ja widziałe kilkukrotnie, gdy koniowóz (samochód, który wiezie konie z miejsca zamieszkania na Palenicę) jedzie aż na Włosienicę, aby konie zwieźć na Palenicę ... absurd.
krzymul pisze:A i ciekawe, że wycinka lasu przez "witowców" w niedalekim sąsiedztwie Kominiarskiego nie przeszkadza orłom.
Spójrz na mapę - rezerwat ścisły w rejonie Kominiarskiego od strony Lejowej, Dudowej, Chochołowskiej i Iwaniaskiej zaczyna się generalnie dopiero powyżej ... lasu, tak aby wycinka nie była w rezerwacie. Podobnie jest niestety w Białej Wodzie.
Im jestem starszy, tym bardziej mi się wydaje, że ten, i cały szereg innych przepisów i zakazów obowiązuje wg pewnego, zacytowanego już przeze mnie schematu naszego kolegi:
Mnie też zwożenie koni z Włosienicy dziwi. No bo skoro to park narodowy i ruch pojazdów samochodowych zakazany, dlatego wozi się turystów koniowozami, to jakim prawem jednocześnie wozi się samochodami konie ? Bo wozak uznał że się zmęczyły ? A jakieś normy tego zmęczenia są ?
@gb
Porównywanie lekarza z karetki jadącej (jak mniemam) do chorego czy też ofiary wypadku z notorycznym naginaniem sytuacji w temacie "zwożenia koni" wydaje mi się pewnym nadużyciem.
Norma jazd dla pary koni z pewnością nie jest nieparzysta, bo wówczas wozili każdą parę raz dziennie - w górę lub w dół. Aż tak daleko chyba się to zjawisko nie posunęło, choć moje ostatnie obserwacje pochodzą z 2011 roku, więc kto wie
Zaś pojęcie "ruch lokalny" niebezpiecznie ewoluuje w kierunku "jeździmy - i co nam zrobicie", szczególnie odkąd droga została wyremontowana.
A swoją drogą - skoro konie trzeba zwozić bo "nie dają rady same zejść" to chyba oznacza że po prostu nie nadają się do tej roboty i tyle.
andy67 pisze:
A swoją drogą - skoro konie trzeba zwozić bo "nie dają rady same zejść" to chyba oznacza że po prostu nie nadają się do tej roboty i tyle.
Jeżeli konie się zwozi to kto ściąga na dół ten fasiąg ?
Ostatnio schodząc Chochołowską zauważyłem bardzo duży ruch. W pewnym momencie zacząłem liczyć jadące do góry samochody. Dokładnie nie pamiętam, ale była to liczba dwucyfrowa. Wcześniej na samą polanę zajechał pan fotograf z młodą parą (cała trójka nie wyglądała na upośledzonych ruchowo). Ostatnio w modzie jest mieć sesję w Tatrach więc, być może, takie objazdówki cieszą się powodzeniem.
gb pisze:"dolne" partie Chochołowskiej - należą do Wspólnoty. Wszyscy posiadający jakieś kawałki lasu, polany, łąki, etc - mają prawo dojazdu do swojej własności. Plus rodzina oczywiście...
Ok - ale odnosi się wrażenie, że ten ruch jest znaczny. Powiedziałbym tak - "ruch samochodowy, nieprzystający do takiego miejsca". Ja takie wrażenie odniosłem.
Co do sesji - to nie był ślub. Oni przyjechali po południu samochodem we trójkę na polanę, niedaleko schroniska. Wysiedli, pokręcili się po okolicy robiąc zdjęcia. Blenda, lampy, pozowanie - typowa sesja plenerowa. Skończyli i zjechali w dół. Obserwowałem ich pobyt od początku do końca.
Wiem, że tego typu sesje cieszą się powodzeniem, ale no nie wiem... zezwolenie na taki wjazd wydaje mi się dyskusyjne i może zwłąszcza, ze względu na to powodzenie.
gb pisze:
Czy - poza własnymi "obserwacjami" masz jakieś przesłanki (porównania) by twierdzić, że ""ruch lokalny" niebezpiecznie ewoluuje w kierunku "jeździmy - i co nam zrobicie", szczególnie odkąd droga została wyremontowana"???
pozdrawiam
gb
Oj, panie psorze, a pan znów w tę samą stronę.
Piszę przecie że nie mam, ale skoro x lat temu z wieczora czy rana na szosie do i z Morskiego Oka, (a i w Chochołowskiej) przejazd samochodu był ewenementem, tak w ostatnich latach przejazd kilkunastu samochodów jest w tym samym czasie normą (żeby nie było - normą w trakcie moich tam bytności), to wnioski, aczkolwiek może zbyt śmiałe i naukowo nieuprawnione, nasuwają się jednak same.
Podobnie jak nasuwa się pytanie: cóż takiego zmieniło się w okolicach Morskiego Oka że ten ruch tak wzrósł - uprawniony czy nie, o to akurat mniejsza. Bo co się zmieniło w Chochołowskiej to w sumie wiemy i tu nawet pytać nie trzeba.