- żeby się trafiło kilka dni słonecznej pogody....
- żeby na drogach warunki były dobre...
- żeby w Tatrach była lawinowa jedyneczka bo boję się lawin.....
W końcu łaskawe dla mnie wielce Niebiosa ulitowały się nad moją stęsknioną duszą i spełniły te marzenia...w dodatku wszystkie trzy naraz
Telefon ….. i uradowany naszym przyjazdem głos gaździny, szybkie pakowanie bagaży i w drogę.
Nic to że pogoda taka sobie... JUTRO MA BYĆ BEZCHMURNIE.......
W tak piękny sposób szary luty postanowił zakończyć swoje tegoroczne panowanie.
Nie był dla mnie dobry w tym roku więc chociaż na koniec tym jednym dniem trochę się zrehabilitował.
Nazajutrz na niebie od rana błękit i jaskrawo świecące słońce, lekki mrozik....cudnie.
Mieliśmy inne plany ale w taką pogodę musiałam zobaczyć Gąsienicową.......po prostu musiałam.
W mieście brzydko, zwały brudnego śniegu ciągnące się wzdłuż ulic nie robią dobrego wrażenia.
W górach cudna zima.
Poszliśmy sobie przez Skupniów Upłaz szlakiem bielusieńkim, skrzącym się i skąpanym w promieniach słonecznych.
1.

2.

Nie schodziliśmy do schroniska bo przy szałasie była „patelnia” na której smażyły się smakowite widoki - a ja na takie danie jestem nieprzyzwoicie chytra i łakoma.
3.

4.

Po wypiciu zimnego piwka w promieniach ciepłego słoneczka i przegryzieniu małego co nieco, wybraliśmy się nad Czarny Staw a potem jeszcze po zamarzniętej tafli na drugą stronę, żeby delektować się pustką i bliskością ośnieżonych Żółtej Turni ...Granatów... Kozich....Kościelca....
Żółta zakleszczona w błękicie....
5.

6.

7.

Ile radości i szczęścia sprawiła mi ta wycieczka.....a przecież nie pierwszy raz tam byłam zimą …... i oby nie ostatni
Na piątek prognozy byle jakie, ale trudno - trzeba przeczekać.
Rano było jeszcze dość przyzwoicie, zajrzeliśmy na Małą Łąkę, potem na Przysłop Miętusi i choć widoki nie były oszałamiające, to spacer fajny.
Po południu już tylko bura mgła.
8.

W sobotę - biegi Justyny Kowalczyk....małżonek zapowiedział że się nie rusza z przed telewizora.
A dla mnie nie ma i nie będzie takiego programu w TV dla którego wolałabym w ładną pogodę zostać w domu zamiast w iść w góry.
Poszłam sama, niedaleko – do Kondratowej.
Posiedziałam na tarasie schroniska, potem jeszcze spacer w stronę Przełęczy pod Kopą Kondracką gdzie skrobało się do góry kilku skiturowców.
Ile trzeba potu wylać żeby sobie poszusować po dzikich zboczach – latem niedostępnych....
9.

10.

Ilekroć jestem w Zakopanem ciągnie mnie na Słowację....tam zima też cudowna...
Namówiłam w niedzielę małżonka na wycieczkę do Kieżmarskiej.
O każdej porze roku jest piękna a zimą dodatkowo bajeczna.
Moment w którym moje autko wyjeżdża na Cestę Svobody jest dla mnie magiczny.
Uwielbiam te strony a tamtejsze widoki podnoszą mi poziom endorfin do samego nieba.
Tak było i tym razem, zwłaszcza że od października – przez tą paskudną zimę – nie miałam okazji ich odwiedzić..
Dodatkowo w pakieciku słowackiego szczęścia udało mi się ugadać parkingowego i dostałam spory bonus za parking
Jak tu nie kochać Słowaków......
11.

12.

13

14

15.

Nic to że około południa słońce chowa się za wysokie turnie otaczające Zelene Pleso i panuje chłodny cień....
Jest tak pięknie iż się o tym nie myśli.
16

Posiedzieliśmy chwilę w schronisku, przy piweczku...z widokiem na zmarznięte Pleso i ośnieżone skały .
Potem obowiązkowy spacer na drogą stronę stawu. Stamtąd widoki równie piękne i ciekawe.
17.

18.

19.

Powrót jak zwykle powolny, dopóki widoki oświetlonych szczytów nie schowały się za drzewa w leśnej części szlaku. Tam dopiero dało się iść normalnie.
Piękny dzień..... i wielkie zaskoczenie.....nad naszą stroną stały chmury a nad Bielskimi nawet ciemne i niskie.....
Chyba mój dobry Anioł Stróż Górski podpowiedział mi tą wycieczkę w bajeczną krainę słońca i bieli.....dzięki Ci Aniele....
Na poniedziałek i wtorek znów prognozy jak ze snu, więc grzechem byłoby nie wybrać się na Kasprowy.
Oczywiście wjazd kolejką a zejście z Przełęczy Suchej do Gąsienicowej.
Marzenie....z którego brutalnie wyrwał mnie widok kolejki do kolejki w Kuźnicach, sięgającej zakrętu gdzie busy wjeżdżają na swój końcowy przystanek.
Krótko mówiąc 2-3 godziny stania. Ja oczywiście się zbuntowałam i chciałam zrobić odwrót natychmiastowy ale na szczęście mąż wpadł na pomysł żeby iść na Halę Goryczkową i wjechać wyciągiem narciarskim.
Takie rozwiązanie - to ja rozumiem.....
Byliśmy tam kiedyś zimą w takich samych okolicznościach, ale to było kilka lat temu i szczerze mówiąc prawie nie pamiętałam tego szlaku.....
Upewniłam się tylko telefonicznie w PKL czy możemy wjechać wyciągiem dla narciarzy bez nart żeby nie było niemiłej niespodzianki , straconego pięknego dnia i nerwów.
Możemy !!!! - co za ulga...
Szlak prowadzi pod Myślenickimi Turniami.
20.

Godzinka do góry – a na końcu nawet mocno do góry – i otworzył się widok skąpanej w słońcu Goryczkowej. Narciarskie klimaty, które bardzo lubię.... żadnej kolejki do kasy, kilkuosobowa do wyciągu.....to jest to....
21.

Muszę powiedzieć że wolę jechać tym wyciągiem niż wagonikiem – bo ten „idzie” bliżej i niżej
Poczułam się prawie jak w Dolomitach.....na ziemię sprowadziły mnie drewniane, uszkodzone krzesełka wyciągu
Ło Jezu....pamiętają chyba czasy Cesarza Franciszka Józefa.......
Zahaczyłam nogawką od spodni za jakiś pęknięty szczebel i mąż szarpał się dość chwilę z tym problemem bo groziło to zatrzymaniem kolejki lub podarciem spodni. Obciach kompletny.....
22.

Widoki z krzesełek też ciekawe i zupełnie inne niż z wagonika.
23.

24

25.

Kawałek „na krechę” od wyciągu na szczyt Kasprowego i już można podziwiać widoki, które – choć znane - zawsze robią wrażenie....zwłaszcza przy takiej pogodzie i krystalicznej widoczności
26.

27.

Na szczycie trochę wiało, ale niezbyt mocno, słoneczne, ciepłe promienie wynagradzały to z wielką nawiązką. Postanowiliśmy iść na Beskid – również bardzo widokowy.
W zaciszu wierzchołka od strony słowackiej można się było opalać, co nieliczni turyści skwapliwie wykorzystywali.
Posiedzieliśmy przy gorącej herbacie, wspominając nasze letnie i jesienne wycieczki we wspaniale stąd widocznej Dolinie Cichej .
28.

29.

Popatrzyliśmy na oblężoną Świnicę....
30.

I trzeba było z żalem schodzić bo czas naglił przez ten niespodziewany spacer do Goryczkowej, który nie był przewidziany w programie wycieczki.
31.

31a

32

33.

34.

35.

Mimo już dość późnej pory wstąpiliśmy do Murowańca na piwko.
Stwierdziłam że jest tak cudnie, iż nie będziemy się spieszyć, piweczko się nam należy, mamy czołówki....najwyżej pół drogi przemierzymy po ciemku....
Dla takich widoków – warto
36.

37.

38

Po tej wycieczce Siódme Niebo wzięło mnie w swoje ramiona
DO Morskiego Oka też lubimy zajrzeć...nie dość że pięknie tam – to jeszcze droga niezbyt forsowna. Dość ślisko, zwłaszcza na skrótach – ale to żaden problem.
Grunt że ciepło, ludzi mało, czasem przejadą sanie....
Jedne popsuły mi humor bo z koni dosłownie się lało siurczkiem i jakoś dziwnie charczały....nie wiem jak ci ludzie mieli sumienie jechać w tych saniach
Nad samym stawem też trochę wiatru – delikatna zapowiedź jutrzejszego halnego.
Wokół schroniska – lodowisko, a przed schroniskiem – plażowisko.
Piwko oczywiście na dworze bo szkoda każdej chwili kiedy zimowe promienie słoneczne mają rzadką okazję oświetlać to piękne miejsce.
Natychmiast przyleciały morskooczne żebraczki i czekały na jakąś dużą porcję czegoś dobrego.
39.

40.

41.

42.

Dziś przyjechali nasi górscy przyjaciele Ela i Zbyszek, którzy mieszkali tym razem w naszej Staszelówce w pokoju obok, więc wieczór upłynął niezwykle przyjemnie przy małym co nieco
Środa....dalej piękna pogod, ale halny sobie dość ostro poczyna, więc wyższe wycieczki odpadają.
Poszliśmy się tak trochę popętać po Zakopanem ponieważ zdecydowałam z żalem i bólem że dziś wracamy do domu.
43.

Małżonek na stragany, a ja na Pęksowy Brzyzek i do starego kościółka obok.
44.

„Biały miiiś...dla dziewczynyyy”...... ...świeżo uprany i czysty
45.

No jak tu wyjeżdżać
Niestety - od jutra koniec tej przepięknej pogody, więc chyba nie ma co rozpaczać.....
46.

Jak widać – w Tatrach do szczęścia niewiele mi potrzeba...
- ich widoku na tle błękitnego nieba....
- niehonorne wycieczki na które bagaż lat pozwoli...
- spacer po zamarzniętym stawie odbyty powoli....
- pustka na szlakach dająca poczucie intymności....
To mi w Tatrach dostarcza najwięcej radości
Teraz na wiosnę i krokusy cierpliwie czekać pozostało....
Tatry kocham najbardziej....Tatr mi zawsze mało.
Mam nadzieję że choć kilka osób nie usnęło przy tej długiej relacji
Ala
Jeszcze takie panoramki
1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.







