Najlepiej się tą drogę przemierza na rowerach, ale o tej porze - to już "nie dla nas takie numery Bruner"
Pogoda typowo zimowa....jasne, wysokie chmury, przyprószone śniegiem skały i drzewa, lekko przymarznięte brzegi Dunajca. Gdzieś tam nawet słońce próbowało się przebić przez chmurną pierzynkę, a w drodze powrotnej delikatnie posypał drobny śnieg.
Taka Droga Pienińska to dla nas nowość zupełna i również nie pozbawiona uroku.
1.

2.

Na brzegach rzeki można było wypatrzeć zamrożone ciekawe formy lodowe.
3.

4.

.....i pierwszy raz spotkane ptactwo wodne - Tracz nurogęś.
Widocznie przylatują do nas na zimę bo latem, ani jesienią nigdy nie widzieliśmy ich na Dunajcu.
5.

6.

Na kolejny dzień prognozy w TV były nieciekawe ale uczepiłam się tej dobrej z internetu . Do południa miało być słonecznie, po południu pochmurnie.
Nadzieję na to że się sprawdzi dawał wielki księżyc w pełni świecący nam w okna całą noc.
I faktycznie, ranek jak ze snu więc szybko się pozbieraliśmy i skrócikiem przez ogród naszych gospodarzy do szlaku na Trzy Korony
Ech ten skrócik ......duży ale ostro do góry - dość ciężki latem, bywa błotnisty jesienią no a zimą ..... uff ..... po śladach dzików, saren ....ło Jezu.
Ale za to fajne widoki na Krościenko i okolicę.
7.

8.

Szlak do Przełęczy Szopczańskiej w nieskazitelnej bieli prezentował się cudnie. Nie wiadomo było czym się bardziej zachwycać – lasem z drzewami w śnieżnych czapach, czy polanami, gdzie biel w zestawieniu z błękitem nieba i obłokami nie dawała szans na w miarę szybkie dotarcie do celu. Aparat był w ruchu co kilka metrów ....
9.

10.

11.

12.

13.

Szliśmy pustym szlakiem wolniutko, w niemym zachwycie i w pewnym miejscu, kilka metrów od nas zobaczyliśmy pasące się zwierzątko.
14.

Oczywiście uruchomiłam natychmiast aparat , a zwierzątko spojrzało ze zdziwieniem i zaciekawieniem, kto tak namiętnie fotografuje jego ośnieżony pycholek
15.

16.

17.

Nieco wyżej, znów niespodzianka....z niewielkiej odległości patrzył na nas śliczny jak z obrazka jelonek
18.

Po chwili - oceniając nasze zamiary – majestatycznie odszedł głębiej w las.
Chyba ta ocena źle nie wypadła, bo wcale się nie spieszył.
19.

Biedne te zwierzęta zimową porą..... leśna stołówka pustawa, w dodatku pod zwałami śniegu.
20.

21.

22.

Panorama z Przełęczy Szopczańskiej po prostu zwalała z nóg. Widoczność była wspaniała, przejrzystość powietrza krystaliczna.
Ten widok zawsze działa na mnie jak narkotyk....nie czułam wiatru świszczącego na przełęczy, przeciągu ani zimna które ze sobą przynosił.
Wyciągnęłam aparat i cala reszta dla mnie przestała istnieć.
Wydawało się że wystarczy wyciągnąć ręce, dać trzy kroki i już będę tam gdzie moje myśli są zawsze ....
23.

24.

25.

Niestety, to tylko złudzenie i trzeba było się zbierać w dalszą drogę do góry.
26.

27.

Po tym, jak mnie wywiało na przełęczy sądziłam że na szczycie Trzech Koron będzie wiatr jak sto diabłów, a tam znów miła niespodzianka - cichutko, spokojnie, pusto....i widoki ....widoki....
28.

29.

Dość długą chwilę byliśmy sami, potem przyszedł turysta z którym wczoraj rozmawialiśmy na Drodze Pienińskiej, a na końcu dotarła kilkuosobowa wycieczka młodych ludzi z opiekunami.
Zrobiliśmy im miejsce i zeszliśmy na dół do budki gdzie latem sprzedawane są bilety wstępu.
Tam zjedliśmy kanapki jak w barze – wprawdzie ciasnym – ale usiąść było gdzie i termos z herbatą postawić.
Całkiem fajne miejsce bo zimą dość trudno o w miarę dobre na te rzeczy ...wszystko zasypane i nawet poddupnika nie ma gdzie położyć
Wycieczka na szczycie wymodliła się chóralnie oraz dość głośno i zanim zdążyliśmy się uprawić z posiłkiem zeszli ze szczytu i poszli w swoją stronę.
Mnie szkoda było stamtąd wracać więc postanowiłam że pójdziemy z powrotem na szczyt i jeszcze sobie popatrzymy.
Co się jednak napatrzyłam – to moje
30.

31.

32.

33.

Pogoda w podanym w poprzedniej części relacji linku sprawdziła się co do godziny.
Gdybym nie bałamuciła po drodze to może na Trzech Koronach załapałabym się na resztki słońca, ale jak tu się spieszyć na tak cudnym szlaku.....
Trudno - bez słońca też było ładnie.
O dziwo na Przełęczy Szopka wiatr zupełnie ustał - widocznie ciepłe powietrze zrobiło swoje.
Czuć było jego przypływ w drodze powrotnej oraz widać po zsuwających się z drzew śniegowych kołderkach. Kilka godzin a różnica wyraźnie dostrzegalna.
W domu czekała na nas nasza kochana Pani Małgosia z pysznym obiadem.
Bardzo mi się nie chciało stamtąd wracać ale zapowiadana na kilka dni odwilż no i inne nie specjalnie ciekawe sprawy, przywołały rozsądek na swoje miejsce.
Jeszcze tylko wieczorem spacer po Krościenku, pożegnalna herbatka u naszych przemiłych gospodarzy i niestety trzeba było pakować manatki do porannego wyjazdu.
34.

35.

Mam nadzieję że jeszcze kiedyś zimą będziemy mieli okazję zobaczyć piękne, zasypane bielutkim śniegiem Pieniny.
Ala




