W końcu jakieś odrobinę lepsze widoki na cztery dni, więc szybciutko telefon do mojej gaździny, a tam zamiast wesołego "przyiżdżojcie" – smutne "wszystko zajęte".....
Grupa 80 młodych sportowców z Białegostoku którzy co roku przyjeżdżają w listopadzie i styczniu zajmując wszystkie pokoje w nowym Rysiu i pozostałych trzech zaprzyjaźnionych chałupach...
Za tydzień będzie po wszystkim ale niestety i po pogodzie....
Obiecałam P. Zosiuni że w lutym zajrzymy, a póki co mój niespokojny duch podpowiadał ... " może by tak w Pieniny ....zimą jeszcze nie byłaś a tam pewnie też ładnie"....
Nie namyślałam się długo - z lekkim niepokojem co usłyszę po kolejnym telefonie do Krościenka wykręciłam numer ....
Można przyjechać ...nasz pokój czeka i przemili gospodarze również
Sobotni ranek trochę pochmurny, Mazowieckie zaczyna ferie....ale może nie będzie tak źle....
I nie było
Trochę większy ruch w okolicach Krakowa, a od Lubienia na Mszanę Dolną i dalej – spokojna jazda wśród cudnie ośnieżonych gór .
Ponieważ po przyjeździe zaczęło się pięknie wypogadzać, zostawiliśmy nierozpakowane bagaże w pokoju i wybraliśmy się na spacer po Szczawnicy i do schroniska Bereśnik.
Przypuszczałam, że będzie ładnie, ale rzeczywistość sprawiła nam miłą niespodziankę.....na szlaku biel bielsza od bieli, a na niebie błękit mój ulubiony.
Pięknie nas Pieniny przywitały zimą....jakby chciały zachęcić do swoich śnieżnych krajobrazów...
No i zachęciły...wrócimy tam zimową porą .....mam nadzieję
1.

2.

3.

Przy szlaku pięknie przystrojona wymyślnymi ozdobami choinka …..
4.

5.

6.

7.

8.

9.

Schronisko, niczym chatka z bajki...
W środku cztery osoby i my więc w spokoju można było coś zjeść i co nieco wypić
Oczywiście przy takiej pogodzie – tylko Grań Małych Pienin, niesamowicie widokowy.
10.

11.

12.

Nie było źle, część szlaku twarda, część nie bardzo ale góry przykryte białą puszystą kołderką prezentowały się cudownie.
Jak tu inaczej wszystko wyglądało....te same widoki, lecz całkiem w innej odsłonie ...nie do poznania.
Zawsze w takich przypadkach myślę sobie....ile tracą ci, co nie jeżdżą zimą w góry...jakie piękne krajobrazy im umykają....
Nie trzeba się bać zimna bo w odpowiednim ubraniu jest ciepło - pod górkę nawet gorąco...
Zimową porą spędzamy na szlakach około 9 godzin dziennie i nawet kataru nie dostajemy
Na Palenicę wjechaliśmy kolejką i od razu niespodzianka....zupełnie nie ta Palenica niż latem czy jesienią. Fajne trasy narciarskie, wyciągi, niezbyt wielu narciarzy, sporo dzieci z instruktorami.....swoista atmosfera...
Ech...w takich klimatach bardzo mi żal, że nie potrafię działać na nartach
Za to nagapiłam się ile wlezie na Tatry, bo z tego szlaku w kilku miejscach są dobrze widoczne
13.

14.

15.

16.

Wybraliśmy się granią - zahaczając o Wysoki Wierch - na Durbaszkę i przy schronisku drogą w dół do Jaworek.
Szlak oczywiście pusty, tylko przed nami szedł turysta z imponującym sprzęciorem fotograficznym.
Wyskrobaliśmy się „na krechę” na Wysoki Wierch niezbyt dobrze przetartym szlakiem gdzie zrobiliśmy krótki zasłużony bardzo odpoczynek...na stojąco oczywiście, bo usiąść nie było za bardzo gdzie......to nie lato i wygodna trawka …..
17.

18.

19.

20.

21.

22.

23.

Cała droga bajecznie piękna, sporo błękitu ale od zachodu widać było front który zbliżał się w naszą stronę nieubłaganie.
24.

25.
Frontowe chmury pożerały błękit w coraz szybszym tempie i tylko litościwie zostawiły jeszcze resztki nad Tatrami żeby ściorani turyści zrobili sobie kilka zdjęć.
26.

27.

Na szczęście nie wiało, nie padało, więc razem w dość głębokim śniegu schodziliśmy z Wysokiego Wierchu.....
No w dół było fajnie i wesoło....utytłaliśmy się w śniegu jak dzieci
28.
Do Schroniska też poszliśmy skrótem - wydeptanym trawersem - głębokimi śladami męskich kroków , co też mi dało popalić.....
Jednak damskie kroki są trochę krótsze a wydeptywać swoje mniejsze to by dopiero była robota....musiałam sadzić te susy za pomocą nieocenionych kijków
29.

Okazało się że nasz sympatyczny towarzysz wędrówki to fotograf , który wydał album o Tatrach, a teraz przygotowuje o Pieninach i Bieszczadach.
Wracaliśmy razem z Jaworek do Szczawnicy, na parkingu pokazał nam ten album i - co było do przewidzenia – skusiłam się na kupno zwłaszcza że dostałam zniżkę i dedykację od autora
Fajna sprawa również na prezent .
30.

O wyprawie na zimowe Trzy Korony napiszę później.....tam dopiero było bajecznie
Ala










