2007 - radosne raczkowanie,
2008 - WKT i jako bezrobotny wydaję pieniądze na lustrzankę.
2009 - najlepszy w historii rok, czyli kolejny raz nie mam pracy.
2010 - badziewny rok, czyli mam pracę.
2011 - w Alpach zrobiłem kilka dobrych zdjęć mimo, że dalej mam pracę.
A jaki był ten rok?
Górsko ten rok był właściwie prawie tak samo dobry, jak poprzedni. No może nie byłem w Alpach i generalnie całość moich wizyt górskich została skierowana na Tatry, ale udało mi się zrealizować kilka planów.
Jest już tradycją, ze zima raczej nie daje mi się wyżyć zbytnio. Kolejny raz było kiepsko. No może poza jednym mocnym punktem, czyli halowej improwizacji.

Jak tylko zaczęło robić się cieplej trzeba było futrzaka wybiegać

Po drodze też się udało wejść (i wyjść) do świetnej jamy, o czym nawet nie marzyłem.
Sezon letni czas zacząć! Planów było pełno, jak to zwykle, ale grunt to żeby było fajnie, a najlepsze są spontany. Strasznie mnie wzięło w tym roku na graniówki. Jest to coś pomiędzy turystyką a wspinaniem. Dzięki takim wycieczkom człowiek poznaje sporo nowego terenu, a i momenty na zdjęcia mogą się łatwiej zdarzyć.

Oczywiście nie obyło się też macania innych formacji.
A jak fotograficznie? Niestety muszę przyznać, że ten rok jest chyba najgorszy jaki miałem od końca 2007, bo chociaż zrobiłem trochę dobrych zdjęć, to chodzi przecież o to żeby trzasnąć coś takiego co by wgniotło w ziemię. Dobrych zdjęć mam multum. Nie są one mi potrzebne. Potrzebne mi są za to takie które sprawią, że jeszcze będę wierzył, ze mam to COŚ.

W sumie to się już z tym jakby pogodziłem i stałem się bardziej spokojny przez to. Bez zbędnego napinania trza robić dalej swoje i czekać z pokorą na przypływ fotograficznej mocy. Fotografem nigdy nie będę, czekam tylko na farta.

Proroctwo się wykonało:marx pisze:a 2012 dobry górsko-rodzinnie?kilerus pisze:2011 dobry górsko, a 2012 dobry rodzinnie

Teraz już tylko kapcie

i 2013 rok!!!
Dzięki Wszystkim za godne akcje!



