W 100 % zgoda.janek754 pisze:Błędy i pomyłki programistów występują zazwyczaj w ilości proporcjonalnej do wielkości systemu i są rzeczą naturalną.Basia Z. pisze:Pomyłki, błędy często wynikają z tego, że jest za mało czasu na napisanie i wystarczająco dobre przetestowanie systemu
Faza testów, jakkolwiek pomaga wiele problemów rozwiązać, to jednak nie wszystkie, ponieważ testy wykonywane przez testerów w środowisku testowym to nie to samo co praca pracownika na produkcji (trochę masło maślane).
Prawdziwe "kwiatki" zazwyczaj wychodzą dopiero po wdrożeniu, dlatego system już na produkcji przechodzi okres tzw. stabilizacji, która w przypadku dużych systemów może trwać latami, ponieważ czasem się "zapętla":
Wdrożenie -> Stabilizacja -> Błędy -> Poprawki w środowisku testowym -> Test w środowisku testowym -> Wgranie poprawek na produkcję -> Stabilizacja -> Błędy ...
Inna sprawa, to oczywiście jakość danych. Jak w systemie są trociny, to żaden, nawet najlepszy programista nic na to nie poradzi
Pozdrawiam
Jan
wady eWUŚ
Kontynentalnie można:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kolej_magnetyczna
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kolej_magnetyczna
Ostatnio zmieniony wt 22 sty, 2013 przez Żabi Koń, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie tylko u nas, w takich np. Niemczech wcale nie jest inaczej.krzymul pisze:Oooo, to to, tak samo jak drogi, autostrady, czy pasy startowe ... , u nas wszystko się poprawia po wdrożeniu.Basia Z. pisze:A jak się tego nie zrobi - to trzeba ten program poprawiać potem, w fazie wdrożenia.
Każdemu jego Everest...
Z doświadczeń "górskich", kiedy sprzęt sprawdza się w trudnych warunkach wiadomo, że im coś (np. palnik, wiązania narciarskie, plecak) jest mniej skomplikowane tym bardziej niezawodne.gb pisze:Basia Z. pisze:Tylko Ty mi napisz, co można używać zamiast samolotu.![]()
inny samolot- taki, który - na przykład - jest mniej ekskluzywny, zabiera mniej towaru i pasażerów i niekoniecznie lata super szybko
![]()
pozdrawiam
gb
A tymczasem większość firm ma obecnie tendencje do "przebajerowywania" każdego sprzętu.
Z tych samych przyczyn nigdy się nie spieszę do nowości, a każdą kolejną wersję Windy instaluję mniej więcej dwa lata po jej premierze, kiedy większość błędów jest już wyłapana.
Niestety nie zawsze tak można - dedykowane systemy aplikacyjne z zasady zawsze muszą kiedyś mieć tą pierwszą wersję.
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Co jest najśmieszniejsze to akurat prędkość i pojemność samolotów nie zmienila się od jakichś 40 lat*. Nowe mniej palą i bywają bardziej luksusowo wyposażone (acz nie zawsze, bo to zalezy od zamawiającego)gb pisze: taki, który - na przykład - jest mniej ekskluzywny, zabiera mniej towaru i pasażerów i niekoniecznie lata super szybko
*tzn zmieniła się - 40 lat temu można było przelecieć w 2h Atlantyk pasażerskim samolotem a dziś się nie da.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
szczerze mówiąc mnie Ewuś zaskoczył pozytywnie, mam dwa meldunki (stały i czasowy) w dwóch różnych województwach, do tego moje ubezpieczenie płaci Urząd Pracy w Łomiankach. Akurat przebywam w Kielcach i potrzebowałam pójść do lekarza. Nie było żadnego problemu, byłam w systemie, jedyne co musiałam pokazać to zaświadczenie z UP o ubezpieczeniu.
Kiedy zapytałam się lekarza o to, czy nowy system jest im pomocny, to usłyszałam, że z jednej strony tak, ale w przypadku noworodków, które nie mają peselu, nie da się ich normalnie zarejestrować i jedynie pod tym kątem jest lekkie zamieszanie.
Kiedy zapytałam się lekarza o to, czy nowy system jest im pomocny, to usłyszałam, że z jednej strony tak, ale w przypadku noworodków, które nie mają peselu, nie da się ich normalnie zarejestrować i jedynie pod tym kątem jest lekkie zamieszanie.
Noworodki dostają pesel do około miesiąca po ich rejestracji.ruda pisze: Kiedy zapytałam się lekarza o to, czy nowy system jest im pomocny, to usłyszałam, że z jednej strony tak, ale w przypadku noworodków, które nie mają peselu, nie da się ich normalnie zarejestrować i jedynie pod tym kątem jest lekkie zamieszanie.
Myślę, że powinna być dorobiona funkcjonalność, która pozwala je wyszukiwać np. po peselu jednego z rodziców.
Przecież absolutnie wszystkie dzieci są ubezpieczone. Jak rozumiem system ma też na celu sprawdzenie kiedy i jaka osoba została objęta leczeniem (jednym słowem ile na nią wydano pieniędzy) - i wtedy usługa lekarska powinna być przypisana do konkretnego numeru pesel, ale to można zrobić potem, po nadaniu dziecku tego numeru. Wcześniej powinno mieć jakiś identyfikator "tymczasowy", tylko do identyfikacji w tym konkretnym systemie.
Oczywiście są sprawy bardziej skomplikowane (np. zrzeczenie się dziecka w szpitalu), które tez powinny zostać oprogramowane. Ale nie znam procedur związanych z nadawaniem numeru pesel takiemu dziecku (muszę się zapytać kolegi), więc nie wiem jak by należało to konkretnie zrobić.
Właśnie nie.Basia Z. pisze:Przecież absolutnie wszystkie dzieci są ubezpieczone.
Podejrzewam (bo są tu dobrzy kandydaci to tego) że zaraz będę zakrzyczany o kolejne robienie problemu z niczego, po czym po tygodniu i po 15 stronach wątku okaże się że miałem rację, ale niestety nie jest tak jak piszesz i rodzi to ogromne problemy interpretacyjne.
Otóż wszystkie dzieci (polskie) są UPRAWNIONE do świadczeń.
Z pozoru to to samo, przynajmniej na poziomie i z punktu widzenia dziecka, czy też jego rodzica. W zasadzie tak, ale - jak zawsze jest "ale":
Problem wynikł już w styczniu zeszłego roku.
Oburzone zastępy dziennikarzy i forumowiczów wszelkich portali wykrzykiwało na durnych konowałów, którzy protestują "nawet" w przypadku dzieci a przecież "wiadomo" że dziecko jest ubezpieczone itd. itp.
A GÓWNO a nie ubezpieczone!
Z dziećmi najtrudniej.
Nie może być u nas tak, że skoro każde dziecko jest UPRAWNIONE, to po problemie. U nas musi być tak że problem się zaczyna.
Dziecko ubezpieczone to zgłoszone (skutecznie!) do ubezpieczenia przez pracodawców rodzica, ewentualnie przez samego rodzica gdy ten jest płatnikiem składek (np. IDG).
Pozostałe (w uproszczeniu) dzieci to "dzieci nieubezpieczone uprawnione do świadczeń".
I teraz zaczyna się kołomyja.
Za dzieci ubezpieczone płaci NFZ
Za dzieci nieubezpieczone (w skrócie DN - taki też skrót wpisuje się na recepcie) płaci Ministerstwo Zdrowia.
Do czasu eWUŚ NIE BYŁO MOŻLIWOŚCI zweryfikowania prawdziwości statusu DN!!!!!!
I NFZ był bezradny wobec pytań jak pisać recepty. I bywało że dzieci dostawały leki pełnopłatne choć refundacja się należała
No bo prosty przykład:
przychodzi matka z dzieckiem. Nie ma dokumentu ubezpieczenia. Mówi że jest ubezpieczone.
Jeżeli napiszę receptę jak ubezpieczonemu a dziecko nie jest ubezpieczone: płacę karę bo płatnikiem jest MZ a nie NFZ.
Jeżeli napiszę receptę jako DN a ono jednak jest ubezpieczone : a gówno że nic się nie stanie. Zapłaci MZ, a powinno NFZ. NFZ daje karę, a MZ może rościć o zwrot "wyłudzonej" refundacji.
Wniosek - napisać jak po prostu nieubezpieczonemu, na 100 %. Nie ma na pewno roszczeń z MZ, nie ma zwrotu refundacji z NFZ, ale...... może być kara z NFZ: za utrudnianie dostępu do świadczeń gwarantowanych (nie robię sobie jaj, to są paragrafy i potencjalnie megakary).
Teraz jest prosto: eWUŚ wyrzuca czy dziecko jest ubezpieczone, czy ma status DN.
To jeden z przykładów na dobroczynne działanie eWUŚ.
Ale to że każde polskie dziecko jest UBEZPIECZONE - to mit.
Masz rację.komorfil pisze: Podejrzewam (bo są tu dobrzy kandydaci to tego) że zaraz będę zakrzyczany o kolejne robienie problemu z niczego, po czym po tygodniu i po 15 stronach wątku okaże się że miałem rację, ale niestety nie jest tak jak piszesz i rodzi to ogromne problemy interpretacyjne.
Otóż wszystkie dzieci (polskie) są UPRAWNIONE do świadczeń.
Ale to że każde polskie dziecko jest UBEZPIECZONE - to mit.
A kto płaci za malutkie dzieci, których rodzice pracują ale zakład jeszcze nie zdążył wysłać odpowiedniego dokumentu do ZUS (chyba ZWUA jak się nie mylę) ?
Miałem sen - byłem lekarzem, przyszła do mnie matka z bachorem, małym, może tydzień miał. Ale darł się tak jak conajmniej pięciolatek. Cholera wie czy bachor ubezpieczony czy też DN, istotne, że chory. Wypisałem recepty, oczywiście z refundacją. No i się zaczęło, okazało, że i NFZ i Ministerstwo Zdrowia coś do mnie mają. Co, cholera wie, bo pisma strasznym żargonem wypisane, istotne było to że mam zapłacić trzy stówy.
Zapłaciłem, NFZ-owi, ale nie jestem pewien czy dobrze, na drugi dzień posłałem jeszcze te trzy stówy do ministerstwa, niech się uławią
Ale po kilku dniach wystąpiłem też z pozwem wobec solidarnie - NFZ i Ministerstwa o zwrot kwot, bo nie moja wina, że oni mają burdel w papierach.
Sprawę prowadził sędzia Łożysko - zasądził dwa razy po 300 złotych plus odsetki na moją rzecz a także 50 tysięcy odszkodowania za zmarnowane nerwy w oczekiwaniu na wyrok.
Sędzia Łożysko językiem wcale nie prawniczym ale takim "ludzkim" wyjaśnił, że dziecko powinno być leczone za darmo a rzeczą lekarza jest leczyć a nie zastanawiać się czy to sprawa NFZ czy też MZ. Ponieważ przeważającą ilość kosztów ponosi NFZ, to lekarz mógł oczekiwać - stwierdził sędzia Łożysko - to i to wątpliwe powinien ponieść NFZ a jak będzie uważał, że to obowiązek MZ to niech je obciąży a jak nie dojdą do porzoumienia to niech się zwrócą do sądu. Na koniec sędzia Łożysko dodał, że uzyskał informację, że dziecko wyzdrowiało a więc naprawdę już nie wiadomo o co chodzi i oświadczył, że zwróci się do premiera z wnioskiem o dokonanie ocenysłuszności działania organów władzy jemu, premierowi. podległych.
No i się obudziłem, a było już tak pięknie.

Zapłaciłem, NFZ-owi, ale nie jestem pewien czy dobrze, na drugi dzień posłałem jeszcze te trzy stówy do ministerstwa, niech się uławią
Ale po kilku dniach wystąpiłem też z pozwem wobec solidarnie - NFZ i Ministerstwa o zwrot kwot, bo nie moja wina, że oni mają burdel w papierach.
Sprawę prowadził sędzia Łożysko - zasądził dwa razy po 300 złotych plus odsetki na moją rzecz a także 50 tysięcy odszkodowania za zmarnowane nerwy w oczekiwaniu na wyrok.
Sędzia Łożysko językiem wcale nie prawniczym ale takim "ludzkim" wyjaśnił, że dziecko powinno być leczone za darmo a rzeczą lekarza jest leczyć a nie zastanawiać się czy to sprawa NFZ czy też MZ. Ponieważ przeważającą ilość kosztów ponosi NFZ, to lekarz mógł oczekiwać - stwierdził sędzia Łożysko - to i to wątpliwe powinien ponieść NFZ a jak będzie uważał, że to obowiązek MZ to niech je obciąży a jak nie dojdą do porzoumienia to niech się zwrócą do sądu. Na koniec sędzia Łożysko dodał, że uzyskał informację, że dziecko wyzdrowiało a więc naprawdę już nie wiadomo o co chodzi i oświadczył, że zwróci się do premiera z wnioskiem o dokonanie ocenysłuszności działania organów władzy jemu, premierowi. podległych.
No i się obudziłem, a było już tak pięknie.
Jestem gorszego sortu...
Masz jakieś zastrzeżenia wobec sędziego Łożysko? Spodziewałem się tego - wystarczy, że ktoś coś powie po polsku i zrozumiale to odrazu jest wrogiem publicznym nr 1.krzymul pisze:Chyba Tuleya ?
PS.
Tak dla Twojej informacji - tata sędziego Łożysko sześćciokrotnie miał zabierane prawo jazdy - zawsze za jazdę po pijaku. Czy syn alkoholika powinien orzekać w polskich sądach?
Jestem gorszego sortu...
Dokładnie taki miał wydźwięk listu napisanego jakiś czas temu do premiera przez pewnego lekarza.Janek pisze:Sędzia Łożysko językiem wcale nie prawniczym ale takim "ludzkim" wyjaśnił, że dziecko powinno być leczone za darmo a rzeczą lekarza jest leczyć a nie zastanawiać się czy to sprawa NFZ czy też MZ. Ponieważ przeważającą ilość kosztów ponosi NFZ, to lekarz mógł oczekiwać - stwierdził sędzia Łożysko - to i to wątpliwe powinien ponieść NFZ a jak będzie uważał, że to obowiązek MZ to niech je obciąży a jak nie dojdą do porzoumienia to niech się zwrócą do sądu. Na koniec sędzia Łożysko dodał, że uzyskał informację, że dziecko wyzdrowiało a więc naprawdę już nie wiadomo o co chodzi i oświadczył, że zwróci się do premiera z wnioskiem o dokonanie ocenysłuszności działania organów władzy jemu, premierowi. podległych.
Lekarz leczył zgodnie z wiedzą medyczną. Stan pacjentów się poprawił. Pacjenci byli ubezpieczeni. Dokumentacja potwierdzała wypisanie leków, oraz rozpoznania. Lekarz był uprawniony do wypisywania recept. Musiał zwrócić 18 tys złotych.
Janku, to że pacjent zdrowieje, to nie jest ważne. To że lekarz był uprawniony do wypisania leków a pacjent był uprawniony do ich otrzymania, to nie jest ważne.
Ważne było że lekarz nie wykonał pewnego badania które nie jest dostępne od ręki, a które wg uznania kontrolera było potrzebne do rozpoznania choroby.
To zupełnie nieważne, że lek pacjentom pomógł i choroba ustąpiła. Nie była rozpoznana w oparciu o kryteria kontrolera.
Naprawdę nie dziwcie się że lekarze odsyłają i oddalają od siebie problem pacjenta.
Piekło refundacyjne to tylko jeden z elementów układanki.
A orzekanie o błędach lekarskich, znacznie bardziej radykalne w Polsce niż w krajach zachodnich (orzekano o błędach lekarskich w Polsce w przypadkach które na zachodzie w sposób oczywisty uznawane są za naturalne powikłania leczenia)?
A system eWUS- który jest elementem kontynuacji polityki odsuwania lekarza od problemów pacjenta i stawiania lekarza w pierwszym rzędzie w roli urzędnika kontrolującego uprawnienia?
Dobrze, eWUS ułatwił pewne sprawy - ale dlaczego do KURWY nędzy lekarzom wciska się lepsze lub gorsze narzędzia do spraw którymi w ogóle nie powinni się zajmować?
No i to jest jeszcze jeden argument na to aby, któryś ukarany lekarz poszedł z tym do Sądu bo zawsze jest szansa, że trafi na sędziego takiego jak Tuleia i ministerstwo i NFZ trafią na łamy wszystkich mediów, nie mówiąc już o uchylenia kary.komorfil pisze:Janku, to że pacjent zdrowieje, to nie jest ważne. To że lekarz był uprawniony do wypisania leków a pacjent był uprawniony do ich otrzymania, to nie jest ważne.
Ważne było że lekarz nie wykonał pewnego badania które nie jest dostępne od ręki, a które wg uznania kontrolera było potrzebne do rozpoznania choroby.
To zupełnie nieważne, że lek pacjentom pomógł i choroba ustąpiła. Nie była rozpoznana w oparciu o kryteria kontrolera.
Nie wiem czym ostatecznie skończy się interwencja sędziego Tuleii, ale jednego jestem pewien - JUŻ NIGDY ŻADNI FUNKCJONARIUSZE POLICJI I CBA NIE PÓJDĄ ZGARNIAĆ W NOCY LEKARZA Z DYŻURU W OIOMIE ABY UZYSKAĆ OD NIEGO ZEZNANIA CO DO WRĘCZENIA PRZEZ NIEGO PREZENTU W POSTACI PUDEŁKA NA CYGARA WARTEGO PODOBNO AŻ 700 ZŁ.
Ten etap mamy chyba, chwalić Boga, za sobą. Dzieki sedziemu Tulei.
Jestem gorszego sortu...
Żabi Koń pisze:Jeszcze Janku zapomniałeś napisać, ze wystawiłeś rachunek... a nie przepraszam, masz obrót w roku ubiegłym poniżej 40 tys. zł.
Wiem, wiem, ze chodzi o państwowy. Tak piszę, żeby zrobić rzeźnie
Rozumiem że chodzi Ci o Janka z jego snu, czyli snu w którym Janek był lekarzem.
Nie zrobisz rzeźni mój drogi, bo rachunki po prostu się wystawia, więc z czego rzeźnia?
Powiem Ci więcej- ja pacjentów całkowicie prywatnych nie mam, bo jeśli nawet, to w firmie jako lekarz kontraktowy, a firma rachunki wystawia (gdzie się nie obejrzysz tam kasa fiskalna, na recepcji są bodaj 3). Ale kiedyś na prośbę kolegi byłem całkowicie prywatnie u pacjenta. Zarobiłem bodaj 50 zł, pacjent rękami i nogami się zapierał że nie trzeba rachunku, no to w domu ten rachunek sporządziłem, wpisałem do przychodów, rachunek pacjentowi wysłałem, podatek zapłaciłem. Inni też tak robią
Gdzie ta rzeźnia?
oczywiście że są przypadki lekarzy którzy nie ujawniają dochodów.
Raczej byłoby dziwne, gdyby nie było takich przypadków.
Natomiast skala zjawiska jest nieznana, cyfry które padają w cytowanym artykule, są od czapy.
W Polsce mamy 131 tys. lekarzy i 32 tys. dentystów.Szacuje się, że 90 procent z nich dorabia prywatnie. W opolskiej izbie lekarskiej obecnie zrzeszonych jest 2405 lekarzy (łącznie z emerytami) i 720 stomatologów.
Ministerstwo szacowało, że po wprowadzeniu ubiegłorocznego obowiązku posiadania kas, założy je nawet 200 tys. lekarzy i prawników, bo także ich dotyczyło nowe prawo. Tymczasem od maja do końca zeszłego roku w kraju przybyło tylko 78 tys. kas.
No i?
Dorabianie prywatne nie równa się obowiązkowi posiadania kas.
Np. ja dorabiam prywatnie, a nie mam kasy. No i co mi zrobisz? Jestem na kontrakcie w prywatnej placówce, z pacjentami rozlicza się ona i ma 3 kasy fiskalne. Dotyczy to całej rzeszy lekarzy, bowiem gdzie masz w Polsce w dużej ilości, poza stomatologami i trochę ginekologami, naprawdę prywatne, indywidualne gabinety?
To nie te czasy. Potrzeba setek tysięcy złotych na jakikolwiek sprzęt, a użeranie się papierowe z sanepidem, ZUSem, wszelkimi urzędami nadzoru nad systemami opieki itd. powoduje że większość czasu i tak pochłonęłaby papierologia. Więc lekarze raczej wolą dzielić się zyskiem i pracować w dużych placówkach - takich co to mają po 5, 10 gabinetów, albo i takich, które mają np. 100 przychodni w kraju. I wtedy pacjenci kasowani są w recepcjach tychże przybytków.
Ja już całe lata nie widziałem gabinetu jak za dawnych lat, gdzieś w pokoiku adoptowanym w bloku, gdzie lekarz jest lekarzem, pielęgniarką, rejestratorką i sprzątaczką. Tego już nie ma.
Oczywiście jest stomatologia - praktycznie w 100 % prywatna. Ale te co znam - a znam sporo - ZAWSZE dają rachunek.
Poza tym płaci się kartą - WSZĘDZIE są terminale. Od 10 lat nie zapłaciłem u stomatologa gotówką, a ze względu na tragiczne zęby jestem bywalcem przychodni stomatologicznej.
Tu się nie da robić machlojek.
Podajesz jakieś jednostkowe przykłady, na to odpowiedź dla dostosowania się powinna brzmieć "a u was biją Murzynów" lub inny podobny komunał.
Oczywiście że są lekarze ukrywający przychód. Ilu ich jest, w dobie sieciowych przychodni, wszechobecnego płacenia kartami itp?
Raczej byłoby dziwne, gdyby nie było takich przypadków.
Natomiast skala zjawiska jest nieznana, cyfry które padają w cytowanym artykule, są od czapy.
W Polsce mamy 131 tys. lekarzy i 32 tys. dentystów.Szacuje się, że 90 procent z nich dorabia prywatnie. W opolskiej izbie lekarskiej obecnie zrzeszonych jest 2405 lekarzy (łącznie z emerytami) i 720 stomatologów.
Ministerstwo szacowało, że po wprowadzeniu ubiegłorocznego obowiązku posiadania kas, założy je nawet 200 tys. lekarzy i prawników, bo także ich dotyczyło nowe prawo. Tymczasem od maja do końca zeszłego roku w kraju przybyło tylko 78 tys. kas.
No i?
Dorabianie prywatne nie równa się obowiązkowi posiadania kas.
Np. ja dorabiam prywatnie, a nie mam kasy. No i co mi zrobisz? Jestem na kontrakcie w prywatnej placówce, z pacjentami rozlicza się ona i ma 3 kasy fiskalne. Dotyczy to całej rzeszy lekarzy, bowiem gdzie masz w Polsce w dużej ilości, poza stomatologami i trochę ginekologami, naprawdę prywatne, indywidualne gabinety?
To nie te czasy. Potrzeba setek tysięcy złotych na jakikolwiek sprzęt, a użeranie się papierowe z sanepidem, ZUSem, wszelkimi urzędami nadzoru nad systemami opieki itd. powoduje że większość czasu i tak pochłonęłaby papierologia. Więc lekarze raczej wolą dzielić się zyskiem i pracować w dużych placówkach - takich co to mają po 5, 10 gabinetów, albo i takich, które mają np. 100 przychodni w kraju. I wtedy pacjenci kasowani są w recepcjach tychże przybytków.
Ja już całe lata nie widziałem gabinetu jak za dawnych lat, gdzieś w pokoiku adoptowanym w bloku, gdzie lekarz jest lekarzem, pielęgniarką, rejestratorką i sprzątaczką. Tego już nie ma.
Oczywiście jest stomatologia - praktycznie w 100 % prywatna. Ale te co znam - a znam sporo - ZAWSZE dają rachunek.
Poza tym płaci się kartą - WSZĘDZIE są terminale. Od 10 lat nie zapłaciłem u stomatologa gotówką, a ze względu na tragiczne zęby jestem bywalcem przychodni stomatologicznej.
Tu się nie da robić machlojek.
Podajesz jakieś jednostkowe przykłady, na to odpowiedź dla dostosowania się powinna brzmieć "a u was biją Murzynów" lub inny podobny komunał.
Oczywiście że są lekarze ukrywający przychód. Ilu ich jest, w dobie sieciowych przychodni, wszechobecnego płacenia kartami itp?
Napiszę szczerze, ze nie wiedziałem, że w ogóle lekarze muszą wystawiać rachunek. Teraz się dopiero dowiedziałem. Ile razy byłem prywatnie u lekarza, tyle razy nie dostałem rachunku (poza jedną przychodnią stomatologiczną), a zaadaptowany pokój w bloku (kamienicy) ostatnio był na porządku dziennym w moich doświadczeniach. Widocznie mam pecha, ze tak trafiam. Musiało się tak niefortunnie złożyć. Cóż... Tego już nie ma.




