Detektor

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Janek

-#10
Posty: 19437
Rejestracja: wt 26 kwie, 2005

Detektor

Post autor: Janek »

Jestem gorszego sortu...
lukka

-#3
Posty: 179
Rejestracja: wt 02 paź, 2012

Post autor: lukka »

"Jeszcze żaden turysta przysypany w polskich Tatrach przez lawinę nie miał ze sobą detektora"

Myślałem że zimą po górach chodzą że tak powiem zaawansowani turyści ze sprzętem.
Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Pozwolę sobie przekleić to co już napisałam na innym forum:

20, czy 30 lat temu ludzie też chodzili po górach.
Wypadków lawinowych nie było wcale dramatycznie więcej, a nawet mam wrażenie, że mniej.
Oczywiście też się zdarzały, kilku moich znajomych (m.in. z KW Gliwice, z SKPG) zginęło w lawinach.

Ale była zasada taka, że mało kto, na prawdę mało kto chodził sam, przeważnie miało się partnera, a po drugie - takie mam wrażenie ludzie byli bardziej "uważni" - o tą "uwagę" przede wszystkim chodzi.

Teraz kiedy ma się dobry sprzęt często mam wrażenie takie jakby ludziom "wyłączało się" myślenie i sądzili że ten sprzęt za nich wszytko załatwi.
Jasne, że lepiej mieć ABC niż go nie mieć, zarówno zeszłoroczny (z Goryczkowej) jak i tegoroczny wypadek pod przełęczą Świnicką wykazały, że gdyby ten ktoś miał ABC - to być może zostałby szybciej odnaleziony, bo zasypanych poszukiwano dość długo.
Co wcale nie świadczy o tym, że by przeżył, bo w warunkach małej ilości śniegu zdarza się, że powodem śmierci są doznane urazy, kiedy kogoś "przeciora" po kamieniach a nie zasypanie.
Tak zresztą zginęli moi koledzy w Czerwonym Żlebie i koleżanka w Żlebie Żandarmerii, w ogóle nie byli przykryci śniegiem.

Najważniejsze w tym wszystkim jest nie podejmowanie nadmiernie ryzykownych zachowań, a nie posiadany sprzęt. Sprzęt zaś paradoksalnie może się przyczynić do tego, że podejmie się większe ryzyko.

Posiadanie sprzętu wcale nie świadczy o zaawansowaniu. Jeżeli się go ma - trzeba go umieć używać. A w każdym wypadku - nie należy nadmiernie ryzykować.

Co ja będę prawić takie komunały, najlepiej się zapisać na kurs lawinowy.
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

Co ja będę prawić takie komunały, najlepiej się zapisać na kurs lawinowy.
W kontekście tego co napisałaś wyżej to ostatnie zdanie jest bezsensu.
Kiedyś wszyscy byli po kursach? Więcej się ich organizowało?
Czy może kurs znów u niektórych wyłączy myślenie?

"Ekspercie pamiętaj - lawina nie wie, że jesteś ekspertem"

Osobna kwestia to praktyczność takich kursów, która niestety jest drastycznie niska.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Huczaj pisze:
Osobna kwestia to praktyczność takich kursów, która niestety jest drastycznie niska.
Trudno mi oceniać wszystkie kursy, bo nie wiem jakie są.

Ja osobiście byłam na dwóch - jeden prowadził Kuba R. pod Tubaczem, w programie było zarówno badanie śniegu, jak i wyszukiwanie zasypanego "pipsa".
Drugi (właściwie chronologicznie pierwszy) był organizowany w "Samotni", w roku 1990, jeszcze przed tym zanim "pipsy" weszły do powszechnego użycia. Niemniej i bez nauki stosowania "pipsów" można się było sporo nauczyć na temat właściwości śniegu, prób jakie trzeba zrobić, jakich formacji unikać itd. itd. Kurs ten trwał pełne 3 dni.

Mi osobiście oba sporo dały, chociaż na wielkie szczęście nie musiałam sprawdzać swojej wiedzy w praktyce.

A już znacznie wcześniej chodziłam ze znajomymi zimą po Tatrach i w grupie zawsze była jedna lub dwie osoby bardziej doświadczone od innych, one wybierały trasę, tłumaczyły dlaczego wybierają taką a nie inną, pokazywały czego należy unikać.

Taki sposób nauki chodzenia po górach zimą wydaje mi się sensowny.
lukka

-#3
Posty: 179
Rejestracja: wt 02 paź, 2012

Post autor: lukka »

Przypomnieli mi się licealiści z Tychów. Jednego dnia wspaniała droga a następnego dnia tragedia.
Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

Basia ma rację, poza zdarzeniami przypadkowymi jest więcej zdarzeń na dużym ryzyku (kilku licealistów na paru metrach pod Rysami), jak i zupełnie bezmyślnych (wchodzenie Świnicką Przełęczą przez zasypanych kilka dni temu, gdy obok cała łysa ubocz Beskidu daje pewne i bezpieczne wejście) w porównaniu do czasów dawniejszych. Kiedyś czekany miała elita, dzisiaj każdy trzyma przynajmniej jeden w garażu
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

dagomar pisze: jak i zupełnie bezmyślnych (wchodzenie Świnicką Przełęczą przez zasypanych kilka dni temu,
Zimą, Świnicka przełęcz jest uznawana za w miarę bezpieczną. Żleb jest na górze bardzo wąski w związku z czym w górnej jego partii śniegu nie jest dużo. Przykładem może być memoriał skiturowy 2 lata temu, gdzie w złych warunkach śnieżnych zdecydowano się zjeżdżać ze Świnickiej jako bardziej bezpieczniej niż np. Liliowe, które znów słynie z lawiniastości.
dagomar pisze: gdy obok cała łysa ubocz Beskidu daje pewne i bezpieczne wejście
Nie ma zimą czegoś takiego jak "pewne i bezpieczne wejście". Chyba, że nie ma zagrożenia lawinowego (a i tutaj są przykłady - vide wypadek na Świnicy sprzed 2 lat, kiedy przy braku zagrożenia lawinowego spadło z lawiną dwóch taterników, cudem się ratując).
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

czasami jeżdżę z Kasprowego zimą nocując w Murowańcu, nie przypominam sobie warunków, w których chciałbym wchodzić Świnicką Przełęczą, mając obły Boczań obok, choćbym Ci wierzył, że jest w miarę bezpieczna, więc, zakładam, że nie bardzo doświadczona, a ostrożna osoba powinna mieć tak samo.
Sam chodziłem zimą niewiele, choć się zdarzało, z przełęczy wchodziłem Zawratem, Wrotami, Baranią, Hińczową, więc święty nie jestem i kadzić nikomu nie zamierzam. Po prostu mając łagodny teren wypukły obok wklęsłego, wybrał bym ten pierwszy.
Awatar użytkownika
Huczaj

-#6
Posty: 2841
Rejestracja: śr 28 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków/Olkusz

Post autor: Huczaj »

dagomar pisze:czasami jeżdżę z Kasprowego zimą nocując w Murowańcu, nie przypominam sobie warunków, w których chciałbym wchodzić Świnicką Przełęczą, mając obły Boczań obok, choćbym Ci wierzył, że jest w miarę bezpieczna, więc, zakładam, że nie bardzo doświadczona, a ostrożna osoba powinna mieć tak samo.
Sam chodziłem zimą niewiele, choć się zdarzało, z przełęczy wchodziłem Zawratem, Wrotami, Baranią, Hińczową, więc święty nie jestem i kadzić nikomu nie zamierzam. Po prostu mając łagodny teren wypukły obok wklęsłego, wybrał bym ten pierwszy.
Bo wygląda odstraszająco. Jest bardzo stroma w górnej części i zimą żeby przebić się na grań trzeba się przekopać przez nawis, który tam zawsze powstaje - co też odstrasza. Szedłem tam zimą dwukrotnie przy rożnych warunkach i przyznam że do podchodzenia na grań jest dość często wybierana przez innych turystów.

Tak jak pisałem - nie ma miejsc na pewno bezpiecznych zimą, więc nie ma co dywagować. Jak pokazują fakty lawina może zgarnąć wszędzie. I lawina nie musi być potężna żeby skończyło się to tragicznie. Na końcu i tak liczy się obserwacja warunków, trochę wiedzy/wyczucia i szczęście.
ODPOWIEDZ