Drodzy towarzysze informatycy i spece od organizacji i zarządzania - słyszeliście może o komputerze i programie majstra Malinowskiego? Pewnie nie bo i skąd.
W latach 50-ych, 60-ych, 70 - uch w jednym z Rejonów Dróg Publicznych był taki majster Malinowski - dowodził brygadą, która na drodze wykonywała drobne roboty - dziurę załatać, znak wymienić, słupek naprostować itd. Majster na robocie znał się jak mało kto, posturę miał zacną, tak ok. 100 kg żywej wagi ale mięśni a nie tłuszczu więc porządek w bryadzie był idealny, tylko miał jeden feler - z pisaniem i liczeniem było u niego krucho. A tu co miesiąc trzeba było płace naliczyć a w dodatku ludzie pracowali w akordzie - jawna lipa ale inaczej by na sól nie zarobili bo taryfikator stawek był dziadowski. Takie naliczenie to sterta rozmaitych druków do wypełnienia i kupa liczenia.
No i majster Malinowski opracował "program". W tymże Rejonie w kadrach i płacach co się wtedy dumnie nazywał "Dział Ekonomiczny" pracował taki pan Maryś, urzędas wielce sprawny ale jeszcze większa "oliwa" - majster Malinowski przychodził do niego raz w miesiącu, pokazywał "połówkę" albo i dwie i dyktował Marysiowi
- Kowalski, nieźle pracował - ma zarobić 2000 złotych
- Barański - starał się chłopak - 2300 zł
- Kaczyński - leniuch, obibok, ale żyć musi - 1400 zł
itd itd - jakieś 8 osób
Wylicz wszystko Maryś jak trzeba.
Maryś zostawał popołudniu i pracował jak mały motorek, Malinowski przychodził wieczorem, z tą "połówką" robił "odbiór" roboty i potem wspólnie opróżniali butelczynę.
Takich brygad w Rejonie było sporo, niektórymi kierowali młodzi inżynierowie, naogół były problemy z tym, że ludzie latali na skargę do dyrektora, że ich "pan inżynier pokrzywdził". U majsta Malinowskiego przez blisko 40 lat nie było ani jednej reklamacji w sprawie płacy.
Ale to był socjalizm, czyli ustrój zbrodniczy i głupi. Parafrazując Franza (Linda) z filmów Pasikowskiego - "A co wy, kurwa, wiecie o socjaliźmie"

Jestem gorszego sortu...