W drodze do schronu

Przez najbliższe trzy dni będzie to nasz dom. Trzeba przyznać że luksusowy, nawet kibelek jest w środku i co najważniejsze - umocniony stalową liną. Zastanawiałam się po co ale odpowiedź otrzymałam niebawem.

Schron leży na prawie 2000 m i kiedy doszliśmy przywitał nas huraganowy wiatr. I tak już miało zostać do końca.


Wyłączamy komórki, zresztą i tak nie ma tu zasięgu. Zaczynamy życie nie wiedząc "jaki czas i jaka godzina". Najważniejsze staje się topienie śniegu na kawę i trzymanie ognia. Za telewizor służy nam piec, w który gapimy się w milczeniu ( czasami zmieniamy program dorzucając nowego drzewa), za muzykę - huragan za oknem.
Chałupa trzeszczy jakby miała się rozlecieć ale wiem że trzymają ją stalowe liny, więc wypijam w spokoju kolejną kawę.
Telewizor

Ponieważ wynoszę na plecach 14 kg plecak w kopnym śniegu, zasypiam przy tej muzyce, pomimo kilku kaw. Kiedy się budzę, księżycowe światło zalewa cały kocioł, nad którym leży stoi nasz schron. Wspaniała pora na spacer.


Zmieniamy programy w telewizji i kiedyś w końcu nadchodzi poranek.


Naprawiamy drzwi uszkodzone przez wiatr i idziemy zdobywać okoliczne pagóry. Niektórzy cieszą się z sukcesów...

...bo zwycięzcą nie ten, kto wyjdzie najwyżej a ten kogo nie powali wiatr.

W tle widoczne schronisko i poniżej nasza chałupka.

Jesteśmy tu tylko my w trójkę i wiatr który poleruje dla mnie ścieżki. Niesamowite uczucie. Mam wrażenie że cały świat należy do mnie.

Powrót przez wymiecione ze śniegu jezioro...

... i zawiane po dachy bacówki.

Cywilizacja oznajmia się muzyką z głośników przy wyciągach narciarskich a mnie Góry jak zwykle, powaliły na kolana

Szczęśliwego Nowego Roku!
uszba






