Detektor
Pozwolę sobie przekleić to co już napisałam na innym forum:
20, czy 30 lat temu ludzie też chodzili po górach.
Wypadków lawinowych nie było wcale dramatycznie więcej, a nawet mam wrażenie, że mniej.
Oczywiście też się zdarzały, kilku moich znajomych (m.in. z KW Gliwice, z SKPG) zginęło w lawinach.
Ale była zasada taka, że mało kto, na prawdę mało kto chodził sam, przeważnie miało się partnera, a po drugie - takie mam wrażenie ludzie byli bardziej "uważni" - o tą "uwagę" przede wszystkim chodzi.
Teraz kiedy ma się dobry sprzęt często mam wrażenie takie jakby ludziom "wyłączało się" myślenie i sądzili że ten sprzęt za nich wszytko załatwi.
Jasne, że lepiej mieć ABC niż go nie mieć, zarówno zeszłoroczny (z Goryczkowej) jak i tegoroczny wypadek pod przełęczą Świnicką wykazały, że gdyby ten ktoś miał ABC - to być może zostałby szybciej odnaleziony, bo zasypanych poszukiwano dość długo.
Co wcale nie świadczy o tym, że by przeżył, bo w warunkach małej ilości śniegu zdarza się, że powodem śmierci są doznane urazy, kiedy kogoś "przeciora" po kamieniach a nie zasypanie.
Tak zresztą zginęli moi koledzy w Czerwonym Żlebie i koleżanka w Żlebie Żandarmerii, w ogóle nie byli przykryci śniegiem.
Najważniejsze w tym wszystkim jest nie podejmowanie nadmiernie ryzykownych zachowań, a nie posiadany sprzęt. Sprzęt zaś paradoksalnie może się przyczynić do tego, że podejmie się większe ryzyko.
Posiadanie sprzętu wcale nie świadczy o zaawansowaniu. Jeżeli się go ma - trzeba go umieć używać. A w każdym wypadku - nie należy nadmiernie ryzykować.
Co ja będę prawić takie komunały, najlepiej się zapisać na kurs lawinowy.
20, czy 30 lat temu ludzie też chodzili po górach.
Wypadków lawinowych nie było wcale dramatycznie więcej, a nawet mam wrażenie, że mniej.
Oczywiście też się zdarzały, kilku moich znajomych (m.in. z KW Gliwice, z SKPG) zginęło w lawinach.
Ale była zasada taka, że mało kto, na prawdę mało kto chodził sam, przeważnie miało się partnera, a po drugie - takie mam wrażenie ludzie byli bardziej "uważni" - o tą "uwagę" przede wszystkim chodzi.
Teraz kiedy ma się dobry sprzęt często mam wrażenie takie jakby ludziom "wyłączało się" myślenie i sądzili że ten sprzęt za nich wszytko załatwi.
Jasne, że lepiej mieć ABC niż go nie mieć, zarówno zeszłoroczny (z Goryczkowej) jak i tegoroczny wypadek pod przełęczą Świnicką wykazały, że gdyby ten ktoś miał ABC - to być może zostałby szybciej odnaleziony, bo zasypanych poszukiwano dość długo.
Co wcale nie świadczy o tym, że by przeżył, bo w warunkach małej ilości śniegu zdarza się, że powodem śmierci są doznane urazy, kiedy kogoś "przeciora" po kamieniach a nie zasypanie.
Tak zresztą zginęli moi koledzy w Czerwonym Żlebie i koleżanka w Żlebie Żandarmerii, w ogóle nie byli przykryci śniegiem.
Najważniejsze w tym wszystkim jest nie podejmowanie nadmiernie ryzykownych zachowań, a nie posiadany sprzęt. Sprzęt zaś paradoksalnie może się przyczynić do tego, że podejmie się większe ryzyko.
Posiadanie sprzętu wcale nie świadczy o zaawansowaniu. Jeżeli się go ma - trzeba go umieć używać. A w każdym wypadku - nie należy nadmiernie ryzykować.
Co ja będę prawić takie komunały, najlepiej się zapisać na kurs lawinowy.
W kontekście tego co napisałaś wyżej to ostatnie zdanie jest bezsensu.Co ja będę prawić takie komunały, najlepiej się zapisać na kurs lawinowy.
Kiedyś wszyscy byli po kursach? Więcej się ich organizowało?
Czy może kurs znów u niektórych wyłączy myślenie?
"Ekspercie pamiętaj - lawina nie wie, że jesteś ekspertem"
Osobna kwestia to praktyczność takich kursów, która niestety jest drastycznie niska.
Trudno mi oceniać wszystkie kursy, bo nie wiem jakie są.Huczaj pisze:
Osobna kwestia to praktyczność takich kursów, która niestety jest drastycznie niska.
Ja osobiście byłam na dwóch - jeden prowadził Kuba R. pod Tubaczem, w programie było zarówno badanie śniegu, jak i wyszukiwanie zasypanego "pipsa".
Drugi (właściwie chronologicznie pierwszy) był organizowany w "Samotni", w roku 1990, jeszcze przed tym zanim "pipsy" weszły do powszechnego użycia. Niemniej i bez nauki stosowania "pipsów" można się było sporo nauczyć na temat właściwości śniegu, prób jakie trzeba zrobić, jakich formacji unikać itd. itd. Kurs ten trwał pełne 3 dni.
Mi osobiście oba sporo dały, chociaż na wielkie szczęście nie musiałam sprawdzać swojej wiedzy w praktyce.
A już znacznie wcześniej chodziłam ze znajomymi zimą po Tatrach i w grupie zawsze była jedna lub dwie osoby bardziej doświadczone od innych, one wybierały trasę, tłumaczyły dlaczego wybierają taką a nie inną, pokazywały czego należy unikać.
Taki sposób nauki chodzenia po górach zimą wydaje mi się sensowny.
Basia ma rację, poza zdarzeniami przypadkowymi jest więcej zdarzeń na dużym ryzyku (kilku licealistów na paru metrach pod Rysami), jak i zupełnie bezmyślnych (wchodzenie Świnicką Przełęczą przez zasypanych kilka dni temu, gdy obok cała łysa ubocz Beskidu daje pewne i bezpieczne wejście) w porównaniu do czasów dawniejszych. Kiedyś czekany miała elita, dzisiaj każdy trzyma przynajmniej jeden w garażu
luknij na moje panoramy i galerie
Zimą, Świnicka przełęcz jest uznawana za w miarę bezpieczną. Żleb jest na górze bardzo wąski w związku z czym w górnej jego partii śniegu nie jest dużo. Przykładem może być memoriał skiturowy 2 lata temu, gdzie w złych warunkach śnieżnych zdecydowano się zjeżdżać ze Świnickiej jako bardziej bezpieczniej niż np. Liliowe, które znów słynie z lawiniastości.dagomar pisze: jak i zupełnie bezmyślnych (wchodzenie Świnicką Przełęczą przez zasypanych kilka dni temu,
Nie ma zimą czegoś takiego jak "pewne i bezpieczne wejście". Chyba, że nie ma zagrożenia lawinowego (a i tutaj są przykłady - vide wypadek na Świnicy sprzed 2 lat, kiedy przy braku zagrożenia lawinowego spadło z lawiną dwóch taterników, cudem się ratując).dagomar pisze: gdy obok cała łysa ubocz Beskidu daje pewne i bezpieczne wejście
czasami jeżdżę z Kasprowego zimą nocując w Murowańcu, nie przypominam sobie warunków, w których chciałbym wchodzić Świnicką Przełęczą, mając obły Boczań obok, choćbym Ci wierzył, że jest w miarę bezpieczna, więc, zakładam, że nie bardzo doświadczona, a ostrożna osoba powinna mieć tak samo.
Sam chodziłem zimą niewiele, choć się zdarzało, z przełęczy wchodziłem Zawratem, Wrotami, Baranią, Hińczową, więc święty nie jestem i kadzić nikomu nie zamierzam. Po prostu mając łagodny teren wypukły obok wklęsłego, wybrał bym ten pierwszy.
Sam chodziłem zimą niewiele, choć się zdarzało, z przełęczy wchodziłem Zawratem, Wrotami, Baranią, Hińczową, więc święty nie jestem i kadzić nikomu nie zamierzam. Po prostu mając łagodny teren wypukły obok wklęsłego, wybrał bym ten pierwszy.
luknij na moje panoramy i galerie
Bo wygląda odstraszająco. Jest bardzo stroma w górnej części i zimą żeby przebić się na grań trzeba się przekopać przez nawis, który tam zawsze powstaje - co też odstrasza. Szedłem tam zimą dwukrotnie przy rożnych warunkach i przyznam że do podchodzenia na grań jest dość często wybierana przez innych turystów.dagomar pisze:czasami jeżdżę z Kasprowego zimą nocując w Murowańcu, nie przypominam sobie warunków, w których chciałbym wchodzić Świnicką Przełęczą, mając obły Boczań obok, choćbym Ci wierzył, że jest w miarę bezpieczna, więc, zakładam, że nie bardzo doświadczona, a ostrożna osoba powinna mieć tak samo.
Sam chodziłem zimą niewiele, choć się zdarzało, z przełęczy wchodziłem Zawratem, Wrotami, Baranią, Hińczową, więc święty nie jestem i kadzić nikomu nie zamierzam. Po prostu mając łagodny teren wypukły obok wklęsłego, wybrał bym ten pierwszy.
Tak jak pisałem - nie ma miejsc na pewno bezpiecznych zimą, więc nie ma co dywagować. Jak pokazują fakty lawina może zgarnąć wszędzie. I lawina nie musi być potężna żeby skończyło się to tragicznie. Na końcu i tak liczy się obserwacja warunków, trochę wiedzy/wyczucia i szczęście.



