krzymul pisze:ale jest mnóstwo ludzi którzy dostają białej gorączki na samo słowo - Maciarewicz
Między innymi ja, nie tyle na słowo, co na wygląd i sposób bycia. Miałem okazję usłyszeć od kilkunastu, zresztą absolutnie dalekich od polityki pań, że się dziwią, że ten facet jest żonaty, ergo przynajmniej jedna pani go toleruje w łóżku. Bo nieważne jest co mówi, ale jak mówi - przesadnie ugrzeczniony, oślizły piskorz. To ugrzecznienie zresztą jest też pozorne, wystarczy spojrzeć na mimikę twarzy aby być pewnym, że to nienawistnik, po którym można się spodziewać, że podajc rękę będzie miał żyletki między palcami.
Bracia Kaczyńscy - bliźniacy, z wiekiem coraz mniej podobni do siebie fizycznie i kompletnie niepodobni psychicznie.
Lech - znam ludzi z Gdańska, którzy go znali dość blisko w latach 1980-81, kiedy był wiceprzewodniczącym Solidarności. Określali go tak - pracuś, solidny i sprawny zawodowo znawca prawa pracy ale intelektualnie niezbyt lotny, błyskotliwej kariery prawniczej by nie zrobił nigdy, w przeciwieństwie do brata, lubił sobie chlapnąć ale raczej wino niż mocniejsze napoje. Dupowaty, rozpaczliwie usiłujący nie być całkowicie podporządkowanym bratu. Później, tj. po 1989 roku, przegrał wybory w Solidarności z Krzaklewskim, potem w kacelarii prezydenckiej, z której wyleciał bez przyczyny, wraz z bratem na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. Bardzo sprawnie kierowł Naczelną Izbą Kontroli, o dziwo, pozostawił na stanowiskach wielu znaczących urzędników z lat jeszcze siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Od czasu wejścia do rządu Buzka, kukiełka sterowana przez brata. Podobno miły w towarzystwie, sympatyczna gaduła ale niezbyt wyrobiony stąd wpadki typu - spieprzaj dziadu lub ta małpa w czerwonym. Jako prezydent kompletnie bezbarwny, "maszynka" do podpisywania ustaw sterowana pilotem w ręku brata, zakompleksiony przez kompletną nieznajomość języków obcych, nie umiejący zareagować na chamskie zachowania O. Rydzyka wobec swojej żony. Jedyny plus - dość skutecznie hamował antysemickie ciągoty w swoim otoczeniu. Drugie wybory by przerżnął z kretesem, pewnie w I turze, prawdopodobnie z wynikiem gorszym nie tylko od Komorowskiego ale i Szmajdzińskiego. Do historii przejdzie z zapisem - Działacz związkowy Solidarności, prezydent w latach 2005-2010, zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.
Jarosław Kaczyński - wyjątkowo inteligentny, prawdziwe "zwierzę polityczne", znakomity orator (choć w ostatnim czasie zbyt kojarzący się z manierą i stykistyką Władysława Gomułki, ongiś też świetnego mówcy), autor zgrabnych bon-motów jak np. "teraz, kurwa, my", w środowisku solidarnościowym egotyczny samotnik, powszechnie nie lubiany poza małą grupką fanatycznie mu oddanych (tz. "zakon"), ekonomiczny dyletant, chorobliwie podejrzliwy i bezwzględnie likwidujący wszystkich swoich "towarzyszy" partyjnych podejrzanych o odrobinę samodzielności - usunięcie Dorna, spławienie do Brukseli Ziobry, Kurskiego, Cymańskiego, Kamińskiego i Migalskiego, po 10 kwietnia 2010 chyba popadł w chorobę psychiczną. Trzeciego, po PJN i SP, "spisku" wewnątrzpartyjnego nie przetrzyma ale i jego partia również.
PoPis - zankomity pomysł polityczny storpedowany przez wygórowane ambicje politycne Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska i Jana Rokity. W rezultacie PiS został zmuszony do kompromitującej koalicji z Samoobroną i LPR i po kompromitującej "aferze gruntowej" zmuszony został do przedwczesnych wyborów, które sromotnie przegrał w 2007 roku i ponownie w 2011 roku. Po chorej reakcji PiS na Smoleńsk, wszelkie nadzieje na reaktywacje PoPis zostały raz na zawsze pogrzebane.
Zaplecze intelektualne polskiej prawicy niebezpiecznie poszybowały w sferę jawnej awanturniczości, czasami wręcz faszyzującej.
Co nas czeka w przyszłości? Polityczna magma, prawdopodobnie nowa wolta na lewicy, ale bez spektakularnego sukcesu, powolny uwiąd Donalda Tuska, reelekcja Komorowskiego. Schetyna cierpliwie czeka na swój dzień.
Wybaczcie te, być może naiwne, wróżby noworoczne starszego pana o niewielkich szansach przekonania się z powodów biologicznych o ich realizacji.
Rzymianie, chcąc komuś dokuczyć, mówili - obyś żył w ciekawych czasach - to mi się "udało" w 100%. Wam, na Nowy Rok życzę - "obyście żyli w skrajnie nudnych czasach". Życie w Szwajcarii jest podono śmiertelnie nudne, ale jakie fajne.
No i nie bójcie się Islamu. Ostatnie wydarzenia to początek paroksyzmu Imamów. Wielkie pieniądze, szybkie sportowe samochody, laptopy, smartfony i Facebook wygrają z czarczafami i innymi reliktami średniowiecza a to czy przyniesie to tym krajom szczęście to zupełnie inna para butów. Ale mam nadzieję, że pustynia przetrwa w swej surowości choć zeszpecona liniami wysokiego napięcia, jest taka piękna, chyba nawet piękniejsza od gór. Zresztą tylko niewielka jej część jest płaska, większość to właśnie góry. Tylko inne.
Jestem gorszego sortu...