Czeska recepta
I znowu: ulotna jest dlatego że nie widzisz tysięcy godzin katorżniczej pracy tysięcy lekarzy.Żabi Koń pisze:Wszystko wyszło od "katorżniczej pracy". Każdy ma jakieś doświadczenia ze służbą zdrowia i nieraz ta "katorżniczość" jest jakby ulotna!
Jeśli taki katorżnik, albo olewus, albo tuman popełni sporadyczny błąd, zlatują się wszystkie media tego kraju i masz wielką chryję, no i wydaje się że nasza praca składa się głównie z błędów.
Ja używając różnych aplikacji na komputerze jestem czasem bliski myśli że praca programistów składa się głównie z błędów- ale po chwili mam refleksję, kurcze, żeby choć taki Windows z jego złożonością po prostu wstał po włączeniu komputera, ile tam musiało być dobrych decyzji ilu setek programistów....
Masz rację, ale czemu ja tak często tego doświadczam (i nie tylko ja)?
Może to po prostu częste olewactwo + częściowa niekompetencja? Ilu nauczycieli nie nadaje się do tej pracy? 90%? Tak lekką ręką liczyć. Lekarzy? Dodajmy olewactwo, brak jakiejkolwiek motywacji i masz obraz niekompetentnego urzędnika za biurkiem... Dziękuję bardzo. Chodzę do prywatnej służby zdrowia z pracy. Lekarze tam są kiepscy jak drogi w Polsce, ale przynajmniej są mili. Jak mam katar to ich kompetencje mi wystarczą do wypisania L4. Niestety moja żona nie może tego zrobić. Z całą resztą sobie poradzi.
Może to po prostu częste olewactwo + częściowa niekompetencja? Ilu nauczycieli nie nadaje się do tej pracy? 90%? Tak lekką ręką liczyć. Lekarzy? Dodajmy olewactwo, brak jakiejkolwiek motywacji i masz obraz niekompetentnego urzędnika za biurkiem... Dziękuję bardzo. Chodzę do prywatnej służby zdrowia z pracy. Lekarze tam są kiepscy jak drogi w Polsce, ale przynajmniej są mili. Jak mam katar to ich kompetencje mi wystarczą do wypisania L4. Niestety moja żona nie może tego zrobić. Z całą resztą sobie poradzi.
Dobra, dalej będę żałosny - to nie były błędy, to były zaniedbania.komorfil pisze:Ile tysięcy porad i decyzji podjęli dziś lekarze w Polsce?
Ile błędów popełnili?
Krzymul nie bądź żałosny.
Błędy można zrozumieć, ale zaniedbania, niechlujstwo i lekceważące podejście do pacjenta, też ...?
To nie jest produkcja gwoździ, tu chodzi o ludzkie życie.
PS. Ta 24 - latka była moją znajomą.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Idąc dalej. W moje robocie też ludzie, nie raz po ciężkich studiach, zapierd.lają za 1500zł na rękę. Siedzą po kilkanaście godzin dziennie i jeszcze kopną im w dupę jakby co. Jeszcze się cieszą, ze przynajmniej mają jakąś robotę. To jest Polska, tu nie ma lekko. Nie ma poszkodowanych grup zawodowych. Wszędzie to jest i tyle. To jest standard, a nie jakaś dziwna sprawa.
Do tego dochodzi jeszcze brak odpowiedzialności w takich drobnych sprawach, jak właśnie mój przypadek z włosami. Z drugiej strony to przecież nieodwracalne.Takich spraw są tysiące!
Dokładnie, każdy może się walnąć. Ważne jest żeby była dobra wola.krzymul pisze: Dobra, dalej będę żałosny - to nie były błędy, to były zaniedbania.
Błędy można zrozumieć, ale zaniedbania, niechlujstwo i lekceważące podejście do pacjenta, też ...?
Przykre...krzymul pisze: PS. Ta 24 - latka była moją znajomą.
Do tego dochodzi jeszcze brak odpowiedzialności w takich drobnych sprawach, jak właśnie mój przypadek z włosami. Z drugiej strony to przecież nieodwracalne.Takich spraw są tysiące!
komorfil pisze:Zaraz, zaraz.
To Ty myślisz, że mnie jest kilku?
A jeśli nie myślisz, to proszę, nie utożsamiaj mnie z jakąś niezdefiniowaną zbiorowością.
(...)
I występuję w liczbie pojedynczej, OK?
komorfil pisze:My ich mamy leczyć, nie kochać.
Oczywiście szanować - zawsze- i to robimy, mój drogi.
To się zdecyduj komorfil, ilu Was jestkomorfil pisze:My jesteśmy, tak się składa- ludźmi. Z właściwymi ludziom wadami.
Mam wrażenie, że Żabi Koń wcale nie przesadza, a jeśli przesadza, to niewiele. Katorżnicza praca? Z pewnością nie pomyślałbym tak o pracownikach przychodni, do której jeszcze nie tak dawno się udawałem - ostatnio tylko po receptę, bo do szerszego zakresu swoich usług, skutecznie mnie zniechęcili. Praca recepcji oraz lekarzy - to temat na nie jeden dobry skecz kabaretowy. W tym dość konkretnym przypadku, który znam, to nie jakiś promil, tak zachowuje się wielu pracowników tejże placówki. I nie widzę powodów do usprawiedliwiania ich opryskliwości, marnowania czasu swojego i pacjentów, braku organizacji. Szczerze i dosadnie mówiąc - niejednokrotnie lepiej się czułem będąc obsługiwanym na stacji paliw, niż w gabinecie lakarskim. A to jest już chore
Jakoś tak się składa, że często mrukliwi i oschli lekarze są znakomitymi i sumiennymi fachowcami, a pitus-bajduś rozpromienione gwiazdy w białych fartuchach to konowały najgorszego sortu. Ale człowiek, szczególnie pewna grupa ludzi, jest bardzo wrażliwa na traktowanie, bardziej, niż na prawidłowe leczenie. Z pełną świadomością wiedzy o środowisku (prawie wszyscy moi krewni to lekarze), mogę niestety stwierdzić, że lekarze uśmiechcnięci od ucha do ucha, mnóstwo mówiący, w tym mało życzliwie o swych kolegach po fachu, zapisujący ogromne ilości często niepotrzebnych leków, są przez ogół o wiele wyżej cenieni, niż ci, którzy wolą leczyć, niż mówić.
Bywa i tak, że wymagający i nie tolerujący błędów ordynator jest bardzo szybko obsmarowywany przez cały "męczony" przez niego personel. Sam miałem przyjemność mieć szytego całkowicie zerwanego achillesa przez właśnie takiego mruka, dzięki któremu po roku wspinałem się i grałem w tenisa praktycznie bez śladu, że przeszedłem jakąś operację. Nie daj Boże, bym zerwał drugiego, bo z powodu naruszania stosunków międzyludzkich gość już nie pracuje.
Jeszcze jedno, rozróżniam chamstwo od milkliwości, pierwszego nigdy nie znosiłem, drugie mi absolutnie nie przeszkadza, chyba, że dotyka wodzireja
Bywa i tak, że wymagający i nie tolerujący błędów ordynator jest bardzo szybko obsmarowywany przez cały "męczony" przez niego personel. Sam miałem przyjemność mieć szytego całkowicie zerwanego achillesa przez właśnie takiego mruka, dzięki któremu po roku wspinałem się i grałem w tenisa praktycznie bez śladu, że przeszedłem jakąś operację. Nie daj Boże, bym zerwał drugiego, bo z powodu naruszania stosunków międzyludzkich gość już nie pracuje.
Jeszcze jedno, rozróżniam chamstwo od milkliwości, pierwszego nigdy nie znosiłem, drugie mi absolutnie nie przeszkadza, chyba, że dotyka wodzireja
luknij na moje panoramy i galerie
Ok, dagomar, ale fajnie widzieć, ze ktoś coś robi, a nie czeka aż się zniechęcisz i pójdziesz do domu!
Sam byłem kiedyś u rehabilitanta, który za miły nie był, ani delikatny. Na pierwszej wizycie jak mnie pogłaskał po stopie, to prawie zszedłem z bólu, ale widać było, ze mu zależy. Po czterech wizytach już prawie biegałem, chociaż wiele mnie to bólu kosztowało.
Oczywiście, było to prywatnie. Z NFZu pewnie bym dostał jakieś rehabilitacje za pół roku.
Sam byłem kiedyś u rehabilitanta, który za miły nie był, ani delikatny. Na pierwszej wizycie jak mnie pogłaskał po stopie, to prawie zszedłem z bólu, ale widać było, ze mu zależy. Po czterech wizytach już prawie biegałem, chociaż wiele mnie to bólu kosztowało.
Oczywiście, było to prywatnie. Z NFZu pewnie bym dostał jakieś rehabilitacje za pół roku.
Nie negując tego, iż zarówno same studia medyczne jak i późniejsza praca lekarza są naprawdę trudne oraz stresujące i wymagają wielu wyrzeczeń (dlatego jestem jak najbardziej za tym by lekarze naprawdę godnie zarabiali), to podejście do pacjenta w publicznych placówkach często jest poniżej wszelkiej krytyki. I jeśli o tą kwestię chodzi to pełna zgoda z Żabim Koniem.
Aha dla mnie osobiście, bycie lekarzem to jednak jest pewnego rodzaju służba, podobnie jak to ma (miało
) miejsce w przypadku niektórych innych środowisk zawodowych np. kolejarzy (maszynistów, dyżurnych ruchu).
Aha dla mnie osobiście, bycie lekarzem to jednak jest pewnego rodzaju służba, podobnie jak to ma (miało
No i o to mi właśnie chodziło.
Wracając do tego urzędnika za biurkiem, to akurat w Krakowie jest to, wydaje mi się, na bardzo wysokim poziomie. Oczywiście spotkałem się z buractwem i idiotyzmem, ale idzie na lepsze. Czego nie da się powiedzieć Służbie Zdrowia.
Służbie Zdrowia bliżej w tym przypadku do pań w okienkach na poczcie i w PKP. Generalnie robić wszystko żeby już tu drugi raz dupy nie zawracał.
Wracając do tego urzędnika za biurkiem, to akurat w Krakowie jest to, wydaje mi się, na bardzo wysokim poziomie. Oczywiście spotkałem się z buractwem i idiotyzmem, ale idzie na lepsze. Czego nie da się powiedzieć Służbie Zdrowia.
Służbie Zdrowia bliżej w tym przypadku do pań w okienkach na poczcie i w PKP. Generalnie robić wszystko żeby już tu drugi raz dupy nie zawracał.
Niezłą historię kiedyś miałem:
Druga praca. Dopiero zacząłem w sumie i się bardzo starałem toteż jak zachorowałem to dalej łaziłem do pracy. Kichałem, kaszlałem, lekka gorączka, to w końcu zaczęli mi gadać, żebym poszedł do lekarza i się wykurował, a nie ich zarażał. Tak też zrobiłem. Na drugi dzień zapisałem się do lekarza w przychodni. Niestety lekarz był popołudniu. Poszedłem do niego i mówię co mi jest, że mam gorączkę 38 stopni i takie tam. On mi tam przepisał coś i zadowolony. Mówię mu że chciałbym L4 na dzisiaj, a on do mnie, ze przecież spokojnie mogę dalej pracować. On jak miał 40 stopni gorączki to jeździł w karetce. Zdębiałem. Mówię mu, że ja już i tak nie poszedłem do pracy dzisiaj i chcę tylko na jeden dzień to L4. Nie wiem czy on chciał żebym mu w łapę dał czy co? W końcu po wielkich bojach, oczywiście z ogromną łaską wypisał mi to L4.
Później dopiero do mnie doszło, ze jak on mówił prawdę i z 40 stopniową gorączką jeździł w karetce, podejmował decyzję, które miały wpływ na ludzkie zdrowie i życie, to jest to przerażające!
Druga praca. Dopiero zacząłem w sumie i się bardzo starałem toteż jak zachorowałem to dalej łaziłem do pracy. Kichałem, kaszlałem, lekka gorączka, to w końcu zaczęli mi gadać, żebym poszedł do lekarza i się wykurował, a nie ich zarażał. Tak też zrobiłem. Na drugi dzień zapisałem się do lekarza w przychodni. Niestety lekarz był popołudniu. Poszedłem do niego i mówię co mi jest, że mam gorączkę 38 stopni i takie tam. On mi tam przepisał coś i zadowolony. Mówię mu że chciałbym L4 na dzisiaj, a on do mnie, ze przecież spokojnie mogę dalej pracować. On jak miał 40 stopni gorączki to jeździł w karetce. Zdębiałem. Mówię mu, że ja już i tak nie poszedłem do pracy dzisiaj i chcę tylko na jeden dzień to L4. Nie wiem czy on chciał żebym mu w łapę dał czy co? W końcu po wielkich bojach, oczywiście z ogromną łaską wypisał mi to L4.
Później dopiero do mnie doszło, ze jak on mówił prawdę i z 40 stopniową gorączką jeździł w karetce, podejmował decyzję, które miały wpływ na ludzkie zdrowie i życie, to jest to przerażające!
Dobra, trochę się czepiam, ale to jest właśnie przykład na kompletną, rozpaczliwą katastrofę komunikacyjną na linii lekarz-pacjent i tu zgadzam się: zdecydowanie większy problem widzę z komunikacją lekarzy niż z ich rzekomą, incydentalną w gruncie rzeczy niegrzecznością.Alan pisze: Z pewnością nie pomyślałbym tak o pracownikach przychodni, do której jeszcze nie tak dawno się udawałem - ostatnio tylko po receptę, bo do szerszego zakresu swoich usług, skutecznie mnie zniechęcili.
Ale też - Alan, naprawdę uważasz, że decyzja o przedłużeniu leczenia (czyli wystawieniu recepty)- to takie nic? Bo do tego to sprowadzasz.
U mnie nie uzyskasz "tylko recepty". Bo ja nie "przedłużam recept". Za każdym razem rozmawiam z pacjentem i jest on badany.
Owszem, to problem komunikacji, ale popatrz jak stawiasz sprawę ze swojej strony.
Otóż "wypisanie recepty" (w znaczeniu prolongata stałego leczenia, czasem - o zgrozo bez widzenia pacjenta) to jest tak jakbyś podjechał do warsztatu i powiedział: tu są opony do zmiany, przerzućcie tylko, wyważcie tak plus minus i absolutnie nie patrzcie na stan bieżnika czy na obecność ewentualnych uszkodzeń, bo nie mam na to czasu i nie interesuje mnie ich stan.
Kretyństwo? Tak. Oczywiście jeżeli to kretyństwo firmuje lekarz, to wina jest lekarza, ale Ty też tak stawiasz sprawę. "Tylko po recepty".
I druga sprawa: do wszystkich.
Jednym z newsów ostatnich dni jest śmierć pielęgniarki, która nastąpiła po prowokacji dziennikarskiej - w Anglii. Otóż myślę sobie tak: źle się stało, tragedia się wydarzyła, ale dlaczego - do kurwy nędzy- jest nagonka na tych dziennikarzy, dlaczego zostali zawieszeni? A moja wypowiedź u ma o tyle znaczenie, że mało kto bardziej niż dziennikarze napsuli krwi lekarzom. Tu jednak bronię ich zdecydowanie.
Prowokacji nie popieram, ale godzę się z tym że tak wygląda dziennikarstwo, nie zmienimy tego. Pielęgniarka zrobiła bardzo źle- złamała procedury. To że zginęła to - o ile było to samobójstwo - świadczy też przeciwko niej (w sensie: nie nadawała się do tej pracy, nie zniosła krytyki po ewidentnym i znaczącym błędzie). Czego ci ludzie chcą od tych dziennikarzy? Jak można, jakimi drogami myślowymi idą ci którzy wiążą jej śmierć (zakładamy: samobójczą, bo może sprawa ma drugie i trzecie dno) z prowokacją?
Odnoszę to też do różnych spraw związanych z lekarzami- typu że pacjent zmarł a wcześniej badał go lekarz.
Post hoc non est propter hoc!!!!!
"Po tym" nie znaczy że "z tego powodu".
Ostatnio zmieniony sob 08 gru, 2012 przez komorfil, łącznie zmieniany 1 raz.
I to jest kolejny problem, ponieważ ja jak i szereg moich kolegów - nie podzielamy tego podejścia.Nesek pisze:Aha dla mnie osobiście, bycie lekarzem to jednak jest pewnego rodzaju służba,
Poza tym: wskaż mi jakiekolwiek - poza archaicznym, utartym zwrotem językowym - podstawy (prawne, formalne, logiczne, merytoryczne, cokolwiek) - do takiego oczekiwania.
Jakoś nie widzę powodu do tej roześmianej mordki w emotikonie i jakoś nie rozumiem co chciałeś pokazać w powyższym. Domyślam się że jakąś sprzeczność, ale nie ma jej tam mój drogi.Alan pisze:komorfil napisał/a:
Zaraz, zaraz.
To Ty myślisz, że mnie jest kilku?
A jeśli nie myślisz, to proszę, nie utożsamiaj mnie z jakąś niezdefiniowaną zbiorowością.
(...)
I występuję w liczbie pojedynczej, OK?
komorfil napisał/a:
My ich mamy leczyć, nie kochać.
Oczywiście szanować - zawsze- i to robimy, mój drogi.
komorfil napisał/a:
My jesteśmy, tak się składa- ludźmi. Z właściwymi ludziom wadami.
To się zdecyduj komorfil, ilu Was jest
Zastanów się w wolnej chwili nad odmienną jakością i znaczeniem zbiorowego oskarżania grupy przez kogoś na podstawie jednostkowych zachowań, versus wypowiadania się w imieniu grupy przez jej członka - w sprawach immanentnie dotyczących grupy i wspólnych dla grupy.
Termin "służba zdrowia" jest dość obiegowy ale podzielam zdanie Komorfila, że niesłusznie.komorfil pisze:I to jest kolejny problem, ponieważ ja jak i szereg moich kolegów - nie podzielamy tego podejścia.
"Służby" to instytucje stricte państwowe, działające na potrzeby ogółu, często umundurowane, niekiedy zatrudnienie w nich regulują przepisy odrębne od ogólnie obowiązujących i to raczej ograniczające swobody pracownicze, co niekiedy jest rekompensowane np. przez bardziej korzystne zasady przechodzenia na emeryturę oraz wymiar tej emerutury.
Składana przez lekarzy przysięga ma charakter raczej symboliczny niż urzędowy.
Jestem gorszego sortu...
http://www.nil.org.pl/__data/assets/pdf ... rskiej.pdfkomorfil pisze:Poza tym: wskaż mi jakiekolwiek - poza archaicznym, utartym zwrotem językowym - podstawy (prawne, formalne, logiczne, merytoryczne, cokolwiek) - do takiego oczekiwania.
Napisałem, że jest to swego rodzaju służba ze względu na taki a nie innych charakter pracy lekarza i o takie znaczenie słowa służba mi tutaj chodzi
Ostatnio zmieniony sob 08 gru, 2012 przez Nesek, łącznie zmieniany 1 raz.





