krzymul pisze:komorfil pisze: w Niemczech PRZECIĘTNA SKŁADKA ZDROWOTNA JEST WIĘKSZA NIŻ CAŁKOWITY PODATEK w Polsce.
Przy naszych zarobkach w porównaniu z niemieckimi, to byśmy poszli z torbami.
Jak to się ma procentowo do zarobków, tu i tam ?
Dziadowskie zarobki to i dziadowska składka.
To nie jest takie proste przełożenie, Komorfil też uprościł. Czytałem kiedyś takie bardziej poglębione obliczenia. Fakty są takie:
- składka zdrowotna w Niemczech jest PROCENTOWO wyższa niż w Polsce;
- średnia płaca w Niemczech jest wyższa niż w Polsce;
- ergo srednia składka w Niemczech liczona w euro jest wyższa niż w Polsce;
jednak
- koszty obiektywne w Niemczech są też wyższe niż w Polsce - płace personelu, koszta wyżywienia w szpitalach, cały szereg kosztów stałych też wyższych itp;
ergo
- ten stosunek w cenach porównywalnych nie jest tak drastyczny jak podał Komorfil - wybacz, ale to jest taki żargon medialny, związkowy lub sejmowy
Niemniej jednak różnica jest i to jest chyba praprzyczyna mizeroty Służby Zdrowia w Polsce.
Teraz odnośnie stosunku lekarza (bo weterynarz to też lekarz) do pacjenta - bo widzę, że niechcąco wywołalem burzę.
Fakt, nie widziałem weterynarza, który by nie lubił zwierząt, obojętnie czy to takie zwierzę do "lubienia" jak pies czy kot czy też krowa, świnia czy owca - to chyba ma miejsce już w momencie wyboru tego zawodu; przy medycynie raczej niekoniecznie.
Fakt, zwierzę jest "wdzięczniejszym" pacjentem - nie wiem co mu tam w duszy gra jak się znajdzie przed lekarzem - weterynarzem na weterynaryjnym podeście, ale naogół poddaje się bez protestu niekoniecznie "miłym" zabiegom.
Natomiast ludzie, powiedzmy sobie to szczerze, bardzo często wchodzą do gabinetu lekarza z nastawieniem agresywnym, z góry zakładając, że lekarz chce go olać, zlekceważyć, pozbyć się itd i to może lekarza, szczególnie dobrego, wkurwiać.
Inna sprawa - skąd takie podejście? Wybacz Komorfil - ostatnie fakty medialne nie dają podstaw do optymizmu, ten medalista z Londynu (zapomniałem nazwiska) raczej do końca życia nie wyleczy się z urazu do lekarzy (jak się to skończyło? przeżyło to drugie z bliźniąt)
W swoim życiu byłem kilka razy w szpitalu - zawsze w sytuacji szczególnej - mąż koleżanki lekarz. Bądźmy szczerzy, to ma swoje konsekwencje. Inna sprawa, że mi kiedyś jedna starsza pielęgniarka powiedział - "pan to jest dziwna służba zdrowia, nie wydziwia pan, nie żąda szczególnych przywilejów, może dlatego, że jest pan facetem, bo naogół "panie doktorowe" (nie lekarki, żony lekarzy) to średni personel medyczny potrafią doprowadzić do furii lub rozpaczy".
Ale skłamałbym gdyby mimo tego podwyższonego statusu pewnych rzeczy nie widział. Otóż, Komorfil, najgorsze kilka minut pacjenta w ciągu doby to jest obchód poranny. Nie jestem specjalnie wrażliwy - ale zawsze czułem się czymś w rodzaju dodatku do tego kawałka blachy z kartą pacjenta, co wisi na łóżku. Może3 nie wszyscy ordynatorzy tacy są, ale większość z nich bardziej celebruje swoją rolę niż biskup w czasie bierzmowania.
Jednym słowem - Leśna Góra to bardzo fajny serial, ale raczej tylko serial
Aby nie kończyć tak na czarno - brak mi słów pochwały dla mojej przychodni rodzinnej - to jest ideał. A także jednego specjalisty u którego bywam, tylko on mnie wkurza z innego powodu - chodzę do niego prywatnie a on nie chce kasy a to "butelkowe" jest dla mnie krępujące - nie umiem tego, jakoś się przez lata socjalizmu nie nauczyłem.
Jestem gorszego sortu...