OPOWIEŚĆ O LISTOPADOWYCH TATRACH.....
Późną jesienią wieczorem, Tajemniczy Malarz zawitał w Tatry.
...... Pod osłoną nocy pomalował listopadowe brązy delikatnym szronem....
1.

2.

….Zaczarował przekwitłe łąki kwiatami z lodowych kryształków.
3.

4.

5.

6.

Opadłe liście nie wzbudziły jego zainteresowania.....leżą mokre od swoich łez.
7.

Gołe drzewa niecierpliwie czekają na zimę.
Ona okryje białym puchem ich nagość przed wścibskimi spojrzeniami nielicznych turystów .
8.

Listopadowe słońce niesprawiedliwie obdziela tatrzańskie doliny ciepłem swoich promieni.
Jedne jaskrawo oświetlone....
9.

10.

W innych chłodny cień.
Te na pociechę dostają czarodziejskie lustra, w których przez chwilę pokazać mogą swoją ukrytą w mroku urodę.
11.

Poranne mgły jak tatrzańskie duszki snują sie po polanach...
12.

13.

Ulatują wysoko, by wieczorem znienacka powrócić.... otulić czule swoim muślinem drzewa i szałasy przed chłodem nocy.
14.

Gdzieniegdzie jesień trzyma się kurczowo kolorowych pagórków .
Żal jej odchodzić po krótkim pobycie...tu jest tak pięknie....
15.

16.

Późnojesienne niebo konkuruje z Tajemniczym Malarzem swoimi rysunkami na błękicie...
piórka, baranki, watki.....
Zabłąkany wędrowcze......popatrz czasem w przestworza...
17.

18.

Zachody słońca wydobywają paletę barw z krajobrazu czyniąc go na krótko przedziwnie bliskim i ciepłym...
19.

20.

Listopadowa pustka i cisza sprzyja intymnym spotkaniom zakochanych bez pamięci …..
W Tatrach.
Ala

Na razie tyle
Relację z listopadowych spacerów wstawię później








