A jeśli delikwent śmiertelnie struje się środkami nasennymi, to lekarz na spółkę z aptekarzem powinni płacić rodzinie delikwenta.
Pierwszy - bo przepisał, drugi - bo sprzedał - jasne.
dagomar pisze:a Jan niech płąci za wszystkich, bo wstał dziś lewą nogą, to mu się należy
To nie kwestia nogi. Po prostu jestem zdania że ta niewielka część moich podatków, która zostanie przeznaczona na ratowanie życia także tych "głupich" i "niemyślących" to bodaj najlepiej spożytkowane przez Państwo pieniądze.
Może to brzmi idiotycznie, ale osobiście jestem dumny z tego, że w moim Kraju każdy niezależnie od pochodzenia, poglądów, wyznania, zasobności portfela czy umysłowej "sprawności" zawsze może liczyć na bezpłatny ratunek, i chętnie będę płacił dalej, aby utrzymać ten niezwykły w skomercjalizowanym świecie stan.
Ale nic nowego. Aktualnie wszyscy narzekają na brak pieniędzy - służba zdrowia, policja, szkolnictwo, samorządy, straż pożarne, wszyscy. I nie jest tak tylko za ostatniego rządu, tak było za wszystkich rządów - solidarnościowych i postkomunistycznych, PP i PiS, z PSL i bez, zawsze. i wszystko to jakoś działa, lepiej lub gorzej. A ponieważ tak jest to społeczeństwo przestaje w te narzekania wierzyć i coraz powszechniejsze jest przekonanie, że to pić na wodę.
Po mojemu, jak jakaś instytucja narzeka na brak pieniędzy i jest to widoczne w jej zauważalnie złym lub pogarszającym się działaniu to możliwe są trzy warianty:
1. Szef jest do chrzanu, zarządzanie jest złe, metody pracy również, pracownicy są kiepscy, w dodatku kradną.
2. Wszystko jest w porządku ale zakres działania zbyt wielki
3. Wszystko jest w porądku, zakres działania nie do zmniejszenia.
Srodki zaradceze:
ad 1 - kogo trzeba wyrzucić na zbitą twarz, metody udoskonalić
ad 2 - ograniczyć zakres pracy
ad 3 - dołożyć pieniędzy (skąd brać pieniądze to osobne zagadnienie
Jest jeszcze inne wyjście - przechodzić nad tym do porządku dziennego lub udawać, że nie ma problemu.
I ten właśnie wariant jest realizowany od lat przez wszystkie rządy. I może skończyć się tak jak w Grecji. I nie dziwmy się, że młodzi i zdolni ludzie kombinują jak dać nogę z kraju i w dodatku robią to skutecznie.
Sama emigracja zarobkowa nie jest zresztą niczym złym. Ale tylko wtedy gdy emigrant pracuje za granicą, akumuluje gotówkę i wraca z nią do kraju aby założyć swój własny byznes, zarabiać znacznie lepiej niż poza krajem i podnieść swój spoleczny status.
Niestety generalnie i od setek lat tak nie jest - bo gdyby tak było to by nie istniały takie bogate kraje jak Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Nowa Zelandia a ostatnio do nich doszlusowuje jeszcze Brazylia. Nie trudno zauważyć, że w wszystkich tych krajach ludność rodzima została wybita lub egzystuje poniżej poziomu, często wręcz w nędzy a konfitury zżerają byli Europejczycy (podobnie zresztą jak Chińczycy w krajach Azji Płd.- Wschodniej).
Ale odszedłem od tematu. Przepraszam.
Sympatyczny kolega z Białegostoku w tytule wątku napisał - TOPR czy TPR? Czego zresztą nikt z dyskutantów nie był uprzejmy zauważyć. Jak mniemam - chodzi o słowo "Ochotnicze"? Czy w nim tkwi meritum problemu?
To stara nazwa, wymyślona przez Mariusza Zaruskiego w momencie powstawania. Fakt - w TOPR Zaruskiego nikt nie był na tzw. etacie, łącznie z szefem a ratownicy za udział w wyprawach dostawali tylko równowartość utraconej dniówki, podobno zresztą bardzo skromną. Czyli "ochotniczość" jakby usprawiedliwiona. Ale to chyba jeden z mitów. TOPR został stworzony w momencie gdy popularność Zakopanego rosła i była jak na owe czasy wręcz wielka. W dodatku "panockowie a potem i panienki" coraz bardziej samodzielnie się wyprawiali w Tatry a i coraz częściej ulegali wypadkom a nie za bardzo miał kto ich z nieszczęścia ratować. Można wręcz powiedzieć, że gdyby dalej nie byłoby instytucjonalnej pomocy, to popularność Zakopanego mogłaby zacząć spadać. Nietrudno zauważyć, że wszyscy lub prawie wszycy ratownicy Zaruskiego jednocześnie byli przewodnikami po Tatrach a także nieźle zarabiali na wynajmie kwater a niektórzy nawet mieli pensjonaty - na odpływie turystów z Zakopanego mogli by tylko stracić i dlatego przystali do TOPR niejako w własnym interesie.
Ten stan zresztą wkrótce potem się uporządkował i TOPR w coraz większym stopniu stawał się organizacją zawodową. To było nieuchronne i wręcz pożądane.
Czy ta "ochotniczość" nadal istnieje? W pewnym stopniu tak - Urząd Pracy w Zakopanem pracowników nie podsyła.
Czy jednak nie jest tak właściwie w każdej działalności zawodowej? Czy ktokolwiek zmusza nas abyśmy zostawali lekarzami, inżynierami, informatykami, urzędnikami a nawet i alpinistami (bo przecież dziś zawodowi alpiniści też są), farmaceutami, krawcami itd. Nie, zostajemy nimi dobrowolnie, z własnego wyboru.
Jednakowoż ta formuła "ochotniczości" TOPR i GOPR, podparta jednocześnie instytucją stowarzyszenia nie jest klarowna i stwarza państwu możliwość traktowania tej niezbędnej służby jako "prywatnej zabawy" - fajnie, że jesteście, jest taka potrzeba, w ramach możliwości dokładamy się do tego.
Czy rezygnacja z formuły stowarzyszenia i powstanie zawodowej służby, tak jak jest chyba we wszytkich krajach alpejskich a także za naszą południową granicą zwiększyłaby dopływ państwowej gotówki trudno zgadnąć. Jedno jest pewne - państwo by musiało przestać udawać, że jest tylko jednym z ochotniczych sponsorów a zacząć to traktować jako swój obowiązek wobec podatników, bo wszyscy chodzący po górach są podatnikami lub dziećmi podatników i wkrótce nimi też będą (no chyba, że dadzą nogę na Wyspy lub do Skandynawii).
"Ratownikiem Etatowym jest ratownik zatrudniony przez Naczelnika na podstawie umowy o pracę na czas nieokreślony." - to z regulminu TOPR.
W TOPR mamy około 20 ratowników etatowych. Niech dadzą im umowy śmieciowe, bez opłacania ZUS to znajdą oszczędności.
Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
Pracowałem jako leader czy też brygadzista operator maszyny. Miałem sześciu ludzi pod sobą. Zaczynałem od samych dołów, najgorsza robota. Po pięciu latach miałem syndrom wypalenia zawodowego. Rozstałem się z pracodawcą. Szukałem innej pracy. Nikogo nie obchodziło że mam doświadczenie, że spałiłem się jak świeczka. Była praca. Praca w agencjach pracy tymczasowej. Bez ubezpieczenia za najniższą krajową. Pracowałem.
Moja wypowiedź to taka nutka goryczy. MSWiA powinna uzawodowić TOPR ale to by sporo kosztowało a skoro mają frajerów to niech "ochotniczo" dają się wykorzystać.
Spadają deski
Ze smreków strzelistych
Robiąc bałwana
Z zielonego turysty
lukka pisze:Pracowałem jako leader czy też brygadzista operator maszyny. Miałem sześciu ludzi pod sobą. Zaczynałem od samych dołów, najgorsza robota. Po pięciu latach miałem syndrom wypalenia zawodowego.
Robi się off topic, ale niech tam... Jeśli można wiedzieć:
- ile masz lat?
- jaką szkołę skończyłeś?
- co to za maszyny?
- jakie masz uprawnienia do pracy na tych maszynach? (bo np. na budowlanych, czyli koparkach, dźwigach, spycharkach są wymagane)
Ponad 40 mld zł czyli prawie 2\3 tego co wydaje Państwo na Służbę Zdrowia i około 15 mld więcej niż 5 lat temu - tyle rocznie wyrzucamy w błoto o nazwie "koszty obsługi długu publicznego".
Nic więc dziwnego, że coraz więcej, coraz większej liczbie "podmiotów" brakuje.
Ale są i dobre wiadomości - osiągnęliśmy już poziom w którym roczne koszty nie wzrosną bardziej niż pozwala na to PKB
janek754 pisze:Ponad 40 mld zł czyli prawie 2\3 tego co wydaje Państwo na Służbę Zdrowia i około 15 mld więcej niż 5 lat temu - tyle rocznie wyrzucamy w błoto o nazwie "koszty obsługi długu publicznego".
I tak jest prawie we wszystkich krajach na świecie. Zbiorowe szaleństwo! Gdyby założyć, że tak "deus at machina" wszystkie kraje na świecie w jednym dniu spłaciły swoje długi to krach byłby totalny a inflacja byłaby czterocyfrowa bo zabrakło by towaru, który byłby równoważnikiem tej góry pieniędzy.
Causescu chciał swego czasu zrównoważyć budżet - nawet mu się to prawie udało, tylko niewiele brakowały aby zagłodził i zamroził prawie cały naród.
Janek pisze:I tak jest prawie we wszystkich krajach na świecie.
To że tak jest to jedno, a to że w ten sposób tracimy ogromne pieniądze - to drugie.
Poza tym samo zadłużenie to nie wszystko. Zagłębiając się dalej w temat, zauważysz że choć np Niemcy mają większe niż Polska zadłużenie w stosunku do PKB, to przy ponad czterokrotne większym budżecie i wzroście PKB na poziomie 0,7%, mają tylko o połowę większy deficyt.
To doskonale pokazuje przepaść jaki dzieli społeczno-ekonomiczną sytuację Polski i Niemiec.
Mówiąc prościej - Niemców stać, nas nie
Kto jak nie Janek mógł zauważyć sens pytania ?
W zasadzie Janek naświetlił problem jakby dorabiał pisząc na zlecenie (może nawet i na etacie) jakiegoś popularnego krajowego tygodnika. Formuła z "O" jest jak dojrzały owoc.
Jednak, że on ciągle wisi i za wszelką cenę podtrzymuje się ten stan nie powinno dziwić.
Posłom zabrać, premierowi obniżyć, samoloty kupujemy 20 lat, prezez PZPN ma być społecznikiem, trenerzy w klubach pasjonatami, nauczyciele misjonarzami, to czemu ratownicy nie ochotnikami.
No dobra tylko kto ma zdecydować co dalej, sejm, Naczelnik TOPR, Tygodnik Podhalański, ankieterzy na Krupówkach, czy moment gdy helikopter nie wystartuje bo nie ma paliwa, ale nie po durnia z Białegostoku w klapkach ze zwichniętą kostką...