mefistofeles pisze:A ile litrów benzyny można kupić za przeciętną norweską pensję? A ile za polską?
Po pierwsze to Norwegia jest jednym z najbardziej opiekuńczych państw w Europie.
Po drugie, Norwegia wcale nie była zamożnym krajem, wręcz biednym. Tylko miała to szczęście, że trafiły się jej złoża ropy, które zresztą kiedyś się skończą. Ale do tego czasu rządy norweskie, obojętnie jakiej orientacji, muszą zapewnić krajowi taki postęp technologiczny aby Norwedzy mieli gdzie pracować i z czego żyć jak się ropa skończy (o czym zapomiają niektóre państwa arabskie - ale to inna sprawa). Dlatego Norwedzy płacą wysokie podatki i mają taką drogą benzynę. A jeżeli mimo tego stać ich aby za średnią pensję kupić więcej benzyny niż Polak, to dlatego, że ich praca jest wydajniejsza niż w Polsce. Oczywiście wysoka wydajność nie jest tożsama z wysiłkiem fizycznym, lecz stosowaniem wysocewydajnych technologii a niestety w tym zakresie to nam jeszcze bardzo daleko do więksości krajów "starej unii".
Tyle tak w skrócie, jeśli chodzi o przyczyny obiektywne tego, że nie możesz kupić tyle benzyny co Norweg.
Teraz natomiast co do tego, co zaniedbujemy i jest naszą winą.
Po pierwsze to mamy szalenie rozdętą sferę administracji publicznej. Ale wcale nie w tej jej części, która dotyczy obsługi obywatela, nie, tu jest nadal dno, kto wie czy nie gorsze niż za komuny. Mamy nadmiernie rozbudowaną ilościowo sferę administracji rządowej, w dodatku źle opłacanej. Jeżeli minister zarabia mniej niż prezes gównianej spółki to nie ma się co dziwić, że jest kiepskim ministrem i to niezależnie od tego, czy jest z PO, PiS, SLD czy jeszcze innej partii. Bo on jest po prostu kiepski, bo gdyby był dobry to zostałby zatrudniony w tejże spółce. Proste? Chyba. Administracja rządowa powinna być oczyszcona z tej całej armii ludzi wykonujących pracę pozorną, winna być nieliczna, znakomicie opłacana i nie uzależniona od tego, która partia rządzi, czyli poprostu zawodowa. Czytałem kiedyś wspomnienia Brandta - pisał, że cholernie się zdziwił, że jak pierwszy raz został premierem, że się cholernie zdziwił jak w składzie personalnym zostanej po chadekach, że było w niej sporo członków socjaldemokracji. Bo tam po prostu nie zatrudniano aktywistów partyjnych lecz zawodowców, którzy znali swoją robotę. A u nas jak jest - rządziło SLD, nastał AWS i co? Wymieniono prawie wszystkich, poczynającc prawie od sprzątaczki. Potem znów SLD i cała operacja znowuod nowa, potem PiS i apiać tak samo, następnie PO i to samo. Nawet zakładając, że niektórzy z nich dobrze rokowali, to jak się połapali w robocie, to z niej wylatywali bo się rząd zmienił. A w dodatku wszyscy lub prawie wszyscy z uwagi na gówniane płace tylko kombinowali jak się na rządowej posadzie nauczyć pracować i dać dyla do byznesu, czyli tam gdzie płacą przyzwoicie.
Kto, jaki premier odważy się w Polsce aby wyrzucić połowę urzędasów a pozostałej połowie dwa razy lepiej zapłacić? Nikt, bo by go media i opozycja zżarły.
I dlatego jesteśmy biedni bo jesteśmy głupi a jesteśmy głupi bo jesteśmy biedni.
Co do podatków - mit, że im są one niższe tym lepiej jest absolutnie nie uzasadniony i nie ma na to żadnych dowodów. Bo państwo musi mieć pieniądze. NaL
- armię,
- policję,
- szkolnictwo,
- służbę zdrowia,
- opekę społeczną
- kulturę
i jeszcze wiele innych rzeczy, które muszą byćw nowoczesnym państwie
I nie pieprz głupot, że np. szkolnictwo może być prywatne bo to bzdura. Bo to by oznaczało petryfikację sytuacji społecznej, bo wtedy chłopak czy dziewczyna z biednej rodziny nigdy by nie zdołał się wyrwać ze swojej sfery i sito gubiłoby diamenty.
Itd, itd, ale Ty nie jesteś w stanie tego zrozumieć bo masz końskie okularki i umiesz tylko narzekać.
Jestem gorszego sortu...