Kolejne wypadki w Tatrach

Także o noclegach, mapach, pogodzie, literaturze...
Awatar użytkownika
andy67

-#8
Posty: 9509
Rejestracja: sob 20 maja, 2006
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: andy67 »

No proszę, nie wiedziałem że TOPR zamieszcza na swojej stronie imienną listę ofiar śmiertelnych:

http://topr.pl/index.php?option=com_con ... Itemid=137
Każdemu jego Everest...
Awatar użytkownika
Barek

-#5
Posty: 688
Rejestracja: ndz 29 sty, 2006
Lokalizacja: Łódź

Post autor: Barek »

poco mu kijki skoro nawet telefonu nie mial...ciekawe czy wiedzial wogole w jakim rejonie sie znajduje?!?!?!?!?!?!chyba najwiekszy hardcore od kilkunastu lat...???
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

boby je wykorzystał do schodzenia, zamiast rąk, po prostu tak było by wygodniej

Z tak pokieraszowaną nogą to chyba tylko można się doczołgać. Tu by jedynie kule pomogły ;-)

Kijki mógł stracić podczas upadku. Pamiętasz co stało się z Twoim kijkiem na Lodowym?


Podziwiam gościa i życzę mu powrotu do zdrowia.
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Szacun dla gościa.
gb pisze:Jak dawano sobie radę przedtem????
Machając czerwonym biustonoszem na grani ( zakonnice na Orlej ), no i historia Bronisława i Marii Bandrowskich w Żlebie Drege'a - tak sobie dawano radę przedtem.
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

krzymul pisze:Szacun dla gościa.
gb pisze:Jak dawano sobie radę przedtem????
Machając czerwonym biustonoszem na grani ( zakonnice na Orlej ), no i historia Bronisława i Marii Bandrowskich w Żlebie Drege'a - tak sobie dawano radę przedtem.
Aleś walnął jak łysy o beton.
Z czerwonym biustonoszem to była młoda Polka pochodzenia kanadyjskiego a uratowali ją klerycy. Żadnych zakonnic tam nie było.

No to ja się pytam turystów - jaki jest międzynarodowy sygnał wołania o pomoc, za pomocą sygnałów świetlnych lub dźwiękowych.
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

Na pewno nie?
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Basia Z. pisze:Z czerwonym biustonoszem to była młoda Polka pochodzenia kanadyjskiego a uratowali ją klerycy.
Coś poplątałem, ale mniej więcej się zgadza, hm ...a byłem pewien, że to były zakonnice. :D
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

Jest 2.11.2002 roku. W Księżówce na Murowanicy trwają rekolekcje dla księży. Trzech księży postanawia zrobić sobie "dzień kontemplacji” w górach. Udają się na Halę Gąsienicową i stamtąd dalej w kierunku Zawratu. Pogoda tego dnia nie najlepsza. Wieje silny wiatr, pada śnieg, przez granie przewalają się chmury. Gdy dochodzą do Zmarzłego Stawu słyszą gdzieś z góry kobiecy głos wzywający pomocy... Nie mogąc określić dokładnie miejsca, skąd dochodzi wołanie, dzwonią tel. komórkowym do TOPR. Ratownicy proszą ich, by się porozglądali wokół, jeśli mogą podeszli nieco wyżej, by zlokalizować miejsce, skąd dochodzi wołanie o pomoc. Równocześnie z Hali Gąsienicowej w tamten rejon udaje się dwóch ratowników. W Centrali organizuje się większa grupa ratowników, która oczekuje na bardziej konkretne informacje i by stosownie do nich zabrać odpowiedni ratowniczy sprzęt.

Tymczasem księża potwierdzają, że wołanie dochodzi gdzieś ze szlaku na Zawrat, najprawdopodobniej gdzieś ze ścian Małego Koziego Wierchu. Gdy mgły się nieco rozwiały, księża zobaczyli jakąś postać w ścianie machającą do nich czymś czerwonym. Ponieważ widoczność znów się popsuła, księża zaczęli schodzić w dół, a nad Zmarzły Staw dotarła dwójka ratowników, którzy wyszli z Murowańca. Im też we mgle trudno było zlokalizować dokładnie miejsce, w którym znajduje się wzywająca pomocy osoba. Podchodzą wyżej i po głosie wołającej o pomoc określają, że turystka znajduje się w ścianie Małego Koziego Wierchu. Jeden z nich wchodzi w ścianę. Jednak trudne warunki, zalodzenie skał powodują, że ratownik musi się wycofać. Gdy schodzi w dół do szlaku ze ściany spada... czerwony biustonosz. Ratownicy postanawiają dostać się do oczekującej na pomoc turystki od góry. Wychodzą na Zawrat i dalej na grań. W tym czasie od dołu podchodzi ekipa ratowników z Zakopanego. Robi się ciemno, strzelają rakiety oświetlające ścianę. Ratownicy będący na grani dostrzegają kilkadziesiąt metrów poniżej stojącą na skalnej półce dziewczynę. Zakładają stanowisko i zjeżdżają do niej na linie. Gdy ratownik dojeżdża do niej uradowana dziewczyna mówi: „Chłopaki, przyjdźcie jutro, bo po nocy to pewnie trudno się ratuje”. I tu ratowników zaskoczyła, ale tylko na chwilę. Ratownicy wyciągnęli ją na grań i sprowadzili do Murowańca.

Po drodze dziewczyna zaczęła opowiadać, jak doszło do tego zdarzenia. Otóż dwa dni wcześniej wyszła sama z Murowańca z zamiarem dotarcia przez Zawrat do Pięciu Stawów. Idąc w kierunku Zawratu, zgubiła częściowo zasypany śniegiem szlak. Weszła w ścianę Małego Koziego Wierchu, dochodząc do miejsca, skąd nie było już odwrotu. Zaczęła wzywać pomocy, ale tego dnia w kiepskiej pogodzie nikt z turystów nie pojawił się w tamtym rejonie.

Dziewczyna noc spędziła na skalnej półce, w śpiworze, który w padającym śniegu przemókł. Następnego dnia też nikt nie pojawił się na szlaku, nikt nie usłyszał wołania o pomoc. W ścianie spędziła kolejną noc. Dopiero na trzeci dzień dziewczyna nad Zmarzłym Stawem dostrzegła trzech turystów. Zaczęła wzywać pomocy. Ponieważ była ubrana w ciemną kurtkę i spodnie, trudno było ją dostrzec na tle szarych skał. Jedyną kolorową rzeczą jaką miała, był czerwony biustonosz. Zdjęła go i zaczęła wymachiwać licząc, że w ten sposób zostanie zauważona... Gdy zobaczyła, że księża schodzą w dół, a następnie jeden z ratowników wycofuje się ze ściany rzuciła biustonosz licząc, że wreszcie zostanie zauważona. Na pytanie ratowników, skąd u niej tak dobra forma mimo dwóch nocy spędzonych na skalnej półce, w śniegu, wietrze i mrozie, odpowiedziała, że od lat mieszka na Alasce. Tam też są góry, śnieg i zimno i trzeba umieć sobie radzić, by przeżyć.

Wracając do księży. Mam ogromną nadzieję, że swym dobrym uczynkiem, który być może uratował życie dziewczyny, odkupili grzech nieobecności tego dnia na rekolekcjach. Niech każdy myśli, że wszystko to zbieg przypadków. A może tymi przypadkami pokierował NAJWYŻSZY?”[1]



http://www.wgorach.com/?id=48132&locati ... lang_id=PL
Awatar użytkownika
Alan

-#7
Posty: 3033
Rejestracja: czw 30 cze, 2005
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Alan »

Mocna dziewczyna z Alaski ;-)

Ale i w tym przypadku liczył się telefon.
Awatar użytkownika
Angie84

-#5
Posty: 632
Rejestracja: śr 07 mar, 2012
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Angie84 »

Ja wiem że za dnia jak leci helikopter i potrzebna jest pomoc to się ustawiamy w literkę Y wyciągając ręce do góry. A jak nie to jedna w górze a druga w dół.
A wezwanie SOS w alfabecie Morse'a to trzy krótkie sygnały lub mrugnięcia światłem, trzy długie i znów trzy krótkie . Tyle co pamiętam :think:
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

6 znaków na minutę i minuta przerwy i znowu i znowu aż do skutku albo i nie :cwaniak:



Odpowiedź - znaczy jeśli ktoś usłyszał, zobaczył - 3 znaki na minutę i minuta przerwy.


Dla helikoptera - Y ( yes) poprzez uniesienie ramion i N ( no ) poprzez odpowiednie ustawienie ramion.



Pamiętam bo potrzebowałam.
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

uszba pisze: Pamiętasz co stało się z Twoim kijkiem na Lodowym?
Iw, nie uwierzysz, ale w ubiegłym roku, kiedy szedłem tamtędy, kijek (a właściwie to, co z niego zostało), dalej sobie leżał tam, gdzie upadł :-)
gb pisze:Albo takie, gdy tych automatów nie było?
pamiętam czasy, gdy na telefon przeznaczało się popołudnie, by zamówić rozmowę na poczcie w Zakopanem. (wtedy ranek był zarezerwowany na kolejki po zakupy spożywcze) Pamiętam, gdy weszły numery kierunkowe, a długi czas informacja o ich istnieniu była tajna. Ja przypadkowo się jakoś dowiedziałem i dzwoniąc po Polsce z automatu, wrzucając co 5 sekund monetę, wzbudzałem sesnację turystów.
gb pisze:Ktoś odpowie na pytanie Basi?
nie odpowiem, nie żebym nie wiedział, ale w moim wyobrażeniu to jakby zapytać ile jest 2x2, zresztą był, nie tak dawno temu przypadek taternika, który zapchał się na Mnichu, wołał podręcznikowo, a tabuny turystów z Ceprostrady grzecznie mu odhukiwały i odmachiwały. Tak więc ta wiedza powinna być chyba walnięta tłustym drukiem na biletach i na kazdym szlakowskazie, wtedy miała by sens.
uszba

-#6
Posty: 1612
Rejestracja: ndz 08 maja, 2005
Lokalizacja: Niemcy

Post autor: uszba »

dagomar pisze:Iw, nie uwierzysz, ale w ubiegłym roku, kiedy szedłem tamtędy, kijek (a właściwie to, co z niego zostało), dalej sobie leżał tam, gdzie upadł

Nie wiem jak to się stało ale druga część leżała długo u mnie w domu :D


dagomar pisze: Tak więc ta wiedza powinna być chyba walnięta tłustym drukiem na biletach i na kazdym szlakowskazie, wtedy miała by sens.


wszystkie moje plecaki posiadaję tę informacje na wewnętrznej stronie górnej klapy.
Awatar użytkownika
Alan

-#7
Posty: 3033
Rejestracja: czw 30 cze, 2005
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Post autor: Alan »

gb pisze:Ktoś odpowie na pytanie Basi?
Z racji tego, że fotografowałem szkolenia z zakresu udzielania pierwszej pomocy w górach, to ten sygnał sobie "odświeżyłem", ale przyznaję szczerze, że od czasu, kiedy zaczęła się era telefonów komórkowych, nie dbałem o to, by trwale tkwił w mojej pamięci.
gb pisze:Pamięta ktoś jeszcze czasy, gdy jedyne dostępne telefony - dla turystów - to były automaty telefoniczne w schroniskach?
Pamiętam, że ostatni raz korzystałem z takiego telefonu w 2006 w Chochołowskiej, w której przecież do dzisiaj nie ma zasięgu.
Ostatnio zmieniony sob 10 lis, 2012 przez Alan, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
dagomar

-#7
Posty: 4327
Rejestracja: wt 17 sie, 2004
Lokalizacja: Tomaszów Maz.
Kontakt:

Post autor: dagomar »

uszba pisze:ale druga część leżała długo u mnie w domu
jeśli tęsknisz, mogę Ci wysłać zdjęcie, albo co innego :D
Awatar użytkownika
Zakochani w Tatrach

-#7
Posty: 3234
Rejestracja: pn 22 paź, 2007
Lokalizacja: Zawiercie

Post autor: Zakochani w Tatrach »

Basia Z. pisze: jaki jest międzynarodowy sygnał wołania o pomoc, za pomocą sygnałów świetlnych lub dźwiękowych.
Ja też wiedziałam , ale nie zdążyłam napisać :) .... no i mam w związku z tym takie pytanie – czy ktoś z Forumowiczów nosi przy plecaku gwizdek, żeby mieć czym te sygnały nadawać ? ...

Bo latarkę – to przypuszczam, że każdy świadomy górołaz ma :) .
Zakochani w Tatrach
Awatar użytkownika
krzymul

-#9
Posty: 10750
Rejestracja: sob 08 lis, 2008
Lokalizacja: Pipidówa

Post autor: krzymul »

Alan pisze:w Chochołowskiej, w której przecież do dzisiaj nie ma zasięgu.
Jest w Plusie.
Zakochani w Tatrach pisze: czy ktoś z Forumowiczów nosi przy plecaku gwizdek
Gwizdek jak gwizdek, ale czerwony biustonosz to koniecznie. ;-)
Pozdrawiam.
Brudas bez łazienki z wychodkiem za stodołą.
Joanna

-#1
Posty: 48
Rejestracja: pn 30 lip, 2012
Lokalizacja: 1000 km za daleko

Post autor: Joanna »

Zakochani w Tatrach pisze:(...) czy ktoś z Forumowiczów nosi przy plecaku gwizdek, żeby mieć czym te sygnały nadawać ? ...
Ja noszę - chyba głównie dzięki temu, że moje dzieci były na ten temat indoktrynowane w szwedzkiej szkole, no i dzięki dobrym przyzwyczajeniom z "nordic skating" i długich wypraw na nartach, gdzie noszenie m in gwizdka jest żelazną zasadą.
Awatar użytkownika
Basia Z.

-#7
Posty: 4974
Rejestracja: sob 11 lis, 2006
Kontakt:

Post autor: Basia Z. »

Zakochani w Tatrach pisze:
Basia Z. pisze: jaki jest międzynarodowy sygnał wołania o pomoc, za pomocą sygnałów świetlnych lub dźwiękowych.
Ja też wiedziałam , ale nie zdążyłam napisać :) .... no i mam w związku z tym takie pytanie – czy ktoś z Forumowiczów nosi przy plecaku gwizdek, żeby mieć czym te sygnały nadawać ? ...

Bo latarkę – to przypuszczam, że każdy świadomy górołaz ma :) .
Od kilku lat (i od pewnego wydarzenia) mam zawsze ze sobą mini zestaw "ratowniczy" - głośny gwizdek, malutki kompas, dobrą zapalniczkę (z latareczką), zapałki, małą wkładkę do znicza (jako ewentualną rozpałkę do ogniska). Mam to w jednym wodoszczelnym opakowaniu, zazwyczaj nawet tych rzeczy z opakowania nie wyciągam i zabieram ze sobą nawet jak idę w góry tylko na 3 godziny.

Oprócz tego (ale niezależnie od tego) - latarkę-czołówkę (ticca), zapasowe baterie do niej i telefon również z wbudowaną latarką i kompasem.
Żabi Koń

-#6
Posty: 1550
Rejestracja: wt 08 gru, 2009

Post autor: Żabi Koń »

Noszę przypięte do plecaka gwizdek, kompas i termometr.

Dzięki kompasowi na Jurze często bawię się łażenie na orientację. Moja żona zawsze marudzi, że się zgubimy, ale nigdy tak nie jest i fajnie to wychodzi. W Tatrach okazało się, ze też podczas mgły kompas może się przydać.
ODPOWIEDZ