Kolejne wypadki w Tatrach
boby je wykorzystał do schodzenia, zamiast rąk, po prostu tak było by wygodniej
Z tak pokieraszowaną nogą to chyba tylko można się doczołgać. Tu by jedynie kule pomogły
Kijki mógł stracić podczas upadku. Pamiętasz co stało się z Twoim kijkiem na Lodowym?
Podziwiam gościa i życzę mu powrotu do zdrowia.
Aleś walnął jak łysy o beton.krzymul pisze:Szacun dla gościa.Machając czerwonym biustonoszem na grani ( zakonnice na Orlej ), no i historia Bronisława i Marii Bandrowskich w Żlebie Drege'a - tak sobie dawano radę przedtem.gb pisze:Jak dawano sobie radę przedtem????
Z czerwonym biustonoszem to była młoda Polka pochodzenia kanadyjskiego a uratowali ją klerycy. Żadnych zakonnic tam nie było.
No to ja się pytam turystów - jaki jest międzynarodowy sygnał wołania o pomoc, za pomocą sygnałów świetlnych lub dźwiękowych.
Jest 2.11.2002 roku. W Księżówce na Murowanicy trwają rekolekcje dla księży. Trzech księży postanawia zrobić sobie "dzień kontemplacji” w górach. Udają się na Halę Gąsienicową i stamtąd dalej w kierunku Zawratu. Pogoda tego dnia nie najlepsza. Wieje silny wiatr, pada śnieg, przez granie przewalają się chmury. Gdy dochodzą do Zmarzłego Stawu słyszą gdzieś z góry kobiecy głos wzywający pomocy... Nie mogąc określić dokładnie miejsca, skąd dochodzi wołanie, dzwonią tel. komórkowym do TOPR. Ratownicy proszą ich, by się porozglądali wokół, jeśli mogą podeszli nieco wyżej, by zlokalizować miejsce, skąd dochodzi wołanie o pomoc. Równocześnie z Hali Gąsienicowej w tamten rejon udaje się dwóch ratowników. W Centrali organizuje się większa grupa ratowników, która oczekuje na bardziej konkretne informacje i by stosownie do nich zabrać odpowiedni ratowniczy sprzęt.
Tymczasem księża potwierdzają, że wołanie dochodzi gdzieś ze szlaku na Zawrat, najprawdopodobniej gdzieś ze ścian Małego Koziego Wierchu. Gdy mgły się nieco rozwiały, księża zobaczyli jakąś postać w ścianie machającą do nich czymś czerwonym. Ponieważ widoczność znów się popsuła, księża zaczęli schodzić w dół, a nad Zmarzły Staw dotarła dwójka ratowników, którzy wyszli z Murowańca. Im też we mgle trudno było zlokalizować dokładnie miejsce, w którym znajduje się wzywająca pomocy osoba. Podchodzą wyżej i po głosie wołającej o pomoc określają, że turystka znajduje się w ścianie Małego Koziego Wierchu. Jeden z nich wchodzi w ścianę. Jednak trudne warunki, zalodzenie skał powodują, że ratownik musi się wycofać. Gdy schodzi w dół do szlaku ze ściany spada... czerwony biustonosz. Ratownicy postanawiają dostać się do oczekującej na pomoc turystki od góry. Wychodzą na Zawrat i dalej na grań. W tym czasie od dołu podchodzi ekipa ratowników z Zakopanego. Robi się ciemno, strzelają rakiety oświetlające ścianę. Ratownicy będący na grani dostrzegają kilkadziesiąt metrów poniżej stojącą na skalnej półce dziewczynę. Zakładają stanowisko i zjeżdżają do niej na linie. Gdy ratownik dojeżdża do niej uradowana dziewczyna mówi: „Chłopaki, przyjdźcie jutro, bo po nocy to pewnie trudno się ratuje”. I tu ratowników zaskoczyła, ale tylko na chwilę. Ratownicy wyciągnęli ją na grań i sprowadzili do Murowańca.
Po drodze dziewczyna zaczęła opowiadać, jak doszło do tego zdarzenia. Otóż dwa dni wcześniej wyszła sama z Murowańca z zamiarem dotarcia przez Zawrat do Pięciu Stawów. Idąc w kierunku Zawratu, zgubiła częściowo zasypany śniegiem szlak. Weszła w ścianę Małego Koziego Wierchu, dochodząc do miejsca, skąd nie było już odwrotu. Zaczęła wzywać pomocy, ale tego dnia w kiepskiej pogodzie nikt z turystów nie pojawił się w tamtym rejonie.
Dziewczyna noc spędziła na skalnej półce, w śpiworze, który w padającym śniegu przemókł. Następnego dnia też nikt nie pojawił się na szlaku, nikt nie usłyszał wołania o pomoc. W ścianie spędziła kolejną noc. Dopiero na trzeci dzień dziewczyna nad Zmarzłym Stawem dostrzegła trzech turystów. Zaczęła wzywać pomocy. Ponieważ była ubrana w ciemną kurtkę i spodnie, trudno było ją dostrzec na tle szarych skał. Jedyną kolorową rzeczą jaką miała, był czerwony biustonosz. Zdjęła go i zaczęła wymachiwać licząc, że w ten sposób zostanie zauważona... Gdy zobaczyła, że księża schodzą w dół, a następnie jeden z ratowników wycofuje się ze ściany rzuciła biustonosz licząc, że wreszcie zostanie zauważona. Na pytanie ratowników, skąd u niej tak dobra forma mimo dwóch nocy spędzonych na skalnej półce, w śniegu, wietrze i mrozie, odpowiedziała, że od lat mieszka na Alasce. Tam też są góry, śnieg i zimno i trzeba umieć sobie radzić, by przeżyć.
Wracając do księży. Mam ogromną nadzieję, że swym dobrym uczynkiem, który być może uratował życie dziewczyny, odkupili grzech nieobecności tego dnia na rekolekcjach. Niech każdy myśli, że wszystko to zbieg przypadków. A może tymi przypadkami pokierował NAJWYŻSZY?”[1]
http://www.wgorach.com/?id=48132&locati ... lang_id=PL
Ja wiem że za dnia jak leci helikopter i potrzebna jest pomoc to się ustawiamy w literkę Y wyciągając ręce do góry. A jak nie to jedna w górze a druga w dół.
A wezwanie SOS w alfabecie Morse'a to trzy krótkie sygnały lub mrugnięcia światłem, trzy długie i znów trzy krótkie . Tyle co pamiętam
A wezwanie SOS w alfabecie Morse'a to trzy krótkie sygnały lub mrugnięcia światłem, trzy długie i znów trzy krótkie . Tyle co pamiętam
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
Iw, nie uwierzysz, ale w ubiegłym roku, kiedy szedłem tamtędy, kijek (a właściwie to, co z niego zostało), dalej sobie leżał tam, gdzie upadłuszba pisze: Pamiętasz co stało się z Twoim kijkiem na Lodowym?
pamiętam czasy, gdy na telefon przeznaczało się popołudnie, by zamówić rozmowę na poczcie w Zakopanem. (wtedy ranek był zarezerwowany na kolejki po zakupy spożywcze) Pamiętam, gdy weszły numery kierunkowe, a długi czas informacja o ich istnieniu była tajna. Ja przypadkowo się jakoś dowiedziałem i dzwoniąc po Polsce z automatu, wrzucając co 5 sekund monetę, wzbudzałem sesnację turystów.gb pisze:Albo takie, gdy tych automatów nie było?
nie odpowiem, nie żebym nie wiedział, ale w moim wyobrażeniu to jakby zapytać ile jest 2x2, zresztą był, nie tak dawno temu przypadek taternika, który zapchał się na Mnichu, wołał podręcznikowo, a tabuny turystów z Ceprostrady grzecznie mu odhukiwały i odmachiwały. Tak więc ta wiedza powinna być chyba walnięta tłustym drukiem na biletach i na kazdym szlakowskazie, wtedy miała by sens.gb pisze:Ktoś odpowie na pytanie Basi?
luknij na moje panoramy i galerie
dagomar pisze:Iw, nie uwierzysz, ale w ubiegłym roku, kiedy szedłem tamtędy, kijek (a właściwie to, co z niego zostało), dalej sobie leżał tam, gdzie upadł
Nie wiem jak to się stało ale druga część leżała długo u mnie w domu
dagomar pisze: Tak więc ta wiedza powinna być chyba walnięta tłustym drukiem na biletach i na kazdym szlakowskazie, wtedy miała by sens.
wszystkie moje plecaki posiadaję tę informacje na wewnętrznej stronie górnej klapy.
Z racji tego, że fotografowałem szkolenia z zakresu udzielania pierwszej pomocy w górach, to ten sygnał sobie "odświeżyłem", ale przyznaję szczerze, że od czasu, kiedy zaczęła się era telefonów komórkowych, nie dbałem o to, by trwale tkwił w mojej pamięci.gb pisze:Ktoś odpowie na pytanie Basi?
Pamiętam, że ostatni raz korzystałem z takiego telefonu w 2006 w Chochołowskiej, w której przecież do dzisiaj nie ma zasięgu.gb pisze:Pamięta ktoś jeszcze czasy, gdy jedyne dostępne telefony - dla turystów - to były automaty telefoniczne w schroniskach?
Ostatnio zmieniony sob 10 lis, 2012 przez Alan, łącznie zmieniany 1 raz.
jeśli tęsknisz, mogę Ci wysłać zdjęcie, albo co innegouszba pisze:ale druga część leżała długo u mnie w domu
luknij na moje panoramy i galerie
- Zakochani w Tatrach
-

- Posty: 3234
- Rejestracja: pn 22 paź, 2007
- Lokalizacja: Zawiercie
Ja też wiedziałam , ale nie zdążyłam napisaćBasia Z. pisze: jaki jest międzynarodowy sygnał wołania o pomoc, za pomocą sygnałów świetlnych lub dźwiękowych.
Bo latarkę – to przypuszczam, że każdy świadomy górołaz ma
Zakochani w Tatrach
Ja noszę - chyba głównie dzięki temu, że moje dzieci były na ten temat indoktrynowane w szwedzkiej szkole, no i dzięki dobrym przyzwyczajeniom z "nordic skating" i długich wypraw na nartach, gdzie noszenie m in gwizdka jest żelazną zasadą.Zakochani w Tatrach pisze:(...) czy ktoś z Forumowiczów nosi przy plecaku gwizdek, żeby mieć czym te sygnały nadawać ? ...
Od kilku lat (i od pewnego wydarzenia) mam zawsze ze sobą mini zestaw "ratowniczy" - głośny gwizdek, malutki kompas, dobrą zapalniczkę (z latareczką), zapałki, małą wkładkę do znicza (jako ewentualną rozpałkę do ogniska). Mam to w jednym wodoszczelnym opakowaniu, zazwyczaj nawet tych rzeczy z opakowania nie wyciągam i zabieram ze sobą nawet jak idę w góry tylko na 3 godziny.Zakochani w Tatrach pisze:Ja też wiedziałam , ale nie zdążyłam napisaćBasia Z. pisze: jaki jest międzynarodowy sygnał wołania o pomoc, za pomocą sygnałów świetlnych lub dźwiękowych..... no i mam w związku z tym takie pytanie – czy ktoś z Forumowiczów nosi przy plecaku gwizdek, żeby mieć czym te sygnały nadawać ? ...
Bo latarkę – to przypuszczam, że każdy świadomy górołaz ma.
Oprócz tego (ale niezależnie od tego) - latarkę-czołówkę (ticca), zapasowe baterie do niej i telefon również z wbudowaną latarką i kompasem.




