Nie zapomniał tylko nie musi być na bieżąco z informacjami ze śledztwa prokuratorskiego.Janek pisze:I dr Lasek w cudowny sposób "zapomniał" o wszystkim co się dowiedział w kwestii katastrofy smoleńskiej.
Wypadki górskie i lotnicze
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Rozumiem, że kolega je posiada. Może nawet z tego samegó źródła co Gmyz?mefistofeles pisze:Nie zapomniał tylko nie musi być na bieżąco z informacjami ze śledztwa prokuratorskiego.Janek pisze:I dr Lasek w cudowny sposób "zapomniał" o wszystkim co się dowiedział w kwestii katastrofy smoleńskiej.
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
To już wyjaśni pan w odpowiedniej prokuraturze, podobnie jak (mam nadzieję) pan Gmyz, pan Błaszczak, pan Hofman, pan Kaczyński i inni "lepiej poinformowani", z "czterech źródeł".mefistofeles pisze:Nie, nie posiadam nic tajnego czego nie byłoby w prasie.Janek pisze: Rozumiem, że kolega je posiada. Może nawet z tego samegó źródła co Gmyz?
Każdemu jego Everest...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
TVN24 rozpoczęło transmisję posiedzenia zespołu Macierewicza poświęcone sprawie powołania komisji międzynarodowej. Referentem jest podobno profesor prawa międzynarodowego, pan Ancudowicz z Torunia. Rozpoczął on wystąpienie od słów - "Szanowni parlamentariusze"... Student I roku prawa gdyby nazwał parlamentarzystę parlamentariuszem dostałby dwóję i wyleciałby na zbity pysk z gabinetu.
Jestem gorszego sortu...
Nie zapominaj o pałkarzach GW. My też czuwamy, z trotylem i nitrogliceryną...andy67 pisze:Bo przecież ten zły Tusk i jego siepacze są wszędzie.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... u_nie.html
No i po co to było Panu, Panie Profesorze Gliński? Siedział Pan spokojnie w swojej katedrze, cieszył się sympatią studentów, o incydencie antyaustradowym dawno zapomniano. Po co Panu "sojusz" z facetem, przy którym małpa z brzytwą jawi się jako absolutnie nieszkodliwe stworzenie?
Jestem gorszego sortu...
trochę poezji w wątku politycznym... do dowolnej interpretacji 
Jacek Kaczmarski "Epitafium dla Sowizdrzała" /fragment/
"Przecież wiem kto
Robi mi to,
Bym bał się, wściekał się na zło,
Aż strawię czas swój na bezsilny lęk i boje.
Ja wolę skok
Przez blask i mrok
Na tyczce drwin, bez zbędnych zwłok
Nad każdym błotem śmignąć i nad każdym gnojem.
Niech patrzy drań
Co łatwych pań
Ma w bród za kilka śliskich zdań -
Jak żyją ci co się nie mają czego wstydzić.
Judasza spłosz -
A on za grosz
Zmyśli, czego nie widział wprost:
Czego się nie da zniszczyć - z tego trzeba szydzić."
Jacek Kaczmarski "Epitafium dla Sowizdrzała" /fragment/
"Przecież wiem kto
Robi mi to,
Bym bał się, wściekał się na zło,
Aż strawię czas swój na bezsilny lęk i boje.
Ja wolę skok
Przez blask i mrok
Na tyczce drwin, bez zbędnych zwłok
Nad każdym błotem śmignąć i nad każdym gnojem.
Niech patrzy drań
Co łatwych pań
Ma w bród za kilka śliskich zdań -
Jak żyją ci co się nie mają czego wstydzić.
Judasza spłosz -
A on za grosz
Zmyśli, czego nie widział wprost:
Czego się nie da zniszczyć - z tego trzeba szydzić."
Ps 61,3
Mocne słowa profeora Zbigniewa Brzezińskiego:
http://www.tvn24.pl/prof-brzezinski-ros ... 534,s.html
http://www.tvn24.pl/prof-brzezinski-ros ... 534,s.html
Jestem gorszego sortu...
Mefi - znasz to:
Krzysztof Łoziński: Ekspert… od bredni
2012-04-17. Od kilku dni politycy PiS (Kaczyński, Giżyński i inni) otwarcie głoszą niepopartą żadnymi dowodami (chyba, że uznać za takie paranoiczne urojenia) tezę, nawet pewność, iż katastrofa prezydenckiego Tupolewa była zamachem. Najnowsza wersja tych bredni głosi, że były dwa wybuchy. Dziwne wybuchy, których nie widział i nie słyszał żaden świadek, nie zarejestrowały ich żadne przyrządy, a na wraku nie zostały żadne ślady chemiczne. Na podstawie tej tezy poseł Giżyński oświadczył wprost, że „kolaborantem Moskwy i zdrajcą jest premier Donald Tusk”, zaś Jarosław Kaczyński grzmiał, że Donald Tusk znajdzie się na liście hańby narodowej. Pominę rozważania na temat bezdennego chamstwa obu panów. Pomówmy o ich głupocie.
Na czym oparte są te schizofreniczne teorie o bezśladowym zamachu i samolocie co ścina brzozy i leci dalej? Na przedziwnej ekspertyzie Wiesława Biniendy przedstawianego jako „profesor fizyki pracujący w USA, ekspert NASA”. Dziwi mnie, czemu nikt z dziennikarzy nie zainteresował się dotąd, kim naprawdę jest Wiesław K. Binienda, bo według moich ustaleń, nie jest ani profesorem w polskim tego słowa znaczeniu, ani fizykiem, ani ekspertem NASA i obecnie wcale w NASA nie pracuje. Jedyne z tej wizytówki, co jest prawdą, to to, iż pracuje w USA.
Od początku zwróciło moją uwagę to, że człowiek przedstawiany jako profesor fizyki z USA wygaduje, na temat fizyki właśnie, takie bzdury, iż nie powinien nie tylko uzyskać dyplomu z fizyki, ale nawet matury. A jednocześnie używa skomplikowanych programów komputerowych do obliczenia wytrzymałości brzozy i skrzydła samolotu, nie znając dokładnej budowy tego skrzydła, wymiarów, przekroi, materiałów, kształtu profili konstrukcji… Jakim cudem fizyk, może obliczać wytrzymałość czegoś, o czym nie wie, jak jest zbudowane i z czego? Co to za fizyk, który nie wie, że drobna różnica w kształcie profilu i w składzie stopu, z którego jest wykonany, może radykalnie zmieniać jego właściwości? Co to za fizyk, który nie wie, że w przypadku prowadzenia obliczeń, w których dane wyjściowe znane są w przybliżeniu (Binienda ani PiS nie mają dokumentacji technicznej tego samolotu), następuje zjawisko mnożenia błędu i błąd końcowy może nawet przekroczyć sto procent uzyskanego wyniku? Co to za fizyk, który nie wie, iż każda teoria jest błędna, jeśli przeczą jej fakty empiryczne (brzoza została złamana, a skrzydło odpadło, więc wszelkie teorie o tym, że nie powinno odpaść, ale bo, że nie uderzyło w brzozę, są do bani i już)?
Zacząłem szukać. Najpierw znalazłem list otwarty w „Kontratekstach”, o którym już nie pamiętałem. Jest to „Petycja w sprawie dyskryminacji obywateli polskich” z dnia 13 stycznia 2008, w której grupa sygnatariuszy użala się, iż nie mogą być zatrudniani na polskich uczelniach, bo pracują za granicą, gdzie nie istnieje habilitacja i stopień docenta, a nie pozwala na to ustawa, która mówi, że do tego zatrudnienia potrzebna jest habilitacja lub „znaczne i twórcze osiągnięcia w pracy naukowej”. Jednym z sygnatariuszy jest: „Wiesław K. Binienda, The University of Akron, Akron, OH, USA”.
A to ci dopiero! Profesor fizyki, Wiesław Binienda, jak sam uważa, nie ma habilitacji oraz „znacznych i twórczych osiągnięć w pracy naukowej”. Zaznaczam, to nie ja tak uważam, to on sam się pod tym podpisał.
No to szperamy dalej i… bingo! Wiesław Binienda ukończył w 1980 roku Wydział Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej. Nie jest więc fizykiem, tylko inżynierem od samochodów i traktorów. Fizyki nie studiował, przynajmniej na Wydziale Fizyki UW (sprawdziłem).
No dobrze, a może nauczył się później? W końcu ja też nie studiowałem dziennikarstwa i politologii, a od 30 lat się tym zajmuję, tylko właśnie matematykę i fizykę. Czemu więc odmawiać prawa bycia fizykiem Biniendzie? A no temu, że z jego publicznych wypowiedzi wyziera kompromitujący wręcz brak znajomości elementarnych praw fizyki i to takich ze szkoły średniej (o tym dalej).
A jak to jest z tym profesorem? W systemie amerykańskim słowo „profesor” nie oznacza stopnia naukowego, tylko etat wykładowcy na uczelni. W znaczeniu amerykańskim Binienda profesorem jest, bo rzeczywiście pracuje w Colegium of Engineering (Szkole Inżynierskiej) University of Akron, w Akron w stanie Ohio. Po angielsku brzmi to niemal jak Oxford lub Sorbona, ale jest to typowa prowincjonalna szkółka prywatna, która w amerykańskich rankingach wyższych uczelni nawet nie jest notowana (a przynajmniej nie znalazłem). Akron, to, jak na USA, dziura niczym polskie Skierniewice, choć pod względem liczby mieszkańców, to co najmniej Radom. Nie wielkość miasta jest tu jednak istotna (Berkeley to też nie gigant, a uczelnia zacna). Istotne jest to, że kogo bym z kolegów fizyków spytał, to o ośrodku badawczym fizyki w Akron nie słyszał.
Owszem, w języku angielskim, w USA, Binienda ma prawo używać tytułu „profesor”, ale źle jest, jeśli przenosi ten tytuł do Polski i nie protestuje, gdy na konferencjach PiS przedstawiany jest jako „profesor fizyki”. Uczciwie powinien powiedzieć: - Sorry, nie jestem fizykiem i profesorem, jestem inżynierem i mam tylko doktorat. I nikt by nie miał do niego pretensji. Ale wykorzystywanie w Polsce tego, że słowo profesor po angielsku znaczy co innego, niż po polsku, jest po prostu nieuczciwe. Podobnie jest ze słowem „student”, które po angielsku oznacza ucznia, a nie studenta, a mimo to uczniowie amerykańskich szkół średnich nie twierdzą w Polsce, że są studentami wyższych uczelni. Doktor inżynier na pewno nie jest profesorem doktorem habilitowanym fizyki, więc niech takowego nie udaje.
Kim zatem jest Wiesław Binienda w tej Szkole Inżynierskiej (Colegium of Engineering) Uniwersytetu w Acron? Jest dziekanem Department of Civil Engineering, co po przetłumaczeniu na język polski oznacza Wydział Inżynierii Lądowej i Wodnej (civil engineering – inżynieria lądowa i wodna; słownik angielsko-polski).
Reasumując: Wiesław K. Binienda nie jest amerykańskim odpowiednikiem profesora na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, tylko inżynierem doktorem, dziekanem Wydziału Inżynierii Lądowej na amerykańskim odpowiedniku Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Radomiu. Nie mam nic przeciw WSI w Radomiu, ale to deczko co innego niż Wydział Fizyki na UW.
I tu zaczyna być coraz dziwniej. Dziekan inżynierii lądowej twierdzi, że „brzoza to miękkie drewno”. To pan inżynier dziekan nie wie o istnieniu tablic wytrzymałości materiałów używanych przez inżynierów budowlanych? Ja bez trudu znalazłem odpowiednia tabelę twardości drewna:
Twardość drewna w MPa
■świerk 27 MPa,
■sosna 30 MPa,
■jodła 30 MPa,
■modrzew 38 MPa,
■brzoza 49 MPa,
■jesion 56 MPa,
■dąb 60 MPa.
Jak widać z przytoczonych danych, twardość drewna brzozowego jest tylko niewiele mniejsza, o 7 MPa, od twardości jesionu, i o 11 MPa od dębu, a znacznie większa (niemal dwa razy) od twardości świerku, z którego wykonuje się większość drewnianych konstrukcji w budownictwie. Nie jest więc prawdą, że drewno brzozowe jest „miękkie”. Zgodzi się pan ze mną, że drewno dębu jest twarde? Jeśli przyjmiemy twardość dębu za 100%, to twardość brzozy wyniesie w tej skali 81,67%. Jest to więc drewno tylko nieco mniej twarde niż dębowe. Niestety panie inżynierze, teoria o „miękkim patyku” leży gruzach. Zresztą nie trzeba być inżynierem ani fizykiem. Każdy polski wieśniak rąbiący drewno na opał wie, że piłowanie i rąbanie brzozy to ciężka robota, a miękkie są tylko cienkie tegoroczne gałązki, ale nie pień o grubości 46 centymetrów!
I tu kolejne twierdzenie pana doktora inżyniera: Na wiosnę w drzewie są soki i skutki zderzenia powinny być mniejsze, bo drewno jest mniej twarde. To pan inżynier doktor nie wie, że ciężar właściwy (więc i całkowity) mokrego drewna jest istotnie większy, niż suchego? To pan inżynier doktor nie wie, że skutki zderzenia z masywniejszą przeszkodą są groźniejsze, niż z przeszkodą lżejszą? Do tej wiedzy nie trzeba być fizykiem ani inżynierem. W liceum uczą. Z mechaniki Newtona to wynika.
Pan doktor inżynier twierdzi też, że zderzenie z „miękką brzozą” było by słabe i urwane skrzydło powinno spaść 11 metrów za brzozą (spadło ok. 100 m dalej). Zaraz, zaraz. Samolot miał prędkość rzędu 280 – 300 km/h. Aby skrzydło z wysokości ok. 6 m spadło 11 m dalej, jego prędkość po zderzeniu musiałaby być znikoma. Taka prędkość człowiek bez trudu nadaje piłce, gdy nią rzuca. Oznacza to, że niemal cała energia kinetyczna skrzydła została pochłonięta przy zderzeniu, a to z kolei znaczy, że siły działające w tym momencie musiały być gigantyczne. No to jak panie inżynierze, zderzenie było słabe, czy potężne? Chyba pan zaprzecza sam sobie.
Mógłbym tak znęcać się dalej. Lektura strony internetowej Wiesława Biniendy też jest ciekawa. Słowo profesor powtarza się na niej gdzie tylko się da. Musi mieć facet niezły kompleks. Wykaz bibliografii imponujący, 148 pozycji, bóg wojny w nauce, Einstein wysiada! Tylko jak się temu przyjrzymy krytycznie, to bardzo to blednie. Są dwie książki, ale obie pod identycznym tytułem, tylko w innym częściowo składzie autorów. W pierwszej jest trzech autorów, w drugiej sam Binienda. Druga różnica, to rok wydania. Czy aby nie są to dwa wydania tej samej pozycji? Treści żadnej z tych 148 publikacji poznać nie można, bo są same tytuły, bez tekstu.
Dalej są 4 artykuły wstępne, 40 artykułów prasowych (w prasie specjalistycznej), 66 sprawozdań i innych publikacji, 20 publikacji NASA i 6 aplikacji patentowych. W sumie 148. Niemal wszystko to prace zbiorowe. Przyglądając się temu szumowi zauważam, że niektóre pozycje są chyba sztucznie rozmnożone. Np. w publikacjach NASA znajdujemy dwie pozycje:
1. W.K. Binienda, S.M. Arnold and H.Q Tan, „Calculation of Stress Intensity Factors in an Isotropic Multi-C racked Plate: Part I - Theoretical Development,” NASA TM 1 05766, 1992.
2. S.M. Arnold, W.K. Binienda, H.Q. Tan and M.H. Xu, „Calculation of Stress Intensity Factors in an Isotropic Multi-Cracked Plate: Part II – Symbolic/Numeric Implementation,” NASA TM 105823, 1992.
Nie trudno zauważyć, iż są to dwie części jednej publikacji. Po co robić z tego dwie pozycje w bibliografii? Dalej w wielu miejscach, sądząc po bardzo podobnych tytułach i identycznym składzie autorów, odnoszę wrażenie, że mogą to być powtórzone te same artykuły w różnych czasopismach. Szkoda, że nie można ocenić treści, bo jest niedostępna.
Niestety znów mam wrażenie, iż pan inżynier ma wielką potrzebę brylowania i podkreślania swojej wielkości.
A jak to jest z tym „ekspertem NASA”. Wiesław Binienda niewątpliwie pracował dla NASA w wieloosobowym zespole badającym wytrzymałość materiałów. W żadnej z publikacji NASA nie występuje samodzielnie. Moi informatorzy twierdzą, iż zespół ten wykonywał typowo pomiarowe prace laboratoryjne. Co by to nie było, dla NASA pracował, tylko czy jako ekspert?
Wchodzę na strony NASA i szukam nazwiska Binienda. Odpowiedź wyszukiwarki za każdym razem brzmi: Invalid Request – w wolnym tłumaczeniu: błędna prośba. Jednym słowem w zasobach stron NASA takiego nazwiska nie ma. Reasumując: Binienda niewątpliwi uczestniczył w jakiś pracach dla NASA, ale był na tyle mało ważny, że na stronach NASA go nie ma. Czy więc nazywanie go „ekspertem NASA” to nie przesada?
No i teraz, co ja o tym wszystkim myślę. Jakoś nie wierzę, by absolwent Politechniki Warszawskiej i pracownik nawet najbardziej prowincjonalnej uczelni amerykańskiej do tego stopnia nie znał praw fizyki. Myślę, że jest inaczej. Myślę, że Wiesław Binienda, z powodu albo ideologicznego zaślepienia, albo z powodu chęci brylowania i leczenia kompleksów, robi rzecz w nauce niedopuszczalną. Założył sobie z góry kompletnie nieprawdziwą tezę, że w Smoleńsku był zamach, i kombinując jak koń pod górę, naginając fakty i prawa fizyki, stara się tę bzdurę udowodnić. W oczach ludzi wykształconych kompromituje się i ośmiesza, ale ma swoje 5 minut w mediach i podziw gromady nieuków i ćwierćinteligentów z PiS-u. Ci ignoranci, ale jakże wszechstronni, z Kaczyńskim i Giżyńskim na czele, patrzą w niego, jak w obraz. Ci panowie, z powodu swego nieuctwa, nie wiedzą, że w każdej nauce istnieją ludzie głoszący tak zwane poglądy odosobnione. Środowiska naukowe nie traktują ich poważnie. Co innego takie ciała, jak zespół Macierewicza, które mają ideologiczne zamówienie na udowodnienie kompletnej nieprawdy. Dedykuję twierdzenie Petera: „Nawet największa liczba ćwierćinteligentów nie daje jednego inteligenta”.
Na koniec przytoczę pewną znamienną anegdotkę krążącą na Wydziale Fizyki w moich czasach studenckich, a było to tak dawno, iż ludzie tyle nie żyją. Podobno prof. Wróblewski, na egzaminie z fizyki doświadczalnej, postawił na biurku szklankę z wodą i spytał studenta: - Proszę pana, dlaczego ta szklanka jest cieplejsza nie z tej strony, z której pada na nią światło słoneczne, tylko z przeciwnej? Student zaczął kombinować o załamaniu, odbiciu i tak dalej, aż w końcu wyprodukował teorię tłumaczącą zjawisko. Wówczas profesor powiedział: - Nie, bo ją obróciłem.
Ta anegdota pokazuje rzeczywiste zjawisko występujące w pseudonauce. Jeśli robi się to, co robi Wiesław Binienda, czyli zaczyna dowód od tezy, to selekcjonując fakty i naginając prawa, można udowodnić każdą bzdurę. Internet jest pełen tego rodzaju dowodów i takich ekspertów.
Krzysztof Łoziński
Jestem gorszego sortu...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
a kto to jest ten Łoziński? Google kierują na "studio opinii" czyli taki antykaczystowski der Sturmer. A i inne ciekawe rzeczy można o nim w googlu znaleźć - choćby tu polemika z przedstawionym tekstem:
http://kontrowersje.net/tresc/krzysztof ... kich_metod
PS Posłałem PW.
http://kontrowersje.net/tresc/krzysztof ... kich_metod
PS Posłałem PW.
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Żeby uzmysłowić niektórym chorym umysłom: (zresztą podobnie sugeruje Brzeziński) , bardziej uprawnione jest twierdzenie, że Kaczyński to rosyjski szpieg, niż że w Smoleńsku samolot został wysadzony. Jest oczywista korzyść dla Rosji takiego ględzenia o tym na okrągło. Po drugie dopiero fakt ewentualnej agentury na rzecz Rosji Kaczyńskiego daje sens spowodowania zamachu, te dwa zdarzenia łącznie, i tylko łącznie uprawdopodabniają tezę o zamachu, którego dokonali Rosjanie. Po trzecie skoro Kaczor i jego zwolennicy mogą wyzywać ludzi od morderców nie posiadając żadnych ku temu podstaw, to czemu mnie nie wolno twierdzić o nim, że to sprzedawczyk i obcy agent ? , wolność to wolność, hulaj dusza.
Po czwarte słyszę, że Komorowski pieprzy znowu o jakiejś komisji ? , co to za dupy wołowe wybraliśmy, że nikt nie ma jaj, by Kaczyńskiemu pokazać w końcu środkowy palec ??. Życie w tym kraju staje się nie do zniesienia, wszystkim pasuje pieprzenie o trotylu, po co gadać o lawinowo rosnącej administracji, braku zmian strukturalnych w rolnictwie, górnictwie, nauczycielstwie, kodeksie pracy, systemie ubezpieczeń i słuzbie zdrowia ? Wszak zrobimy show o znikających ciałach i matce Madzi i niech się kręci.
Czas sobie powiedzieć jasno, drodzy Polacy, po dwudziestu latach od upadku komunizmu zamieniliśmy wujującego komunistę na aparatczyka. Zamieniliśmy Gomułkę na parodię Gierka.
Pomożecie ?
Ja już nie, mam was wszystkich, panowie politycy, w dupie
Po czwarte słyszę, że Komorowski pieprzy znowu o jakiejś komisji ? , co to za dupy wołowe wybraliśmy, że nikt nie ma jaj, by Kaczyńskiemu pokazać w końcu środkowy palec ??. Życie w tym kraju staje się nie do zniesienia, wszystkim pasuje pieprzenie o trotylu, po co gadać o lawinowo rosnącej administracji, braku zmian strukturalnych w rolnictwie, górnictwie, nauczycielstwie, kodeksie pracy, systemie ubezpieczeń i słuzbie zdrowia ? Wszak zrobimy show o znikających ciałach i matce Madzi i niech się kręci.
Czas sobie powiedzieć jasno, drodzy Polacy, po dwudziestu latach od upadku komunizmu zamieniliśmy wujującego komunistę na aparatczyka. Zamieniliśmy Gomułkę na parodię Gierka.
Pomożecie ?
Ja już nie, mam was wszystkich, panowie politycy, w dupie
luknij na moje panoramy i galerie
A tak naprawdę co za różnica "kto to jest" ? Czy 2 x 2 = 4 napisane przez niego jest mniej warte od 2 x 2 = 7,11 napisanego przez Macierewicza ?mefistofeles pisze:a kto to jest ten Łoziński? Google kierują na "studio opinii" czyli taki antykaczystowski der Sturmer. A i inne ciekawe rzeczy można o nim w googlu znaleźć - choćby tu polemika z przedstawionym tekstem:
http://kontrowersje.net/tresc/krzysztof ... kich_metod
PS Posłałem PW.
Każdemu jego Everest...
- mefistofeles
-

- Posty: 17204
- Rejestracja: pt 25 cze, 2004
- Lokalizacja: Inowrocław
- Kontakt:
Tyle, że tu mamy 2x2=111 i dlatego pytam. Facet napisał bzdury, nawet googlem nie umiał sie posługiwac więc intersuje mnie czemu jego opinia ma mieć znaczenie?andy67 pisze: Czy 2 x 2 = 4 napisane przez niego jest mniej warte od 2 x 2 = 7,11 napisanego przez Macierewicza ?
A profesora Biniendę naprawdę w NASA znają i cenią (tu wyjaśnienie odnośnie tytulatury - w USA nie ma tytuły profesora, nie ma habilitacji. Ale stanowisko zajmowane przez dra Biniendę odpowiada polskiemu profesorowi nadzwyczajnemu).
Jeśli się boisz, już jesteś niewolnikiem!
Grzegorz Braun
Grzegorz Braun
Mefi, ja też, i Janek, i pewnie wielu innych na tym Forum jesteśmy inżynierami i nie potrzeba nam opinii prawnika z Bożej łaski Kaczyńskiego, politologa-historyka Maciarewicza, kilku dziennikarze od wszystkiego, by wiedzieć, jak się zachowują obiekty w ruchu. Nie potrzebujemy podpierać się tytułami przed nazwiskami nie wiadomo skąd wyciągniętych ekspertów. 2+2 w warunkach istniejącej i ogólnie przyjętej nauki zawsze będzie równało się cztery i można to zmienić jedynie wprowadzając inną matematykę, cuda lub czary.
A jeżeli wybuchło, co być może, to winy należy szukać wśród zamachowca-samobójcy z Pisu, jakimś niedorzecznym pomysłom Prezydenta na pokładzie lub indolencji niedouczonej załogi po weryfikacji Maciarewicza, a nie Ruskich, bo po prostu Ruscy nie robią rzeczy bezsensownych. Oni jedynie potrafią do perfekcji wykorzystać słabości i okazje, które się nadarzają. N.p. manię przesladowczą Kaczora i, jeśli znam trochę historię, już tam Prezesowi do ucha niejeden ruski agent szepcze miłe jego uchu słówka o trotylu, ograbianiu Świętych Ciał z komórek i spisku Tuska z Putinem
A jeżeli wybuchło, co być może, to winy należy szukać wśród zamachowca-samobójcy z Pisu, jakimś niedorzecznym pomysłom Prezydenta na pokładzie lub indolencji niedouczonej załogi po weryfikacji Maciarewicza, a nie Ruskich, bo po prostu Ruscy nie robią rzeczy bezsensownych. Oni jedynie potrafią do perfekcji wykorzystać słabości i okazje, które się nadarzają. N.p. manię przesladowczą Kaczora i, jeśli znam trochę historię, już tam Prezesowi do ucha niejeden ruski agent szepcze miłe jego uchu słówka o trotylu, ograbianiu Świętych Ciał z komórek i spisku Tuska z Putinem
luknij na moje panoramy i galerie
Widzę że wreszcie przejrzałeś na oczy co do Macierewicza.mefistofeles pisze:Tyle, że tu mamy 2x2=111 i dlatego pytam. Facet napisał bzdury, nawet googlem nie umiał sie posługiwac więc intersuje mnie czemu jego opinia ma mieć znaczenie?andy67 pisze:2 x 2 = 7,11 napisanego przez Macierewicza ?
Każdemu jego Everest...


