Zakochani w Tatrach pisze:Ola …. Pięknie napisane i piękne zdjęcia .
Jak czytam takie relacje – to ogromnie mi żal, że nie mam 40 lat mniej …. z tym większą przyjemnością oglądam widoki z miejsc dla mnie niedostępnych.
A grań Fajek – chyba łatwa nie jest.
Kiedyś – schodząc ze Skrajnego Granatu – słyszeliśmy dobiegający stamtąd tragiczny głos kobiety, która krzyczała do swojego partnera, że nie da rady...i całą dyskusję , jak wybrnąć z tej sytuacji.
Tym większe – uznanie dla Ciebie, że dałaś radę .
Dziękuje Alu, za komplement "relacyjny"
Zabrzmi to teraz okropnie głupio, ale teraz w wieku 23 lat, żałuję, że tak "późno", bo dopiero 7lat temu zaczęłam przygodę z Tatrami,
Grań Fajek, nie jest zasadniczo trudna, wyceniana chyba na II, jednak ekspozycja, widoki i w konsekwencji psychicznie można odczuwać nieco większe trudności

Szczególnie w tej "sławetnej" rysie, pokonywanej w dół.
Za to widoki... Bajkowe!
Myślę, że Grań Fajek znajdzie się jeszcze kiedyś w moim dzienniku wyprawowym

To jest naprawdę ciekawe miejsce. Daje wiele radości połaczonej z adrenaliną i niezapomnianym "łaaaał",gdy widzi się po raz pierwszy grań, którą trzeba przejść
Agaar pisze:Czyli, jeżeli nie chce się "wpaść po uszy", to to nie należy iść z osobnikiem płci przeciwnej na Grań Fajek?
Podobno teraz, legalizują związki jednej płci w niektórych krajach, więc "wolność Tomku w swoim domku"
Po uszy wpadłam- uwiodły mnie Fajki

Co prawda, legendę można interpretować w dwójnasób, dlatego mogę z czystym sumieniem napisać, iż zakochałam się w tej grani

Jednakże, legenda ma w sobie odrobinę prawdy, bo gdy schodziłam rysą, nie znając jeszcze tej taternickiej przypowiastki, patrząc na Łukasza, pomyślałam sobie że albo go znienawidzę, albo pokocham, jak uda mi się wyjść cało z tej "chwilowej opresji"
Ale jak to bywa z babami, jak już dotarłam cała i zdrowa, zapomniałam o swoich obu obietnicach
Agaar pisze:Nie przeszkadzały Ci te rowerowe rękawiczki? Nie ma przyjemniejszej rzeczy jak dotyk, ogrzanej przez słońce, skały... Ech.
Zasadniczo nie przeszkadzały. Rzeczywiście podczas samej wspinaczki, dotyk skały nadaje większego jej wyczucia , ale podczas asekuracji, trzymania liny- są pomocne
andy67 pisze:I kolejny piękny, dosłownie i w przenośni górski kawałek. Dzięki
Dzięki Andy
andy67 pisze:"pustynna dolina Pańszczyca" - no właśnie, kojarzy mi się ona zawsze ze spaghetti westernami
Kiedy pierwszy raz schodziłam do niej z Krzyżnego, pomyślałam sobie, że jest pustynnie, western'owo i jednym słowem diabolicznie

Umęczona po całym dniu na Orlej, czułam się tam jak w jakimś małym piekiełku
