Myślę, że ten bajer jest wyłącznie dla początkujących, albo takich, którzy chodzą po szlakach ze słuchawkami na uszach lub - co gorsza - słuchającymi muzyki na głos z telefonów komórkowych . Po prostu lubią jak im się coś za uszami drze....nawet w górachBasia Z. pisze:Tego "mobilnego przewodnika" nie będę używać własnie dlatego, że zepsułby mi całą frajdę i przyjemność.
Jak ktoś lubi to niech korzysta.
Ja na pewno nie będę
Basiu, jak jedziesz obok kierowcy, to może wyszukiwanie drogi sprawia Ci przyjemność, ale jak siedzę za kierownicą, to błąkanie po nieznanym mieście - gdzie tu nakaz, tam zakaz a tak w ogóle to nie wiem gdzie jestem - sprawia mi wyłącznie stres i nerwyBasia Z. pisze: idę lub jadę gdzieś dla czystej swojej przyjemności to zdecydowanie lubię mieć frajdę z samodzielnego wyszukiwania drogi.
GPS mi tego w dużej mierze oszczędza, po prostu czuje się pewniej, choć wiem, że nie jest to urządzenie bezbłędne.
Poza tym nie zawsze jedziemy tą najkrótszą drogą – Bóg wie jakimi polnymi ścieżkami prowadzącą.
Jak już pisałam - opracowujemy sobie drogę na mapie i jedziemy wg. niej.
Jeśli różni się od tej, na którą nas kieruje, to jedziemy wg drogowskazów po swojemu, a GPS pokrzyczy, poprzelicza i w końcu złapie o co nam chodzi
Nie zawsze warto jechać tymi najkrótszymi, po jakichś wąskich, dziurawych drogach...na pewno się na tym nie zaoszczędzi zbytnio - ani czasu, ani benzyny, o samochodzie nie wspominając.
Mapa – nawet z GPS-em jest po prostu niezastąpiona w każdej sytuacji wyjazdowo-turystycznej
W góry też zawsze mapę zabieramy, choć właściwie nigdy do niej nie zaglądamy - chyba, że idziemy gdzieś pierwszy raz.
Czasem się przydaje pokazać drogę tym, którzy idą w góry, sami nie wiedzą gdzie, a potem jak i którędy stamtąd wrócić.
Ostatnio też takiej młodej parze pomogliśmy wyjść z opresji na szlaku.
Natomiast używanie GPSa w górach, to sobie w ogóle nie wyobrażam...... tu jestem starodawna bardzo





