Mobilny przewodnik po Tatrach
Dokładnie to tylko kolejna możliwość zdobycia lub poszerzenia wiedzy o tym gdzie się jest... a nóż ktoś złapie bakcyla i po powrocie zagłębi temat 
Wyruszyć tam, gdzie sięga wzrok, by dojść hen za horyzont. Trzeba tylko zrobić krok, by zacząć iść tym szlakiem...
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
https://picasaweb.google.com/lh/myphotos
dagomar pisze:Lepiej kupić konsolę
Pomijam fakt, że ocenianie ten program nie widząc go pewnie jeszcze na oczy, ale może innym pozwolicie osobiście przetestować i zdecydować o jego przydatności.Mic1907 pisze: Ludzie, nie zabierajcie przyjemności z wyznaczania lub odnajdywania drogi za pomocą mapy !.
Mi się nawet podoba, co prawda na nizinach jest mi bezużyteczny, ale w górach może okazać się pomocny.
P.S. Nie dla każdego szukanie przy pomocy papierowej mapy, na wietrze, jest przyjemnością.
Na wietrze podejrzewam, ze nawet dla NIKOGO nie jest to przyjemnością... . Możemy bawić się w dalsze wymienianie warunków pogodowych, które mogą przeszkadzać w czytaniu z mapy. Jak również możemy mapę sobie zorganizować ( np. laminat). Możemy też wymienić przeszkody w używaniu telefonu. Możemy wszystko. Tylko akurat tutaj nie ma to sensu.lars pisze:dagomar pisze:Lepiej kupić konsolęPomijam fakt, że ocenianie ten program nie widząc go pewnie jeszcze na oczy.Mic1907 pisze: Ludzie, nie zabierajcie przyjemności z wyznaczania lub odnajdywania drogi za pomocą mapy !.
P.S. Nie dla każdego szukanie przy pomocy papierowej mapy, na wietrze, jest przyjemnością.
Każdy ma swój Everest marzeń.
Janek, myślę ze praktycznie wszyscy Ci którzy zainstalują ten program, poszliby w Tatry i bez niego.Janek pisze: I w efekcie powwiększy tylko tłok na trasach. Ja tam uważam każdą formę ułatwienia turystyki w Tatrach za niepotrzebną, by nie powiedzieć szkodliwą.
Tylko, że w Tatrach wiatr jest prawie codziennością, a przy powierzchni mapy wystarczy niewielki by utrudniać jej przeglądanie. Z reszta można mieć mapę i ten program, którego nikt nikomu nie karze instalować.Mic1907 pisze: Na wietrze podejrzewam, ze nawet dla NIKOGO nie jest to przyjemnością... . Możemy bawić się w dalsze wymienianie warunków pogodowych, które mogą przeszkadzać w czytaniu z mapy. Jak również możemy mapę sobie zorganizować ( np. laminat). Możemy też wymienić przeszkody w używaniu telefonu. Możemy wszystko. Tylko akurat w tym nie ma sensu.
- Zakochani w Tatrach
-

- Posty: 3234
- Rejestracja: pn 22 paź, 2007
- Lokalizacja: Zawiercie
Ja korzystam...nawet wtedy, gdy jadę do Zakopanego lub Krościenka - gdzie z zawiązanymi oczami też bym dojechałakrzymul pisze:Z opisem dróg jezdnych już jest. Ktoś korzysta ?
Siadam sobie za kierownicą, a tu mi baba mówi : skręć w lewo, skręć w prawo
Mimo, że jestem starej daty - bardzo polubiłam to urządzenie.
Przydaje się, gdy się człowiek czasem zagada lub zagapi.
Kiedyś wracając z Pienin, zagadałam się, przeoczyłam zjazd na Zabrzeż na skrzyżowaniu i pojechałam na Nowy Sącz....nawet się zdziwiłam czego ta paniusia tak się drze ..."jeśli możesz to zawróć i skręć w prawo....jeśli możesz....".
Szybko się jednak zorientowałam i zrobiłam tak, jak mi kazała
Oczywiście, nigdy jej nie słucham bezwarunkowo i bezmyślnie. Zawsze gdy jedziemy nową drogą, wcześniej opracowujemy ją na mapie, a i w czasie drogi małżonek kontroluje czy dobrze nas prowadzi.
Inna rzecz, że nie mam wgranych aktualnych map. Muszę to uzupełnić.
Jest nieoceniony, gdy się człowiek zgubi w dużym nieznanym mieście.
Ostatnio, gdy wracaliśmy z Gąsek, skręciłam w Bygdoszczy o jedną ulicę za wcześnie - w samym centrum. Ruch...samochodów...i ja biedna zagubiona w tym wszystkim...
Małżonek oczywiście - jak jakaś kasandra ....źle pojechałaś, trzeba było.....
Teraz to ja też wiem, że trzeba było
Nie wiem jak bym się stamtąd wydostała bez pomocy GPS
Wyprowadził mnie jakimiś uliczkami bocznymi bezbłędnie na właściwą drogę...
Zakochani w Tatrach
Ostatnio w ciągu lata kiedy pilotowałam autokarowe wycieczki co najmniej z 5 razy okazało się, że jako pilot jestem znacznie lepsza od GPS 
Oczywiście pilotując w nieznanym mi terenie mam cały czas na kolanach najnowszą mapę lub plan miasta i sama nie kieruję samochodem ale na bieżąco daję wskazówki kierowcy.
Kierowca uważa na znaki, światła itd. ja pilnuję gdzie trzeba skręcić.
Miała miejsce np. taka sytuacja - pilotuję autokar na trasie Ostrawa - Ołomuniec - autostrada prosta jak strzelił, więc na dłuższą chwilę poszłam na tył autokaru zbierać pieniądze na wstęp do zamku, który mieliśmy zwiedzać (co też należy do obowiązków pilota), no i nie pilnowałam trasy.
Autostrada prosta, a mnie jakoś tak zarzuciło, bo autokar skręca, więc patrzę na drogę, a my jedziemy wąską szosą z licznymi zakrętami.
Podchodzę więc ponownie do kierowcy i pytam co się dzieje, dlaczego zjechaliśmy z autostrady. A on na to, ze GPS tak ich wykierował.
Okazało się, ze autostrada wprawdzie istnieje od ponad roku, ale w GPS kierowcy nie mieli jeszcze wgranej właściwej mapy Czech, no i GPS ich wykierował na starą drogę.
Podobnie zresztą było na Ukrainie w drodze na Krym. Zorientować się w tamtejszych dużych miastach nawet przy pomocy GPS - to jest po prostu czarna magia.
GPS chyba był źle ustawiony, bo uporczywie za każdym razem kierował nas do środka każdego mijanego dużego miasta, podczas kiedy znacznie wygodniej jest zawsze korzystać z obwodnicy, co też robiliśmy nie słuchając go w ogóle.
Czasem się przydawał kiedy w środku miasta trzeba było trafić do hotelu.
Ale w dwóch przypadkach (np. w Odessie i w Ałuszcie) dobry plan miasta oraz moja znajomość miasta była lepsza.
Ale aby tak współpracować kierowca musi mieć zaufanie do pilota. Mi się ze wszystkimi kierowcami współpracowało znakomicie.
Oczywiście pilotując w nieznanym mi terenie mam cały czas na kolanach najnowszą mapę lub plan miasta i sama nie kieruję samochodem ale na bieżąco daję wskazówki kierowcy.
Kierowca uważa na znaki, światła itd. ja pilnuję gdzie trzeba skręcić.
Miała miejsce np. taka sytuacja - pilotuję autokar na trasie Ostrawa - Ołomuniec - autostrada prosta jak strzelił, więc na dłuższą chwilę poszłam na tył autokaru zbierać pieniądze na wstęp do zamku, który mieliśmy zwiedzać (co też należy do obowiązków pilota), no i nie pilnowałam trasy.
Autostrada prosta, a mnie jakoś tak zarzuciło, bo autokar skręca, więc patrzę na drogę, a my jedziemy wąską szosą z licznymi zakrętami.
Podchodzę więc ponownie do kierowcy i pytam co się dzieje, dlaczego zjechaliśmy z autostrady. A on na to, ze GPS tak ich wykierował.
Okazało się, ze autostrada wprawdzie istnieje od ponad roku, ale w GPS kierowcy nie mieli jeszcze wgranej właściwej mapy Czech, no i GPS ich wykierował na starą drogę.
Podobnie zresztą było na Ukrainie w drodze na Krym. Zorientować się w tamtejszych dużych miastach nawet przy pomocy GPS - to jest po prostu czarna magia.
GPS chyba był źle ustawiony, bo uporczywie za każdym razem kierował nas do środka każdego mijanego dużego miasta, podczas kiedy znacznie wygodniej jest zawsze korzystać z obwodnicy, co też robiliśmy nie słuchając go w ogóle.
Czasem się przydawał kiedy w środku miasta trzeba było trafić do hotelu.
Ale w dwóch przypadkach (np. w Odessie i w Ałuszcie) dobry plan miasta oraz moja znajomość miasta była lepsza.
Ale aby tak współpracować kierowca musi mieć zaufanie do pilota. Mi się ze wszystkimi kierowcami współpracowało znakomicie.
Ostatnio zmieniony pt 02 lis, 2012 przez Basia Z., łącznie zmieniany 1 raz.
Może, ale też na pewno trasa "przez środek miasta" jest w kilometrach krótsza niż obwodnicą i dlatego tam prowadził. A nie zawsze najkrótsza jest najszybsza.krzymul pisze:Pewnie miał mapy nieaktualne.Basia Z. pisze:bo uporczywie za każdym razem kierował nas do środka każdego mijanego dużego miasta, podczas kiedy znacznie wygodniej jest zawsze korzystać z obwodnicy, co też robiliśmy nie słuchając go w ogóle.
Raz GPS nas wykierował pod prąd, innym razem przy wyjeździe z Winnicy na ulicę zamkniętą w określonych godzinach.
Miałam przygotowane wydruki wszystkich centrów miast (Lwów, Tarnopol, Winnica, Chmielnicki, Humań, Odessa, Mikołajów, cały Krym) z googli, ale google też bywają spóźnione o około pół roku, a na Ukrainie - niedokładne.
Dodatkowo te plany miast które zdołałam zdobyć.
Na googlach nie ma np. A1 na trasie Gliwice-Pyrzowice, a w rzeczywistości jest.
W sumie to jest świetna zabawa, po prostu uwielbiam pilotowanie samochodu lub autokaru.
Trasa najkrótsza może być zwodnicza. Dwa lata temu wracając z Chorwacji wnuk nastawił (po korekcie planów) w jednym z czeskich miast "najkrótszą trasę" do Wisły Wielkiej koło Pszczyny (mamy tam przyjaciół). No i "pan Hołowczyc" poprowadził nas taką drogą, że momentami się zastanawiałem czy to jeszcze droga czy też pole (w dodatku było już ciemno). Ale dojechaliśmy i na miejscu dowiedzieliśmy się od przyjaciół, że poprowadził nas traktem przemytników alkoholu z niedawnych czasów.
W Pradze czeskiej bez GPS-u mielibyśmy kłopoty z znalezieniem hostelu, w którym mieliśmy rezerwację noclegu.
W Pradze czeskiej bez GPS-u mielibyśmy kłopoty z znalezieniem hostelu, w którym mieliśmy rezerwację noclegu.
Jestem gorszego sortu...
ja kiedys rozpalilem ogien jak ludzie pierwotni czyli kawalek kija i drewna,,,ile ja sie nakrecilem,ale musze powiedziec ze satysfakcja jest duzo wieksza jak sie je kielbaski z wlasnego ognia,,polecam krzymul jak masz cierpliwosckrzymul pisze:Ot weźmy taką zapałkę, jakie to proste "cyk" i mamy ogień, a dawniej ile to człek musiał główkować i wysilić mózgownicę, żeby rozpalić ognisko.
"Zdobadz wszystko nie robiac nic"
Tego "mobilnego przewodnika" nie będę używać własnie dlatego, że zepsułby mi całą frajdę i przyjemność.
Ogień zapalam zapałką, lub zapalniczką bo muszę zapalić gaz aby coś ugotować lub ogrzać wodę na kąpiel. GPS czasem używamy (acz bez specjalnej przyjemności) kiedy pilnie musimy gdzieś trafić (chociaż generalnie zawsze wolę dobrą mapę).
Ale kiedy idę lub jadę gdzieś dla czystej swojej przyjemności to zdecydowanie lubię mieć frajdę z samodzielnego wyszukiwania drogi. Kiedy poznaję coś nowego mam frajdę z samodzielnego poznawania i dowiadywania się, wyszukiwania informacji, a nie podane wszystko na tacy w postaci lekkostrawnej papki - coś co przygotował dla mnie ktoś inny.
Jest zasadnicza różnica, pomiędzy tym kiedy sama przygotowuję się do wycieczki, kiedy korzystam z wielu - czasem kilkunastu lub więcej źródeł - cudzych relacji, forów, przewodników papierowych i internetowych, a kiedy mam tylko jedno źródło w formie już "gotowej" i nie mogę go porównać z innymi.
Inna sprawa że czasem bywa, że piszę taką "papkę" dla innych, jednak zawsze staram się, aby zachęcała do kolejnych własnych poszukiwań.
Ogień zapalam zapałką, lub zapalniczką bo muszę zapalić gaz aby coś ugotować lub ogrzać wodę na kąpiel. GPS czasem używamy (acz bez specjalnej przyjemności) kiedy pilnie musimy gdzieś trafić (chociaż generalnie zawsze wolę dobrą mapę).
Ale kiedy idę lub jadę gdzieś dla czystej swojej przyjemności to zdecydowanie lubię mieć frajdę z samodzielnego wyszukiwania drogi. Kiedy poznaję coś nowego mam frajdę z samodzielnego poznawania i dowiadywania się, wyszukiwania informacji, a nie podane wszystko na tacy w postaci lekkostrawnej papki - coś co przygotował dla mnie ktoś inny.
Jest zasadnicza różnica, pomiędzy tym kiedy sama przygotowuję się do wycieczki, kiedy korzystam z wielu - czasem kilkunastu lub więcej źródeł - cudzych relacji, forów, przewodników papierowych i internetowych, a kiedy mam tylko jedno źródło w formie już "gotowej" i nie mogę go porównać z innymi.
Inna sprawa że czasem bywa, że piszę taką "papkę" dla innych, jednak zawsze staram się, aby zachęcała do kolejnych własnych poszukiwań.
Spotkałem w Tatrach ludzi, raczej zieloni, choć dobrze usprzętowieni i przygotowani, mieli i proponowali mi zdjęcia, bo juz im niepotrzebne, wracali... grzecznie podziękowałem, tam kolejno były zgrane skądś foty drogi ze strzałkami, gdzie iść, każde 100m kolejno (może jacyś ich znajomi focili wcześniej) plus oczywiście skany z WHP i WC, do tego na dyktafonie ponagrywali sobie opis drogi.
I dotąd nie wiem, jak to oceniać
, no bo trudno wyobrazić sobie lepsze przygotowanie do pozaszlakowej drogi, tylko podziwiać, lecz wiem, że sam idąc gdzieś po raz pierwszy nigdy aż tak nie pozbawię się pewnej aury przygody, odkrywania, poznawania, tego, co mnie w góry ciągnie
I dotąd nie wiem, jak to oceniać
luknij na moje panoramy i galerie





