Śledząc prognozy można było hasać do woli po górach ,wybierając sobie dowolne górskie cele . Tak było i tym razem. Kolejny ciepły weekend ,a więc kolejna wycieczka . Ze względu na przewidywalny natłok ludzki omijamy Polskie Tatry i lądujemy na Słowacji. Miło się wędruje po szlaku w ciepłym słońcu jesieni rozmawiając o różnych sprawach , więc droga do chaty mija nam przyjemnie i szybko. Mały popas i rozdzielamy się na zespoły .
Kiedy męskie grono odchodzi ku swojej drodze, moje damsko męskie rusza w stronę przeciwną.Po dojściu do żlebu wyprowadzającego nas na pierwszą przełączkę , w ramach szeroko rozumianej gościnności i zasad dżentelmeństwa puszczam panie przodem , a co teraz ja sobie będę szedł na szarym końcu
Po jednej drobnej korekcie kursu, lądujemy na dłuuugim zachodzie wyprowadzającym nas ku następnej dużo większej przełęczy.
- Moje panie nasza droga odbija tutaj w lewo ,ale skoroście już tu są proponuje wam wyjście na ten szczyt po prawej .
- A ty nie idziesz ? Aleś jest leń .
- Ja tam już byłem.
Poszły. No to zaś papierosek, widoczki i błogie lenistwo
Po nasyceniu się widokami dolin i szczytów ,a w szczególności wspaniałej formacji płytowej którą nasza góra jest opancerzona od zachodu , ruszamy dalej. Panie prowadzą mnie przez nieco kruchą rynnę która wyprowadza nas na kolejną przełączkę. Tutaj zastanawiamy się nad końcowym wariantem drogi: prosto ,w lewo czy w prawo?
Najłatwiejsza droga wiedzie nieco w dół kruchym żlebem w prawo i trawers półkami w lewo , prosto to ciekawe wspinanie o małych trudnościach po pewnej skale , w lewo zaś systemem półek i krótką rynną poprzez pewne wrótka można wydostać się na wschodnią grań.
I kiedy tak się zastanawiamy na przełączce pojawiają się pewni taternicy idący na nasz szczyt przez północną grań, biorąc nas zapewne za zagubionych turystów , wygłaszają nam krótki wykład o niebezpieczeństwach gór i proponują nam najłatwiejsze wyjście od lewej(!) strony ,że... no niestety dalszych rozważań nie słyszę tylko schodzę nieco kruchym żlebem w prawo a dziewczyny ruszają za mną .
"Ale ze mnie cham ,przecież ja idę pierwszy " chwila konsternacji i już puszczam moje panie przodem .
System półek wyprowadza nas na południowe zbocza naszej góry , panie gnają wiedzione instynktem zdobywczyń ,efektem czego szczyt zdobywamy nieco inną trudniejszą niż zwykła drogą.
Szczyt , wspaniałe widoki ,cudowna prawie letnia pogoda sprawiają ,że gościmy na nim nieco dłużej .Wpisujemy się do książki jako trzeci tego dnia zespół. Siedzimy sobie w słońcu nazywając wszystkie widoczne szczyty,przełęcze ,doliny,drogi... ech cudownie.
Panie robią niezliczoną ilość zdjęć , normalnie jakaś sesja fotograficzna, no ale w takim miejscu...
Niestety dni są coraz krótsze więc trzeba zacząć schodzić . Tym razem zostaję wypuszczony na prowadzenie ( taaak
Droga zejściowa , ze względu na to ,że umówieni jesteśmy przy schronisku taka sama jak podejściowa mija nam dość szybko i przyjemnie. Meldujemy się przy chacie ,kiedy część doliny pogrąża się już w cieniu. Rozsiadamy się na płaskich mutonach , oczekująca na powrót męskiego zespołu koleżanka dołącza się do naszej ekipy. Po pogratulowaniu moim paniom zdobycia szczytu ,przychodzi czas na toast piwny i cytrynówkowy,a gdy robi się zimniej przenosimy się do chaty gdzie zostaje uraczony przez moje panie kolejnym piwem i polewką z soczewicy w ramach... hmm najtońsego vodcy
W związku z nadciągającym zmierzchem postanawiamy schodzić , aby poczekać na resztę przy parkingu.Czubki szczytów płoną czerwienią zachodzącego słońca , robi się nieco chłodniej. Zmierzch dopada nas w końcówce trasy , kiedy jesteśmy już na asfaltowej drodze wygaszamy nasze czołówki i schodzimy po ciemku patrząc w niesamowicie rozgwieżdżone niebo , udaje mi się zobaczyć wspaniałą spadającą gwiazdę,szybko myślę nad swoim życzeniem, czy się sprawdzi ? Zobaczymy.
Tydzień wcześniej wraz z moimi przyjaciółmi dane mi było przeżyć jedną z najlepszych tegorocznych przygód gdy w dzikim zakątku Tatr po pokonaniu pewnej pięknej grani schodziliśmy w ciemnościach niezwykle kruchym żlebem , tym razem we wspaniałym towarzystwie góralki i Wielkopolanki zdobyłem wspaniały szczyt i choć każda z wycieczek jest inna ,niezmiennie łączy je wszystkie to samo ... wspaniali ludzie.
Towarzyszkom moim: Agnieszce i Ani chciałbym ciepło z tego miejsca podziękować
Smolik
Dolina

Na szarym końcu

Lodowe

Po wschodniej stronie

Lodowy Stawek

Kolosy

Stawy

Płyta Karłowicza

Z wierzchołka

Ze szczytu

Moje miejsce na ziemi

Rób fotę póki nie widzi

Co ty tam , wiersze piszesz?

Dwie kozice i stary cap

Odbicie








